poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

       Asagiri spoglądała na mnie, jakbym właśnie spowodował jakiś wypadek, który strasznie ją zdenerwował. Po tej aferze z zamachem na jej życie, nie dziwię się, że moja mała towarzyszka jest lekko podenerwowana.
  Skrzyżowała swoje ręce na piersi, nadal nie zmieniając swojego wyrazu twarzy. Nagle uderzyły we mnie słowa zamachowca, które zagnieździły się w mojej pamięci, niczym świerzb.
- Słuchaj, Asa- teraz to ja skrzyżowałem ręce na piersi, mój głos zabrzmiał poważnie, zdecydowanie, więc zdenerwowana mina Asagiri została zastąpiona na nieco łagodniejszą. - Dusza powiedziała mi, że... no..- Jednak, gdy zastanawiałem się, jak dokładnie dobrać słowa, mój głos znów wrócił do normalnego tonu.- Czy twój dziadek przed paroma latami skazał kogoś na pal, że ten ktoś z jego rodziny teraz chce się na nim mścić? Nie wiem, tak on to ujął... jego krewny został skazany na pal, przez Króla Vlada.
 Asagiri na dobre zapomniała o swym gniewie, rozluźniła swoje mięśnie, po czym wywróciła oczy na bok, jakby szukała w pamięci jakiegoś wspomnienia.
- Dziadek coś mi opowiadał, że jak mnie jeszcze nie było na świecie, po wojnie skazał jakiegoś zbrodniarza... nie pamiętam jego imienia, za swe czyny został skazany na śmierć, nabity na pal. Tylko tyle pamiętam. Na prawdę- powiedziała, kręcąc przecząco głową.
 Oparłem się o drzwi do prosektorium, a w mojej głowie zacząłem układać wszystko, każdy fragment dzisiejszego wydarzenia w logiczną całość.
 Król Vlad III Palownik jest dziadkiem Asagiri, który skazał na śmierć, na pewno jakąś znaczącą postać w wojnie, z którą prowadził. Teraz krewni tej osoby pragną się zemścić na nim, zabijając jego wnuczkę- teraz motyw jest oczywisty!! Zamachowiec próbował zabić wnuczkę Króla, aby zadać mu większą karę niż śmierć. Ból po utracie bliskiej osoby. Ból jego i Królewskiej rodziny. Jeszcze jedno... Kim jest dusza lwicy?
- No dobrze.
 Teraz powiedziałem Asagiri, to co ułożyłem sobie w głowie. Moja towarzyszka mocno zaniepokojona, zacisnęła usta.
- To straszne- powiedziała.
- Wiem.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~Wesele Vlada~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Ten dzień... Królewskie wesele w sali balowej trwało w najlepsze, nikt nie świadomy niebezpieczeństwa (oczywiście Asagiri wciąż była pod ochroną żołnierzy). Goście weselni bawili się hucznie, pałaszując wszystko, co znajdowało się na stole. Najznakomitsze potrawy znikały w mgnieniu oka, muzyka zmuszała do tańca, a dekoracje sali cieszyły oczy.
 Goście honorowi (Inni władcy, Namiestnicy) siedzieli w pobliżu Królewskiej pary.
- Doskonale- szepnąłem, mijając tańczące pary. Wielkim cudem przecisnąłem się do stołu, gdzie można było spróbować wina, które podobno były przepyszne. Nalałem sobie pół pucharu wiśniowoczerwonego napoju. Wzrokiem wychwytywałem Asagiri, jednocześnie piłem z pucharu. Wino miało niebiańską słodycz, a cierpkość  rozpływała się w smaku wina.
 Po paru pucharach kręciło mi się w głowie, a alkohol zmuszał do włączenia się do zabawy.
- Exan!- usłyszałem kobiecy głos za sobą. Odwróciłem się i spojrzałem na piękną szatę koloru błękitu. Ariannae uśmiechała się miło, widocznie też była po paru łykach wina.
- Cześć, śliczna- przywitałem się. Odstawiliśmy puchary na bok, jej piękne oczy mówiły jedynie "Zatańczysz ze mną?" Muzyka i alkohol dodała szaleństwa do naszych poczynań, nasze ciała zwarły się w powolnym tańcu.
- Jak się czujesz?- zapytała.
 Poza tym, że mam kręćka po winie, to w sumie...
- Wszystko jest dobrze- odparłem spokojnie.
  Sam nie wiedziałem ile nasz taniec pochłonął czasu, lecz mogłem go jeszcze stracić, byleby zatrzymać Ariannae przy sobie. Stracić wszystko... nawet.
- Asagiri zniknęła!- zawołał jeden ze strażników.
 Wszyscy goście weselni skierowali swoje zdezorientowane spojrzenia w strażnika, Król wstał, zgromadził w sobie wściekłość, Ojciec Asagiri przerwał rozmowę z jakąś osobą, po czym przeniósł wzrok na wojskowego. Muzyka przestała grać, tańce ustały... zapadła martwa cisza, jakby wszyscy wokół mnie wstrzymali oddechy.
 Król ze wściekłości rzucił stalowym pucharem, rozlewając alkohol, który wypełniał naczynie, po czym spłynął strumieniem po schodach.
- Znajdźcie ją!- warknął władca.
 Spojrzałem przerażony na Ariannae, a ona zaniepokojona zakryła ręką usta.
                                                                             ***

   Prosiłem po raz setny Ariannae, aby została na sali balowej. Goście nie mieli już nastroju do ucztowania z okazji zawarcia związku małżeńskiego Króla, szeptali coś... inni rozmawiali na głos.
- Co się stało?- ktoś zapytał.
- Biedna Asagiri.
- Proszę cię, zostań tu!- powiedziałem do Ariannae, która uparła się, żeby ze mną iść.
- Słuchaj, tutaj będziesz bezpieczna, zostań tutaj...
 Ariannae spojrzała na mnie, uparcie trzymając się swojej strony.
- Exanie Alexandrze Ravenwood, czegokolwiek nie zrobisz, nie zatrzymasz mnie!
- Aria, wiem, że łączy nas przyjaźń, większa od jakiegokolwiek uczucia, ale...
- Żadne ale!- syknęła szeptem.
 Westchnąłem przegrany, spojrzałem na grupkę zbierającego się oddziału poszukiwawczego.
- Dobrze, ale przysięgnij mi, że będziesz robić wszystko, co ci każę, bez wyjątku!
Ariannae już otworzyła usta, aby coś powiedzieć. Wiedziałem, co chciała powiedzieć, więc przycisnąłem stanowczo.
- Przysięgnij!- warknąłem.
Teraz to ona musiała przystać na mój warunek.
- Dobrze, przysięgam.
 Złapałem moją przyjaciółkę za rękę, szybkimi ruchami skierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych z sali balowej. Wychodząc na dziedziniec, pochłonięty przez noc, od razu objął nas chłód. Wziąłem jedną z pochodni od jakiegoś żołnierza.
- Teraz... gdzie ją szukać?
 Pierwsze podejrzenia nakierowały nas na ścieżkę, prowadzącą do pałacowego ogródka.
Wysoki żywopłot, okalał cały teren gęsto zarośnięty kwiatami z przeróżnymi kolorami, jednak wydeptana ścieżka prowadziła do zielonego labiryntu, zbudowany przez żywopłot. Ostrożnie, powoli kierowaliśmy się do niego, a mrok rozpuszczał się z każdym krokiem przez jasne światło pochodni.
 - Myślisz, że tędy musiała się udać?- szepnęła Ariannae.
 - To są tylko moje podejrzenia, Aria, coś myślę, że ona została porwana, a porywacz musiał chyba zaciągnąć ją...
Urwałem, gdyż w tym momencie jakaś mroczna moc, albo to tylko ciężar naszego ciała spowodował, że ziemia osunęła się nam spod nóg, po czym wpadliśmy w wir czarnej przepaści. Upadłem twarzą w wilgotną ziemię, a w ustach czułem piasek, błoto. Splunąłem obficie, starając się pozbyć wszystkiego z ust. Leżąca pochodnia oświetlała podziemny korytarz.
-...tutaj!- dokończyłem swoje wcześniej przerwane zdanie. Pomogłem wstać mojej przyjaciółce, jej nieskazitelnie biała szata została brutalnie pobrudzona ziemią i błotem. Podniosłem pochodnię, po czym zastanawiałem się, w którą stronę się udać. Uniosłem wyżej pochodnię, aby blask objął podłoże, wzrokiem zlustrowałem jej powierzchnię. Odciski stup prowadziły w lewą stronę.
 Spod ziemi wystawały korzenie, które napotkane głaskały nas po głowie, policzkach... a obwód podziemnego korytarza był taki, że przerośnięty żubr mógłby spokojnie nim przejść.
 Z każdym krokiem zaczęliśmy słyszeć cudze szepty, a gdy blask cudzej pochodni odbijał się od ściany, przed nami, swoją odrzuciłem za siebie.
Przywarliśmy do ściany, powoli przesuwaliśmy się wzdłuż niej, aż naszym oczom ukazała się okrągła, podziemna sala, a  ściany, co milimetr były przyozdobione w pochodnie, dzięki czemu pomieszczenie było jaśniejące od blasku.  Na środku pomieszczenia stało pięcioro osób. Trzech uzbrojonych zabójców oraz dwie kobiety. Asagiri i jakaś obca.
 Asagiri klęczała na ziemi, cicho płakała. Obca kobieta górowała nad nią, a w ręku trzymała coś na kształt drąga.
- Ja niczemu nie jestem winna...- pisnęła Asagiri.
- Zamknij się, suko!- warknęła przez zęby obca kobieta.
 Ciągle krążyła wokół niej, tak jak ziemia krąży wokół słońca. Asa bez ustanku płakała, ale na moje oko przynajmniej starała się nie uronić ani łzy. Kobieta z przepływu złości uderzyła Asę drągiem w policzek, tym samym przewróciła ją na ziemię.
 Wewnętrz mnie zaczął bezlitośnie wzbierać się złość, która była ciężko do opanowania - to jak poskramianie zbuntowanego konia.
- Przez twojego piekielnego dziadka, mój kochany nieżyje, a gdyby się on poddał w tym wszystkim, nie byłoby teraz tutaj całej tej zasranej farsy.. I wiesz co? Teraz zginiesz! Nadzieję cię na pal, jak kawał pieprzonego kurczaka, tak jak zrobił to twój dziadek mojemu krewnemu, będziesz rzygać krwią! Dopilnuję tego! - wrzeszczała jej do ucha, jakby Asa była głucha. Kobieta złapała ją brutalnie za włosy, po czym zaczęła ciągnąć Asagiri przez połowę pomieszczenia. Wzrokiem doprowadziłem ich, jak zbliżają się do wielkiej wyrwy, wielkości studni. Jej prześladowczyni zmusiła Asę, aby nachyliła się nad wyrwą, wciąż trzymając ją za włosy.
- Widzisz, tak cierpiał mój krewny! Ty mała zdziro, ty i twoja rodzina niech zadławią się krwią!
 Teraz zrozumiałem, że Asagiri nachyla się nad czymś w pewnym rodzaju myślodsiewni. Pewnie teraz z bólem wpatrywała się, jak członek rodziny tejże kobiety cierpi nabity na palu.
 A prześladowczyni zachowywała się tak, jakby temu wszystkiemu była winna moja mała towarzyszka. Muszę ratować Asę.
Odwracam się do Ariannae, która w mileczniu obserwowała całą tę makabrycznegą scenę.
- Słuchaj, ja postaram się załatwić sprawę światła, masz coś, czym mogłabyś się uporać z tamtymi? - zapytałem i wskazałem na zamaskowanych zabójców.
 Ariannae kiwnęła, po czym wyjęła sztylet. Ulubiona broń skrytobójców.
- Dobrze, gdy światło zgaśnie, ty na mój znak zajmiesz się nimi, ja pójdę po Asę.
 Z racji tego, iż planowałem nad cieniem, który nie tylko zapewniał mi sprytną ucieczkę, mogę też zastosować go do innych celów.
Od razu zacząłem sobie przypominać srogie słowa, mego Pana ojca, gdy uczył mnie tej umiejętności. "Skup się, gdyż tylko tak będziesz mógł uwolnić część siebie, jaki jest twój cień" Kierowałem się tymi słowami, uwolniłem z siebie cień, którego ukształtowałem w ogromnego kruka. Ptasi kształt cienia przeleciał wzdłuż pomieszczenia, a brzegami swych skrzydeł zmuchnął płomień pochodni, zalewając tym samym całą jaskinię mrokiem.
- Co się dzieje? - wydała z siebie zdezorientowana kobieta. Ruszyliśmy naprzód, ja w stronę, gdzie ostatnio znajdowała się Asa i jej prześladowczyni, a Ariannae do zabójców.
 Gdy wyczułem, że jestem blisko kobiet, dałem znak Ariannae, aby dokonała części mego planu. Płomień pojawił się w powietrzu, za sprawą mojej magii, który ponownie odpędził w połowie mrok. Gdy się odwróciłem, zabójcy lezeli martwi, Asagiri klęczała obok kobiety.
- A ty to kto? - zapytała się gniewnie kobieta.
- Ravenwood, chcę abyś wiedziała to, gdy będziesz umierać.
Za sprawą iluzji obok dłoni Asagiri pojawił się sztylet, wzrokiem dałem jej znać. Ta szybko zareagowała i wbiła ostrza w brzuch swojej oprawczyni.
 Podziemię wypełniły szaleńcze krzyki kobiety. Byłem tak wściekły, iż nie było mocy, która powstrzymałaby mnie od czegokolwiek. Podszedłem do kobiety i mocnym pchnięciem nogi zrzuciłem demonicę w otchłań wyrwy. Jej krzyk długo ciągnął się w mroku.
- Ostrza cień dla wrogów - zakończyłem całe to zdarzenie fragmentem rodowego motta mojej rodziny.

<Asagiri?? >

niedziela, 4 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Po rozmowie z dziadkiem poszłam do swojej komnaty. Cieszę się, że powiedziałam o tym komuś jeszcze, ale czułam się też trochę źle, że to głównie z mojego powodu wszystkie zabezpieczenia w zamku zostały podwojone. Zastanawiałam się, gdzie jest Exan, który po mojej konwersacji z królem Vladem III gdzieś zniknął. Nie pytałam się gdzie idzie, uznaje to za tę część prywatności, którą powinnam uszanować i nie wymuszać odpowiedzi u innych. 
Mimo, iż to była moja własna komnata, to nie czułam się w niej za pewnie. Czy to pewien rodzaj szoku i stresu, który wciąż się mnie trzyma? Jakkolwiek się to uczucie nazywało, wolałam go nie pogłębiać i nie sprawiać, że czułam się coraz gorzej. Wszyłam z pomieszczenia zamykając drzwi na klucz, postanawiając poszukać kogokolwiek z kim mogłabym spędzić swój wolny czas. 
Przez długi czas chodziłam i plątałam się między korytarzami, aż w końcu tak jakoś coś mnie skierowało w stronę prosektorium. Może moja podświadomość chciała, abym się tam znalazła z jakiegoś ważnego powodu? 
Byłam niezwykle zaskoczona kiedy zobaczyłam Exana wychodzącego z laboratorium, gdzie prawdopodobnie przechowywany był trup tego zamachowca, którego dzisiaj zabił. Lord Ravenwood zdawał się być tak samo zaskoczony jak ja. I w sumie nie wiem co było dziwniejsze, on wychodzący z prosektorium czy ja próbująca tam wejść. W sumie nie wiem czy by mnie wpuścili, może ojciec czy dziadek wydał taki rozkaz, żebym nie mogła patrzeć na to zwęglone ciało, chociaż to wydawało mi się trochę zbyt przesadzonym środkiem ostrożności.
- Co robiłeś w laboratorium? - zapytałam stając w miejscu i patrząc na niego. On przez chwilę myślał, jakby chciał znaleźć jakąś wymówkę - Exan, naprawdę nic się nie ukryje przede mną 100% legit, no scam, więc powiedz mi co robiłeś, jeżeli to ma jakikolwiek związek ze mną albo z tym lwem - dodałam kiedy nie uzyskałam odpowiedzi. Mój rozmówca wydał z siebie ciche westchnięcie, po czym lekko wywrócił oczami, w geście rezygnacji. 
- Rozmawiałem - no to się dowiedziałam, co innego można robić w prosektorium, jeśli się nie jest ani lekarzem, ani trupem. 
- Domyślam się, że nic innego tam robić za bardzo nie mogłeś, więc bardziej chodziło mi o to z kim. Bo wiem, że ma to jakiś związek z zamachowcem, mam chyba prawo wiedzieć kto chciał mnie zabić i dlaczego - odpowiedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.

<Exan? Dlaczego Asagiri wyszła jakby była wkurzona na cały świat i chciała zamordować 3/4 populacji>

Od Rowene CD. Shenemi

- Ooo, jaka malutka! - powiedziała Elhemina spoglądając na kolejną puszystą kulkę leżącą obok mnie. Postanowiłam wstać i pobawić się piłką. W końcu, lepszego zajęcia nie miałam. Niezgrabnie zeskoczyłam z łóżka, prawie uderzając głową o podłogę. Jednak udało mi się utrzymywać równowagę, przez co jedynie trochę bolały mnie łapy. Powoli podeszłam i wzięłam zabawkę. Położyłam się na plecach i zaczęłam podrzucać w górę.
- Rowene, tylko ostrożnie.- powiedziała do mnie mama na co mruknęłam ciche "dobrze" i dalej bawiłam się piłką. Nigdy mi się to nie nudziło. Była ona w czterech kolorach - białym, czerwonym, niebieskim oraz żółtym - i była nie większa, niż moja głowa. Zabawa trwałaby wieczność, gdyby nie okrzyk mamy.
- Dzieci, jedzenie!- usłyszałam. Zobaczyłam miskę, w której znajdowało się coś gęstego i białego (bez skojarzeń xd). Było słodkie i ciepłe, więc bardzo lubiłam to jeść. Lubiłam rzeczy w temperaturze pokojowej, wolałam nawet od tych zimnych. Szybko podbiegłam do krzesła, nieudolnie próbując na nie wskoczyć. Kathleen i Belial już siedzieli na swoich miejscach, a mi dalej się to nie udawało. Piłka poleciała byle gdzie, a ja wzięłam rozbieg i tuż przed krzesłem wybiłam się na tylnich łapach. Udało się. Usiadłam dumna z siebie, wąchając ciecz. Reszta rodzeństwa zaczęła jeść. Mówiąc reszta rodzeństwa, mam na myśli Beliala i Kathleen. Ta Shenemi była jakaś dziwna. Cały czas wydawała z siebie niezidentyfikowane dźwięki (duszności związane z chorobą), nigdzie się jej nie spieszy, nigdy nie bawi się z nami i cały swój czas spędzała z Elheminą. Denerwowało mnie to, bo przez nią ja większość czasu musiałam spędzać sama albo z rodzeństwem. Aczkolwiek to nie tak, że Elhemina mnie nie chciała. Po prostu za każdym razem, gdy pragnęłam coś zrobić z mamą, nagle Shenemi zaczynała się drzeć, a Mina biegła do niej, zostawiając mnie samą. Zobaczyłam, jak mama wstaje i bierze miskę Shen na łóżko. Dlaczego? My musieliśmy wskakiwać na krzesła, co osobiście mi nie przeszkadzało. Shenemi w spokoju jadła, aż nagle tata postanowił gdzieś wybiec w popłochu. Przez chuk zatrzaskiwanych drzwi, niechcący "przydeptałam" miskę łapą. Cała jej zawartość poszybowała w powietrzu w kierunku łóżka. Zamarłam, gdy nie mogłam dostrzec cieczy. Jednak Shenemi zaczęła się drzeć, więc wszystko było jasne. Wywróciłam oczami, nie ruszając się ze swojego miejsca.

Shenemi? 

czwartek, 1 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

        Znaleźliśmy się w ciepłym gabinecie ojca Asy, gdy ten pozwolił nam wejść.
Asagiri zaczęła od razu opowiadać, nie zważając na konieczność powitania swego Ojca coś w stylu "Witaj Ojcze". Mihnea, widząc lęk w oczach córki, wyprostował się w swoim fotelu, odrzucił od siebie wszelkie formalności i bacznie przyglądał się Asagiri.
Gdy moja mała towarzyszka coś pominęła, ja dopowiadałem, ale Mihnea nie spojrzał na mnie, ani raz.
 Skończyła opowiadać. Zapadła grobowa i niebezpieczna cisza. Mihnea siedział przez chwilę, a ja widziałem, jak na jego twarzy rysuje się złość i chęć zemsty.
- Proszę się nie martwić, zamachowiec...on... zabiłem go.- Powiedziałem tylko, gdyż nie mogłem znieść tej niespokojnej aury Mihnei.
- Na pewno planują jeszcze jakiś zamach, to nic nie zmienia śmierć jednego, czy dwóch zamachowców, jestem pewien, że jest ich więcej. Czuję to. Asagiri, idź ze swoim towarzyszem do Króla. Gdy nie będzie chciał z tobą rozmawiać, a na pewno tak będzie, ze względu na sprawy Królestwa, wtedy powiesz mu to.
 Mihnea przywołał córkę gestem, a ta bez dyskusji podeszła do ojca. On nachylił się, wyszeptał jej coś do ucha.
- Dobrze, tato... tak zrobię.
Mihnea wstał i opuścił swoje stanowisko przed biurkiem, wyszedł wraz z nami ze swojego gabinetu i skierował się w stronę koszar, aby zwołać pełną gotowość bojową.
 Nie czekając na nic więcej, pobiegliśmy korytarzem, który prowadził nas do wielkich drzwi. Asagiri w biegu otworzyła je i znaleźliśmy się w ogromnej komnacie.
                                                                               
                                                                                        2

 Król siedział na swoim stanowisku, a obok niego kręcili się doradcy, możnowładcy.
Asagiri i ja spojrzeliśmy po sobie.
- Idź do Króla, ja tu poczekam na ciebie.
Od razu można było się domyślić, iż początkowa reakcja Króla będzie nam dobrze znana. Kazał odejść Asie, gdyż miał teraz sporo na głowie, ale gdy powiedziała mu to, co kazał powtórzyć jej ojciec, od razu zmienił nastawienie. Kazał doradcom przerwać to, co robili wcześniej, a moja towarzyszka mogła w spokoju opowiedzieć historię napadu.
 Król słuchał ją z takim samym zainteresowaniem, co jej ojciec. Nie dziwiłem się, bo w końcu omal nie zginął królewski członek rodziny.
 Asa skończyła opowiadać, Vlad rozkazał swoim poddanym wracać do pracy, a on sam zaczął zmierzać w moją stronę.
 Powaga ogarnęła moje ciało, a na znak respektu dla Króla Vlada, pochyliłem lekko głowę.
- Dziękuję ci, że ocaliłeś moją wnuczkę- powiedział Król.
Nie podniosłem głowy, mówiłem do króla ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Zrobiłem to, co do mnie należy, mój panie.
 Vlad zrobił krok do przodu.
- Spójrz na mnie, gdy do mnie mówisz- to nie brzmiał, jak rozkaz. Vlad wypowiedział te słowa przepełnione wdzięcznością. Poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu.
 Po godzinie, Vlad zwołał wojsko, wszelkie środki ochrony zostały wzmocnione dziesięciokrotnie, tak, że nawet mała myszką... ba, nawet rybik cukrowy się nie prześlizgnie.
 Ja za ten czas zmierzałem szerokim korytarzem do laboratorium, gdzie przeprowadzano sekcję zwłok (szczerze, nie miałem nawet pojęcia, że takie pomieszczenie w ogóle istnieje w tym zamku) niedoszłego mordercy Asagiri. Spalone cielsko czerwonego lwa ( a raczej truchło nie przypominało teraz lwa), leżało na metalowym stole, a obok niego kręciło się dwóch naukowców.
- Chcę coś zrobić... przychodzę tu z rozkazu Króla!- mówię i od razu dodaję ostro, gdy jeden z naukowców próbował mi przeszkodzić. Wzruszyli tylko ramionami i wyszli z laboratorium.
Pomieszczenie było wypełnione jaskrawym światłem, które rzucały promienie na gabloty z nieznanymi mi substancjami alchemicznymi, stół operacyjny i nieskazitelnie czyste narzędzia.
 Podszedłem bliżej do zwłok lwa i przyjrzałem mu się uważnie. Spalony pysk, strawiona grzywa przez ogień sprawiały wrażenie widoku z najgorszych horrorów. Skóra ledwo trzymająca się ciała, a gdzieniegdzie było odsłonięte spalone mięso.
- Okaż mi się, kimkolwiek jesteś- szepnąłem tylko i czekałem, aż zabłąkana dusza zamachowca mi się objawi. Poczułem, jak chłodne powietrze uderza mnie w kark, jakby ktoś na mnie chuchał, zimne dreszcze przepłynęło przez moje ciało, niczym prąd. Mrugnąłem i nagle pojawiła mi się dusza zamachowca. Wyglądał tak, jak przed śmiercią. Jego czerwona grzywa gęsto obramowała jego surowy pysk, lśniła wyrazistym blaskiem.
- Kim ty jesteś, że przeszkodziłeś mi w wykonaniu misji?- zapytała dusza.
- A ty kim jesteś, że posuwasz się do tego stopnia, że próbujesz mordować niewinną osobę?
 Dusza warknęła głośno.
- Niewinną osobę? Ty otwórz oczy, przybłędo...
 Zupełnie nie miałem pojęcia o czym ta dusza mówi.
- O czym ty mówisz?
 Dusza stała tylko i patrzyła na mnie wzrokiem tak przenikliwym, iż największy waligóra narobiłby w gacie.
- Zapytaj się twojej przyjaciółki, a raczej jej dziadziusia...
- Nie mam zamiaru nikogo o nic pytać, broniłem życia mojej przyjaciółki- warknąłem i nie zamierzałem ulegać surowym oczom mordercy.
Dusza jednak podeszła do mnie.
- Pamiętaj Exanie z rodu Ravenwood, jesteś tylko marionetką w rękach Vlada, nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym! Żegnaj teraz, do zobaczenia w zaświatach mój biedny przyjacielu.
Dusza zniknęła. Laboratorium pojawiło się znowu, spalone ciało leżało w nienaruszonym stanie.
 Czy mogę się czegoś obawiać ze strony Vlada? Czy ta dusza pogrywa wyłącznie ze mną. "Nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym!"- te słowa wisiały teraz w powietrzu, jak przeklęty koszmar.

<Asagiri?>

środa, 31 lipca 2019

Rahela Dracula

Godność: Rahela
Data urodzenia: 11 maja 1491
Wiek: 18 lat
Płeć: Lwica
Orientacja: Heteroseksualna
Stanowisko: Pisarka, Tłumacz
Miejsce zamieszkania: Królewski zamek

Sephora Dracula

Godność: Sephora
Data urodzenia: 11 maja 1491
Wiek: 18 lat
Płeć: Lwica
Orientacja: Heteroseksualna
Stanowisko: Pisarka, Malarka
Miejsce zamieszkania: Królewski zamek

Ezechiel Dracula

Godność: Ezechiel
Data urodzenia: 11 maja 1491
Wiek: 18 lat
Płeć: Lew
Orientacja: Heteroseksualny
Stanowisko: Prawnik, wojownik
Miejsce zamieszkania: Królewski zamek

Moyses Dracula

Godność: Moyses
Data urodzenia: 11 maja 1491
Wiek: 18 lat
Płeć: Lew
Orientacja: Heteroseksualny
Stanowisko: Zastępca lorda dowódcy gwardii królewskiej, wojownik
Miejsce zamieszkania: Królewski zamek
Charakter: - w budowie -

Postarzanie

Nadszedł koniec miesiąca a wraz z nim postarzanie. Również teraz postarzone zostaną wszystkie postaci. To postarzenie wiąże się z dorośnięciem potomstwa dziedzica tronu oraz jego przyrodniego brata. Proszę wszystkich o przesłanie gotowych formularzy dorosłych lwów.

Administracja

Konkursy...

Po ostatnich rewolucjach i zmianach na blogu mamy dla was w nagrodę kilka konkursów.

Od Vlada IV Ślub

Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Wujek Sorci do samego wieczora dzień przed ślubem biegał po całym zamku by sprawdzić czy wszystko jest w należytym porządku i żadna z dekoracji nie uległa zniszczeniu. Ciotka Lunaver również nie próżnowała: chodziła po całym zamku kontrolując czy wszyscy wykonali przydzielone im obowiązki. Mnie i Rose również nie ominęła kontrola: musieliśmy zaprezentować nasz taniec, cztery razy potworzyć tekst przysięgi małżeńskiej, dokładnie opisać wszystkie zwyczaje związane z ślubem i późniejszych weselem a także szczegółowo omówić wszelkie powinności jakie mieliśmy wobec poszczególnych osób. Było tego strasznie dużo ale całe szczęście zaliczyliśmy ten sprawdzian z moją przyszłą żoną na piątkę, a przynajmniej w teorii. Wieczorem wujek Sorci po skompletowaniu mojego stroju zabrał mnie do jednej z położonych nieopodal pałacu karczm na mój wieczór  kawalerski. W planach było spędzenie kilku godzin w wyłącznie męskim towarzystwie a później powrót do pałacu by położyć się spać. Kiedy weszliśmy do karczmy od razu moim oczom ukazało się wiele bliskich mi osób: goście zagraniczni i większość arystokracji mieli przyjechać dopiero jutro na sam ślub i wesele, wieczór kawalerski i panieński były tylko dla nas i naszych rodzin. Myślałem, że będzie tutaj raczej młodsza część rodziny ale pojawił się również dziadek i jego bracia. Cieszyło mnie to, ponieważ byłem z nim bardzo mocno związany.
Men's Imperial Medieval Fleur De Lis Gold King Crown 4.5cm High 18cm Diameter- Za dużo nie szalejcie, jutro ważny dzień.- powiedział grożąc nam palcem po czym usiadł przy jednym ze stołów i sięgnął po szklankę z jakimś napojem. Cały wieczór właściwie przesiedziałem w towarzystwie ojca, wujów i dziadka słuchając jak wyglądały ich wieczory kawalerskie.
- Vlad pamiętasz jak wyglądał twój?- zapytał w którymś momencie Gales uśmiechając się do dziadka.
- A pewnie. Nigdy nie zapomnę tego, jak chcieliście mnie spić a później sami leżeliście pod stołem.- stary lew uśmiechnął się i przyjacielsko trącił szwagra w bark. Około dwudziestej trzeciej postanowiliśmy wrócić do zamku i udać się na spoczynek. Ceremonia zaślubin miała odbyć się o godzinie dwunastej ale przygotowania do niej rozpoczęły się już sześć godzin wcześniej. Wujek Sorci przyszedł do mnie o szóstej i obudził mnie a później pomógł mi ze strojem. W tej chwili współczułem Rose, jej suknia i biżuteria razem wzięte były znacznie cięższe niż moje spodnie i koszula, nawet kiedy założyłem na ramiona podarowany mi przez dziadka płaszcz. Po tym jak już się ubrałem razem z wujkiem jeszcze kolejny raz wszystko omówiliśmy, żebym nie musiał się niczym martwić. Tuż przed tym, jak mieliśmy z wujkiem wyjść z komnaty by udać się do świątyni przed drzwiami pojawił się dziadek.
- Vlad przyniosłem Ci coś.- powiedział po czym podszedł do mnie i włożył mi na głowę koronę. Była znacznie mniej ozdobna niż ta, którą on nosił ale i tak wyglądała majestatycznie.
- Powinieneś wyglądać jak prawdziwy książę. W końcu będziesz kiedyś królem. - powiedział po czym przytulił mnie i wyszedł. W jego oczach przez krótki moment mogłem dostrzec łzy, nie wiedziałem jednak czy były to łzy szczęścia, czy smutku.
- Twój dziadek dużo przeżył w swoim życiu a ty jesteś do niego strasznie podobny. Boi się, że Ciebie i Rose może spotkać to samo co jego i twoją babcię.- wyjaśnił wujek spuszczając nieco wzrok. Pokiwałem ze zrozumieniem głową i ruszyłem za Sorcim w kierunku wyjścia z pałacu. Ja i Rose wedle zwyczaju mieliśmy zobaczyć się dopiero przed ołtarzem. Droga minęła mi bardzo szybko. Wielu poddanych już wyszło ze swoich domów by uczestniczyć w ceremonii od samego jej początku. Byłem niezwykle zdziwiony liczbą osób, które chciały to zobaczyć na własne oczy, nie sądziłem, że zwykli mieszkańcy królestwa aż tak interesują się życiem rodziny królewskiej. Do świątyni wszedłem w towarzystwie moich drużbów i Sorciego, który pełnił rolę świadka. Na przybycie mojej narzeczonej nie musieliśmy długo czekać: zjawiła się zaledwie kilka minut później w towarzystwie druhen i ciotki Lunaver, prowadzona przez swojego ojca. Na widok Rose aż zaparło mi dech, wyglądała zjawiskowo a jej strój przyciągał uwagę wszystkich. Długi welon powoli ciągnął się za nią i co jakiś czas był poprawiany przez którąś z dziewcząt. Procesja powoli zbliżała się do ołtarza a im była bliżej tym bardziej miałem ochotę do niej podbiec, porwać pannę młodą w ramiona i już, w tej chwili wziąć za żonę bez całego tego ceremoniału. Mimo wszystko jednak wszystko musiało się dziać zgodnie z tradycją.
- Vladzie oto oddaję Ci mój największy skarb. Dbaj o moją córkę Rosalie i bądź jej dobrym mężem!-kiedy wreszcie procesja doszła do podwyższenia, na którym stałem Eddard Stark wypowiedział oficjalną, ślubną formułę.
- Obiecuję zapewnić jej dostatek i godne życie!- odpowiedziałem i podałem Rose dłoń by pomóc jej zająć miejsce obok mnie. Stanęliśmy twarzą do ołtarza a już po chwili miejsce przed nami zajął arcykapłan Amos.
- Dzisiejszego dnia zebraliśmy się tutaj by stać się świadkami wyjątkowego wydarzenia, połączenia dwóch starych rodów Draculów oraz Starków. Dziś bowiem pierworodny syn dziedzica tronu Vlad IV Dracula połączy się węzłem małżeńskim z Rosalie Victorią Jane Stark, najstarszą córką Namiestnika Północy Eddarda Starka.- powiedział arcykapłan po czym odwrócił się w stronę młodszego kapłana i wziął z jego rąk długi kawałek materiału.
- Podajcie sobie dłonie i odwróćcie się do siebie tak, by każde z was mogło patrzyć drugiemu w oczy.- powiedział po czym związał nasze ręce materiałem. Wpatrywałem się w oczy Rose z uwielbieniem a moje serce biło coraz szybciej, tak jakby chciało wyrwać mi się z piersi. Amos uśmiechnął się do nas po czym wziął z ołtarza kadzidło i zaczął okadzać nas aromatycznym dymem modląc się jednocześnie o nasze oczyszczenie.
- Teraz powtórzcie za mną słowa przysięgi.- powiedział arcykapłan po tym jak odstawił kadzidło i uniósł nad naszymi głowami gałąź z kwiatami wiśni, symbol pierwszej bogini Yasmin, matki bogów i lwów.
- Ja, Vlad IV Dracula, pierworodny syn Mihnei I Draculi i Kalindy, wnuk Vlada III Draculi i  Elisabethy biorę sobie Ciebie Rosalie Victorio Jane Stark za pierwszą i najukochańszą żonę i ślubuję Ci wieczną miłość, wierność i opiekę, pod moim dachem nigdy nie spotka Cię krzywda ani nie doznasz smutku i że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Niech bogowie wesprą mnie swą mocą bym mógł dopełnić mojego przyrzeczenia.- powiedziałem pewnym głosem. Chyba jeszcze nigdy nie byłem niczego tak pewny jak tego, że pragnąłem by Rose została moją żoną.
- Ja Rosalie Victoria Jane Stark, córka Eddarda Starka i Rin Kagamine-Stark biorę sobie Ciebie Vladzie IV Draculo za męża i ślubuję Ci wieczną miłość, wierność oraz oddanie i to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Niech bogowie wesprą mnie swą mocą bym mógła dopełnić mojego przyrzeczenia.- Rose wymówiła swoją część przysięgi z uśmiechem na ustach i ścisnęła nieco moją rękę. Amos odłożył gałąź świętego drzewa i wziął z dłoni pomocnika niewielkie naczynie wypełnione jakąś cieczą. Arcykapłan zanurzył palec w miseczce i jej zawartością namaścił nasze czoła. Kiedy to uczynił do moich nozdrzy dotarł intensywny zapach róż, szybko wywnioskowałem, że do namaszczenia posłużył olejek różany. Po złożeniu przysięgi nadszedł czas na modlitwę do bogów by pobłogosławili nasz związek.
- Eshano, bogini miłości! Pobłogosław związek Vlada i Rose, obdarz ich miłością i wiecznym szczęściem! Niech płomienna miłość jaką połączyłaś tą dwójkę niech nigdy się nie wypala ale bucha wciąż nowym żarem! - po odmówieniu pierwszej modlitwy Amos wrzucił do rytualnego ognia bukiet czerwonych róż, którymi najpierw dotknął naszych twarzy.
- Pariso, bogini rodziny! Wejrzyj na rodzinę Vlada i Rose i obdarz ich swoim błogosławieństwem! Niech w ich domu nigdy nie brakuje radości i śmiechu potomków! Odsuń od nich wszelkie troski i pomóż im stworzyć szczęśliwy związek, obdarz ich potomstwem licznym jak gwiazdy na niebie!- modlitwa do bogini rodziny zakończyła się spaleniem w ofierze małej figurki lwa, którą oboje ucałowaliśmy. Figurka miała symbolizować nasze przyszłe potomstwo i rodzinę, którą razem stworzymy.
- Ameyo bogini drogi! Poprowadź Vlada i Rose ścieżką którą od dziś wspólnie będą kroczyć! Nie dozwól im schodzić na manowce, prowadź ich prostą ścieżką ku wspaniałej, świetlanej przyszłości!- kapłan wziął z ołtarza trzy pióra: jedno białe, drugie brązowe i trzecie czarne, po czym dotknął nimi naszych czół. Pióra pochodziły od świętego orła bogini i były najwyższą formą ofiary.
- Fidem bogini przysięgi! Zechciej wejrzeć na tą dwójkę i obdarz ich swą łaską! Usłysz złożoną przez nich przysięgę i dodaj im sił by mogli ją gorliwie wypełniać!- Amos w ofiarnym ogniu spalił pióro białego łabędzia, ptaka poświęconego Fidem.
- Geo bogini ziemi! Obdarz tą dwójkę swoją siłą i zapewnij im dostatek! Niech nigdy nie zabraknie w ich domu chleba, który jest twoim najdoskonalszym darem dla nas! - kapłan przełamał na pół mały bochenek chleba i częścią nakarmił najpierw Rose a później mnie. Reszta chleba stała się ofiarą dla bogini ziemi.
- Noctemie i Lunam bóstwa nocy! Otulcie swym płaszczem wspólne noce Vlada i Rose by razem zaznawali szczęścia i radości. Dajcie im nocny spokój kochanków by wspólnie w uświęconej ciemności mogli płodzić potomków! - Arcykapłan uniósł w górę błyszczącą tkaninę i kolorze nocnego nieba i przykrył nią najpierw głowę mojej ukochanej a następnie moją. Po wykonaniu tej czynności złożył chustę i cisnął ją w płomienie.
- Solusie i Hodie bóstwa dnia! Obdarzcie Vlada i Rose ciepłem słońca i radością dnia! Niech ich wspólne życie upłynie pod znakiem ciepła i nic nie mąci ich wspólnych chwil.- tym razem chusta, którą przykryto nasze głowy była w ciepłym kolorze złota. Ona również stała się ofiarą dla bogów.
- Vashkartzenie boże wojny! Obdarz Vlada i Rose siłą i wiernością. Niech Vlad zyska siłę, która pozwoli mu chronić Rose od wszelkich niebezpieczeństw. Niech ich małżeństwo uniknie domowych waśni i będzie równie zgodne jak twoje i Eshany! - Amos wziął z ołtarza około dwudziesto centymetrowy miecz i podsunął go pod moje usta. Złożyłem pocałunek na zimnym metalu cały czas patrząc w oczy ukochanej a po chwili to samo uczyniła również Rose. Amos skłonił się przed ołtarzem a następnie miecz powędrował w ślady wcześniejszych przedmiotów.
- Hastinie boże zdrowia! Niech twoja łaska zstąpi na Vlada i Rose! Podaruj im zdrowie i długie życie! Niech nie dotyka ich choroba, niech ich potomstwo będzie silne i wolne od chorób!- Hastin przyjmował ofiary w różnych formach, jednak najczęściej stosowaną ofiarą był fragment poroża daniela mezopotamskiego skropiony krwią osoby proszącej o pomoc. Krwi jednak nigdy nie pozyskiwano w czasie ceremonii, zazwyczaj robiono to dużo wcześniej. Również i teraz ofiara była już przygotowana i jedyną rzeczą jaką należało zrobić było wrzucenie jej do ognia.
- Fareeshach bogini przeznaczenia! Ty złączyłaś losy Vlada i Rose! Wejrzyj na nich i pobłogosław im! Obdarz ich losem szczęśliwym i wolnym od trosk.- jako ofiarę dla bogini przygotowano gałęzie bluszczu, który to symbolizował nasz los.
- Manasie boże mrozu! Obdarz swą opiekę córę Północy i jej małżonka! Niech w ich relację nigdy nie wkrada się chłód!- ofiarą dla mroźnego boga zajął się osobiście ojciec Rose. Ofiarą dla Manasa stała się bryła lodu z znajdującą się w jej wnętrzu różą. Kapłan ostrożnie, żeby nie wypuścić śliskiego przedmiotu z rąk, podszedł do świętego ognia i wrzucił do niego bryłę. Płomienie na moment przygasły i zaskwierczały ale szybko wróciły do wcześniejszego stanu.
- Bastet bogini radości! Tchnij swój dar w związek Vlada i Rose by nigdy nie zabrakło im szczęścia i radości! Niech zawsze na ich twarzach gości uśmiech!- w ofiarne płomienie trafił jakiś instrument ale nie zauważyłem jaki. Coraz bardziej zaczynała mnie już męczyć ta ceremonia, chciałem już oficjalnie wziąć w ramiona Rose i ją do siebie przytulić.
- Taline bogini wiatru! Wejrzyj swym przychylnym wzrokiem na tą dwójkę młodych! Niech twój wiatr będzie im przychylny i nigdy nie wiał im w twarz!- Amos rzucił w płomienie garść nasion a już zacząłem odliczać. Jeszcze tylko dziewięć modlitw i ofiar.
- Aquo bogini wody! Ugaś pragnienie swych dzieci! Niech w ich życiu nigdy nie zabraknie życiodajnego napoju! - syk parującej, ofiarnej wody sprowadził mnie na ziemię. Wpatrując się w oczy Rose zupełnie traciłem grunt pod nogami i tonąłem w nich.
- Devenie boże przepraw! Spraw by przeprawa, jaką jest dzisiejsza ceremonia i późniejsze wspólne życie była dla Vlada i Rose wspaniałą przygodą!- kątem oka dostrzegłem jak Amos wrzucił w płomienie drewnianą łódkę, która była symbolem boga.
- Shaanie boże wina! Spraw by wspólne życie tej młodej pary było równie słodkie i upajające jak wino, którego smakiem obdarzyłeś śmiertelnych.- arcykapłan uśmiechnął się do nas, po czym wziął z ołtarza kielich napełniony winem i przyłożył go do ust najpierw moich potem Rose. Każde z nas wypiło niewielki łyk trunku a później stary lew wylał jego resztę w płomienie.
- Apedemaku boże księżyca! Oświetl ciemności życia Vlada i Rose by nigdy nie musieli oni kroczyć przez bezdenne mroki nocy!- ofiarą dla Apedemaka stał się wyrzeźbiony w drewnie księżyc.
- Tefnut bogini zachodu! Spójrz łaskawie na Vlada i Rose! Niech ich wspólne życie będzie długie i radosne a jego zachód spokojny i odległy!- błagam, niech to się już kończy. Miałem dość tych modlitw. Ja rozumiem, że trzeba złożyć ofiary i pomodlić się do niemal wszystkich bogów ale czy to na prawdę musi tyle trwać?
- Orientis bogini wschodu! Opiekuj się tym dopiero wschodzącym związkiem! Niech przetrwa on pod twoją opieką wiele, szczęśliwych lat!- jeszcze tylko trzy modlitwy i później poleci już z górki.
- Menhit bogini gwiazd! Bądź przewodniczką dla Vlada i Rose i tak jak twoje gwiazdy wskazują drogę podróżnym tak ty wskaż ją tej dwójce.- Rose uśmiechnęła się do mnie i bezgłośnie powiedziała: "już niedługo, wytrzymaj". Widziała to, jak bardzo mam już dość tej ceremonii. Nigdy nie miałem nic przeciwko religii i bogom, do świątyni lubię przychodzić bo dzięki temu się wyciszam i uspokajam ale no czy ślub musi trwać tak długo?
- Yasmin bogini życia, pierwsza matko, królowo bogów! Obdarz Rose swoją łaską! Niech stanie się oddaną żoną, matką i królową na twój wzór! Otocz ją swoją boską opieką i nie szczędź jej swych łask!- już wkrótce koniec! Amos wrzucił do ognia gałąź z kwiatami wiśni i cicho odetchnął. On najwyraźniej też miał już dość tej ceremonii.
- Kishanie boże ognia, królu bogów! Pobłogosław Vlada i podaruj mu swoją łaskę! Daj mu siłę swego ognia, by mógł stać się silnym mężem, ojcem i potężnym królem. Otocz go swą opieką i tchnij w jego żyły swój święty ogień!- ostatnia ofiara, już się cieszyłem. Arcykapłan uśmiechnął się i wrzucił do ognia amulet z opalem ognistym. Płomienie buchnęły wysoko w górę.
- Bogowie wysłuchali naszych modlitw i przyjęli ofiary!- kapłan podszedł do mnie i Rose po czym powtórnie nas okadził i pokropił wodą różaną. Minęła chwila materiał, którym do tej pory były otoczone nasze złączone nasze ręce w końcu został rozwiązany i położony na ołtarzu. Moje dłonie były spocone, Rose też, nie wiedziałem jednak czy to ze stresu czy tylko dlatego, że ta wstęga strasznie grzała. Teraz przyszedł czas na ostatnią część ceremonii. Kapłan pomagający Amosowi podszedł do ołtarza i przyniósł z niego poduszeczkę, na której leżały dwie obrączki. Arcykapłan wziął poduszkę od swojego pomocnika i podszedł z nią do nas. Wziąłem drżącą ręką jedną obrączkę i uniosłem dłoń Rose.
- Rosalie przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości, szczerości i wierności.- powiedziałem wkładając złoty pierścień na jej palec.
- Vladzie przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości, szczerości i wierności.- moja, już za kilka chwil pełnoprawna żona, uśmiechnęła się promiennie i wsunęła obręcz na mój palec.
- Ogłaszam was mężem i żoną! Vlad możesz pocałować pannę młodą.- powiedział stary lew a ja nie czekając ani chwili zbliżyłem się do niej i uniosłem niemal przezroczysty woal zakrywający jej twarz. Objąłem w talii moją ukochaną a ona zarzuciła mi ręce na szyje. Wtedy właśnie pierwszy raz pocałowaliśmy się już jako pełnoprawne małżeństwo.
- Wiwat młodej parze!- krzyknął jeden z gości a inni się do niego dołączyli. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i odwróciliśmy się w kierunku zgromadzonych w świątyni ludzi. Spojrzałem na siedzących w pierwszym rzędzie rodziców moich oraz Rose i mojego dziadka. Nasze matki płakały, ojcowie trzymali je w ramionach a dziadek uśmiechał się promiennie mimo, że po jego policzkach również płynęły strumienie łez. Wszyscy powoli zaczęli opuszczać wnętrze świątyni by wziąć udział w procesji do zamku. Ja i Rose wyszliśmy niemal na samym końcu, za nami szedł jeszcze orszak druhen i drużbów. Wychodząc zostaliśmy obsypani ziarnami ryżu i płatkami róż. Wśród otaczających nas ludzi byli nie tylko zagraniczni władcy i dygnitarze czy arystokraci ale też zwykli poddani, którzy też wyglądali na szczęśliwych.
- Niech żyje młoda para! Wiwat księciu Vladowi i księżnej Rosalie! Niech bogowie błogosławią rodzinę królewską!- zewsząd dobiegały nas radosne okrzyki. Po jakimś czasie doszliśmy w końcu do karety. Wujek Sorci pomógł wejść do niej żonie a później również ciotce Lunaver. Kiedy wszyscy już zajęli swoje miejsca dał znać stangretowi, a konie ruszyły. W powozie na za nami jechali nasi rodzice i mój dziadek a w kolejnych drużbowie wraz z druhnami. Przez całą drogę uśmiechaliśmy się z Rose szeroko ze szczęścia i trzymaliśmy się za ręce. W pewnym momencie moja towarzyszka dostrzegła kogoś w tłumie i pociągnęła mnie lekko za rękę. Zgodnie z tradycją podczas naszego ślubu mieliśmy prawo wybrać spośród poddanych trzy osoby, które otrzymają szlachectwo: jedną wybierała panna młoda, drugą pan młody a trzecią wspólnie.
- Widzisz tą starszą kobietę? Chciałabym, żeby jedną z wybranych była ona.- kiwnąłem głową i spojrzałem we wskazanym przez nią kierunku. Od razu dostrzegłem jedyną starszą kobietę pośród tłumu młodych. Z jej oczu płynęły strumieniami łzy, mimo że cały czas się uśmiechała. Dałem znać wujkowi, który zatrzymał karetę i podszedł do kobiety. Założył jej na szyję naszyjnik z kryształów górskich i poprowadził ją do powozu, w którym siedzieli nasi rodzice. Zatrzymywaliśmy się jeszcze dwa razy. Wybrany przeze mnie został wielki jak dąb mężczyzna, który jako jedyny klęczał i głośno modlił się za naszą pomyślność. Jako jedyny był ubrany w łachmany, więc domyśliłem się, że był niewolnikiem jakiegoś bogacza. Handel ludźmi był w Valahii zakazany już od dawna ale niektórzy arystokraci nie stosowali się do zakazu. Na samym końcu drogi, tuż przed bramą wjazdową na dziedziniec do starszej kobiety i byłego niewolnika dołączyła mała sierota. Dziewczynka niemal wbiegła pod koła wozu by móc osobiście złożyć nam życzenia. Razem z Rose postanowiliśmy, że trafi ona pod opiekę mojego dziadka a gdy dorośnie dostanie tytuł szlachecki. Wysiedliśmy z powozu i prowadzeni przez Sorciego i Lunaver udaliśmy się do zamku. Stanęliśmy na schodach i oczekiwaliśmy na niespodziankę, którą przygotował dla nas wujek Sorci. Nie mogłem wyjść z podziwu, kiedy okazało się, że druhny i drużbowie nauczyli się końskiego kadryla. Wyglądało to niesamowicie. Przeszliśmy przez przystrojone kwiatami korytarze do sali balowej, gdzie rodzice powitali nas chlebem i solą. Sala balowa powoli się wypełniała, wszyscy podchodzili najpierw do tablicy, na której wisiał przydział miejsc a następnie do stołów z szampanem skąd każdy brał jeden kieliszek i udawał się na swoje miejsce co uczyniliśmy również ja i Rose. Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca wstał ojciec Rose by wygłosić pierwszy toast.
<Rose?>