Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kroki do szczęścia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kroki do szczęścia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2019

Od Rin CD Neda

Zamek Winterfell był czymś, do czego na pewno bym wróciłam kiedy tylko miałabym taką okazję. Lecz nie spodziewałam się, że następnym razem, kiedy tu zawitam, będę brała ślub z osobą, którą kocham. Teraz, siedząc wygodnie na parapecie przy oknie w swojej nowej komnacie, czułam, że nareszcie osiągnęłam coś wręcz niemożliwego.
Czytałam książkę, co jest jedną z tych czynności, które wręcz uwielbiam. Historie bohaterów mogą być niesamowicie fascynujące, a jednocześnie bardzo bliskie naszej własnej historii. I to kocham w książkach, że można wczuwać się w bohatera i przeżywać z nim te wszystkie przygody i odczuwać te same emocje. Wpada się wtedy w trans, z którego nie chcemy się obudzić, mimo ciążących na nas obowiązków w prawdziwym świecie. Trwałam w tym transie, dopóki nie wyrwał mnie z niego dźwięk otwieranych drzwi. Instynktownie wstałam i popatrzyłam, jak się okazało, na Neda. Słyszałam jego lekko przyspieszony oddech, jakby biegł przez jakiś fragment drogi tutaj. Dopiero później zauważyłam, że na jego ręce spoczywa żywa istota, niezwykle spokojna i cicha, na tyle, że nie zdołałam jej zauważyć wcześniej. Posłałam pytające spojrzenie Nedowi, nie rozumiejąc kim jest to młode lwiątko.
-  Rin... Znalazłem ją w Jaskini Manasa. Myślę, że powinniśmy ją adoptować i wychować jak naszą córkę. Co ty na to? - mówił, jakby nie wiedząc od czego ma zacząć, bo targało nim tyle sprzecznych emocji. Ja z kolei nie wiedziałam czy mam być przerażona, zaskoczona czy szczęśliwa, bo wszystko wydawało się zbyt odbiegać od mojego obecnego stanu. Książka, którą nadal trzymałam w ręce, upadła na podłogę z głośnym hukiem, otwierając się na losowej stronie - Rin? - dodał, kiedy przez dłuższy czas milczałam, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Przepraszam, ale... nie byłam przygotowana, jest to dla mnie całkowita nowość - powiedziałam szybko kiedyś tylko otrząsnęłam się z szoku. Podeszłam do łóżka i usiadłam na jego skraju, chcąc sobie poukładać wszystko w głowie - Widzę, że bardzo chcesz ją zatrzymać, a ja chcę cię w tym wspierać, bez względu na wszystko, ale wyobrażam sobie tyle scenariuszy, że nie zdołałbyś ich policzyć. Kiedy do mnie przyjdzie z problemem, to jak mam pomóc, skoro czasem nie potrafię sobie sama poradzić ze swoimi? Kiedy przyjdzie że złamanym sercem, to mam opowiedzieć historię, jak to sama prawie uciekłam z Namiestnictwa, tłumiąc w sobie to, co czułam? Po prostu... boję się, że nie będę dobrą i troskliwą matką, jaką pewnie chciałbyś, żebym była. Nie zrozum mnie źle, bardzo chciałabym założyć z tobą rodzinę i się nią zaopiekować, ale obawiam się praktycznie wszystkiego - kiedy skończyłam, usłyszałam kroki w moja stronę, a potem poczułam jak Ned siada obok mnie. Automatycznie oparłam głowę o jego ramię i popatrzyłam na małą lwicę, która najprawdopodobniej stanie się członkiem naszej rodziny.
- Ja myślę, że będziesz cudowną matką - rzekł Ned, a ja podniosłam oczy, jak aby móc swobodnie patrzeć na niego. Napotkałam jego wzrok, jego kochający wzrok, od którego moje serce lekko przyspieszyło.
- Tak sądzisz? - jedyną odpowiedzią jaką otrzymałam, to kiwnięcie głową. Westchnęłam, lecz chwilę potem i tak uśmiechnęłam się radośnie - Skoro ty w to wierzysz, to chyba nie pozostaje mi nic innego, niż zrobić to samo. Nasz pomysł na imię dla tej piękności? - zapytałam, po czym obserwowałam jak Ned namyśla się, po czym ponownie kieruje wzrok na mnie.
- Rosalie Victoria Jane Stark - powiedział i popatrzył na lwicę z pewnym rodzajem tryumfu. Zrobiłam to samo, jakby chcąc ocenić czy aby na pewno to imię będzie odpowiednie.
- Trochę długie, ale pasuje do niej. Jestem pewna, że i tak będą je skracać, ale to nie zmienia faktu, że jest wręcz idealne - odrzekłam po pewnym czasie i przymknęłam oczy, chcąc jak najlepiej zapamiętać to uczucie towarzyszące tej sytuacji. Wypuściłam powietrze ze świstem, przysuwając się bliżej do Neda i, od dzisiaj, swojej adopcyjnej córki.

<Ned?>

wtorek, 30 kwietnia 2019

Od Neda CD Rin

Ucieszyłem się kiedy Rin się zgodziła.
- Jasne, że je przyjmę, o niczym innym nie marzę.- powiedziałem po czym pocałowałem ją delikatnie. Razem wróciliśmy do zamku i powiadomiliśmy wszystkich o naszych zaręczynach. W ciągu kilku dni zorganizowano nam ślub i moja ukochana mogła już oficjalnie cieszyć się tytułem Lady Winterfell i Namiestniczki Północy. Jakiś czas później wyruszyłem z domu by sprawdzić stan lodowca, w którym znajdowała się Jaskinia Manasa. Kapłani zaczynali się niepokoić, ponieważ co jakiś czas z wnętrza poświęconej bogu jaskini dobiegały dziwne odgłosy. Po dotarciu na miejsce przechadzałem wzdłuż lodowych ścian, jednak nie zauważyłem nawet jednego pęknięcia, zarysowania ani szczeliny. W końcu dotarłem do Jaskini Manasa i zacząłem przysłuchiwać się dobiegającym z niej dźwiękom. Nagle usłyszałem coś, co przypominało płacz dziecka. Niewiele myśląc wbiegłem do jaskini i po kilkunastu metrach, u stóp ołtarza poświęconego mroźnemu bogu ujrzałem leżące małe zawiniątko. Podszedłem do niego powoli i rozwinąłem je nieco a moim oczom ukazało się maleńkie lwiątko. Nie myślałem długo i wziąłem je na ręce a wtedy spomiędzy okrywającego je materiału wypadła jakaś kartka. Schyliłem się i podniosłem ją po czym, z niemowlęciem na jednym ręku, zacząłem czytać.
Oto ta, którą będą wielbić tysiące. Zajmij się nią dobrze, bo to ta, o której mówić będą pierworodna Manasa, stań się jej dobrym ojcem i daj jej dobrą matkę, nadaj jej właściwe imię...
Zdziwiłem się ale momentalnie podjąłem decyzję o zabraniu lwiątka do Winterfell. Wyszedłem z jaskini i ruszyłem w kierunku mojego konia. Oczywiście wszyscy byli zdziwieni ale nic nie mówili. Po jakimś czasie wróciliśmy do zamku a ja od razu ruszyłem do komnaty Rin. Całe szczęście ją tam zastałem.
- Rin... Znalazłem ją w Jaskini Manasa. Myślę, że powinniśmy ją adoptować i wychować jak naszą córkę. Co ty na to?
<Rin?>

sobota, 27 kwietnia 2019

Od Rin CD Neda

Podróż mijała mi w niezwykłej melancholii, która nie pozwalała mi zacząć jakiegokolwiek tematu do kogokolwiek. Cały czas walczyłam z pokusą, aby po prostu nie zawrócić do zamku Winterfell i nie zostać tam na zawsze, a przynajmniej nie wybłagać tego u Neda... Nie powinnam o nim myśleć, bo za każdym razem nam wypowiadam Jego imię to pokusa jest o wiele, wiele większa. Nie powinnam, po prostu nie powinnam.
Powtarzałam te słowa jak modlitwę, trwając w zadumie, chcąc jedynie jak najszybciej dotrzeć do zamku Vlada, aby rzucić się na łóżko i zasnąć przytulona w poduszkę. To było jedyne, czego aktualnie chciałam. Oprócz zobaczenia Neda ponownie.
Czy marzenia się spełniają? Nawet jeśli nie to moje się spełniło. Stało się coś, czego chciałam najbardziej na świecie. Dlaczego? Nagle za mną usłyszałam stukot końskich kopyt i instynktownie się odwróciłam, aby spojrzeć kto za mną podąża. Ten widok wywołał u mnie łzy szczęścia, które gromadziły się w kącikach moich oczu. Jednocześnie z Nedem zeskoczyłam z konia.
- Rin... Wiem, że może to trochę głupio zabrzmieć. Rin ja chyba coś do Ciebie czuję. Kocham Cię i nic na to nie poradzę. Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń a kamień w nim jest jedną z łez boga. Chciałbym żebyś została moją żoną i jeśli też tego chcesz to ofiaruję ci go razem z moim sercem - mówił gorączkowo, jakby słowa same wychodziły z jego ust, bez uprzedniego przemyślenia ich. Właśnie przez nie przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
- Ned... Bardzo tego chcę, najbardziej na świecie. Twoje uczucia są odwzajemnione i nic nie mogę z tym zrobić. Nie potrafię tego opisać, Ned, Po prostu nie potrafię - chcąc jak najbardziej potwierdzić prawdziwość swych słów, ujęłam jego twarz w dłonie i w ułamku sekundy pocałowałam go w usta. Kiedy to nastąpiło, moje serce zaczęło bić jak szalone i bałam się, że on też je usłyszy. Byłam lekko onieśmielona swoją bezpośredniością, ale starałam się tego nie okazywać. Może ta inna Rin uciekłaby bez zastanowienia, ale teraz czułam pewien rodzaj podekscytowania, aby dowiedzieć się co będzie dalej - Ned, z przyjemnością zostanę twoją żoną, przyjmę pierścionek, ale najchętniej na świecie przyjmę twoje serce, jeśli ty przyjmiesz moje.

<Ned?>

Od Neda Cd Rin

Kiedy Rin oznajmiła, że musi wracać do zamku królewskiego byłem rozdarty. Nie wiedziałem co mam robić, czy pozwolić jej odejść czy zatrzymać u siebie, choćby nawet siłą. Mimo wszystko jednak w dniu jej wyjazdu zachowałem się odpowiednio i nie zacząłem jej błagać na kolanach żeby została. Mimo wszystko nie wytrzymałem długo patrząc jak odjeżdża. Niemal od razu ruszyłem do stajni i osiodłałem konia po czym ruszyłem za nią. Udało mi się ją dogonić po jakiejś godzinie jazdy.
- Rin... Wiem, że może to trochę głupio zabrzmieć. Rin ja chyba coś do Ciebie czuję. Kocham Cię i nic na to nie poradzę. Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń a kamień w nim jest jedną z łez boga. Chciałbym żebyś została moją żoną i jeśli też tego chcesz to ofiaruję ci go razem z moim sercem.
<Rin?>
Wybacz, że takie wymęczone

piątek, 26 kwietnia 2019

Od Rin CD Neda

Słuchałam legendy Neda niczym zaczarowana. Coś było w jego intonacji, sposobie łączenia faktów i doborze odpowiednich słów, że niezwykle przyjemnie się go słuchało i nie miało się ochoty przerywać tego transu w jaki wpadł Ned opowiadając o historii tej jaskini, Lynarze i Manasie. Nie chciałam żeby kończył, myślę, że mogłabym słuchać go w nieskończoność i nie doświadczyłabym tego uczucia znudzenia. Przy nikim innym się tak nie czułam i to było najdziwniejsze w tej sytuacji. Może po prostu Ned jest wyjątkowy?
- Zdaje mi się, że mógłbyś opowiadać historie i legendy z pamięci, wiesz? Masz spokojny, ale zdecydowany głos, co sprawia, że nie ma ochoty się go ignorować, twój dobór słów pozwala całkowicie zrozumieć opowieść, a jednocześnie używasz rozbudowanych zdań i słów, które przyjemnie brzmią, a są uważane za trudne i nieużywane... Dziękuję ci za opowieść, ponieważ niesamowicie miło mi się ciebie słucha, nieważne jakie czasami głupoty mówisz, wiedz, że zawsze cię słucham. Wiele miłych rzeczy mogłabym powiedzieć teraz na temat tej legendy, ale nie sądzę, aby słowa potrafiły opisać moje prawdziwe odczucia. Była fascynująca, zaintrygowała mnie bardziej niż cokolwiek innego. I jestem szczęśliwa, że ją usłyszałam od ciebie, a nie przeczytałam w jakiejś książce.
~*skip time-!*~
Dzień wyjazdu nadszedł o wiele szybciej niż się spodziewałam. Nie byłabym szczera, gdybym powiedziała, że mnie to nie ruszało. Pożegnana przez Neda, wsiadłam na konia, aby ponownie wyruszyć w dwutygodniową podróż przez ziemię mroźnej północy.
Kiedy byłam zmuszona opuścić zamek w Północnym Namiestnictwie, byłam przygnębiona. Nie chciałam stąd wyjeżdżać, ale jednak to nie był mój dom. To była ojczyzna Neda, nie moja.
Nie ważne jak długo nie dopuszczałam do siebie tego faktu, to był on najprawdziwszą prawdą, nieważne, że naprawdę nie chciałam, aby tak było. Ehh, nie minęło nawet parę minut, a ja już zatęskniłam za dźwiękiem jego głosu...
I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem zakochana. Żywiłam do niego czyste, prawdziwe i potężne uczucia. I ta myśl uderza we mnie, przeszywa żywym prądem, ale wywołuje u mnie rumieńce na policzkach. Przez nią, przez całe moje ciało przechodzi przyjemny dreszczyk. Przez nią, miałam ochotę wrócić do zamku, przytulić się do Neda mocno i już nigdy go nie puścić. Nie za bardzo wiedziałam dlaczego czułam się tak po dopiero kilku dniach znajomości, nie wiedziałam czy on to odwzajemnia, nie wiedziałam nawet jak mogłabym to powiedzieć. Ale jednego byłam stuprocentowo pewna.
Byłam do szaleństwa zakochana w Eddardzie Starku.

<Ned? Stało się, dosyć głupio opisane, ale cóż>

Od Neda Cd Rin

W Winterfell spędziliśmy trzy dni. W tym czasie Rin poznała wszystkie zakamarki w zamku i jego okolicach łącznie z kryptami gdzie spoczywała moja rodzina. W końcu jednak postanowiłem pokazać jej resztę namiestnictwa. Pokazałem jej ciągnące się kilometrami jaskinie, przez kilka ją przeprowadziłem przywiązując linę do kamieni przed wejściem aby nie zgubić drogi. Zabrałem ją na lodową plażę na której leżały kamienie szlachetne i obdarowałem ją skrzynią wypełnioną po brzegi skarbami z tej plaży. Ogólnie bardzo miło spędzaliśmy czas aż któregoś razu trafiliśmy przed świętą jaskinię Manasa.
- Tutaj nie będziemy wchodzić. To święta jaskinia Manasa i wolę nie narażać się kapłanom. Znasz legendę o Manasie i Lynarze?- zapytałem i spojrzałem na lwicę, która pokręciła przecząco głową.
- No więc... Aj bez no więc... Moja nauczycielka by się wściekła... Dawno temu bóg lodu, opiekun północy przechadzał się po ziemi. Pewnego dnia ujrzał piękną lwicę Lynarę w której się zakochał. Poprosił jej ojca o jej rękę jednak ten nie uwierzył, że samiec jest bogiem i wydał córkę za mąż za pewnego lorda. Ona jednak również kochała boga i razem z nim uciekła w góry. Razem zaszyli się w tej jaskini gdzie poczęli dziecko jednak o tym nie wiedzieli. Mimo wszystko jednak ojciec odnalazł Lynarę i zabrał ją do męża a ona nigdy nie już nie zobaczyła ukochanego. Tymczasem Manas co dnia przychodził do tej jaskini i czekał na powrót ukochanej co dnia roniąc jedną łzę. W końcu jednak lwica umarła jak każdy śmiertelnik ale bóg nie zrezygnował z oczekiwania. Nie wiedział jednak, że jego ukochana pozostawiła po sobie syna. Syna, który był w połowie bogiem. Mąż Lynary myślał, że chłopiec jest jego synem więc uczynił go swoim następcą. Od imienia młodego lwa później wziął nazwę ród przez niego zapoczątkowany, który zaczął władać północą. Do dzisiaj mówi się, że Starkowie są potomkami bogów. Według legendy kiedyś, gdy Manas znów się zakocha w tej jaskini pojawi się jego pierworodny by mogli go wychować jak swoje dziecko. Nie wiem czy ta część legendy jest prawdą ale wiem, że ta o łzach boga jest prawdziwa. W tej jaskini można znaleźć klejnoty, które nazywa się łzami boga. Ponoć to właśnie zamarznięte łzy Manasa.
<Rin?>

Od Rin CD Neda

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie byłam zmęczona podróżą. Łącznie niemal dwa tygodnie jazdy konnej nie brzmią za wesoło, a przynajmniej nie dla mnie. Jednakże minęły dosyć szybko, bo czasami nawet nie zwracałam uwagi na upływający czas, całkowicie pochłonięta przez obserwowanie krajobrazów czy słuchanie opowieści Neda. Głównie to na tym mijały te wszystkie godziny, on opowiadał, ja od czasu do czasu wtrącałam jakieś swoje komentarze czy odpowiadałam na zadawane pytania. Nie było to coś oryginalnego, ale przynajmniej podróż minęła znacznie przyjemniej.
Dwa tygodnie, tyle minęło od opuszczenia zamku. Dla niektórych to dużo, a dla innych mało, jednak osobiście byłam zachwycona faktem, że w końcu po takim czasie mogliśmy się gdzieś na dłużej zatrzymać. Zamek Winterfell był piękną budowlą, trudno zaprzeczyć. Myślę, że można go śmiało porównywać z Ulteriorem, jeśli ktoś miałby na to ochotę. 
- Odpoczniemy tu kilka dni, a później pokażę Ci resztę - powiedział w pewnym momencie Ned, a ja uśmiechnęłam się radośnie, jednocześnie przenosząc wzrok z budowli, w której tymczasowo miałam mieszkać, na mojego towarzysza. Napotkałam jego wzrok i jestem pewna, że w moich oczach zauważył ekscytację.
- Wspaniale, bardzo chętnie zobaczę wnętrze Winterfell! Jestem ciekawa czy w środku jest chociaż trochę podobny do zamku króla - odpowiedziałam ponownie patrząc w stronę domu Neda, który z każdą sekundą coraz bardziej się powiększał, a odległość między nim, a nami zmniejszała się w szybkim tempie. Chciałam w końcu zejść z konia, bo nie jestem zbytnio do tego przyzwyczajona do długiej jazdy, zwłaszcza, że większość dróg była pełna śniegu i wiał mroźny, ostry wiatr. Warunki pogodowe wytrzymałam raczej bez zastrzeżeń, lecz sama jazda była dosyć uciążliwa. Konie to jednak żywe stworzenia i są nieprzewidywalne.
Koniec końców, dotarliśmy szczęśliwie do zamku i po chwili zadowolona i zmęczona zeskoczyłam ze środku mojego transportu, lądując na miękkim, puszystym śniegu. Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam bawić się z siostrą w zimie, a większość zabaw zawsze wymagała śniegu. Kojarzy mi się on ze szczęśliwym dzieciństwem, a teraz te wszystkie wspomnienia wróciły, co wywołało uśmiech na moich ustach.
Ned pokazał mi komnatę, która będzie chwilowo należała do mnie, i pokrótce wyjaśnił mi, jakie miejsca znajdują się się w poszczególnych zakamarkach Winterfell. Dzięki temu wiedziałam, gdzie są ważniejsze sale i pomieszczenia, więc sądziłam, że dosyć łatwo się tu odnajdę. Na koniec Ned zostawił mnie samą, pozwalając trochę odpocząć i ostatecznie rozgościć się w komnacie, a sam prawdopodobniej ruszył do swojej. Szczerze to potrzebowałam tylko krótkiego odświeżenia i może jednej drzemki, bo bez tego to bym nie potrafiła dobrze funkcjonować. Mimo zmęczenia i tak nie mogłam się doczekać aż poznam Namiestnictwo wraz ze wszystkimi jego zaletami.

<Ned? Nie musisz się spieszyć z odpisem, nie wiem czy będę przez następne dwa dni>

czwartek, 25 kwietnia 2019

Od Neda Cd Rin

- No to w drogę.- powiedziałem uśmiechając się po czym ruszyłem w stronę dziedzińca gdzie czekała moja drużyna i przygotowane konie.
- Wybacz, że nie ma powozu ale drogi na północy zazwyczaj są zasypane śniegiem i moglibyśmy mieć kłopoty.- powiedziałem po czym spojrzałem na Rin. Ona tylko się uśmiechnęła i wsiadła na konia. Po jakimś czasie wyruszyliśmy z zamku w kierunku mojego domu. Po niemal tygodniu jazdy w końcu dotarliśmy do granicy Północnego Namiestnictwa. Po przekroczeniu jej zacząłem opowiadać lwicy o moim domu. W końcu po kolejnym tygodniu dotarliśmy do leżącego w centrum namiestnictwa, Winterfell.
- Oto mój dom, zamek Winterfell.- powiedziałem wskazując na niego
- Odpoczniemy tu kilka dni a później pokażę Ci resztę.- oznajmiłem uśmiechając się lekko.
<Rin?>
Sorki za jakość...

Od Rin CD Neda

Powiedźmy sobie szczerze, że propozycja mojego nowego znajomego trochę mnie zaskoczyła, ale jak najbardziej w pozytywnym sensie. Przez chwilę miałam ochotę po prostu krzyknąć z radości, a zaraz po tym rzucić się Nedowi na szyję, ale zbyt się bałam, że zostanie to odebrane jako rzecz niewłaściwa i niepotrzebna. Dlatego jedyne co zrobiłam to uśmiechnęłam się najcieplej jak umiałam.
- Dziękuję ci bardzo, Ned! Oczywiście, chętnie z tobą pojadę, a czas nie ma tu najmniejszego znaczenia, tak sądzę. Zobaczysz, niedługo będę w pełni gotowa do drogi! Nie martw się, nie zabiorę zbyt wiele, nie chcę nikomu zawadzać moją własnością. Wezmę tylko to co konieczne - mówiłam szybko i zapewne nieskładnymi zdaniami, ale liczyłam, że mój rozmówca mnie zrozumie w pełni. On jedynie się uśmiechnął.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie Neda, a przynajmniej jakąś znaczną jego część. Lubiłam jego towarzystwo, a on zdawał się lubić moje. Domyślałam się, że właśnie tak jest, ponieważ... gdyby tak nie było to by chyba mnie nie zaprosił do swojej ojczyzny, prawda? Wypytywałam go o szczegóły podróży, nie kryjąc swojego entuzjazmu, a moje przesadzone reakcje na coraz to nowsze nowiny wywoływały ciepły uśmiech u mojego towarzysza, a czasem nawet zaraźliwy, dźwięczny śmiech. A sam widok tego, że wywołałam uśmiech na ustach Neda, sprawiał, że sama miałam ochotę się płakać. Ze szczęścia oczywiście.
Wieczorem, kiedy oboje mieliśmy swoje zajęcia, postanowiłam przygotować się do podróży, czyli przygotować wszystko, co będzie mi potrzebne. Nic wielkiego, jedyną oryginalną rzeczą były sztylety, które na dalsze wędrówki zabierałam ze sobą na wszelki wypadek. Czasami się zdarzało, że musiałam ich użyć, ale nie były to częste przypadki. Oprócz tego, obowiązkowym elementem moich rzeczy był owy naszyjnik, który dostałam, powiedzmy, w spadku po matce. Od razu założyłam go sobie na szyję, żeby go nie zgubić, ale kiedy popatrzyłam w lustro... poczułam się nieswojo. Nigdy go nie nosiłam, teraz jakoś odstawał ode mnie i nie pasował do mojego wyglądu. A może to tylko ja? Nie miałam nikogo innego do oceny, więc i tak zaprzestałam dalszych rozmyślań na temat siebie i tego, czy na pewno jestem godna, by nosić rzecz mojej matki. Głupota, ale jednak potrafi zasiać wątpliwości. Jednakże nie potrafiła zepsuć mojego humoru. Zadowolona położyłam się na łóżku i ułożyłam się wygodnie, aby zasnąć. Musiałam być przygotowana i fizycznie i psychicznie do wszystkiego, chociaż to przecież nie jest nic wielkiego.
~*time skip, ponieważ nic ciekawego się nie dzieje, nah*~
Moment wyjazdu przyszedł szybciej niż się spodziewałam, ale nawet to nie potrafiło zmniejszyć mojego entuzjazmu. Postanowiłam czekać na mojego towarzysza i jego ludzi przed zamkiem, bo wydawało mi się to najbardziej prawdopodobne i naturalne. Nie siedziałam w miejscu zbyt długo, bo wkrótce potem Ned przybył na miejsce mojego pobytu.
- Gotowa na wyjazd? Czy być może zrezygnowałaś w ostatnim momencie i przyszłaś poinformować mnie o swojej decyzji? - powiedział na dzień dobry, patrząc na mnie wyczekująco. Wywróciłam oczami, jakby właśnie powiedział największą głupotę na świecie.
- Jak mówiłam, jestem gotowa i nie, nie zrezygnowałam. Jak widzisz, stoję tu i niezwykle się ekscytuję, jak miałabym odmówić? - pytanie retoryczne, na które odpowiedź była oczywista. Uśmiechnęłam się do Neda, jakbym chciała jeszcze dodatkowo potwierdzić prawdziwość mych słów.

<Ned?>

Od Neda CD Rin

- Można powiedzieć, że z obu tych powodów.- powiedziałem po czym uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na lwicę.
- Szukałem cię i tak sobie pomyślałem, że warto przejść się przez królewskie ogrody.- dodałem wyjaśniając na co Rin cicho się zaśmiała ale szybko spoważniała.
- Szukałeś mnie? W jakim celu?- zapytała z ciekawością w głosie. Najwyraźniej zainteresował ją powód dla którego jej szukałem.
- Jutro wracam na północ. Wczoraj zauważyłem, że bardzo chętnie byś ją zobaczyła, z resztą sama wyraziłaś takie pragnienie. Więc może... Może chciałabyś tam pojechać ze mną i moimi ludźmi? Wiem, że masz trochę mało czasu do namysłu ale jeśli byś tam teraz ze mną wyruszyła mógłbym pokazać Ci te wszystkie miejsca o których mówiłem i wiele innych. Nie musiałabyś nawet próbować sobie nic wyobrażać, wszystko zobaczyłabyś na własne oczy.- powiedziałem po czym uśmiechnąłem się lekko.
<Rin?>

Od Rin CD Neda

Słuchałam opowieści o mroźnej północy i próbowałam sobie jakoś wyobrazić panujący tam klimat. Nie wychodziło mi to zbyt dobrze, więc po jakimś czasie porzuciłam próby wizualizacji i skupiłam się jedynie na słuchaniu opowieści. Jeśli mam być szczera to Północne Namiestnictwo niezwykle mnie zainteresowało. Jeżeli kiedyś przypadkiem je odwiedzę to będę niezwykle zadowolona, ponieważ mroźna ojczyzna Neda, jej zimny klimat i lodowe jaskinie z jego opowieści, jak najbardziej przypadły mi do gustu.
Kiedy mój towarzysz skończył opowiadać, pokiwałam głową z uznaniem, lecz nie za bardzo wiedziałam co mam odpowiedzieć. Wzięłam głęboki oddech, panicznie poszukując jakiejś odpowiedniej wypowiedzi.
- Widzę, że niezwykle kochasz swój dom. To się ceni, a przynajmniej ja cenię miłość do swojej ojczyzny - dopiero po kilku sekundach milczenia zdołałam się odezwać, jednak mimo wszystko przyszło mi to niezwykle łatwo - Chyba ci zazdroszczę mieszkania w tym miejscu, wiesz? Twoje opowieści o wszystkich aspektach życia na północy sprawiły, że z każdym słowem chciałam ją coraz bardziej zobaczyć, aby móc na własne oczy ujrzeć to bogate morze, lodową plażę, a przede wszystkim te wszystkie kilometry lodowych tuneli i jaskiń na terenie tego Namiestnictwa. Kto wie, może kiedyś tam pojadę... - rozmarzyłam się, jednak i tak nie trwało to jakoś długo, bo po chwili przysłowiowo wróciłam na ziemię. Straciłam rachubę czasu, nie wiedziałam nawet która jest godzina i ile tu stałam. Omiotłam wzrokiem niebo i to mi wystarczyło aby stwierdzić, że powinnam już wracać do komnaty, nawet mając takie świetne towarzystwo.
- Chyba powinniśmy już wracać, nie sądzisz? - domyślałam się, że na jakiś czas mieszkał tutaj i miał twój pokój w tym zamku. Ned odrzekł krótkie "racja, chyba powinniśmy" i pokiwał głową, więc w milczeniu ruszyliśmy w stronę komnat. Droga była krótka, więc nie było sensu, abym zaczynała nowej konwersacji, bo pewnie nie zdążyłabym jej zakończyć na czas. Mój towarzysz był zapewne tego samego zdania.
- Naprawdę ci dziękuję za opowieść, bardzo miło mi się ciebie słuchało. I chętnie dowiedziałabym się jeszcze więcej. Nie myśl, że się wymigasz, jak nie teraz to następnym razem cię dopadnę - powiedziałam pół żartem, pół serio kiedy dotarliśmy do miejsca, w którym musieliśmy się rozdzielić.
- Cóż, więc chyba będę musiał zdradzić nieco więcej na temat północy. Opowiem ci coś jeszcze przy następnej okazji - odparł Ned, a ja uśmiechnęłam się, po czym pożegnałam się i wróciłam do siebie. Zadowolona i spokojna położyłam się na łóżku, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jaka byłam zmęczona. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy niemal natychmiast zasnęłam.
~*~
Obudziłam się w zaskakująco dobrym humorze i miałam ochotę na wyjście z komnaty, co się zdarza niezwykle rzadko. Ogarnęłam się i uprzątnęłam pokój, ponieważ zazwyczaj zbytnio nie dbałam o idealny porządek, po prostu nie interesowało mnie to. Lekko uśmiechnięta otworzyłam drzwi i wyszłam z komnaty, mając w planach w sumie to co zwykle. Jedyna różnica jest taka, że chciałam na tym drzewie pomyśleć o czymś przyjemnym. Tak, znowu szłam siedzieć na drzewie, to było silniejsze ode mnie. Chociaż... nie mogłam tego stwierdzić, bo nawet nie próbowałam się temu przeciwstawić. Coś mnie ciągnęło do tej rośliny, a ja lubiłam tam przebywać, więc nie rozumiałam gdzie leży mój problem.
Tym razem usiadłam na jednej z niższych gałęzi, żeby w razie czego swobodnie zeskoczyć. Oparłam się głową o pień i próbowałam znowu sobie wizualizować północ. Chciałam to zrobić od kilku godzin, ale najwyraźniej moja wyobraźnia jest za słaba.
- Coś bardzo często się spotykamy - usłyszałam znajomy głos, który sprawił, że moje ciało niekontrolowanie drgnęło, a ja w ostatniej chwili uchroniłam się przed upadkiem. Zeszłam z drzewa, nie przejmując się wysokością i po kilku sekundach stanęłam obok Neda.
- Pomyślałeś może dlaczego tak się dzieje? - było to pytanie retoryczne, które nie potrzebowało żadnej odpowiedzi - Ja też nie i myślę, że to raczej nie ma żadnego znaczenia - dodałam prawie od razu. Jeżeli Ned chciał coś powiedzieć w tej sprawie, to niestety przegapił swoją szansę.
- Robisz coś specjalnego czy po prostu siedzisz na tej gałęzi dla samej idei tej czynności? - zapytał mój towarzysz z uśmiechem, co ja entuzjastycznie odwzajemniłam. Pokręciłam głową i przewróciłam żartobliwie oczami.
- Ja też mogłabym cię zapytać czy "robisz coś specjalnego czy po prostu wędrujesz tutaj dla samej idei wędrowania?" - odpowiedziałam, lecz po chwili uświadomiłam sobie, że zostawiłam jego pytanie bez wyjaśnienia - Myślę, wyobraź sobie. Często to robię, więc już nawet się nad tym nie zastanawiam. Samo wychodzi. A siedzę tam, bo lubię, jakoś to jest jedno z moich ulubionych miejsc - zreflektowałam się i szybko odpowiedziałam na pytanie. Popatrzyłam wyczekująco na Neda, aby również odpowiedział na moje, które w sumie nie zostało jasno zadane - A ty? Masz jakiś cel w przybyciu tutaj czy przyszedłeś dla przyjemności?

<Ned?>

środa, 24 kwietnia 2019

Od Neda Cd Rin

- Rzeczywiście, nieczęsto bywam na zamku królewskim, mimo że Ulterior to piękne miejsce.- powiedziałem i rozejrzałem się dookoła.
- Mieszkam na północy a tutaj sprowadziły mnie sprawy państwowe. Musiałem zdać raport odnośnie stanu Północnego Namiestnictwa królowi. Jako jego namiestnik muszę robić to co jakiś czas choć nie lubię opuszczać mojego domu.- powiedziałem i spojrzałem na lwicę, która natychmiast spojrzała na mnie zdziwiona i już chciała się ukłonić ale ją powstrzymałem.
- Nie kłaniaj mi się, ukłony są zarezerwowane jedynie dla króla i jego rodziny a nie dla namiestnika.- powiedziałem uśmiechając się lekko.
- Mówisz więc, że jesteś namiestnikiem północy. Jak tam jest?- zapytała siadając na jednej z ławek. Uśmiechnąłem się lekko po czym usiadłem na ziemi przed lwicą. Mimo że dla większości lwów było zimno dla mnie nie było nawet chłodno.
- Zimno, nawet bardzo. Większość mieszkańców nosi bardzo grube ubrania z skór niedźwiedzi ale i tak trzęsą się jak osiki, zwłaszcza zimą, która panuje tam bardzo długo, właściwie przez większą część roku. Uprawiać rośliny można jedynie w rejonach przy granicy z innymi namiestnictwami, gdzie klimat nie jest aż tak ostry. W innych częściach ziemia jest jałowa. Nie ma tam urodzajnych ziem, na których można uprawiać rośliny, jedynie uboga roślinność oraz tam gdzie nie ma lodu pastwiska, na których wypasane są renifery i woły piżmowe. Głównym źródłem dochodu z tego regionu są kopalnie wszelakich metali, hodowle odpornych na mróz zwierząt, połów wielorybów oraz sprzedaż lodu. Można u nas znaleźć najczystsze lodowce jakie istnieją na świecie, więc ościenne królestwa są w stanie wiele zapłacić za ten lód. Nasze kopalnie dostarczają również wiele cennych metali i kamieni szlachetnych, więc mimo że niewielu mieszkańców trudni się rolnictwem północ jest niezwykle bogata i piękna. W pewnym miejscu po przejściu gór można zobaczyć morze i lodową plażę na której wystarczy się pochylić by stać się bogatym, morze wyrzuca na brzeg piękne kamienie szlachetne. Mamy też piękne, lodowe jaskinie, które potrafią ciągnąć się kilometrami wewnątrz lodowców, gór i pod ziemią.- powiedziałem rozmarzonym głosem wspominając moją północ.
<Rin?>

Od Rin CD Ned

Następne kilkanaście minut spędziłam w swojej komnacie, tuląc do siebie miękką poduszkę, chowając w niej swoją twarz. Nuda, w tej komnacie nie było nic do zrobienia. Wgapianie się w jeden, nieokreślony punkt na niebie jest bardziej fascynujący niż siedzenie w pokoju i przytulanie się do poduszki, która nierzadko pełniła rolę mojego worka treningowego, w który uderzałam z całej siły, kiedy musiałam się na czymś wyżyć. Wolałam już bicie poduszki niż krzyczenie na bliżej niezidentyfikowanego lwa.
Po dłuższym czasie nic nie robienia, postanowiłam wyjść, pomimo tego, że był już późny wieczór i teoretycznie nie powinnam wychodzić na zewnątrz o tej porze. A przynajmniej tak zawsze uczyli mnie rodzice, ale aktualnie nie zwracałam uwagi na ich dawną przestrogę. Szybko wyszłam z komnaty, pozostawiając ją całkowicie pustą, przemierzyłam korytarze i główną bramę. Moją skórę owiał zimny wiatr, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Przyznam, było późno. O tej godzinie już robiło się ciemnawo, mimo, że była wiosna. Wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, którego tak bardzo mi czasami brakuje. Przystanęłam na chwilę i oparłam się o kamienną ozdobę na murach i przymknęłam oczy.
- Skoro tak często na siebie wpadamy to może by wypadało się przedstawić. Jestem Eddard Stark, ale jeśli masz ochotę mów mi Ned - wzdrygnęłam się lekko, ale natychmiast się odwróciłam w stronę źródła głosu. Okazało się, że jest to ta sama osoba, która całkiem niedawno mnie uchroniła przed bolesnym upadkiem, który zresztą był moją winą.
- Rin Kagamine... Miło mi poznać - powiedziałam, skłaniając się lekko. Coś mi mówiło, że tak należy zrobić, bo wydawało mi się, że jest on kimś ważniejszym dla króla niż ja. Kiedy się wyprostowałam postanowiłam zmierzyć nowo poznanego Neda wzorkiem. Chociaż i tak całą moją uwagę przykuły jego oczy. Prawe było koloru bursztynu wyrzucanego przez morze, a lewe natomiast przypominało do złudzenia bryłę lodu z koloru. Te dwa kolory niby do siebie nie pasują, a jednak wyglądają razem bardzo dobrze. Na samą myśl o tym, uśmiechnęłam się lekko.
- Kiedy na mnie tak nieoczekiwanie wpadłaś to wyglądałaś na strasznie zestresowaną... Spieszyłaś się na jakieś spotkanie wagi państwowej? - Eddard ponownie się odezwał, a ja na wspomnienie tego feralnego spotkania uciekłam wzrokiem gdzieś w bok.
- Raczej jedynie spotkanie jakie miałam w planach to rozmowa z własnymi myślami... - mruknęłam cicho, ale jednak na tyle głośno, aby to usłyszał, po czym ponownie popatrzyłam na mojego rozmówcę - Powiedz mi, jesteś tu w trakcie jakiejś wizyty? Nie widziałam cię tu nigdzie, chociaż mogłam po prostu cię przeoczyć, bo nie jestem tu znowu aż tak długo. Jednak wolę się upewnić - kiedy mówiłam wodziłam wzrokiem po zamku z tyłu czy po niebie. To niekulturalnie, ale wolę unikać kontaktu wzrokowego. Jest to dosyć... niekomfortowe dla mnie.

<Ned?>

Od Neda Cd Rin

Przyjechałem do królewskiego zamku by spotkać się z królem i zdać mu raport o działaniach na północy. Sprawy układały się po naszej myśli, kopalnie pracowały pełną parą przynosząc wielkie zyski. Pola uprawne położone bliżej Ziem Korony i granic z innymi namiestnictwami zostały przeznaczone na pola uprawne i w tej chwili zapewniały znacznie większe plony niż za czasów mojego ojca. Po skończonym spotkaniu ruszyłem w stronę przygotowanej dla mnie komnaty. Po drodze wpadła na mnie jakaś lwica. Uchroniłem ją od upadku i przyjrzałem jej się dokładnie.
- Naprawdę bardzo przepraszam... Może lepiej już pójdę.- powiedziała po czym odeszła a ja wróciłem do siebie. Wieczorem postanowiłem się przejść. Tak się jakoś złożyło, że znów wpadłem na ową lwicę.
- Skoro tak często na siebie wpadamy to może by wypadało się przedstawić. Jestem Eddard Stark, ale jeśli masz ochotę mów mi Ned.
<Rin?>

Od Rin Kagamine "Kroki do szczęścia"

Lubię przesiadywać o wiele wyżej niż inni. Lubię patrzeć na świat z wysokości, w spokoju rozmyślać nad wszystkim, co się dzieje w tej rzeczywistości. Mimo, że brzmi to niesamowicie nudno, to zapewniam, że takie nie jest. Trzeba znaleźć w tym przyjemność, a nie każdy potrafi zacząć postrzegać taką czynność za niesamowicie przydatną. Ale pozwala przyjrzeć się z dystansu niektórym rzeczom, które się przytrafiły, zanalizować swoje decyzje i ich konsekwencje, postawić sobie postanowienia dotyczące własnej osoby... Wiele aspektów takiego pozornie zwykłego siedzenia na dachu czy drzewie pomaga niektórym utrzymać się przy zdrowych zmysłach i przestać roztrząsać przeszłość. Na przykład mi coś takiego pomaga. Czuję się jakbym miała oszaleć, gdybym to dusiła w sobie. Tutaj przynajmniej mogę z kimś porozmawiać, nawet jeżeli to miałyby być tylko gwiazdy na niebie. Czuję się bezpieczna, a to chyba najważniejsze.
Był wieczór, a słońce już zbliżało się w zastraszającym tempie do horyzontu. Kolor złota, pomieszany z fioletoworóżowym oblał cały nieboskłon, obdarzając moje oczy wspaniałym widokiem. Liście drzewa, które gdzieniegdzie zasłaniały mi pełen widok, przypominały czasami granatowe chmury burzowe, które suną po niebie, zwiastując deszcz. Oparłam się plecami o pień drzewa i odchyliłam głowę do tyłu, na tyle, na ile było to możliwe. Przymknęłam oczy, myśląc o tym jak bardzo chciałabym tutaj zostać. Ale wiedziałam, ze to nie będzie ani bezpieczne, ani przyjemne. Jeśli chodzi o sen to wolałam swoje łóżko od niewygodnej gałęzi. Rozglądnęłam się po przestrzeni pode mną i zauważyłam niewielki konar, o wiele niżej niż ten, na którym się aktualnie znajdowałam. Gdybym chciała skoczyć od razu na trawę to pewnie skończyłoby się to połamaniem kości i niewyobrażalnym bólem. Naturalne więc jest to, że najpierw znalazłam się na niższej gałęzi, potem na kolejnej, aż w końcu po kilku skokach znalazłam się na podłożu. Ściemniało się coraz bardziej, więc chciałam jak najszybciej znaleźć się w mojej komnacie. Na początku truchtem, a potem coraz szybciej, biegłam w kierunku drzwi. Przemierzałam korytarze, pokonywałam schody i wymijałam zwinnie strażników oraz inne osoby, których tożsamość zbytnio mnie nie interesowała. Kiedy znalazłam się parędziesiąt metrów od drzwi do mojego pokoju, przymknęłam z ulgą oczy, starając się utrzymać poprzednie tempo. I to był błąd. Przez to nie zauważyłam, że ktoś również idzie tym korytarzem, więc raczej nikogo nie zdziwi to, że na niego wpadłam. Jak bardzo śmiesznie by to nie wyglądało, pod wpływem siły odbiłam się od prawdopodobnie torsu nieznajomego i zaczęłam się przechylać do tyłu. Pewnie spotkałabym się w podłogą, gdyby nie ręka, która chwyciła mnie w pasie i przywróciła do pozycji stojącej. Nie patrzyłam w oczy tego kogoś, jedynie wyślizgnęłam się z uścisku.
- Naprawdę bardzo przepraszam... Może lepiej już pójdę - wymamrotałam, mając w planach wyminięcie nieznajomego i kontynuowanie mojej wędrówki do komnaty.

<Eddard, albo jak wolisz - Ned?>