Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekret. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

  Medyk wrócił po paru minutach z przygotowanymi lekami i kazał mi wyjść.
Bez sprzeciwu udałem się do drzwi.
Wesele nadal wyglądało, jakby zostało pozbawione szczęścia i uroczystego uroku, muzyka pogrywała cicho, goście weselni rozmawiali cicho, a niektórzy już opuścili salę.
Był to na prawdę przygnębiający widok, niezwykle smutny...
Pan Młody siedział obok swojej partnerki, popijał co jakiś czas z kielicha, Król w milczeniu coś zajadał, ale wyglądał, jakby nie mógł nic przełknąć.
Usiadłem przy stole i spojrzałem na nietknięte jedzenie...
Do diabła z tym wszystkim... Asa omal nie zginęła, wesele zniszczone, a wszystko to przez pieprzonych zakompleksionych fanatyków.
Nagle na salę weszła Asagiri, w nowej sukni, a po jej ranach nie było ani śladu. Medyk doskonale zadbał o to, żeby Asa wyglądała, jakby przeżyła to wszystko bez żadnego uszczerbku. A lekki czar kosmetyków jedynie polepszył jej stan zewnętrzny.
Ta jednak widząc, jak wesele opanowane jest przez depresyjną ciszę, pobiegła więc do swego ojca.
On uradował się na jej widok i przytulił ją do siebie mocno.
 Potem podszedł do Króla, który na widok całej i zdrowej Asagiri wrócił mu cały nastrój i apetyt do jedzenia. Moja mała przyjaciółka coś powiedziała do niego, a Król potem zwrócił się do innych.
- Moja wnuczka powiedziała, że nic jej nie jest... prosiła też wszystkich, abyście nie z jej powodu nie psuli sobie, tak pięknego wieczoru!
Goście weselni spojrzeli po sobie, zaczęli coś szeptać, a później zrobił się ruch na sali. Muzyka znów zaczęła wesoło dogrywać, Para młoda znów ożywiona weselnym klimatem śmiali się wesoło.
Ci co odeszli, usłyszawszy wesołe dźwięki muzyki, powrócili i wraz z innymi zaczęli pełną energii zabawę.
Oparłem się na krześle i powoli sączyłem wino.
- No... taką zabawę ja rozumiem- mruknąłem pod nosem, ale zanim zdążyłem po raz kolejny upić  łyk wina, w moją szyję uderzył mroźny oddech, po czym cała sala rozpłynęła się w mlecznej mgle, a z pod niej wyłoniła się świetlista postać lwicy. Ta, która ostrzegła mnie, że Asa jest w niebezpieczeństwie. Uśmiechała się do mnie, jej wzrok był pełen wdzięczności... kiwnęła tylko głową na znak, iż jest mi dozgonnie wdzięczna. Zrozumiałem przekaz.
- To moja przyjaciółka, to nic... zrobiłbym to ponownie- odpowiedziałem.
Z wizji jednak wyrwało mnie natarczywe szarpanie i głośne nawoływanie mojego imienia.
- Exan... Exan słyszysz mnie? Do kogo mówiłeś?
 Mgła rozpłynęła się. Ukazała mi się sala ogarnięta weselnym klimatem. Obok mnie siedziała Asagiri.
- Hej, moja damo- powiedziałem z uśmiechem- do ducha... to on cię ostrzegł... tylko, przede mną stoi jeden Sekret- odparłem i pomimo muzyki, która rozpędziła się na dobre, starałem się przypomnieć wygląd tej lwicy.- Kim jest duch tej lwicy?


<Asagiri? Wiem, opowiadanie, jak wyjęte z dupy. Przepraszam, ale to przez brak natchnienia xD, nie musisz odpisywać, ja za niedługo zacznę następny wątek"

wtorek, 20 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Słysząc pokrzepiające słowa mojego rozmówcy, uśmiechnęłam się jeszcze raz, tym razem jak najbardziej szczerze. Jednakże to trwało jedynie krótką chwilę, bo później spuściłam wzrok i ponownie zaczęłam wpatrywać się w pościel, pod którą aktualnie byłam.
- Myślę, że wierzę w to co mówisz, jednak wciąż myślę, nie tyle o niej, ale o jej motywie. Zaatakowała i porwała mnie, aby ukarać mojego dziadka co stało się z tym mężczyzną, w porządku, ale nie wiem dlaczego. Kiedy to się stało to mnie jeszcze nie było na świecie, mój ojciec był o wiele młodszy ode mnie teraz, więc wtedy nawet nie myślał o założeniu rodziny. Wojnę znam tylko z książek i opowieści innych, więc nie miałam możliwości uczestnictwa w niej. Mimo, że potrafię dosyć trafnie odczytywać emocje i rzeczy, które robią inni, a przynajmniej tak mi się wydaje, to jednak nie potrafię pojąć dlaczego ja i dlaczego akurat teraz, kiedy dla wszystkich odbywa się taka ważna uroczystość. Nie chodzi mi o sam fakt ceremonii, ale o wesele, które powinno być radosnym czasem, podczas którego panuje radość, a nie jakieś zamieszanie. Jeżeli już musiałabym zostać porwana, o wiele bardziej wolałabym, żeby odbyło się to podczas zwykłego dnia, kiedy wszyscy wykonują swoje codzienne, monotonne obowiązki. Jedyne co mi przychodzi aktualnie do głowy, to fakt, że może chciała zadać jeszcze większy ból dziadkowi, poprzez zrujnowanie przyjęcia weselnego mojego brata. I jeszcze większy ze względu na to, że to nie on, a członek jego rodziny zostanie porwany. Lecz to, że akurat padło na mnie jest niezrozumiały. Zemsta byłby lepsza, gdyby zabiła Vlada IV albo Mihneę, bo wtedy królestwo zostałoby bez następcy tronu, przynajmniej chwilowo. To by ugodziło nie tylko w króla, a w całe miasto, w którym żyjemy - słowa wypływały ze mnie potokiem, wyjmując na światło dzienne to wszystko, o czym ostatnio myślałam próbując zrozumieć sens całej tej operacji, podczas której nagle zniknęłam z sali, w której odbywało się wesele - Przepraszam, zdecydowanie za dużo mówię - dodałam po chwili uśmiechając się lekko do Exana - Powiedz mi, co się działo na uroczystości. Mam złudną nadzieję, że przyjęli do wiadomości, że wszystko jest dobrze i powrócili do świętowania - powiedziałam ponownie podnosząc wzrok na mojego aktualnego towarzysza.
- Mylisz się, wszyscy rozmawiali o tobie, jakby myśleli, że świętowanie w takiej sytuacji nie wypada - odrzekł, a ja westchnęłam ciężko.
- W sumie to było oczywiste, w końcu nie codziennie takie rzeczy się dzieją, trzeba dokładnie przeanalizować każdy szczegół - wstałam i podeszłam do okna, gdzie oparłam się plecami o ścianę i popatrzyłam przez szybę - Dzisiaj jest piękny dzień, nieprawdaż? Idealny, żeby celebrować zaślubiny następcy tronu.

<Exan? Nie pytaj czemu 3/4 tego opowiadania to wypowiedź Asagiri, bo nie wiem>

niedziela, 18 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

   Asagiri trafiła do medyka, ze względu na przykry ślad po uderzeniu w policzek. Sytuacja jaka zaistniała w tym momencie zniechęciła gości weselnych do dalszej zabawy, lecz to nie oznacza, że rozproszyli się w swoje strony. Zasiedli przy wielkim stole z jedzeniem i między nim krążył temat rozmów tylko o jednym- O porwaniu Asagiri.
Nikt już nie miał ochoty na jedzenie, ani na picie... po prostu wszyscy dręczyła ich myśl, że w takim momencie nie wypada.
 Asagiri siedziała w komnacie medyka, a po obu stronach drzwi wejściowych stali strażnicy.
Gdy chciałem się zobaczyć z moją towarzyszką, jeden ze strażników warknął na mnie.
- Medyk jest zajęty, zjeżdżaj stąd!
 Nawet nie drgnąłem. Stałem przed nimi z obojętnym wzrokiem, dając im jasno do zrozumienia, że nie odejdę tak po prostu, a ich rozkazy są dla mnie niczym.
- Chcę się spotkać z Asagiri.
- Zakaz wstępu do niej!- krzyknął drugi z lewej.
Westchnąłem ciężko.
- Nie mam zamiaru jej niczego robić, tylko porozmawiać.
Jednak strażnicy nie dali za wygraną.
- Z rozkazu króla, nie możemy nikogo wpuszczać!
 Obróciłem oczami zrezygnowany, po czym skierowałem się w inną stronę... usłyszałem jednak ich szepty.
- Ty, czy to przypadkiem nie on uratował Asagiri?- zapytał jeden.
- Być może... tak, teraz jestem pewien, że to on... EJ! Chodź no tu!
 Odwróciłem się z zadziornym uśmiechem na ustach.
- Wchodź, ale nikomu nie mów, a tym bardziej królowi, że cię wpuściliśmy, bo nam nogi z dupy powyrywa, okej?
 Kiwnąłem tylko głową.
Asa siedziała spokojnie na stole operacyjnym z opatrunkiem na policzku, w miejscu, gdzie oberwała drągiem. Była cała pobrudzona błotem i krwią swojej prześladowczyni, która miałem nadzieję, że smaży się w piekle.
- Cześć- przywitałem ją z uśmiechem.
 Asagiri jednak przywitała mnie wzrokiem pełnym bólu, wątpliwości i wyrzutów sumienia.
- Hej, co jest?- zapytałem zmartwiony- nie bój się, już nikt cię nie skrzywdzi.
Asa dalej milczała. Podszedłem do niej, uklęknąłem, aby mój wzrok był na wysokości jej oczu.
- Co jest?- zapytałem troskliwie.
- Chodzi o to, że... zabiłam ją.
 Uniosłem brew.
- Yyyy... nie zabiłaś ją, ty się tylko broniłaś... gdybyś jej nie zaatakowała, ona zabiłaby najpierw mnie, Ariannae, a potem ciebie, czy chcesz, aby ta akcja się tak skończyła?
 Asa wpatrywała się we mnie nadal pełna wątpliwości.
- Musisz być silna, w końcu będziesz psychologiem... nabyłaś doświadczenia, a to wykorzystasz do pomocy innym... zacznij wyciągać z tego dobre strony...
A poza tym, gdyby z tobą skończyła, Królestwo straciłoby dobrego psychologa- powiedziałem i puściłem do niej oczko. Asa uśmiechnęła się lekko.
- I to chciałem u ciebie zobaczyć, Asa... ważne, że żyjesz, a resztą się nie przejmuj. Wiem, że mając kogoś na sumieniu, jest straszne... ale piętno morderstwa na mnie przypada, ale szlachetnego morderstwa i zrobiłbym to jeszcze raz, byleby uratować niewinnego. W tym przypadku ciebie.

<Asagiri?>

czwartek, 8 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Zaciskałam kurczowo palce na ostrzu sztyletu, po którym ściekała ciemnoczerwona krew tamtej kobiety. Czułam ją kiedy dotarła do mojej skóry, spływając w dół, kapiąc na kamienną posadzkę. Była gęsta i przyjemnie ciepła, sprawiała wrażenie przypominające moment, kiedy podczas letniego poranka człowiek budzi się przez promienie słoneczne. Dzisiejszego dnia właśnie tak się obudziłam, a wtedy ten moment wydawał mi się najlepszym w moim życiu. Szkoda tylko, że nie tylko zepsułam sobie ten dzień, dając się porwać przez tę kobietę, ale również zrujnowałam ślub i wesele mojego brata. Wiem, że poniekąd to nie była moja wina, ale zdawało mi się, że jednak nie zdarzyłoby się to, gdybym bardziej uważała. No i ponownie wszystko sprowadza się do jednego punktu, który mimo wszelkich starań udowadnia to, że ponoszę częściową odpowiedzialność za to, co się stało.
Moje oczy zdawały się w zastraszającym tempie przyzwyczaić do wokoło panującej ciemności. Powoli zapomniałam o tym, gdzie się aktualnie znajduję. Kiedy podniosłam rękę na wysokość twarzy, zobaczyłam, że jest o wiele ciemniejsza niż normalnie. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że jest ona cała we krwi, która powoli ściekała po moim nadgarstku. Pierwszy szok minął w momencie, kiedy wybiłam ostrze sztyletu w brzuch tej kobiety, teraz nadszedł czas na drugi, o wiele gorszy i brutalniejszy. Cofnęłam się parę kroków do tyłu i wpadłam na ścianę, zimną i kamienną ścianę, typową dla tych podziemi. Wtedy pochodnie ponownie się zapaliły, a ja zobaczyłam niedaleko siebie Exana i Ariannae, co było dla mnie lekkim zaskoczeniem.
- Zabiłam ją? - zapytałam, nadal opierając się o lodowatą i nieprzyjemną ścianę. Patrzyłam to na Lorda, to na jego towarzyszkę.
- Nie. Nie zadałaś jej śmiertelnego ciosu. Umarła z powodu upadku - odpowiedział mi Exan, podchodząc trochę bliżej. Westchnęłam z ulgą, wpatrując się w powoli zastygające ślady krwi na mojej ręce.
- Wracajmy już, nie chce robić zbędnego zamieszania - dodałam po chwili i odepchnęłam się od zimnej ściany. Dosłownie wszystko mnie bolało, ale starałam się nie dawać tego po tobie poznać. Typowe zagranie z mojej strony, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, przyzwyczaiłam do tego również wszystkich ludzi w moim otoczeniu. Więc nikt nie jest zdziwiony tym, że musi się domyślać, jeśli ma podejrzenia, że coś może być ze mną nie tak, bo ja sama za żadne skarby tego nikomu nie powiem.
Mimo tego, że kiedy byłam tu prowadzona to szarpałam się jak w amoku, czego efektem są cztery blizny na nadgarstku, ponieważ okazało się, że ta kobieta ma całkiem ostre paznokcie, to jednak pamiętałam drogę, jaką przebyłam, aby się tutaj dostać. Szłam powoli, na tyle na ile pozwał mi nieustający ból w dosłownie każdej części ciała. Bolała mnie nawet skóra na policzku, gdzie na pewno pojawiło się pokaźne zaczerwienienie po ciosie wykonanym metalowym drągiem.
Do tego miejsca prowadziło tysiące korytarzy i mniejszych korytarzyków, zawiłych i krętych, przypominających labirynt, a nie podziemia zamku królewskiego. Oczywiście, jak wszędzie w tym budynku, prowadzi tu krótsza, ale niezbyt przyjemna droga. Założę się, że właśnie tak znaleźli się tutaj Exan i Ariannae.
Kiedy dotarłam w końcu do miejsca, w którym podziemia łączyły się z normalnym korytarzem, nagle stanęłam. Usłyszałam za sobą kroki moich towarzyszy, więc odwróciłam się do nich, wciąż skrupulatnie uważając, aby żaden z pałętających się po korytarzu strażników mnie nie dostrzegł. Kręciło się ich w ten okolicy mnóstwo, zapewne jak w innych częściach zamku również.
- Nie chce tam iść, nie teraz i nie w tym stanie - powiedziałam cicho, zdając sobie sprawę z głupoty moich słów.
- Musisz, inaczej wszyscy tam oszaleją. Wszyscy cię szukają - odrzekła Ariannae, popychając mnie lekko w stronę korytarza. Uznałam, że mają rację i mój egoizm jest tutaj akurat na ostatnim miejscu. Wyszłam. Wyszłam i najszybciej jak mogłam, podeszłam do pierwszej osoby która wydawała mi się bliska, prosząc o zaprowadzenie do ojca bądź dziadka. Spotkałam jednego z wujków, który widząc ranę na policzku i dosyć świeże mokre ślady po łzach, wręcz zaniósł mnie do sali, w której był mój ojciec. On zdawał się na początku niedowierzać, a potem dopiero przytulił mnie z całej siły do siebie. Jednakże, słysząc mój cichy jęk, puścił i uśmiechnął się z ulgą. Niedawny smutek i panika ustąpiły miejsca radości, która powinna być tutaj przez cały czas. W końcu to wesele następcy tronu.
Kiedy Mihnea już skończył oceniać rozmiar uszczerbków na moim zdrowiu, kazał przyprowadzić medyka, po czym zwrócił się do Exana i Ariannae. Pewnie będę musiała przejść przez szereg terapii, czego naprawdę z całego serca nie chciałam. Sama zajmuje stanowisko psychologa, i potrafię ocenić swój stan...

<Exan? Naprawdę przepraszam za jakość tego opowiadania, pisane dopóki miałam chwilę czasu, bo nie lubię zostawiać opowiadań na długo :c>

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

       Asagiri spoglądała na mnie, jakbym właśnie spowodował jakiś wypadek, który strasznie ją zdenerwował. Po tej aferze z zamachem na jej życie, nie dziwię się, że moja mała towarzyszka jest lekko podenerwowana.
  Skrzyżowała swoje ręce na piersi, nadal nie zmieniając swojego wyrazu twarzy. Nagle uderzyły we mnie słowa zamachowca, które zagnieździły się w mojej pamięci, niczym świerzb.
- Słuchaj, Asa- teraz to ja skrzyżowałem ręce na piersi, mój głos zabrzmiał poważnie, zdecydowanie, więc zdenerwowana mina Asagiri została zastąpiona na nieco łagodniejszą. - Dusza powiedziała mi, że... no..- Jednak, gdy zastanawiałem się, jak dokładnie dobrać słowa, mój głos znów wrócił do normalnego tonu.- Czy twój dziadek przed paroma latami skazał kogoś na pal, że ten ktoś z jego rodziny teraz chce się na nim mścić? Nie wiem, tak on to ujął... jego krewny został skazany na pal, przez Króla Vlada.
 Asagiri na dobre zapomniała o swym gniewie, rozluźniła swoje mięśnie, po czym wywróciła oczy na bok, jakby szukała w pamięci jakiegoś wspomnienia.
- Dziadek coś mi opowiadał, że jak mnie jeszcze nie było na świecie, po wojnie skazał jakiegoś zbrodniarza... nie pamiętam jego imienia, za swe czyny został skazany na śmierć, nabity na pal. Tylko tyle pamiętam. Na prawdę- powiedziała, kręcąc przecząco głową.
 Oparłem się o drzwi do prosektorium, a w mojej głowie zacząłem układać wszystko, każdy fragment dzisiejszego wydarzenia w logiczną całość.
 Król Vlad III Palownik jest dziadkiem Asagiri, który skazał na śmierć, na pewno jakąś znaczącą postać w wojnie, z którą prowadził. Teraz krewni tej osoby pragną się zemścić na nim, zabijając jego wnuczkę- teraz motyw jest oczywisty!! Zamachowiec próbował zabić wnuczkę Króla, aby zadać mu większą karę niż śmierć. Ból po utracie bliskiej osoby. Ból jego i Królewskiej rodziny. Jeszcze jedno... Kim jest dusza lwicy?
- No dobrze.
 Teraz powiedziałem Asagiri, to co ułożyłem sobie w głowie. Moja towarzyszka mocno zaniepokojona, zacisnęła usta.
- To straszne- powiedziała.
- Wiem.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~Wesele Vlada~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Ten dzień... Królewskie wesele w sali balowej trwało w najlepsze, nikt nie świadomy niebezpieczeństwa (oczywiście Asagiri wciąż była pod ochroną żołnierzy). Goście weselni bawili się hucznie, pałaszując wszystko, co znajdowało się na stole. Najznakomitsze potrawy znikały w mgnieniu oka, muzyka zmuszała do tańca, a dekoracje sali cieszyły oczy.
 Goście honorowi (Inni władcy, Namiestnicy) siedzieli w pobliżu Królewskiej pary.
- Doskonale- szepnąłem, mijając tańczące pary. Wielkim cudem przecisnąłem się do stołu, gdzie można było spróbować wina, które podobno były przepyszne. Nalałem sobie pół pucharu wiśniowoczerwonego napoju. Wzrokiem wychwytywałem Asagiri, jednocześnie piłem z pucharu. Wino miało niebiańską słodycz, a cierpkość  rozpływała się w smaku wina.
 Po paru pucharach kręciło mi się w głowie, a alkohol zmuszał do włączenia się do zabawy.
- Exan!- usłyszałem kobiecy głos za sobą. Odwróciłem się i spojrzałem na piękną szatę koloru błękitu. Ariannae uśmiechała się miło, widocznie też była po paru łykach wina.
- Cześć, śliczna- przywitałem się. Odstawiliśmy puchary na bok, jej piękne oczy mówiły jedynie "Zatańczysz ze mną?" Muzyka i alkohol dodała szaleństwa do naszych poczynań, nasze ciała zwarły się w powolnym tańcu.
- Jak się czujesz?- zapytała.
 Poza tym, że mam kręćka po winie, to w sumie...
- Wszystko jest dobrze- odparłem spokojnie.
  Sam nie wiedziałem ile nasz taniec pochłonął czasu, lecz mogłem go jeszcze stracić, byleby zatrzymać Ariannae przy sobie. Stracić wszystko... nawet.
- Asagiri zniknęła!- zawołał jeden ze strażników.
 Wszyscy goście weselni skierowali swoje zdezorientowane spojrzenia w strażnika, Król wstał, zgromadził w sobie wściekłość, Ojciec Asagiri przerwał rozmowę z jakąś osobą, po czym przeniósł wzrok na wojskowego. Muzyka przestała grać, tańce ustały... zapadła martwa cisza, jakby wszyscy wokół mnie wstrzymali oddechy.
 Król ze wściekłości rzucił stalowym pucharem, rozlewając alkohol, który wypełniał naczynie, po czym spłynął strumieniem po schodach.
- Znajdźcie ją!- warknął władca.
 Spojrzałem przerażony na Ariannae, a ona zaniepokojona zakryła ręką usta.
                                                                             ***

   Prosiłem po raz setny Ariannae, aby została na sali balowej. Goście nie mieli już nastroju do ucztowania z okazji zawarcia związku małżeńskiego Króla, szeptali coś... inni rozmawiali na głos.
- Co się stało?- ktoś zapytał.
- Biedna Asagiri.
- Proszę cię, zostań tu!- powiedziałem do Ariannae, która uparła się, żeby ze mną iść.
- Słuchaj, tutaj będziesz bezpieczna, zostań tutaj...
 Ariannae spojrzała na mnie, uparcie trzymając się swojej strony.
- Exanie Alexandrze Ravenwood, czegokolwiek nie zrobisz, nie zatrzymasz mnie!
- Aria, wiem, że łączy nas przyjaźń, większa od jakiegokolwiek uczucia, ale...
- Żadne ale!- syknęła szeptem.
 Westchnąłem przegrany, spojrzałem na grupkę zbierającego się oddziału poszukiwawczego.
- Dobrze, ale przysięgnij mi, że będziesz robić wszystko, co ci każę, bez wyjątku!
Ariannae już otworzyła usta, aby coś powiedzieć. Wiedziałem, co chciała powiedzieć, więc przycisnąłem stanowczo.
- Przysięgnij!- warknąłem.
Teraz to ona musiała przystać na mój warunek.
- Dobrze, przysięgam.
 Złapałem moją przyjaciółkę za rękę, szybkimi ruchami skierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych z sali balowej. Wychodząc na dziedziniec, pochłonięty przez noc, od razu objął nas chłód. Wziąłem jedną z pochodni od jakiegoś żołnierza.
- Teraz... gdzie ją szukać?
 Pierwsze podejrzenia nakierowały nas na ścieżkę, prowadzącą do pałacowego ogródka.
Wysoki żywopłot, okalał cały teren gęsto zarośnięty kwiatami z przeróżnymi kolorami, jednak wydeptana ścieżka prowadziła do zielonego labiryntu, zbudowany przez żywopłot. Ostrożnie, powoli kierowaliśmy się do niego, a mrok rozpuszczał się z każdym krokiem przez jasne światło pochodni.
 - Myślisz, że tędy musiała się udać?- szepnęła Ariannae.
 - To są tylko moje podejrzenia, Aria, coś myślę, że ona została porwana, a porywacz musiał chyba zaciągnąć ją...
Urwałem, gdyż w tym momencie jakaś mroczna moc, albo to tylko ciężar naszego ciała spowodował, że ziemia osunęła się nam spod nóg, po czym wpadliśmy w wir czarnej przepaści. Upadłem twarzą w wilgotną ziemię, a w ustach czułem piasek, błoto. Splunąłem obficie, starając się pozbyć wszystkiego z ust. Leżąca pochodnia oświetlała podziemny korytarz.
-...tutaj!- dokończyłem swoje wcześniej przerwane zdanie. Pomogłem wstać mojej przyjaciółce, jej nieskazitelnie biała szata została brutalnie pobrudzona ziemią i błotem. Podniosłem pochodnię, po czym zastanawiałem się, w którą stronę się udać. Uniosłem wyżej pochodnię, aby blask objął podłoże, wzrokiem zlustrowałem jej powierzchnię. Odciski stup prowadziły w lewą stronę.
 Spod ziemi wystawały korzenie, które napotkane głaskały nas po głowie, policzkach... a obwód podziemnego korytarza był taki, że przerośnięty żubr mógłby spokojnie nim przejść.
 Z każdym krokiem zaczęliśmy słyszeć cudze szepty, a gdy blask cudzej pochodni odbijał się od ściany, przed nami, swoją odrzuciłem za siebie.
Przywarliśmy do ściany, powoli przesuwaliśmy się wzdłuż niej, aż naszym oczom ukazała się okrągła, podziemna sala, a  ściany, co milimetr były przyozdobione w pochodnie, dzięki czemu pomieszczenie było jaśniejące od blasku.  Na środku pomieszczenia stało pięcioro osób. Trzech uzbrojonych zabójców oraz dwie kobiety. Asagiri i jakaś obca.
 Asagiri klęczała na ziemi, cicho płakała. Obca kobieta górowała nad nią, a w ręku trzymała coś na kształt drąga.
- Ja niczemu nie jestem winna...- pisnęła Asagiri.
- Zamknij się, suko!- warknęła przez zęby obca kobieta.
 Ciągle krążyła wokół niej, tak jak ziemia krąży wokół słońca. Asa bez ustanku płakała, ale na moje oko przynajmniej starała się nie uronić ani łzy. Kobieta z przepływu złości uderzyła Asę drągiem w policzek, tym samym przewróciła ją na ziemię.
 Wewnętrz mnie zaczął bezlitośnie wzbierać się złość, która była ciężko do opanowania - to jak poskramianie zbuntowanego konia.
- Przez twojego piekielnego dziadka, mój kochany nieżyje, a gdyby się on poddał w tym wszystkim, nie byłoby teraz tutaj całej tej zasranej farsy.. I wiesz co? Teraz zginiesz! Nadzieję cię na pal, jak kawał pieprzonego kurczaka, tak jak zrobił to twój dziadek mojemu krewnemu, będziesz rzygać krwią! Dopilnuję tego! - wrzeszczała jej do ucha, jakby Asa była głucha. Kobieta złapała ją brutalnie za włosy, po czym zaczęła ciągnąć Asagiri przez połowę pomieszczenia. Wzrokiem doprowadziłem ich, jak zbliżają się do wielkiej wyrwy, wielkości studni. Jej prześladowczyni zmusiła Asę, aby nachyliła się nad wyrwą, wciąż trzymając ją za włosy.
- Widzisz, tak cierpiał mój krewny! Ty mała zdziro, ty i twoja rodzina niech zadławią się krwią!
 Teraz zrozumiałem, że Asagiri nachyla się nad czymś w pewnym rodzaju myślodsiewni. Pewnie teraz z bólem wpatrywała się, jak członek rodziny tejże kobiety cierpi nabity na palu.
 A prześladowczyni zachowywała się tak, jakby temu wszystkiemu była winna moja mała towarzyszka. Muszę ratować Asę.
Odwracam się do Ariannae, która w mileczniu obserwowała całą tę makabrycznegą scenę.
- Słuchaj, ja postaram się załatwić sprawę światła, masz coś, czym mogłabyś się uporać z tamtymi? - zapytałem i wskazałem na zamaskowanych zabójców.
 Ariannae kiwnęła, po czym wyjęła sztylet. Ulubiona broń skrytobójców.
- Dobrze, gdy światło zgaśnie, ty na mój znak zajmiesz się nimi, ja pójdę po Asę.
 Z racji tego, iż planowałem nad cieniem, który nie tylko zapewniał mi sprytną ucieczkę, mogę też zastosować go do innych celów.
Od razu zacząłem sobie przypominać srogie słowa, mego Pana ojca, gdy uczył mnie tej umiejętności. "Skup się, gdyż tylko tak będziesz mógł uwolnić część siebie, jaki jest twój cień" Kierowałem się tymi słowami, uwolniłem z siebie cień, którego ukształtowałem w ogromnego kruka. Ptasi kształt cienia przeleciał wzdłuż pomieszczenia, a brzegami swych skrzydeł zmuchnął płomień pochodni, zalewając tym samym całą jaskinię mrokiem.
- Co się dzieje? - wydała z siebie zdezorientowana kobieta. Ruszyliśmy naprzód, ja w stronę, gdzie ostatnio znajdowała się Asa i jej prześladowczyni, a Ariannae do zabójców.
 Gdy wyczułem, że jestem blisko kobiet, dałem znak Ariannae, aby dokonała części mego planu. Płomień pojawił się w powietrzu, za sprawą mojej magii, który ponownie odpędził w połowie mrok. Gdy się odwróciłem, zabójcy lezeli martwi, Asagiri klęczała obok kobiety.
- A ty to kto? - zapytała się gniewnie kobieta.
- Ravenwood, chcę abyś wiedziała to, gdy będziesz umierać.
Za sprawą iluzji obok dłoni Asagiri pojawił się sztylet, wzrokiem dałem jej znać. Ta szybko zareagowała i wbiła ostrza w brzuch swojej oprawczyni.
 Podziemię wypełniły szaleńcze krzyki kobiety. Byłem tak wściekły, iż nie było mocy, która powstrzymałaby mnie od czegokolwiek. Podszedłem do kobiety i mocnym pchnięciem nogi zrzuciłem demonicę w otchłań wyrwy. Jej krzyk długo ciągnął się w mroku.
- Ostrza cień dla wrogów - zakończyłem całe to zdarzenie fragmentem rodowego motta mojej rodziny.

<Asagiri?? >

niedziela, 4 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Po rozmowie z dziadkiem poszłam do swojej komnaty. Cieszę się, że powiedziałam o tym komuś jeszcze, ale czułam się też trochę źle, że to głównie z mojego powodu wszystkie zabezpieczenia w zamku zostały podwojone. Zastanawiałam się, gdzie jest Exan, który po mojej konwersacji z królem Vladem III gdzieś zniknął. Nie pytałam się gdzie idzie, uznaje to za tę część prywatności, którą powinnam uszanować i nie wymuszać odpowiedzi u innych. 
Mimo, iż to była moja własna komnata, to nie czułam się w niej za pewnie. Czy to pewien rodzaj szoku i stresu, który wciąż się mnie trzyma? Jakkolwiek się to uczucie nazywało, wolałam go nie pogłębiać i nie sprawiać, że czułam się coraz gorzej. Wszyłam z pomieszczenia zamykając drzwi na klucz, postanawiając poszukać kogokolwiek z kim mogłabym spędzić swój wolny czas. 
Przez długi czas chodziłam i plątałam się między korytarzami, aż w końcu tak jakoś coś mnie skierowało w stronę prosektorium. Może moja podświadomość chciała, abym się tam znalazła z jakiegoś ważnego powodu? 
Byłam niezwykle zaskoczona kiedy zobaczyłam Exana wychodzącego z laboratorium, gdzie prawdopodobnie przechowywany był trup tego zamachowca, którego dzisiaj zabił. Lord Ravenwood zdawał się być tak samo zaskoczony jak ja. I w sumie nie wiem co było dziwniejsze, on wychodzący z prosektorium czy ja próbująca tam wejść. W sumie nie wiem czy by mnie wpuścili, może ojciec czy dziadek wydał taki rozkaz, żebym nie mogła patrzeć na to zwęglone ciało, chociaż to wydawało mi się trochę zbyt przesadzonym środkiem ostrożności.
- Co robiłeś w laboratorium? - zapytałam stając w miejscu i patrząc na niego. On przez chwilę myślał, jakby chciał znaleźć jakąś wymówkę - Exan, naprawdę nic się nie ukryje przede mną 100% legit, no scam, więc powiedz mi co robiłeś, jeżeli to ma jakikolwiek związek ze mną albo z tym lwem - dodałam kiedy nie uzyskałam odpowiedzi. Mój rozmówca wydał z siebie ciche westchnięcie, po czym lekko wywrócił oczami, w geście rezygnacji. 
- Rozmawiałem - no to się dowiedziałam, co innego można robić w prosektorium, jeśli się nie jest ani lekarzem, ani trupem. 
- Domyślam się, że nic innego tam robić za bardzo nie mogłeś, więc bardziej chodziło mi o to z kim. Bo wiem, że ma to jakiś związek z zamachowcem, mam chyba prawo wiedzieć kto chciał mnie zabić i dlaczego - odpowiedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.

<Exan? Dlaczego Asagiri wyszła jakby była wkurzona na cały świat i chciała zamordować 3/4 populacji>

czwartek, 1 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

        Znaleźliśmy się w ciepłym gabinecie ojca Asy, gdy ten pozwolił nam wejść.
Asagiri zaczęła od razu opowiadać, nie zważając na konieczność powitania swego Ojca coś w stylu "Witaj Ojcze". Mihnea, widząc lęk w oczach córki, wyprostował się w swoim fotelu, odrzucił od siebie wszelkie formalności i bacznie przyglądał się Asagiri.
Gdy moja mała towarzyszka coś pominęła, ja dopowiadałem, ale Mihnea nie spojrzał na mnie, ani raz.
 Skończyła opowiadać. Zapadła grobowa i niebezpieczna cisza. Mihnea siedział przez chwilę, a ja widziałem, jak na jego twarzy rysuje się złość i chęć zemsty.
- Proszę się nie martwić, zamachowiec...on... zabiłem go.- Powiedziałem tylko, gdyż nie mogłem znieść tej niespokojnej aury Mihnei.
- Na pewno planują jeszcze jakiś zamach, to nic nie zmienia śmierć jednego, czy dwóch zamachowców, jestem pewien, że jest ich więcej. Czuję to. Asagiri, idź ze swoim towarzyszem do Króla. Gdy nie będzie chciał z tobą rozmawiać, a na pewno tak będzie, ze względu na sprawy Królestwa, wtedy powiesz mu to.
 Mihnea przywołał córkę gestem, a ta bez dyskusji podeszła do ojca. On nachylił się, wyszeptał jej coś do ucha.
- Dobrze, tato... tak zrobię.
Mihnea wstał i opuścił swoje stanowisko przed biurkiem, wyszedł wraz z nami ze swojego gabinetu i skierował się w stronę koszar, aby zwołać pełną gotowość bojową.
 Nie czekając na nic więcej, pobiegliśmy korytarzem, który prowadził nas do wielkich drzwi. Asagiri w biegu otworzyła je i znaleźliśmy się w ogromnej komnacie.
                                                                               
                                                                                        2

 Król siedział na swoim stanowisku, a obok niego kręcili się doradcy, możnowładcy.
Asagiri i ja spojrzeliśmy po sobie.
- Idź do Króla, ja tu poczekam na ciebie.
Od razu można było się domyślić, iż początkowa reakcja Króla będzie nam dobrze znana. Kazał odejść Asie, gdyż miał teraz sporo na głowie, ale gdy powiedziała mu to, co kazał powtórzyć jej ojciec, od razu zmienił nastawienie. Kazał doradcom przerwać to, co robili wcześniej, a moja towarzyszka mogła w spokoju opowiedzieć historię napadu.
 Król słuchał ją z takim samym zainteresowaniem, co jej ojciec. Nie dziwiłem się, bo w końcu omal nie zginął królewski członek rodziny.
 Asa skończyła opowiadać, Vlad rozkazał swoim poddanym wracać do pracy, a on sam zaczął zmierzać w moją stronę.
 Powaga ogarnęła moje ciało, a na znak respektu dla Króla Vlada, pochyliłem lekko głowę.
- Dziękuję ci, że ocaliłeś moją wnuczkę- powiedział Król.
Nie podniosłem głowy, mówiłem do króla ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Zrobiłem to, co do mnie należy, mój panie.
 Vlad zrobił krok do przodu.
- Spójrz na mnie, gdy do mnie mówisz- to nie brzmiał, jak rozkaz. Vlad wypowiedział te słowa przepełnione wdzięcznością. Poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu.
 Po godzinie, Vlad zwołał wojsko, wszelkie środki ochrony zostały wzmocnione dziesięciokrotnie, tak, że nawet mała myszką... ba, nawet rybik cukrowy się nie prześlizgnie.
 Ja za ten czas zmierzałem szerokim korytarzem do laboratorium, gdzie przeprowadzano sekcję zwłok (szczerze, nie miałem nawet pojęcia, że takie pomieszczenie w ogóle istnieje w tym zamku) niedoszłego mordercy Asagiri. Spalone cielsko czerwonego lwa ( a raczej truchło nie przypominało teraz lwa), leżało na metalowym stole, a obok niego kręciło się dwóch naukowców.
- Chcę coś zrobić... przychodzę tu z rozkazu Króla!- mówię i od razu dodaję ostro, gdy jeden z naukowców próbował mi przeszkodzić. Wzruszyli tylko ramionami i wyszli z laboratorium.
Pomieszczenie było wypełnione jaskrawym światłem, które rzucały promienie na gabloty z nieznanymi mi substancjami alchemicznymi, stół operacyjny i nieskazitelnie czyste narzędzia.
 Podszedłem bliżej do zwłok lwa i przyjrzałem mu się uważnie. Spalony pysk, strawiona grzywa przez ogień sprawiały wrażenie widoku z najgorszych horrorów. Skóra ledwo trzymająca się ciała, a gdzieniegdzie było odsłonięte spalone mięso.
- Okaż mi się, kimkolwiek jesteś- szepnąłem tylko i czekałem, aż zabłąkana dusza zamachowca mi się objawi. Poczułem, jak chłodne powietrze uderza mnie w kark, jakby ktoś na mnie chuchał, zimne dreszcze przepłynęło przez moje ciało, niczym prąd. Mrugnąłem i nagle pojawiła mi się dusza zamachowca. Wyglądał tak, jak przed śmiercią. Jego czerwona grzywa gęsto obramowała jego surowy pysk, lśniła wyrazistym blaskiem.
- Kim ty jesteś, że przeszkodziłeś mi w wykonaniu misji?- zapytała dusza.
- A ty kim jesteś, że posuwasz się do tego stopnia, że próbujesz mordować niewinną osobę?
 Dusza warknęła głośno.
- Niewinną osobę? Ty otwórz oczy, przybłędo...
 Zupełnie nie miałem pojęcia o czym ta dusza mówi.
- O czym ty mówisz?
 Dusza stała tylko i patrzyła na mnie wzrokiem tak przenikliwym, iż największy waligóra narobiłby w gacie.
- Zapytaj się twojej przyjaciółki, a raczej jej dziadziusia...
- Nie mam zamiaru nikogo o nic pytać, broniłem życia mojej przyjaciółki- warknąłem i nie zamierzałem ulegać surowym oczom mordercy.
Dusza jednak podeszła do mnie.
- Pamiętaj Exanie z rodu Ravenwood, jesteś tylko marionetką w rękach Vlada, nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym! Żegnaj teraz, do zobaczenia w zaświatach mój biedny przyjacielu.
Dusza zniknęła. Laboratorium pojawiło się znowu, spalone ciało leżało w nienaruszonym stanie.
 Czy mogę się czegoś obawiać ze strony Vlada? Czy ta dusza pogrywa wyłącznie ze mną. "Nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym!"- te słowa wisiały teraz w powietrzu, jak przeklęty koszmar.

<Asagiri?>

piątek, 28 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Na plecach nadal czułam nieprzyjemnie palący ból pozostały po prawdopodobnie wysokoprocentowym alkoholu, którym to Exan przemywał szramy po szkarłatnym lwie. Mimo, że minęło dużo czasu, i tak nie czułam się najlepiej i najchętniej zakopałabym się gdzieś głęboko i zapomniała o teraźniejszym świecie i teraźniejszych czasach, które są nieprzyjemne i na każdym kroku można się o tym przekonać. Czekałam cierpliwie aż Lord Ravenwood skończy bandażować pozostałości po tej sytuacji, dopiero po tym odważyłam się delikatnie poruszyć łopatkami. Momentalnie moje ciało przeszły rażący ból, więc natychmiast przestałam się ruszać i syknęłam cicho przez zęby. Za dużo, nie będę mogła się wysilać przez resztę dnia. Miałam na dzisiaj dosyć dużo planów, muszę posprzątać w komnacie. Powoli, bo powoli, ale jednak odwróciłam się starając zachować takie samo ułożenie pleców. Za mną powstała niezbyt mała plama ciemnoczerwonej krwi zmieszanej z przezroczystym alkoholem, na której widok westchnęłam ciężko.
- Naprawdę ci dziękuję, bez ciebie pewnie by mnie już tu nie było. Będę miała u ciebie dług do końca życia. A teraz muszę chyba poinformować odpowiednie osoby o tym incydencie... Raczej powinni wiedzieć, że w mojej komnacie czaił się lew, który miał mnie... zabić - mimo tego, że starałam się utrzymać spokojny ton głosu, to jednak przy ostatnim słowie on się po prostu załamał i wymówiłam je z wielkim trudem. Jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć, raczej nikomu nie zawiniłam w takim stopniu. Exan pokiwał głową, po czym wzięłam w rękę jakiś kawałek materiału i rzuciłam na krawędź plamy. Krew i alkohol natychmiastowo wsiąknęła w miękki materiał, zabarwiając go na głęboką czerwień. Raczej teraz tego nie posprzątam, muszę jedynie powiedzieć o tym ojcu - Pójdziesz ze mną? W sensie, chodzi o to, że nie będę się czuła zbyt pewnie, opowiadając o tym co się tam stało, bo sama nie wiem do końca, co mogłabym tam powiedzieć. Wszystko działo się tak szybko, nie jestem w stanie nawet dokładnie opisać tego nieznajomego. Z niego raczej mało zostało - dodałam po chwili, patrząc kątem oka na mojego towarzysza. Zdawał się to rozumieć i szanować, ale nie odpowiedział, bo moim zdaniem nie było takiej potrzeby. Uśmiechnęłam się lekko, po czym ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, nie bez przeszkód w postaci bólu i różnym nasileniu, ale dałam radę, musiałam. Czuję, że nigdy nie miałam na sobie takiej odpowiedzialności, w końcu, ten ktoś, a raczej jego wspólnicy, mogli go pomścić i przyjść ponownie. A kto wie co by się wtedy stało, wolę o tym nie myśleć.
Nasz spacer do gabinetu ojca nie zajął długo, chciałam tylko jak najszybciej dotrzeć do niego. Dlatego więc nie odzywałam się prawie w ogóle, a Exan to szanował i akceptował. Byłam niezmiernie wdzięczna, że nie zmuszał mnie do rozmowy.
Wkrótce dotarliśmy do celu, a ja zapukałam w drewniane drzwi. Najpierw nieśmiało, a później trochę mocniej. Usłyszałam krótkie "proszę", więc otworzyłam powoli drzwi i weszłam zdecydowanym krokiem do środka. Jakaś część mnie czuła się winna, że przeszkadzam mu w obowiązkach i wypełnianiu wszelkich papierów, ale to chyba nie jest coś, co mogłabym ukrywać przez dłuższy czas. Ktoś musiałby się dowiedzieć o tym prędzej czy później. Stanęłam naprzeciwko biurka ojca, Exan poszedł i zatrzymał się za mną, nieco z boku.
- Wybacz, że ci przeszkadzam, ojcze - zaczęłam, a Mihnea popatrzył na mnie wyczekująco. Wzięłam dużo powietrza w płuca i zaczęłam opowiadać. To, co ominęłam, Exan dopowiadał. Trwało to dosyć długo, wiele razy głos mi się załamywał pod wpływem emocji.

<Exaaan? :3>

czwartek, 27 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

                                          Chory brat, enigmatyczny niepokój, który próbuje za wszelką cenę ukryć, co jeszcze mam zrobić, aby bronić Asę, a jednocześnie nie zdradzić swoich obaw?
- Tak, jestem już spokojny, gdyż zimno lodu przypomina mi moje rodzinne strony.
Asagiri spojrzała na mnie pytająco.
- Mieszkałeś wcześniej w Północnym Namiestnictwie?
 Przekrzywiłem lekko głowę, oczy wywróciłem w bok.
- Nie, ale klimat jest podobny do tamtych terenów, ale zimy bywają srogie, a lata ubogie, da się wytrzymać - Odpowiedziałem. Asa uśmiechnęła się miło.
- Lordzie, pozwolisz, że wybiorę się do mojego pokoju?
Zaśmiałem się cicho.
- Śmiało, to twój pokój, ja co najwyżej mogę Ci życzyć szczęśliwej drogi.
Po tych słowach chwyciłem jej drobną rękę i złożyłem na niej ciepły pocałunek. Asa cofnęła się lekko zawstydzona i lekko zarumieniona.
- Exan -wyrzuciła z siebie Asa, rozglądając się, aby upewnić się, że nikt na nas nie patrzy.
- No, w końcu zwróciłaś się do mnie, po imieniu, brawo - Zaśmiałem się głośno. - Wybacz, to zwykła Lordowska kultura, wpajana od małego.
- Nic się nie stało, to miłe z twojej strony.
- No to do zobaczenia! - krzyknąłem za nią, a ona już zniknęła za ścianą.
 Stałem tak przez chwilę, strach i obawy wróciły, tak samo, jak obecność duszy, i jej grobowy chłód, który poczułem na szyi.
- Już czas... - w głowie rozbrzmiał zimny, jak sopel szept. Bez chwili zastanowienia, ruszyłem w stronę pokoju Asagiri.

Nie wiedziałem już, ile zajął mi bieg pod drzwi mojej towarzyszki, lecz strach podpowiadał mi jedno; Nieważne, co się wydarzy, muszę przygotować się na najgorsze.
Nagle krzyki przedarły się przez grube drewniane drzwi komnaty Asagiri.
 Nie wiele zastanawiając, wpadłem do środka, niczym nie uważny złodziejaszek. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to podłoga, rozesłana książkami oraz pościelą. Później światło słoneczne, wlewające się przez okno na zewnątrz, a poza oknem, na linii parapetu wystawała głową Asy, a nad nią prawdopodobnie jej napastnik. Był to szklarłatnogrzywy lew, z czerwonymi, jak krew ślepiami, przepełnionymi nienawiścią i pustą rządzą mordu.
- Asa! - krzyknąłem w ich stronę, a oni zwrócili na mnie wzrok. Asa i nieznajomy lew. Tu nie było nad czym się zastanawiać. W mojej głowie instynkt i rozum rozkazywał mi ratować Asę, zanim ten zabije ją.
- Silverrun!! - zawołałem, po czym cały pokój wypełnił płomienny błysk, i odór palonego ciała. Obcy lew puścił się ciała Asagiri, w którą wbijał wszystkie swoje szpony, aby się utrzymać i niczym płonąca pochodnia spadł na dół, wrzeszcząc z bólu. Podbiegłem szybko i chwyciwszy Asagiri za ubranie, wciągnąłem ją z powrotem do środka.
 Moja mała towarzyszka dyszała głośno, jej plecy były brutalnie rozorane przez ostre szpony, z ran nieprzyjemnie ciekła krew.
- Nic ci nie jest? Asa, słyszysz mnie?
Asagiri drgnęła i spojrzała na mnie przerażona. Po paru minutach zgromadziłem wszystkie potrzebne przedmioty, aby odkazić i zabandażować okropne rany. Niestety, odkażanie było nieprzyjemne, gdy zetknąłem gazik, umoczony w mocnym alkoholu, z jej ranami, Asa piszczała cicho z bólu. Krew, zmieszana z alkoholem, ściekała obficie z jej pleców, pokój wypełnił się jej słodko żelaznym zapachem, mieszał w głowie, był nie do wytwarzania.
- Już kończę! - oznajmiłem, po czym owijałem elastycznym bandażem obwód jej ciała, na wysokości klatki piersiowej.
Asa nie odzywała się ani słowem. Jej źrenice były rozszerzone, serce waliło jak oszalałe, oddech jej był głęboki, szybki, niespokojny, głośny. Gdy skończyłem ją opatrywać, pozostało mi tylko czekać, aż moja przyjaciółka dojdzie do siebie. Siedziała nieruchomo, jakby sparaliżowana, wpatrzona w jeden punkt.
Szok trwał.
- Asa, słyszysz mnie?
- Tak! Exan, kto to był!?
Podszedłem do okna, spoglądając w dół. Ciało napastnika leżało nieruchomo, wciąż zajęte ogniem, zapach spalonego ciała wciąż drażnił nozdrza.
- Nie wiem - odparłem - Ale wiem jedno, już cię więcej nie skrzywdzi.
Odwróciłem się w stronę Asagiri.
- Jesteś w stanie mi powiedzieć przebieg napadu? - Przybrałem oficjalny ton mojego Pana Ojca, który często tak zwracał się do wielmoży. Asa kiwnęła lekko głową.
- Gdy weszłam do pokoju... - Jej głos był spokojny, ale widać było, że starała się, aby taki pozostał. - Chciałam troszkę posprzątać w pokoju, ale niepokoił mnie dziwny odgłos sapania, dobiegający za okna. Więc podeszła do okna, aby sprawdzić, co się dzieje...
Asagiri westchnęła cicho i kontynuowała.
- Lew chwycił mnie za szyję w szczęki i chciał wyrzucić mnie przez okno, ale broniłam się. Stąd ten bałagan, który tutaj widzisz - powiedziała i wskazała na podłogę, usłaną książkami. W końcu dopnął by swego, gdybym nie złapała się brzegu parapetu, ale drań wczepił się we mnie swoimi pazurami i.. Nagle przybyłeś ty.
 Milczałem, słuchałem uważnie, kiwając od czasu do czasu głową. Gdy Asa skończyła składać relacje, wtem nerwowo przeczesała sobie włosy palcami. Zapadła cisza. Zacząłem w głowie liczyć od jeden do trzystu i gdy dotarłem do stu dwudziestu pięciu, Asa przerwała ciszę ochrypłym głosem, odchrząknęła, aby poprawić jakość swej wypowiedzi.
- Napastnik nie zaatakował mnie bez powodu, jestem tego pewna, ale na czyje zlecenie morderca działał, jaki miał motyw?
- Tego nie wiem - odparłem i jeszcze raz wyjrzałem przez okno, aby spojrzeć na nadpalone zwłoki zamachowca. Ktoś krzyknął. Musiał ktoś zauważyć ciało. Po chwili zgromadziło się wokół zwłok kilka osób. Inni rozglądali się nerwowo, a jeszcze jeden pobiegł wszcząć alarm.
- Lordzie, przed tym, jak rzuciłeś ogniem w zamachowca, krzyknąłeś Silverrun, co to znaczy?
 Spojrzałem ponownie na Asagiri.
- Silverrun, to nazwa mojego rodzinnego zamku, Lordowie krzyczą nazwę swego zamku podczas bitwy, aby w ten sposób okazać chwałę rodu, rodzinie... To taki dziwny zwyczaj.
Asagiri kiwnęła na znak, że zrozumiała.

Asagiri?

niedziela, 23 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Mimo, iż Lodowa Ścieżka nie była moim ulubionym miejscem w kraju, to i tak chętnie przystałam na propozycję. Mając przed sobą wybór między zimnem, a ciepłem, zdecydowanie wybrałabym ciepło, które daje przyjemne poczucie bezpieczeństwa, czego nigdy nie doszukałam się w odczuwaniu zimna. Kojarzy mi się ono z oziębłością i ignorancją, a co za tym idzie, niebezpieczeństwem, od którego przechodzą mnie czasami dreszcze, kiedy próbuję sobie wyobrazić co mogłoby się kiedyś stać.
Popatrzyłam kątem oka na mojego towarzysza, który z lekkim uśmiechem wzdychał i nabierał głębokimi wdechami chłodne powietrze. W głębi duszy czułam, że nie chodzi o brata, a jeśli już to nie tylko o niego. Lecz wolę zbytnio nie naciskać, kto wie jakby zareagował, jednak i tak nie ufam mu w tej kwestii w stu procentach. Mimo wszystko, mimo mojego wieku i braku doświadczenia w życiu, dosyć trafnie oceniam emocje na podstawie obserwacji, więc często wiem kiedy ktoś mnie okłamuje. Lecz i tak czasem warto po prostu się nie odezwać, więc postanowiłam nie dawać niczego po sobie poznać. W końcu, praca psychologa właśnie na tym polega, aby wiedzieć kiedy przestać pytać.
- Przykro mi z powodu twojego brata. Mam nadzieję, że jego życie nie będzie zbyt męcząc, w końcu to jedynie jedna z możliwości, prawda? - zapytałam, uśmiechając się lekko i dosyć radośnie. Mimo ogarniającego mnie zewsząd zimna, nie czułam dreszczy, które występują u większości osób podczas mroźnych dni. Może to wina tego, że jest dosyć ciepła pora roku, a ja przyzwyczaiłam się do chłodnych uroków zimy? Jest to jedna z hipotetycznych możliwości, równie prawdopodobna co inne.
Mój spacer z Lordem Ravenwoodem po Lodowej Ścieżce trwał dosyć długo, a przynajmniej na tyle, aby mógł się w spokoju zastanowić nad wszystkim w moim towarzystwie. Rozmawialiśmy o naprawdę przeróżnych rzeczach, nie było jednego tematu przewodniego w naszej konwersacji. Ja go wypytywałam o jego rodzinne strony i o to, jaki jest tam klimat, a on słuchał moich opowieści o tutejszym zamku i moim rodzeństwie. Co chyba było dosyć męczące, bo o rodzinie mogłabym opowiadać przez bardzo długi czas, jest wiele rzeczy, które są warte upublicznienia. Zatoczyliśmy koło i nasza wędrówka skończyła się w momencie, w którym weszliśmy do Lodowej Ścieżki.
- Skoro już tu jesteśmy to chyba jest to najlepszy znak, abyśmy wracali - powiedziałam, robiąc kilka kroków w przód i odwracając się przodem do Exana. Na moich ustach ponownie pojawił się ciepły uśmiech, który najprawdopodobniej, a przynajmniej tak mi się wydawało, miał go lekko namówić, aby przystał na propozycję i wrócił do zamku. Miałam już trochę dosyć zimna, ale nie chciałam narzekać, w końcu chciał się uspokoić, więc powinnam zrobić wszystko, aby mu to umożliwić. Wracaliśmy do zamku, nadal dyskutując o tym samym i na tym w sumie minęła cała nasza wędrówka. Byliśmy na miejscu jakieś kilkanaście minut później, a mnie ogarnęło przyjemne ciepło, pochodzące z wnętrza budynku. Uśmiechnęłam się, ciesząc się, że to tutaj akurat mieszkam. Nie wiem jak bym zniosła, gdyby mieszkała w Północnym Namiestnictwie. Pewnie po jakimś czasie bym się przyzwyczaiła, ale zawsze nieprzyjemna jest ta pierwsza gwałtowna zmiana temperatur.
- Mam nadzieję, że zgodnie z twoimi przewidywaniami, uspokoiłeś się trochę - powiedziałam patrząc na mojego towarzysza.

<Exan? Po wielu męczarniach (jakimi było poszukiwanie najodpowiedniejszych rzeczy na wyjazd) zdołałam to napisać, jednakże i tak nie jest to opowiadanie wysokich lotów cx>

sobota, 22 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

  Moja mała towarzyszka spojrzała na mnie, takim poważnym wzrokiem, jakbym czymś zawinił. Szybko uspokoiłem oddech, westchnąłem tylko.
- Nic się nie dzieje, Asagiri. Wiesz co? Ja, jako Lord mego rodu, chciałbym cię zaprosić na wspólne spędzenie tego dnia, co ty na to?
Wiem, że miałem ostrzec Asę, czułem, że duch tego ode mnie wymagał...
Jednak nie chciałem pogarszać sytuacji. Asa jest jeszcze młoda, chcę aby kwiat jej dzieciństwa nie tracił korony płatków, z powodu niebezpieczeństwa, jakie jej groziło... o ile dobrze zinterpretowałem informację ducha.
- Okej, no dobrze, Lordzie... jednak, widzę, że czymś się przejmujesz, w drodze do... a propos, gdzie zamierzasz spędzić ze mną czas?
 W mojej głowie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pokazał się plan całego terenu Bucurie. Pod uwagę wziąłem jednak Lodową Ścieżkę, gdyż jest to jedno z bezpieczniejszych miejsc, oraz nikt z zewnątrz nie ma o nim pojęcia.
Jeśli Asagiri była w niebezpieczeństwie, a jej prześladowca ma być kimś z obcych lwów, to ów nieproszony gość nie będzie miał pojęcia o jej miejscu pobytu.
- Hmm co powiesz na to, abyśmy się przeszli Lodową Ścieżką?
 Asagiri zastanowiła się przez chwilę. Wyglądała, jakby zastanawiała się nad rozwiązaniem jakiegoś skomplikowanego działania matematycznego, jej oczy powędrowały w bok, pełne skupienia.
- Dobrze, niech będzie- powiedziała z uśmiechem.
Odwzajemniłem gest, a moje wnętrze krzyczało z ulgi, że Asa niczego nie podejrzewa...
Albo i ona ma coś do ukrycia? Pod tym swoim "Uśmiechem Mony Lisy"
- Chciałaś o czymś porozmawiać?- zapytałem tak po półgodzinie naszej wędrówki, w omówionym celu.
- Lordzie, czymś się przejmujesz, widzę to.
 Zmarszczyłem usta, próbując wymyślić jakieś wiarygodne wytłumaczenie.
Oszukiwanie i udawanie nie było moją mocną stroną... krzyczałem w środku, że natura nie obdarzyła mnie tą zdolnością...
 Im dłużej się zastanawiałem nad odpowiedzią, tym Asa wyglądała, jakby była bliska swoich podejrzeń.
- Dostałem list od rodziny... zapieczętowany pieczęcią Ravenwoodów... dostałem złe wieści, chciałem się po prostu uspokoić naszym spacerem.
 - Oh- mruknęła Asa, wbiła wzrok w ziemię.
 - Mój brat... zachorował na rzadką chorobę, na którą nie wynaleziono jeszcze leku, podejrzewa się, że przez pewien okres czasu będzie musiał z nią żyć, ale przez to, jego żywot będzie przepełniony cierpieniem.

Oczywiście byłem dumny z siebie, że zdołałem wymyślić to w jednej sekundzie. W duchu podziękowałem sobie za ten wyczyn.
 Byliśmy już u celu. Wielka lodowa jama, rozciągała się, jak przełyk ogromnego potwora, ciągnąc się nie wiadomo, na ile metrów. Wchodząc, chłód ugłaskał nasze policzki, a Asa lekko zadrżała.
- Zimno tu- mruknęła moja mała przyjaciółka.
- Wiem, to mi przypomina moje rodzinne klimaty!- westchnąłem tylko i wcale nie kłamałem!


Asagiri?

piątek, 21 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Mimo, że wujek Oliver rzadko bywa na zamku, zajęty trasami koncertowymi, zawsze znajduje czas, aby ze mną porozmawiać, co zresztą chętnie czynię. Dzisiaj był jeden z takich dni, kiedy brat mojego ojca zostawał tu dłużej niż zwykle, więc nie mogłam przepuścić okazji, by się z nim przywitać. Popędziłam szybkim krokiem w stronę Olivera, mocno go przytulając kiedy znalazłam się przy nim. Był ode mnie zdecydowanie wyższy, więc na pierwszy rzut oka widać było, że jest on członkiem mojej rodziny, w dodatku z tego "starszego" pokolenia.
- Naprawdę cieszę się, że cię widzę. Nie męczy cię to, że za każdym razem cię atakuję pytaniami, w momencie, w którym znajdziesz trochę czasu, aby nas odwiedzić? - zapytałam wesoło, stając obok wuja i dotrzymując mu kroku w niewielkim spacerze po zamku.
- Przyzwyczaiłem się - odpowiedział Oliver, śmiejąc się krótko, rzucając mi wesołe spojrzenie. Odwzajemniłam gest uśmiechając się i kierując wzrok przed siebie, zastanawiając się w którą stronę mam pójść. Koniec końców postanowiłam go zaprowadzić w stronę gabinetu ojca, pomyślałam, że chętnie ze sobą porozmawiają.
- Gdzie jedziecie na następny koncert? - zadałam pytanie, które zadaję zawsze, kiedy mam okazję. Mój rozmówca zawsze chętnie odpowiadał, jakby chcąc mi opowiedzieć o każdym najmniejszym miejscu, w którym będą grać.
- Teraz wyruszamy w trasę po Wschodnim Namiestnictwie, jest tam wiele miejsc, których poprzednio nie odwiedziliśmy - mówił, a ja go słuchałam z fascynacją. Nigdy nie byłam w żadnym Namiestnictwie, znam je jedynie z opowieści wuja i ojca. No i okazjonalnie od ich Lordów, którzy czasami tutaj przyjeżdżają, lecz nie jest to zbyt częste. A jeśli już tu są to mi trochę wstyd podejść i zapytać o ich ziemie. Wydaje się to takie nienaturalne. Jednym z moich głównych źródeł informacji był właśnie wujek Oliver, z którym zawsze miło mi się rozmawiało. Kiedy dotarliśmy do miejsca, w którym mój ojciec przebywał, mój towarzysz mnie przeprosił i wszedł do jego komnaty, uprzednio pukając i czekając na odpowiedź. Pożegnałam się z nim i odwróciłam gwałtownie, chcąc dojść do mojego pokoju i w spokoju zrobić coś, w czym nie potrzeba żadnych kontaktów międzyludzkich. Kiedy szłam jednym z korytarzy prowadzącym do komnat, zza rogu wyszedł Exan. Wyglądał na dosyć zdenerwowanego, chociaż i tak to chyba zbyt łagodne określenie. Był chodzącym kłębkiem nerwów, jakby nagle miało stać się coś, czego się obawiał. Zastanawiałam się o co chodzi, więc kontynuowałam spacer w tamtą stronę. Może się czegoś dowiem, chociaż jest możliwość, że chodzi o jakieś prywatne sprawy, do których nie mam prawa się mieszać. Lecz mimo wszystko, chyba zawsze warto spróbować.
Podeszłam do niego i zatrzymałam się w pewnej odległości, krzyżując ręce na klatce piersiowej, aby wyglądać chociaż trochę poważniej.
- Coś się stało? Wyglądasz na dosyć poruszonego... - zapytałam, a Lord Ravenwood odwrócił się w moją stronę gwałtownie.

<Exan?>

czwartek, 20 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

                Gdy moja towarzyszka odeszła w kierunku nieznanej mi osoby, skierowałem się do swego pokoju, aby zaprowadzić w nim pewne porządki i...
Zjeść coś dobrego. W trakcie układania książek na swoje miejsce, moją głowę zadręczała myśl o duszy, którą spotkałem w innym świecie.
 Czy jest cokolwiek, co zmusiło tę duszę, aby mnie nawiedzić?
Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym ciekawość mocniej zaciskała się na mnie, jak sznur wisielca, z którego nie mogłem się uwolnić. W efekcie prędzej umrę z tej ciekawości, niż doczekam się kolejnego spotkania z nieznajomą duszą.
"Duchy wywołują u mnie stan "Między życiem a śmiercią" tylko wtedy, gdy chcą się ze mną porozumieć"- rozbrzmiewał głos w głowie moich własnych słów, gdy próbowałem wytłumaczyć Asagiri pewne sprawy.
 Gdy wziąłem ostatnią książkę, nagle inna spadła z głuchym trzaśnięciem na podłogę. Spojrzałem w stronę książki, po czym podniosłem ją, aby zerknąć na jej tytuł. 

" Życie pozagrobowe

Międzynarodowy bestseller" 

 Zainteresowany otworzyłem na pierwszej stronie, aby przeczytać wstęp, napisany przez autora. 
Jednak nie zdążyłem przeczytać nawet połowy, gdy do mojej komnaty weszła Ariannae- przyjaciółka z dzieciństwa. Wychyliła się z szerokim uśmiechem.
- Hej, Aria, co cię do mnie sprowadza?- zapytałem uprzejmie.
- Cześć Exan! Pomyślałam, że wpadnę  i zobaczę, co u ciebie.
 Podszedłem do niej pewnymi, pełnymi gracji krokami i przytuliłem ją mocno.
- Fajnie że...
 Chciałem dokończyć, ale nagle pewna siła odebrała mi mowę... chłód zza grobu powodował u mnie gęsią skórkę, zadrżałem. Aria zauważyła to.
- Exan, zimno ci?- spytała widocznie mocno zaskoczona. Nie dziwiłem jej się, skoro na dworze panował skwar. Być może to jest kolejny sygnał obecności błąkającej się duszy?
- Aria, proszę, nie obraź się, ale może wpadniesz wieczorem, mam jeszcze coś do załatwienia..
 Lecz Ariannae tak łatwo się nie dała.
- Pomogę ci!- zaproponowała z uśmiechem.
- Proszę, chcę aby tu był porządek, gdy się znowu zjawisz, wstyd mi jest, że muszę cię wpuszczać do takiego bałaganu- mruknąłem miło, ale wydaje mi się, że Ariannae łyknęła haczyk. 
- No to do wieczora!- powiedziała i zamknęła za sobą drzwi. 
 Wychyliłem się na zewnątrz, aby pomachać jej na pożegnanie, po czym zniknąłem w środku. Wyczuwałem egzystencję duszy, nawet dość wyraźnie, niż wcześniej. Mgła połknęła w całości mój pokój, a ja znalazłem się w bezkresnej dolinie. 
 W trans wpadłem szybciej, niż mogłem sobie wyobrazić, to się stało tak, jakby ktoś ślepcowi założył szkła, aby mógł dostrzec więcej kontrastu swoim słabym wzrokiem.
 Dar zadziałał. Dar mojego rodu znów był aktywny!
Zza kurtyny mgły wyłonił się kształt lwicy, która nie zamierzała mi niczego wyznawać wprost. Brodą dawała mi do zrozumienia, abym podążał za nią.
Wędrówka nie trwała długo. 
- Kim jesteś?- zapytałem. 
 Lwica spojrzała na mnie. 
Jej oczy były całe niebieskie, jakby w ich wnętrzu był zaklęty cały morski świat. To było smutne, a zarazem przerażające. 
 Dusza uniosła lwią łapę, po czym poklepała się w miejscu, gdzie powinno być serce, a później smutno pokręciła głową. Nie potrafiłem rozszyfrować zachowania, a podejrzewałem, iż kryje się za tym jakaś tajemnica. 
- Nie rozumiem cię- powiedziałem bezradnie. 
 Mrugnąłem powieką i nagle pojawiła się postać Asagiri. Moja młoda towarzyszka, najwyraźniej nieświadoma niczego, ani nikogo, kto mógłby ją obserwować, wędrowała spokojnie z jakąś osobą. 
Czy dusza, przedstawiając projekcję mojej towarzyszki, chciała mi coś przekazać? Coś, co dotyczyło nie tylko mnie? To wszystko stawało się dla mnie takie pogmatwane. 
 W mojej głowie rozbrzmiały ciche szepty, tak ostre, jak potłuczone szkło. 
- Czego chcesz od Asagiri?- zadałem kolejne pytanie, lecz nie spodziewałem się natychmiastowej odpowiedzi. I miałem rację...
 Dusza lwicy sprawiła, że postać Asagiri otoczona została przez płomienie...
Ogień w ogólnym znaczeniu może symbolizować oczyszczenie, bądź też cierpienie... albo... niebezpieczeństwo. Dusza nie zamierzała mi powiedzieć tego wprost, miała nadzieję, że trafiła na domyślnego osobnika, który posłuży się racjonalnym myśleniem, aby rozszyfrować to, co chce mu przekazać. Jednak niczego nie mogłem być pewien...
Ogień i niebezpieczeństwo? Ogień i Oczyszczenie? Ale z czego Asagiri miałaby być oczyszczona?
Zrozpaczony usiadłem, czując, że ogarnia mnie bezsilność.
 Bądź, co bądź ogień nie kojarzył się nikomu z czymś pozytywnym... już jako młodym lwiątkom wpajano, że ów żywioł może oznaczać tylko jedno! Niebezpieczeństwo, cierpienie...
- Będę jej pilnował!- oznajmiłem w końcu. Miałem nadzieję, że moja ostateczna interpretacja tego była trafna.
Wizja zniknęła. Pokój pojawił się przed moimi oczami, tak jak go zostawiłem.
 Wyrzuciłem z siebie wielki wydech zimnego powietrza, który zmroził moje płuca.
- Asagiri...- mruknąłem, po czym wybiegłem z pokoju.

<Asagiri?>

środa, 19 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Popatrzyłam na mojego towarzysza kątem oka, zauważając jego uśmiech, kiedy odpowiadał na moje pytanie, a potem z powrotem odwróciłam wzrok, patrząc na drogę przede mną. Nie było przecież nic złego w tym, żebym głośno mówiła o tej osobie, w końcu nie jest to tajemnicą. Całkowicie zrozumiałe jest to, że jest ciekaw jej tożsamości.
- Rin Kagamine kto by się tego spodziewał! - odpowiedziałam na jego wcześniejsze pytanie, patrząc w stronę Exana, którego wzrok zresztą napotkałam na parę sekund - Nie wiem czy ją kojarzysz, wyjechała do Północnego Namiestnictwa dosyć niedługo po twoim przyjeździe do Stolicy. A wcześniej jeszcze chyba tam wyjechała z Namiestnikiem czy coś, nie wiem, nie zagłębiam się w jej życie. Po prostu jej moc wydała mi się dosyć interesująca, tak samo jak twoja - dodałam po chwili, chcąc opuścić łąkę De Lup. Nie to, że mi się nie podobała czy czułam się tu niezręcznie, po prostu chciałam wrócić do domu, tam czułam się po prostu lepiej. A to chyba najważniejsze, jeśli chodzi o odczucia względem domu.
Reszta spaceru do zamku minęła na rozmowach wokół duchów i zagubionych dusz, przyznam, że dosyć szybko zafascynowałam się tym tematem i zadawałam tyle pytań, że mogłabym napisać książkę ułożoną z odpowiedzi Exana. Doceniałam to, że stara się na każde pytanie odpowiadać wyczerpującą odpowiedzią, pewnie większość osób dawno by ucięła rozmowę, kiedy tylko musiała by wyjawić więcej niż by chciała. Sztuka umiejętnego omijania i unikania odpowiedzi  jest niezwykle ciężka do nauczenia, nie można dać po sobie poznać tego, że nie mamy ochoty mówić na ten temat, a jednocześnie jasno dać do zrozumienia, że zmieniamy całkowicie zjawisko, o którym się rozmawia. Większość ludzi tego nie potrafi, co jest całkowicie zrozumiałe. Każdej rzeczy trzeba się nauczyć, prędzej czy później będzie nam ona potrzebna, zwłaszcza jeśli chodzi o wszelkie sposoby prowadzenia dyskusji czy coś takiego. Myślę, że to dosyć ważne w tym świecie, kiedy dyskusją i umiejętną konwersacją oraz negocjacją można uratować świat od straszliwej wojny. Jest to kolejny aspekt dzisiejszych czasów, który wprost mnie przeraża. Jedno słowo może wywołać spór między rodami, krajami, narodowościami. Każda strona ma swoje racje, każda ma wrażenie, że to właśnie jej uczucia zostały urażone i każda z nich kurczowo trzyma się swojej wersji wydarzeń. Jeśli ktoś ich atakuje słownie, wtedy jeszcze bardziej chcą bronić swoich racji i coraz bardziej wierzą w prawdziwość swojego rozumowania. Często chcąc przemówić komuś do rozsądku, można uzyskać odwrotny efekt. Ktoś sądzi, że jednak to on ma rację i nie pozwoli nikomu powiedzieć inaczej. I wszystko się zapętla, im bardziej będziemy chcieć go odwieść od jego poglądów, tym bardziej będzie w nie wierzył i uważał je za słuszne. Dlatego trzeba się nauczyć prowadzić konwersację w sposób neutralny, nie opowiadając się za żadną ze stron, co w przyszłości być może uratuje nas od nieszczęścia.
Po jakimś czasie dotarliśmy do zamku razem z Exanem, a ja gdzieś w oddali, na korytarzu zobaczyłam znajomą osobę, która machnęła do mnie raz i gestem poprosiła, abym poszła za nią.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Dziękuję za rozmowę, Lordzie, i mam nadzieję spotkać cię znów, chociażby w tym dniu. I następnym razem już mnie tak nie strasz z tym transem, dobrze? - odwróciłam się do mojego towarzysza i uśmiechnęłam się ciepło. Lord Ravenwood pokiwał głową, a ja szybkim krokiem poszłam w stronę wcześniej upatrzonej osoby.

<Exan? Sorki za te rozważania w środku, byłam jakaś nafurana, jakby to moja przyjaciółka powiedziała>

Od Exana cd Asagiri

          Asagiri czekała na odpowiedź. Westchnąłem tylko, starając się, jak najdokładniej dobrać słowa, aby moja mała towarzyszka mnie zrozumiała.
- Cóż, to duchy wywołują u mnie stan "Między życiem a śmiercią" tylko wtedy, gdy chcą się ze mną porozumieć, a jeśli chodzi o to, czy trudno się z nimi rozmawia to... wiesz, duchom zależy na dyskrecji i domysłach posiadacza daru... duchy to istoty mistyczne.
- Rozumiem... tak... chyba rozumiem- odpowiedziała, na początku, jakby Asagiri próbowała sobie  spójnie ułożyć w głowie, to co przed chwilą do niej powiedziałem, ale później kiwnęła głową, na znak, że zrozumiała.
 W czasie, gdy Asagiri wyrwała mnie z transu, nawet nie zorientowałem się, gdzie jesteśmy. Znajdujemy się na łące De Lup. Zrozumiałem już, skąd tyle przeróżnych zapachów kwiatów, trafiających do moich nozdrzy, promienie słońca rzucają się na rozległe łąki, tworząc jeden wielki ocean złota. Majestatycznie rozciągająca się ścieżka kolorowych kwiatów, zdawała się sięgać horyzontu.
- A teraz duch czegoś chce od ciebie?- zapytała Asagiri. Przekrzywiłem lekko kącik ust, po czym próbowałem ze wszystkich sił skupienia wychwycić obecność zabłąkanej duszy.
Niczego jednak nie potrafiłem wychwycić, ani zwietrzyć, prócz zapachu łąki, oraz spokojnie baraszkującego wiatru, głaszczącego wysoką trawę, jak grzywę konia.
- Hmmm... myślę, że duch odszedł.
 Młoda towarzyszka nie drgnęła nawet ustami, ale jej wzrok nadał jej lekkiej nuty smutku.
Nie uszło to mojej uwadze i powiedziałem.
- Spotkanie z duchem to nie jest przyjemna sytuacja, wręcz przeciwnie... odczuwanie obecności duchów, można poczuć na skórze chłód zza grobu oraz instynktowny niepokój, ale da się przyzwyczaić. To nie jest moje pierwsze spotkanie z duchem.
- Wierzę ci.
 Opuszczając łąkę De Lup, poświęciliśmy cały ten czas na rozmowie o duchach.
- A tak a propos, jak się nazywa ta osoba, która według ciebie umie rozmawiać z duchami?- zapytałem tak z czystej ciekawości.
- Pytasz tak z ciekawości, czy ta wiedza ci jest do czegoś potrzebna?
 Spojrzałem na nią z uprzejmym uśmiechem.
- Tak, z ciekawości.

<Asagiri?>

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Słuchałam opowieści o darze, starając się chociaż w najmniejszym stopniu wyobrazić sobie co mój towarzysz może w takich momentach czuć. Bezskutecznie. Nie doświadczyłam tego nigdy, więc nie jestem w stanie pojąć co się w tym czasie dzieje z duszą osoby żywej, jak to wygląda od przysłowiowego środka. Kiedy Exan skończył mówić, ja jeszcze przez następne kilka sekund wpatrywałam się w jakiś niezidentyfikowany punkt za nim. Dopiero głos Lorda, pytający czy wszystko w porządku, sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Zamrugałam kilka razy, przenosząc wzrok na mojego rozmówcę.
- Po twojej minie wnioskuję, że nie jesteś w niebo wzięty, jeśli chodzi o świadomość obcowania z duchami - nie potrzebowałam odpowiedzi, bo to było niezwykle łatwe do wyczytania z jego emocji w oczach, czy rysów twarzy, które zmieniły się pod wpływem uczuć. To przypomniało mi o jego niedawnym transie, stanie, w którym nie okazywał żadnych emocji, jakby kompletnie wyprano go z życia. Widok pustych, zimnych oczu, bez jakiekolwiek głębi i uczuć, sprawił, że na myśl przychodziły mi najgorsze koszmary. Jestem pewna, że nikt dobrowolnie nie chciałby tego oglądać. Poprawiłam włosy wpadające mi do oczu. Uwielbiałam je, ale potrafiły być niezwykle nieznośne, zarówno w pół-lwiej, jak i w ludzkiej postaci.
- Znam jeszcze jedną osobę, która może porozmawiać z duszami... Ale raczej tymi zmarłymi, które zaznały spokoju, a przynajmniej na pewno z tymi. Wiem o tym, bo kojarzę ją, czasami przyjeżdża tutaj w odwiedziny do dowódcy Szpiegów, albo ze swoim mężem. Kiedyś ją zaczepiłam i i zapytałam o jej moc, bo wydała mi się całkiem intrygująca. Ona pokazała mi to na żywo... Chciała się porozumieć chyba ze swoimi rodzicami, bo mamrotała do siebie słowa i zwracała się do nich per "matko" i "ojcze". Muszę przyznać, że było to dosyć podobne do twojego transu. Wyglądała jakby jej martwe, puste ciało zostało wśród, ale widziałam, że jej dusza nadal tu jest, tylko zawieszona między światem żywych i umarłych. Jest to chyba niezwykle potężna moc, jest wiele zmarłych, od których potrzebujemy informacji na jakiś temat. I jest wiele dusz, które poszukują spokoju i odpoczynku. To normalne, że czegoś szukają, każdy czegoś szuka. Jeśli nie zdążyły tego zrobić za życia, muszą to zrobić po śmierci, co jest niezwykle trudne - mówiłam, przywołując do siebie obrazy, które widziałam całkiem niedawno, lecz które zostały trochę zatarte w mojej pamięci - Chyba trochę za dużo mówię, powiedz, w jaki sposób dusze się z tobą porozumiewają? Domyślam się, że nie mogą od razu powiedzieć czego chcą, chyba do tego potrzeba trochę czasu, prawda?

<Exan?>

niedziela, 16 czerwca 2019

Od Exana "Sekret "

                                               

                                  Mary i duchy były jedynie wymysłem poetów, oraz niewyżytych fantastyków, ale teraz jestem pewien, że się myliłem. Stan, w którym znajduję się między życiem a śmiercią, dał mi do zrozumienia, że umarli są wśród nas.
  Powinienem nigdy tego talentu nie odkrywać, gdyż świadomość, iż całe życie w kłamstwie, odcisnęły na mnie pewne ślady zażenowania.
Gdy zabłąkana dusza odwiedziła mnie, byłem pewien, że miała ku temu jakiś cel.
 Na początku była to tylko niewyraźna poświata, a potem kształt przypominający lwicę. Nic nie mówiąc, ruchem podbródka dała mi do zrozumienia, abym za nią podążył.
 Już miałem otworzyć pysk, ale słowa zaparły mi w gardle.
Będąc w stanie między życiem a śmiercią, nie mogłem stwierdzić dokąd idę...
Byłem zainteresowany tylko jednym punktem... Zabłąkaną duszą...
Nie czułem nic. Ani powiewającego wiatru, o poranku, ani nie byłem w stanie usłyszeć śpiewu ptaków.
Jedynie, co czułem, to nienaturalny chłód...
Nienaturalną ciszę...
Z pomiędzy gór niespodziewanie wyłonił się srebrzysty księżyc, który rzucił snopy swego światła na teren. Spod ziemi poczęły wyrastać martwe korzenie, które zataczały się w spirale, tworząc coś na kształt sprężyn. Na ich końcach zaczęły kwitnąć kwiaty o czarnych płatkach korony...
- Lordzie Ravenwood!- rozbrzmiał tajemniczy głos w mojej głowie. Na początku głos był tak słaby, jakbym słyszał go pod wodą, jednak później rozbrzmiał nieco głośniej. - Lordzie Ravenwood.
Rzeczywistość. Światło słońca trafiło do moich jeszcze otępiałych oczu. Wiatr ożywił moje ciało, czułem, że moja świadomość trafiła do świata żywych. Najpierw zdezorientowany rozejrzałem się dookoła, lecz później spojrzałem w dół...
Ujrzałem młode oczy, wlepione we mnie, wyrażające zaniepokojenie...
Należały do mojej młodej towarzyszki, którą niedawno poznałem. Asagiri.
- Lordzie Ravenwood, co ci się stało?
- Nic, moja Damo... po prostu...
 Wtedy szybko przypomniałem sobie o zabłąkanej duszy.
- Oczy miałeś takie, jakby były pozbawione źrenic oraz koloru, sama biel! Mrugnąłeś, i oczy stały się normalne, co się stało?- zapytała Asagiri.
- Ehmm to trudna sprawa, ale postaram ci się ją, w jak najprostszy sposób wytłumaczyć- rzekłem nieco zmieszany, próbując poukładać sobie wszystko w głowie, starałem się dobierać słowa tak, aby moja wypowiedź nie brzmiała, jakby wypowiadał ją szaleniec.
- W mojej rodzinie, członkowie rodzą się z takim darem, który daje im możliwość porozumiewania się z duszami umarłych. Nie koniecznie dusza musi należeć do zmarłego członka rodziny. Dusze odwiedzają nas, gdy czegoś potrzebują od żywych, gdy egzystencja na ziemi im niezwykle szkodzi... bądź, gdy czują cierpienie nawet po śmierci.
- Ty taki dar posiadasz?- zapytała Asagiri.
- Tak- odpowiedziałem krótko.
- Czy jakaś dusza czegoś od ciebie potrzebowała?- zadawała mi kolejne pytania, ale starałem się jej na każde odpowiedzieć, w miarę możliwości tak, aby Asagiri była w stanie mnie zrozumieć.
Rzadko kiedy mogę nawiązać kontakt z duszą... tak rzadko, że nastawał i taki czas, kiedy zacząłem wątpić w istnienie mojego daru... przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Ten dzień to tylko potwierdzenie, że naprawdę go mam! Jednak nie specjalnie byłem szczęśliwy z tego faktu. Egzystencja wraz z duchami nie była zbyt przyjemna.

<Asagiri?>