Popatrzyłam najpierw na Hakimu wa Haki, lecz później i tak mój wzrok uciekł gdzieś w bok. Doceniałam wszystko, lecz nie miałam ochoty opowiadać o swojej historii i ogólnie o tym wszystkim, jak się tutaj znalazłam. A przynajmniej jeszcze nie teraz.
Pokręciłam głową z lekkim uśmiechem.
- Wybacz, lecz czuję, że aktualnie tego nie mogę zrobić. Kiedyś ci opowiem, na pewno, bo jestem ci to winna, lecz jeszcze nie w tym momencie - odpowiedziałam i splotłam ręce z tyłu, na plecach. Moja rozmówczyni pokiwała głową, również uśmiechając się do mnie, co jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma mi za złe tego, że niczego jej nie opowiedziałam - Muszę cię przeprosić, skoro już dotarłyśmy do zamku to chyba powinnam wziąć się za moje obowiązki. Praca starszego nad szeptaczami i dowódcy szpiegów nie jest usłana różami, bywa niezwykle męcząca - dodałam, zaczynając się odwracać w stronę drzwi. Hakimu odpowiedziała jedynie, że nic się nie dzieje, a potem weszła ze mną do zamku, gdzie skręciła w inny korytarz. Nie wiem co robiła, już nie odczuwam potrzeby obserwowania i pilnowania, aby przypadkiem nie zaszkodziła naszej dolinie. Poszłam więc w tej sprawie do jednego ze szpiegów i krótko przedstawiłam całą sytuację.
- Hakimu wa Haki Upweke jest czysta, myślę, że nigdy nikomu z nas nie zagrozi, więc możecie ją zostawić - nie czekałam na odpowiedź, odwróciłam się i odeszłam, kierując się w stronę swojej komnaty. Los jednak chciał, żebym znów natknęła się na moją uprzednią towarzyszkę, wyglądała jakby błąkała się bez celu po zamku, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Nie było to zbyt zadziwiające, są takie dni, kiedy nic się tu nie dzieje i jeśli nie ma się jakiś odgórnie zaplanowanych wydarzeń, można jedynie siedzieć i zajmować czas pospolitymi czynnościami. Podeszłam do lwicy, również nie mając nic ciekawszego do roboty, więc mogłam w spokoju poświęcić następne minuty na rozmowę z nią.
- Często się spotykamy, co? Zbieg okoliczności czy coś innego? W każdym razie nie narzekam - powiedziałam kiedy znalazłam się w wystarczającej odległości, aby mnie w spokoju usłyszała.
<Hakimu wa Haki?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złe dobrego początki... albo na odwrót. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złe dobrego początki... albo na odwrót. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 maja 2019
Od Hakimu wa Haki CD. Yatsumury
Skinęłam głową.
- Masz rację. Dlatego w pełni zgadzam się na to, żeby wrócić z tobą na zamek. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
Yatsumura zdobyła moje zaufanie. Oczywiście nie w pełni, to było niemożliwe po kilku minutach rozmowy. Chodziło raczej o tę jego część, która umożliwiła mi podążenie za nią na zamek bez obaw, że po drodze zaprowadzi mnie w jakiś ciemny zaułek i tam zabije.
Szłyśmy w miarę powoli. Ani ja, ani, najwyraźniej, moja rozmówczyni nie widziałyśmy potrzeby w pośpiechu. Przez większość drogi milczałyśmy. Wpatrywałam się przed siebie, starając się nie myśleć o niczym oprócz tego, co nas otaczało. Z tego stanu wyrwał mnie głos lwicy.
- Nie chcę być natrętna, ale gdy opowiadałaś o swojej rodzinie, nie można było przeoczyć pewnych twoich uwag... - Popatrzyłam na nią pytająco. Prawdopodobnie to zauważyła, ponieważ wyjaśniła mi, o co jej chodzi. - O twoim ojcu, że zszedł ze ścieżki służenia królowi. O twoim drugim bracie, że masz nadzieję, że chroni twoją matkę i resztę rodzeństwa. Jeśli nie chcesz o tym mówić, rozumiem, po prostu zabrzmiało to... intrygująco.
- To dość długa historia, nie wiem, czy masz ochotę tego słuchać. - Starałam się jakoś wymigać.
- Do zamku jeszcze dość daleko, może udałoby ci się ją opowiedzieć. Ale, jak mówię, nie ma przymusu.
- Wiem, wiem. - Westchnęłam. - Moja matka była narzeczoną króla pewnego stada. Zakochała się jednak, z wzajemnością, w moim ojcu, wiernym słudze i przyjacielowi władcy. Zostali wyrzuceni ze społeczności. Znaleźli jakieś dobre miejsce do życia, a niedługo później urodziłam się ja i moje rodzeństwo. Pięć lat temu wojska wcześniej wspomnianego przez mojego króla nas znalazły, ojca zabiły, a resztę, w tym mnie, zaprowadzili do króla. Okazało się, że jego małżonka zmarła podczas porodu, a jej jedyne dziecko umarło podczas porodu, więc przypomniał sobie o mojej matce. Jeszcze tego samego dnia poślubił ją. Moich braci zmusił do wstąpienia do wojska, a siostrze wyznaczył termin ślubu ze swoim przyjacielem. Mnie prawdopodobnie spotkałby los podobny do losu Nzuri. Udało mi się jednak uciec.
Zakończyłam swą opowieść idealnie w momencie, w którym dotarłyśmy pod zamek.
- A twoje losy jak się potoczyły? Jeśli chcesz o tym mówić. Ja również zrozumiem, jeśli postanowisz przemilczeć tę sprawę. - Uśmiechnęłam się delikatnie, by pokazać, że nie chcę niczego wymusić.
- Masz rację. Dlatego w pełni zgadzam się na to, żeby wrócić z tobą na zamek. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
Yatsumura zdobyła moje zaufanie. Oczywiście nie w pełni, to było niemożliwe po kilku minutach rozmowy. Chodziło raczej o tę jego część, która umożliwiła mi podążenie za nią na zamek bez obaw, że po drodze zaprowadzi mnie w jakiś ciemny zaułek i tam zabije.
Szłyśmy w miarę powoli. Ani ja, ani, najwyraźniej, moja rozmówczyni nie widziałyśmy potrzeby w pośpiechu. Przez większość drogi milczałyśmy. Wpatrywałam się przed siebie, starając się nie myśleć o niczym oprócz tego, co nas otaczało. Z tego stanu wyrwał mnie głos lwicy.
- Nie chcę być natrętna, ale gdy opowiadałaś o swojej rodzinie, nie można było przeoczyć pewnych twoich uwag... - Popatrzyłam na nią pytająco. Prawdopodobnie to zauważyła, ponieważ wyjaśniła mi, o co jej chodzi. - O twoim ojcu, że zszedł ze ścieżki służenia królowi. O twoim drugim bracie, że masz nadzieję, że chroni twoją matkę i resztę rodzeństwa. Jeśli nie chcesz o tym mówić, rozumiem, po prostu zabrzmiało to... intrygująco.
- To dość długa historia, nie wiem, czy masz ochotę tego słuchać. - Starałam się jakoś wymigać.
- Do zamku jeszcze dość daleko, może udałoby ci się ją opowiedzieć. Ale, jak mówię, nie ma przymusu.
- Wiem, wiem. - Westchnęłam. - Moja matka była narzeczoną króla pewnego stada. Zakochała się jednak, z wzajemnością, w moim ojcu, wiernym słudze i przyjacielowi władcy. Zostali wyrzuceni ze społeczności. Znaleźli jakieś dobre miejsce do życia, a niedługo później urodziłam się ja i moje rodzeństwo. Pięć lat temu wojska wcześniej wspomnianego przez mojego króla nas znalazły, ojca zabiły, a resztę, w tym mnie, zaprowadzili do króla. Okazało się, że jego małżonka zmarła podczas porodu, a jej jedyne dziecko umarło podczas porodu, więc przypomniał sobie o mojej matce. Jeszcze tego samego dnia poślubił ją. Moich braci zmusił do wstąpienia do wojska, a siostrze wyznaczył termin ślubu ze swoim przyjacielem. Mnie prawdopodobnie spotkałby los podobny do losu Nzuri. Udało mi się jednak uciec.
Zakończyłam swą opowieść idealnie w momencie, w którym dotarłyśmy pod zamek.
- A twoje losy jak się potoczyły? Jeśli chcesz o tym mówić. Ja również zrozumiem, jeśli postanowisz przemilczeć tę sprawę. - Uśmiechnęłam się delikatnie, by pokazać, że nie chcę niczego wymusić.
poniedziałek, 27 maja 2019
Od Yatsumury CD Hakimu wa Haki
Zastanowiłam się chwilę nad pytaniem lwicy. Powiem szczerze, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nie przywiązywałam też wagi do znaczenia mojego imienia, więc nie za bardzo wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Moje imię raczej nie ma żadnego znaczenia, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Zostało najprawdopodobniej mi nadane przez rodziców z czystej fantazji, nie wiem czy w ogóle wcześniej istniało, czy jest po prostu zlepkiem przypadkowych liter, które utworzyły to "Yatsumura". Za to nazwisko ma tłumaczenie, chyba z japońskiego. Znaczy ono mniej więcej tyle, co "lustrzany dźwięk" bądź "dźwięk lustra", więc raczej nie ma w sobie zawartej żadnej przepowiedni, jak w twoim przypadku. Brzmi ładnie i mi się podoba, więc to chyba jest najważniejsze - odpowiedziałam po pewnym czasie i wstałam ze swojego dotychczasowego miejsca. Otrzepałam się z kurzu, a potem ponownie popatrzyłam na Hakimu. Raczej nie trzeba już jej obserwować, wydaje się być w porządku. Pewnie nie zagrozi ani obecnemu królowi, ani dynastii, ani nikomu z wyżej postawionych urzędników - Wolisz zostać tutaj, czy wrócić ze mną na zamek? Powiem, że rozmowy na łonie natury są naprawdę dobrą odskocznią, lecz i tak wolę rozmawiać trochę bliżej domu, aby nie mieć później problemu z szybkim dotarciem do komnaty czy coś - dodałam, patrząc wyczekująco na moją rozmówczynię. Cierpliwie czekałam aż się namyśli, nie spieszyło mi się, jej pewnie też nie. Stałam z uśmiechem na ustach, gotowa do drogi powrotnej, by wrócić na zamek.
<Hakimu? Wybacz długość i jakość, moja wena umiera>
- Moje imię raczej nie ma żadnego znaczenia, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Zostało najprawdopodobniej mi nadane przez rodziców z czystej fantazji, nie wiem czy w ogóle wcześniej istniało, czy jest po prostu zlepkiem przypadkowych liter, które utworzyły to "Yatsumura". Za to nazwisko ma tłumaczenie, chyba z japońskiego. Znaczy ono mniej więcej tyle, co "lustrzany dźwięk" bądź "dźwięk lustra", więc raczej nie ma w sobie zawartej żadnej przepowiedni, jak w twoim przypadku. Brzmi ładnie i mi się podoba, więc to chyba jest najważniejsze - odpowiedziałam po pewnym czasie i wstałam ze swojego dotychczasowego miejsca. Otrzepałam się z kurzu, a potem ponownie popatrzyłam na Hakimu. Raczej nie trzeba już jej obserwować, wydaje się być w porządku. Pewnie nie zagrozi ani obecnemu królowi, ani dynastii, ani nikomu z wyżej postawionych urzędników - Wolisz zostać tutaj, czy wrócić ze mną na zamek? Powiem, że rozmowy na łonie natury są naprawdę dobrą odskocznią, lecz i tak wolę rozmawiać trochę bliżej domu, aby nie mieć później problemu z szybkim dotarciem do komnaty czy coś - dodałam, patrząc wyczekująco na moją rozmówczynię. Cierpliwie czekałam aż się namyśli, nie spieszyło mi się, jej pewnie też nie. Stałam z uśmiechem na ustach, gotowa do drogi powrotnej, by wrócić na zamek.
<Hakimu? Wybacz długość i jakość, moja wena umiera>
Od Hakimu wa Haki CD. Yatsumury
Początkowy stres wiążący się z tym, że jednak rzeczywiście nawarczałam na kogoś dość ważnego zdążył już opaść. Byłam wdzięczna Yatsumurze za to, że nie wylała na mnie kubła przysłowiowych pomyj.
- Moje imię? - Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego tematu rozmowy. - Z tego, co mówił mi ojciec, pochodzi z języka suahili, którego używa się w Afryce Środkowej i Wschodniej. Stamtąd pochodzi moja rodzina. Mamy tradycję nazywania dzieci imionami, które coś pasującego do lwa w tym języku znaczą. Może to być jakieś proste określenie, może też, jak to jest u mnie, być wyznaczeniem drogi życiowej. Samo moje nazwisko, Upweke, też ma swoje znaczenie, "samotność". Niezbyt optymistycznie. - Wydałam z siebie ciche parsknięcie śmiechu. - A wracając do imienia, Hakimu wa Haki to "sprawiedliwy sędzia". Z takim imieniem nie mogłam wybrać innego stanowiska niż sędzia, nieprawdaż? - Zauważyłam, że lwica słuchała mnie z zainteresowaniem (lub była świetną aktorką i ukrywała w ten sposób swoje znudzenie), więc postanowiłam ciągnąć dalej. - Mogę podać też przykłady innych imion. Moja matka nazywa się Kumtii Mumewe, co oznacza "posłuszna swojemu mężowi". Nie wiem, jak to tam z tym posłuszeństwem było, nie mieszałam się w małżeństwo swoich rodziców. Ojciec nosił dumne imię Kumtumikia Mfalme, czyli "służący królowi". No cóż, on akurat zszedł ze ścieżki życiowej wyznaczonej przez imię, ale to osobna historia, nie o tym teraz mowa. Mój pierwszy brat, Mwana wa Kwanza, otrzymał imię o niezbyt skomplikowanym znaczeniu - "syn pierworodny". Drugi brat to Kulinda Jamaa, "chroniący bliskich". Cóż, mam nadzieję, że teraz naprawdę chroni matkę, Mwanę i Nzuri... - Zamyśliłam się przez chwilę. - Mówiąc o Nzuri, a konkretniej Nzuri Kama Maua, mojej siostrze, to ona jest kolejną, której imię jst dość proste. "Piękna niczym kwiat", bo o takim znaczeniu mowa, raczej nie nadaje życiu sensu, do którego się dąży. Ewentualnie może dodawać narcyzmu. Przynajmniej tyle, że rzeczywiście jest ładna. - Zakończyłam swój monolog.
- Mówiłam, że etymologia imion jest fascynująca!
- Mówiąc już o niej, twoje imię i nazwisko coś znaczą? Muszę przyznać, że one również brzmią ciekawie.
- Moje imię? - Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego tematu rozmowy. - Z tego, co mówił mi ojciec, pochodzi z języka suahili, którego używa się w Afryce Środkowej i Wschodniej. Stamtąd pochodzi moja rodzina. Mamy tradycję nazywania dzieci imionami, które coś pasującego do lwa w tym języku znaczą. Może to być jakieś proste określenie, może też, jak to jest u mnie, być wyznaczeniem drogi życiowej. Samo moje nazwisko, Upweke, też ma swoje znaczenie, "samotność". Niezbyt optymistycznie. - Wydałam z siebie ciche parsknięcie śmiechu. - A wracając do imienia, Hakimu wa Haki to "sprawiedliwy sędzia". Z takim imieniem nie mogłam wybrać innego stanowiska niż sędzia, nieprawdaż? - Zauważyłam, że lwica słuchała mnie z zainteresowaniem (lub była świetną aktorką i ukrywała w ten sposób swoje znudzenie), więc postanowiłam ciągnąć dalej. - Mogę podać też przykłady innych imion. Moja matka nazywa się Kumtii Mumewe, co oznacza "posłuszna swojemu mężowi". Nie wiem, jak to tam z tym posłuszeństwem było, nie mieszałam się w małżeństwo swoich rodziców. Ojciec nosił dumne imię Kumtumikia Mfalme, czyli "służący królowi". No cóż, on akurat zszedł ze ścieżki życiowej wyznaczonej przez imię, ale to osobna historia, nie o tym teraz mowa. Mój pierwszy brat, Mwana wa Kwanza, otrzymał imię o niezbyt skomplikowanym znaczeniu - "syn pierworodny". Drugi brat to Kulinda Jamaa, "chroniący bliskich". Cóż, mam nadzieję, że teraz naprawdę chroni matkę, Mwanę i Nzuri... - Zamyśliłam się przez chwilę. - Mówiąc o Nzuri, a konkretniej Nzuri Kama Maua, mojej siostrze, to ona jest kolejną, której imię jst dość proste. "Piękna niczym kwiat", bo o takim znaczeniu mowa, raczej nie nadaje życiu sensu, do którego się dąży. Ewentualnie może dodawać narcyzmu. Przynajmniej tyle, że rzeczywiście jest ładna. - Zakończyłam swój monolog.
- Mówiłam, że etymologia imion jest fascynująca!
- Mówiąc już o niej, twoje imię i nazwisko coś znaczą? Muszę przyznać, że one również brzmią ciekawie.
< Yatsumura? >
Od Yatsumury CD Hakimu wa Haki
Popatrzyłam w stronę horyzontu i przekonałam się, że antylopa, która najprawdopodobniej miała być obiadem lwicy, uciekła w sumie z mojej winy. Lecz powróciłam wzrokiem do swojej zdobyczy.
- W takim razie naprawdę przepraszam, jak chcesz to mogę śmiało podzielić się swoim obiadem, i tak jest go trochę za dużo jak na jedną osobę - odpowiedziałam, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, lecz chwilę później ponownie patrząc w stronę lwicy - Widziałam cię już na terenach doliny, lecz jesteś tu od niedawna, prawda? Jestem informowana o każdym, kto pojawia się w naszej społeczności, aby przypadkiem uniknąć przykrych sytuacji, jakie mogą mieć miejsce, jeśli dopuścimy do króla nieodpowiednie osoby. Takie życie starszego nad szeptaczami, trzeba umiejętnie rozplanować siatki szpiegów, akcje na dworach. Nie jest tajemnicą to, że ta praca bywa o wiele trudniejsza niż się wydaje. Poza tym, jestem Yatsumura Kagamine, miło mi cię w końcu poznać - dodałam uśmiechając się zdawkowo znad upolowanej, krwawiącej zwierzyny.
- Hakimu wa Haki Upweke - odpowiedziała lwica, jakby lekko zaskoczona, lecz odwzajemniła delikatnie mój gest. Zapewne ta scena wyglądała upiornie z perspektywy świadka, lecz ja sądziłam, że była to najzwyklejsza w świecie rozmowa nad posiłkiem.
- Tak, obiło mi się o uszy, że masz dosyć egzotyczne imię. Muszę powiedzieć, że jest dosyć ciekawe i myślę, że chętnie poznałabym region w jakim używa się takich imion. I tego, czy one coś znaczą, bo etymologia imion jest chyba najbardziej fascynująca - rzekłam, wplatając w tę wypowiedź prośbę, aby opowiedziała mi o sposobie tłumaczenia i przekładu imion w tym... języku czy cokolwiek to było.
<Hakimu wa Haki? Nie bij za jakość cx>
- W takim razie naprawdę przepraszam, jak chcesz to mogę śmiało podzielić się swoim obiadem, i tak jest go trochę za dużo jak na jedną osobę - odpowiedziałam, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, lecz chwilę później ponownie patrząc w stronę lwicy - Widziałam cię już na terenach doliny, lecz jesteś tu od niedawna, prawda? Jestem informowana o każdym, kto pojawia się w naszej społeczności, aby przypadkiem uniknąć przykrych sytuacji, jakie mogą mieć miejsce, jeśli dopuścimy do króla nieodpowiednie osoby. Takie życie starszego nad szeptaczami, trzeba umiejętnie rozplanować siatki szpiegów, akcje na dworach. Nie jest tajemnicą to, że ta praca bywa o wiele trudniejsza niż się wydaje. Poza tym, jestem Yatsumura Kagamine, miło mi cię w końcu poznać - dodałam uśmiechając się zdawkowo znad upolowanej, krwawiącej zwierzyny.
- Hakimu wa Haki Upweke - odpowiedziała lwica, jakby lekko zaskoczona, lecz odwzajemniła delikatnie mój gest. Zapewne ta scena wyglądała upiornie z perspektywy świadka, lecz ja sądziłam, że była to najzwyklejsza w świecie rozmowa nad posiłkiem.
- Tak, obiło mi się o uszy, że masz dosyć egzotyczne imię. Muszę powiedzieć, że jest dosyć ciekawe i myślę, że chętnie poznałabym region w jakim używa się takich imion. I tego, czy one coś znaczą, bo etymologia imion jest chyba najbardziej fascynująca - rzekłam, wplatając w tę wypowiedź prośbę, aby opowiedziała mi o sposobie tłumaczenia i przekładu imion w tym... języku czy cokolwiek to było.
<Hakimu wa Haki? Nie bij za jakość cx>
Od Hakimu wa Haki "Złe dobrego początki... albo na odwrót"
Rozpoczynałam nowe życie. Nie byłam już córką Kumtii Mumewe i Kumtumikia Mfalme Upweke, samotnych lwów, które zostały wygnane ze swej społeczności. Nie byłam już siostrą Mwana wa Kwanza, Kulinda Jamaa i Nzuri Kama Maua, których los nie potraktował zbyt łaskawie. Owszem, będą oni w moim sercu, lecz musiałam się po części odciąć od przeszłości i, tym samym, od nich. Teraz byłam sędzią i nauczycielką prawa w stadzie żyjącym w dolinie Bucurie.
Skradałam się właśnie przez wysokie trawy sawanny, wbijając wzrok w potencjalną ofiarę - młodą antylopę. Byłam coraz bliżej, mogłabym przysiąc, że słyszałam to, jak krew szumi w żyłach zwierzęcia. Za chwilę owa krew miała wypłynąć z naczyń krwionośnych rozszarpanych przez moje kły i pazury.
Nagle usłyszałam ryk. Usłyszała go również antylopa, uciekła mi więc sprzed nosa. Prychnęłam cicho, poirytowana. Wyprostowałam się. Ujrzałam innego osobnika swojego gatunku, triumfalnie stojącego nad świeżo zabitą zebrą. Podeszłam powoli w jego stronę.
- Widzę, że polowanie się udało. Szkoda, że twój popisowy ryk spłoszył moje jedzenie. - Dałam upust swej złości.
Nie znałam tu nikogo, nie miałam więc pojęcia kim był lew stojący przede mną. Uświadomiłam to sobie, gdy było już za późno. Miałam nadzieję, że nie nawarczałam właśnie na kogoś ważnego.
Skradałam się właśnie przez wysokie trawy sawanny, wbijając wzrok w potencjalną ofiarę - młodą antylopę. Byłam coraz bliżej, mogłabym przysiąc, że słyszałam to, jak krew szumi w żyłach zwierzęcia. Za chwilę owa krew miała wypłynąć z naczyń krwionośnych rozszarpanych przez moje kły i pazury.
Nagle usłyszałam ryk. Usłyszała go również antylopa, uciekła mi więc sprzed nosa. Prychnęłam cicho, poirytowana. Wyprostowałam się. Ujrzałam innego osobnika swojego gatunku, triumfalnie stojącego nad świeżo zabitą zebrą. Podeszłam powoli w jego stronę.
- Widzę, że polowanie się udało. Szkoda, że twój popisowy ryk spłoszył moje jedzenie. - Dałam upust swej złości.
Nie znałam tu nikogo, nie miałam więc pojęcia kim był lew stojący przede mną. Uświadomiłam to sobie, gdy było już za późno. Miałam nadzieję, że nie nawarczałam właśnie na kogoś ważnego.
< Ktoś chętny? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)