Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin Kagamine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rin Kagamine. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lipca 2019

Od Rin CD Lunaver

Lunaver posadziła mnie na czerwonej sofie, tuż obok Kalindy, a ona sama poprowadziła Rosalie w stronę parawanu, gdzie spędziły dosyć dużo czasu. W końcu, wybieranie ubrań na ceremonię ślubną zajmuje dużo czasu, dlatego więc dopiero po parunastu minutach Rose wyszła zza niego. Ver robiła ostatnie poprawki i układała materiał trenu, jak i samej śnieżnobiałej sukni. Jej ciemne włosy spływały falami na plecy, na tle cienkiego, białego trenu, który otaczał postać przyszłej panny młodej. Wszystko dopełniały koronkowe rękawiczki oraz diamentowa biżuteria z szafirowym elementem. Jestem po prostu wzruszona, tak porządnie. Nie tak znowu dawno Ned znalazł ją w jaskini Manasa i poprosił mnie o jej adopcję, a teraz oglądam jej przygotowania do ślubu. Kiedy minął ten czas i czy aby na pewno go dobrze wykorzystałam?
Ogarnięta nagłą falą melancholii, wstałam z czerwonej sofy i podeszłam do Rose. Bezceremonialnie przyciągnęłam ją do siebie i przytuliłam, czując, że właśnie kończy się pewien etap w moim, jak i jej, życiu.
- Vlad ma szczęście, że za niego wychodzisz, Rose. Wyglądasz pięknie, piękniej niżbyś mogła sobie wyobrazić - powiedziałam do niej, kiedy tylko wypuściłam ją ze swoich objęć. Ona jedynie się do mnie uśmiechnęła i na krótki moment ponownie się do mnie przytuliła. Pewnie ta chwila trwałaby dłużej, gdyby nie świadomość, że jest jeszcze dużo rzeczy, które musiałyśmy zrobić. Lunaver pociągnęła Rose w stronę parawanu, podając jej ozdobną bieliznę, którą widziałam jedynie w przelocie. Wróciłam na swoje miejsce, siadając i wpatrując się w stronę parawanu, za którym Rosalie ponownie zniknęła.
- I jak moje drogie? Co myślicie? Bo ja uważam, że Rose wygląda bosko - rzekła Ver kiedy Rose znów pokazała się. Przez chwilę nic nie mówiłam, lecz później zdobyłam się na jakiś komentarz.
- Uważam, że jest to dosyć odważne, ale cóż, noc poślubna jest jedyna w swoim rodzaju, można zaszaleć. Rose jak zawsze wygląda przepięknie - powiedziałam opierając się o sofę.

<Aries? tak kompletnie z czapy, skąd się tam wzięłaś xD>

czwartek, 11 lipca 2019

Od Rin CD Kalindy

Mimo tego, że wiedziałam, iż prędzej czy później Rose będzie chciała żyć z Vladem IV do końca, to i tak jestem trochę w szoku, że wszystko zaszło tak szybko. Chociaż może nie powinnam się odzywać, sama wyszłam za mąż po tygodniu znajomości. Nie będę więc podważaj jej decyzji, chociaż i tak obawiam się praktycznie wszystkiego. Syn Mihnei jest z pewnością porządną osobą i dobrą partią dla Rosalie, jednak wciąż zadaję sobie wiele pytań, na które na razie nie znalazłam odpowiedzi.
Szłam korytarzem, który prowadził do sali balowej, na swojej drodze spotkałam Kalindę, matkę mojego przyszłego zięcia. Również wyglądała na dosyć zamyśloną.
- Witaj Rin. Wszystko w porządku? - zapytała, kiedy znalazła się w dostatecznej odległości, abym mogła ją spokojne usłyszeć. Uśmiechnęłam się na te słowa, co ona zresztą później odwzajemniła. Jeżeli miałabym aktualnie opisać swój stan, musiałabym wygłosić przemówienie, a nie chciałabym zanudzać Kalindy, która z pewnością ma mnóstwo obowiązków do zrobienia. Nie tylko jako matka przyszłego pana młodego, ale również jako następczyni tronu. To nie jest rola na pięć minut, przez cały czas ma się obowiązki.
- Na tyle na ile może być w obecnej sytuacji, to tak. Wszystko jest wspaniale - odpowiedziałam po paru sekundach. Ona popatrzyła na mnie jakby ze zrozumieniem, a jakby z lekkim zdziwieniem, czemu się nie dziwiłam, w końcu nie codziennie się słyszy takie rzeczy.
- Co masz na myśli? - czuję, że doskonale wiedziała o co chodzi, ale wolała się upewnić tym pytaniem. Uśmiechnęłam się ponownie.
- Za dużo myślę i ciągle zadaję sobie miliony pytań, na które nie mogę odpowiedzieć. Martwię się ślubem i tym, czy ich wspólna przyszłość będzie się układała, ale jednocześnie jestem szczęśliwa, że moja córka znalazła kogoś, kogo tak bardzo kocha - odparłam, chowając ręce z tyłu, zanurzając je w miękkim materiale. W oczach Kalindy błysnęła iskierka zrozumienia, z czego niezwykle się ucieszyłam. Chyba to przypadłość matki, że wyobraża sobie każdy możliwy scenariusz i próbuje znaleźć rozwiązanie na wszystkie problemy z nich. Przynajmniej nie jestem w tym sama.
- Również tak mam. Vlad III powiedział mi, żebym się nie martwiła, bo wszystko się ułoży i będzie dobrze. Najwyraźniej tobie również mogę to powiedzieć - powiedziała, poprawiając sobie kosmyk czarnych jak noc długich włosów. Można powiedzieć, że w tej kwestii jestem jej przeciwieństwem, co musi dosyć ciekawie z boku wyglądać. Jasne, dosyć krótkie włosy, naprzeciwko czarnych i długich.
- Usłyszałam to już, całkiem niedawno. Ned zawsze powtarza takie rzeczy, kiedy popadam w histerię - odrzekłam i pogładziłam materiał sukni - Nie zabieram ci już więcej czasu, z pewnością zobaczymy się na ślubie - powiedziałam na pożegnanie, a potem uśmiechnęłam się ciepło i ruszyłam dalej korytarzem. I tym razem nie byłam zbyt długo sama, na swojej drodze spotkałam Lunaver, siostrę króla Vlada III. Byłam ciekawa jak przebiegają przygotowania do ślubu, więc zdecydowanym krokiem podeszłam do niej.
- Dzień dobry, Ver. Jak tam z przygotowaniami?

<Lunaver?>

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Od Rin CD Manero

Podeszłam do okna, stając obok srebrzystowłosej dziewczyny. Patrzyłam na widok, który i tak już doskonale znałam, wpatruję się w niego codziennie od szesnastu lat, lecz mimo to i tak uśmiechnęłam się, gdy tylko zobaczyłam go z bliższej odległości.
- Rzeczywiście jest tu dosyć spokojnie, ale to nie znaczy, że monotonnie. Możesz tutaj zostać ile tylko chcesz, Północ jest otwarta dla każdego. Możesz się nawet zatrzymać na dworze, nikomu to nie będzie przeszkadzać. Pracą się nie przejmuj, prędzej czy później coś znajdziesz, na razie powinnaś się oszczędzać, jak powiedział lekarz - powiedziałam, po czym odeszłam od okna i podeszłam do jednego z krzeseł przy stoliku - Przyniosłam ci posiłek, jakbyś była głodna to nie krępuj się i śmiało proś nawet o dokładkę. Na krześle masz parę dodatkowych ubrań, bo zdaje sobie sprawę, że te, które mam w szafie pewnie są dosyć niedopasowane do twojej budowy. Jakbyś czegoś potrzebowała to śmiało pukaj do komnaty obok, po lewej. Z pewnością tam będę, a jeśli nie, to zapewne Rose czy ktoś powie ci gdzie poszłam - dodałam kładąc przyniesione przez siebie rzeczy na krześle bądź stoliku, po czym odwróciłam się w stronę Manero. Ona uśmiechnęła się do mnie, nadal stojąc i wpatrując się w widok za oknem. Nie chcąc jej dalej przeszkadzać, postanowiłam po cichu wyjść z komnaty i tak też uczyniłam. Zgodnie z moją uprzednią wypowiedzią, skierowałam się w stronę sąsiedniego pomieszczenia, gdzie miałam nadzieję spędzić trochę czasu z moją rodziną.

<Manero? Sorrki, że krótkie :c>

piątek, 14 czerwca 2019

Od Rin CD Manero

Wyszłam z komnaty i natychmiastowo skierowałam się do lekarza, aby mógł opatrzyć jej rany i sprawić, że po pewnym czasie wróci do siebie. Na szczęście, nie znajdował się on zbyt daleko, w dodatku był dosyć charakterystyczną osobą, która przemieszcza się po korytarzach, czasem bez celu, jak każdy z nas. Nie jest on jedynym medykiem, lecz jednym z najskuteczniejszych, dlatego to on przyjmuje większość pacjentów, co zresztą z entuzjazmem robi.
Podeszłam do niego i bez zbędnego owijania w bawełnę, od razu przeszłam do sedna sprawy, mówiąc jedynie, żeby poszedł za mną, bo potrzebna jest mi jego pomoc. Nie chciałam podawać zbyt wielu informacji, miałam dziwne wrażenie, że owa lwica nie chce, aby mówiono o niej otwarcie na zamku, kiedy to nie jest potrzebne. Medyk posłusznie podążył do mojej komnaty, do której wszedł pierwszy, ponieważ ja musiałam się zatrzymać z powodu małej Aryi, która biegła w moją stronę, wyrywając się z uścisku szesnastoletniej Rose. Rozłożyłam ramiona, w które dziewięcioletnia dziewczynka z ochotą wpadła, z wielkim uśmiechem na ustach. Byłam jednak potrzebna w komnacie, więc wzrokiem przywołałam Rosalie, która chwyciła swoją siostrę za rękę. Obiecałam im gorąco, że dzisiejszy wieczór i noc spędzę razem z nimi. Chyba będę musiała spać gdzie indziej, skoro ta kobieta na razie jest na tyle osłabiona, że nie powinna w ogóle się wysilać. Rose wróciła do zabawy z Aryą, a ja w końcu weszłam do pomieszczenia. Podeszłam do przeciwległego końca łóżka, w którym na nowo dziewczyna się znalazła, i przysiadłam na krześle, które zawsze tam stało. Medyk w międzyczasie zajął się opatrywaniem jej ran i próbami doprowadzenia jej ciała do normalnego stanu.
- Sądzę, że wróci do zdrowia, lecz nie powinna się przemęczać... Trochę tak, jakby przeżyła jakiś atak. Ból powinien zniknąć po paru minutach, jakby coś się działo, proszę mnie zawołać, pani - kiwnęłam głową, a lekarz wyszedł z komnaty, a ja znów zostałam sam na sam z kobietą.
- Skoro spędzisz tutaj jeszcze pewien czas to chyba warto się zapoznać. Rin Kagamine, Lady Północy, jeszcze raz witam w skromnych progach Winterfell. Chociaż wolałabym spotkać się w innych okolicznościach - uśmiechnęłam się, opierając się o ścianę z tyłu.
- Manero Ao... - odpowiedziała słabym głosem, od czasu do czasu pocierając czoło, jakby to miało zniwelować ból kłębiący się pod jej czaszką.

<Manero?>

wtorek, 11 czerwca 2019

Od Rin CD Manero

Północne królestwo jest niezwykle pięknym miejscem, nawet jeżeli przez większość czasu panuje tutaj zima, jakby czas kompletnie się dla nas, mieszkańców tego miejsca, czas się kompletnie zatrzymał. Lecz i tak kocham podróżować i zwiedzać coraz to nowe zakątki Północy. Mimo, że żyłam tu długo to i tak nie zdołałam poznać tej okolicy na tyle, aby na wylot znać każdy zakręt i wiedzieć gdzie on prowadzi. Dlatego kiedy tylko mogłam, wymykałam się z zamku Winterfell i pieszo przechadzałam się po okolicy. Głównie celem moich spacerów były lodowe jaskinie i tunele, niezwykle piękne i zapierające dech w piersiach swoim widokiem. Tak było również i dzisiaj. Postawiłam sobie cel, aby zobaczyć większą część wszystkich jaskiń i tuneli, jeżeli nie całe.
Nic nie zmieniło się w wyglądzie lodowych miejsc, oprócz pewnego małego mankamentu. Pod jednym z drzew, niedaleko miejsca, gdzie jaskinie się zaczynały, ujrzałam lekko żółtawą lwicę z brązowymi aspektami na sierści. Zaciekawiona podeszłam bliżej, myśląc, że ta osoba po prostu usnęła w długiej wędrówce ku tunelom. Będąc szczera, lekko się wystraszyłam, kiedy dowiedziałam się, że byłam w błędzie. Jej klatka piersiowa podnosiła się równomiernie, jakby w zwolnionym tempie, a ona sama nie reagowała na dotyk i słowa. Zemdlała, to jest najbardziej prawdopodobne, więc postanowiłam jakoś przetransportować ją do zamku, aby mogła w spokoju dojść do siebie. Nie było to znów aż tak bardzo daleko.
~*~
Nie byłam przyzwyczajona do dźwigania ciężarów, ale po kilkunastu minutach jakoś udało mi się przenieść ją do głównej bramy zamku. Poprosiłam zatem jakiegoś niezidentyfikowanego strażnika, aby pomógł mi dotrzeć z lwicą do komnaty. Okazało się oczywiście, że tak jest o wiele łatwiej i w ciągu następnych kilku minut nieprzytomna osoba znalazła się w mojej komnacie, gdzie starałam się ją ułożyć na łóżku najwygodniej jak potrafiłam. Usiadłam przy stoliku i kiwnęłam głową na strażnika, uśmiechając się do niego ciepło. Najwyraźniej przyjęli mnie jako nową Lady Północy, z czego niezwykle się cieszyłam. Kiedy już miał wychodzić, wstałam i zatrzymałam go.
- Dopilnuj proszę, aby nikt tu nie wchodził. Nikt, nawet mój mąż i nasze dzieci, dobrze? - nie mogłam się zdecydować, czy to było stwierdzenia czy pytanie, lecz strażnik najwyraźniej zrozumiał to jako rozkaz. Pokiwał głową i wyszedł, a ja wróciłam na swoje miejsce i obserwowałam lwicę, chcąc zobaczyć moment jej wybudzenia, co zresztą nastąpiło chwilę później. W mgnieniu oka przybliżyłam się do łóżka, a ona powoli podniosła się do pozycji siedzącej.
- Witaj na zamku Winterfell. Znalazłam cię pod drzewem, więc rozumiesz, że nie mogłam przejść obojętnie. Pamiętasz może jak się tu znalazłaś? Nie chodzi mi o komnatę, ale o Północ i jej tereny - zaczęłam widząc zdezorientowanie w oczach lwicy.

<Manero? Wybacz, że późno>

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Rin CD Ter Signum

Nie lubię kiedy ktoś próbuje czytać w moich myślach bez pozwolenia. Uważam to za naruszenie mojej prywatności i pogwałcenie podstawowych zasad moralnych. Nie powinno się robić czegoś drugiej osobie, podczas, gdy mamy podejrzenie, że może nie zareagować zbyt dobrze. Zwłaszcza, jeśli chodzi o coś tak osobistego jak myśli i wspomnienia. Stało się i nie czuję się zbyt dobrze z faktem, że musiałam po prostu wyprosić mojego niedawnego towarzysza, mimo, że pewnie miałabym wiele do powiedzenia, gdybym tylko wszystko sobie poukładała.
Ter Signum poszedł, nie czekając na żadną moją odpowiedź, protesty czy cokolwiek innego. Po prostu poszedł, zostawiając mnie sam na sam z roślinami i czymś, co aktualnie znajdowało się w pobliżu, a ja nie raczyłam tego zauważyć. Fuknęłam ze złością, gwałtownie odwracając się i kierując się w stronę zamku, skoro nie miałam nic innego do roboty.
- Jasne, skoro masz być takim idiotą, to po prostu sobie pójdę i nie proś mnie o nic więcej - mruknęłam do siebie zdenerwowana i z tej całej frustracji kopnęłam kamień, który przypadkowo znalazł się na mojej drodze. A to pech i dla mnie, i dla tego kamyka.
Wróciłam do zamku, a zarazem do swojej komnaty, jedyne czego oczekując to spokój. Rzuciłam się na łóżko, kryjąc swoją twarz w poduszce i trwając w tej pozycji przez kilka następnych minut. Zapach materiału mnie dziwnie uspokajał moje skołatane nerwy, wyciszał i pozwalał się odstresować. Nie kojarzył mi się z niczym, po prostu był niezwykle przyjemny. Intensywny, ale przyjemny.
- Nie chce mi się nic, dosłownie nic - pewna myśl wymsknęła mi się i skończyło się na tym, że powiedziałam ją na głos. Nikogo tu nie było, więc w sumie to nie miało żadnego znaczenia, ale cieszyłabym się, gdybym potrafiła kontrolować moje odruchy chociaż w tym stopniu, że wybieram, co ma usłyszeć świat, a co mam zatrzymać dla siebie w postaci mojej własnej tajemnicy, która nigdy nie ujrzy światła dziennego. Tak, to by było nadzwyczaj przyjemne.
Myśląc o tym, zapadłam w sen, mimo, że była dosyć wczesna pora i zdecydowanie spanie w tym momencie nie byłoby naturalne, a przynajmniej dla mnie.
~*~
Obudziłam się wieczorem, a z racji tego, że moje siły były zregenerowane, jakby było co najwyżej południe, postanowiłam się przejść, mając nadzieję, że miło i przyjemnie spędzę czas ponownie siedząc na owym murku, co dzisiaj rano. I ponownie czując lekki, chłodny wiaterek na skórze, który wywoływał delikatne, ale przyjemne, dreszcze na moim ciele.

<Ter? fAmE mMa :333>

sobota, 4 maja 2019

Od Rin Kagamine "Czy ktoś oszalał? Tak - my oboje"

-uznajmy, że Rin wcale się nie przeprowadziła do Namiestnictwa, na potrzeby tego wątku, okej?-

Kolejny wspaniały dzień, w którym te uporczywe promienie słońca atakują moje zamknięte oczy, a ja najchętniej bym przewróciła się na drugi bok i spała dalej, dopóki nie wydarzy się coś godnego mojej uwagi. Ale gdyby wszyscy postępowali w ten sposób to świat byłby o wiele smutniejszy, bowiem nie byłoby nikogo, kogo można by spotkać na ulicach i wszystkie czynności codziennie stałyby się niezwykłym utrudnieniem, bo wszystko trzeba byłoby robić samemu. A to pewnie nie jest miłe uczucie, wiedzieć, że jest się samemu na tym świecie. 
Po czekaniu aż mój wzrok się całkowicie wyostrzy, szybko się ogarnęłam i jak burza wypadłam z komnaty, nie chcąc po raz kolejny ryzykować, że zostanę w niej do końca dnia i całkowicie się odizoluje od społeczeństwa. A tego bym chyba nie chciała, stracić kompletnie ochotę na towarzystwo. To nie tylko byłoby podejrzane, ale pewnie wywołałoby troskę ze strony innych osób.
Mijałam strażników i przypadkowych przechodniów, którzy postanowili wyjść na korytarz w tym samym czasie co ja, ale zbytnio mnie to nie obchodziło, bo dlaczego niby miałoby? Wyszłam z zamku, rozkoszując się rześkim powietrzem i lekkim, ciepłym, wiosennym wiatrem, który poruszał liśćmi drzew, wywołując cichy szelest, który jednak doskonale było słychać. Usiadłam na murku, całkowicie ignorując istnienie ławeczki, która została postawiona niecałe dziesięć metrów dalej. Obserwowałam wszystko i wszystkich, nie ważne czy ten ktoś był losową osobą, która mnie mijała i nie ingerowała w moje życie ani w to, co ja aktualnie robię, czy był to ptak, który postanowił wybrać się w podróż dookoła świata. 
Patrzyłam na niewielką, skrzydlatą istotę, kiedy brama do zamku otworzyła się, a jej próg przekroczyła dosyć charakterystyczna osoba, tak sądzę. Był on rudy, co niezwykle kontrastowało z błękitem jego oczu i opasek na wszystkich czterech kończynach. Widziałam go gdzieś, więc wydał mi się znajomy, w dodatku zapewne objął to samo stanowisko co ja. Z tego co wiem, był widzącym, więc postanowiłam podejść do niego. Kiedy wykonałam kilka kroków w jego stronę, zdałam sobie sprawę, że oszalałam, ale nie było już odwrotu, bo znajomy, albo nieznajomy, zauważył już co zamierzam zrobić. 
- Witam cię, postanowiłam podejść, ponieważ zdaje mi się, że objąłeś stanowisko widzącego, a przynajmniej takie informacje mi przekazano. Uznałam więc, dlaczego by się nie zapoznać? Jestem Rin Kagamine, od dzisiaj zapewne mógłbyś mnie kojarzyć jako "koleżankę z fachu". A ty, jak cię zwą? - mówiłam najswobodniej jak umiałam, starając się nie myśleć o tym, co aktualnie mój rozmówca sądzi na mój temat. Przychodzi do niego jakaś obca osoba i bombarduje go informacjami, zupełnie bez ładu i składu, bez przemyślenia tego co robi. Ale trudno, czasami tak powstają przyjaźnie, chociaż wątpię, by ta teza sprawdziła się w tym przypadku.

<Ter Signum? Popatrz, wymyśliłam coś kReAtYwNeGo>

środa, 1 maja 2019

Od Rin CD Neda

Zamek Winterfell był czymś, do czego na pewno bym wróciłam kiedy tylko miałabym taką okazję. Lecz nie spodziewałam się, że następnym razem, kiedy tu zawitam, będę brała ślub z osobą, którą kocham. Teraz, siedząc wygodnie na parapecie przy oknie w swojej nowej komnacie, czułam, że nareszcie osiągnęłam coś wręcz niemożliwego.
Czytałam książkę, co jest jedną z tych czynności, które wręcz uwielbiam. Historie bohaterów mogą być niesamowicie fascynujące, a jednocześnie bardzo bliskie naszej własnej historii. I to kocham w książkach, że można wczuwać się w bohatera i przeżywać z nim te wszystkie przygody i odczuwać te same emocje. Wpada się wtedy w trans, z którego nie chcemy się obudzić, mimo ciążących na nas obowiązków w prawdziwym świecie. Trwałam w tym transie, dopóki nie wyrwał mnie z niego dźwięk otwieranych drzwi. Instynktownie wstałam i popatrzyłam, jak się okazało, na Neda. Słyszałam jego lekko przyspieszony oddech, jakby biegł przez jakiś fragment drogi tutaj. Dopiero później zauważyłam, że na jego ręce spoczywa żywa istota, niezwykle spokojna i cicha, na tyle, że nie zdołałam jej zauważyć wcześniej. Posłałam pytające spojrzenie Nedowi, nie rozumiejąc kim jest to młode lwiątko.
-  Rin... Znalazłem ją w Jaskini Manasa. Myślę, że powinniśmy ją adoptować i wychować jak naszą córkę. Co ty na to? - mówił, jakby nie wiedząc od czego ma zacząć, bo targało nim tyle sprzecznych emocji. Ja z kolei nie wiedziałam czy mam być przerażona, zaskoczona czy szczęśliwa, bo wszystko wydawało się zbyt odbiegać od mojego obecnego stanu. Książka, którą nadal trzymałam w ręce, upadła na podłogę z głośnym hukiem, otwierając się na losowej stronie - Rin? - dodał, kiedy przez dłuższy czas milczałam, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Przepraszam, ale... nie byłam przygotowana, jest to dla mnie całkowita nowość - powiedziałam szybko kiedyś tylko otrząsnęłam się z szoku. Podeszłam do łóżka i usiadłam na jego skraju, chcąc sobie poukładać wszystko w głowie - Widzę, że bardzo chcesz ją zatrzymać, a ja chcę cię w tym wspierać, bez względu na wszystko, ale wyobrażam sobie tyle scenariuszy, że nie zdołałbyś ich policzyć. Kiedy do mnie przyjdzie z problemem, to jak mam pomóc, skoro czasem nie potrafię sobie sama poradzić ze swoimi? Kiedy przyjdzie że złamanym sercem, to mam opowiedzieć historię, jak to sama prawie uciekłam z Namiestnictwa, tłumiąc w sobie to, co czułam? Po prostu... boję się, że nie będę dobrą i troskliwą matką, jaką pewnie chciałbyś, żebym była. Nie zrozum mnie źle, bardzo chciałabym założyć z tobą rodzinę i się nią zaopiekować, ale obawiam się praktycznie wszystkiego - kiedy skończyłam, usłyszałam kroki w moja stronę, a potem poczułam jak Ned siada obok mnie. Automatycznie oparłam głowę o jego ramię i popatrzyłam na małą lwicę, która najprawdopodobniej stanie się członkiem naszej rodziny.
- Ja myślę, że będziesz cudowną matką - rzekł Ned, a ja podniosłam oczy, jak aby móc swobodnie patrzeć na niego. Napotkałam jego wzrok, jego kochający wzrok, od którego moje serce lekko przyspieszyło.
- Tak sądzisz? - jedyną odpowiedzią jaką otrzymałam, to kiwnięcie głową. Westchnęłam, lecz chwilę potem i tak uśmiechnęłam się radośnie - Skoro ty w to wierzysz, to chyba nie pozostaje mi nic innego, niż zrobić to samo. Nasz pomysł na imię dla tej piękności? - zapytałam, po czym obserwowałam jak Ned namyśla się, po czym ponownie kieruje wzrok na mnie.
- Rosalie Victoria Jane Stark - powiedział i popatrzył na lwicę z pewnym rodzajem tryumfu. Zrobiłam to samo, jakby chcąc ocenić czy aby na pewno to imię będzie odpowiednie.
- Trochę długie, ale pasuje do niej. Jestem pewna, że i tak będą je skracać, ale to nie zmienia faktu, że jest wręcz idealne - odrzekłam po pewnym czasie i przymknęłam oczy, chcąc jak najlepiej zapamiętać to uczucie towarzyszące tej sytuacji. Wypuściłam powietrze ze świstem, przysuwając się bliżej do Neda i, od dzisiaj, swojej adopcyjnej córki.

<Ned?>

sobota, 27 kwietnia 2019

Od Rin CD Neda

Podróż mijała mi w niezwykłej melancholii, która nie pozwalała mi zacząć jakiegokolwiek tematu do kogokolwiek. Cały czas walczyłam z pokusą, aby po prostu nie zawrócić do zamku Winterfell i nie zostać tam na zawsze, a przynajmniej nie wybłagać tego u Neda... Nie powinnam o nim myśleć, bo za każdym razem nam wypowiadam Jego imię to pokusa jest o wiele, wiele większa. Nie powinnam, po prostu nie powinnam.
Powtarzałam te słowa jak modlitwę, trwając w zadumie, chcąc jedynie jak najszybciej dotrzeć do zamku Vlada, aby rzucić się na łóżko i zasnąć przytulona w poduszkę. To było jedyne, czego aktualnie chciałam. Oprócz zobaczenia Neda ponownie.
Czy marzenia się spełniają? Nawet jeśli nie to moje się spełniło. Stało się coś, czego chciałam najbardziej na świecie. Dlaczego? Nagle za mną usłyszałam stukot końskich kopyt i instynktownie się odwróciłam, aby spojrzeć kto za mną podąża. Ten widok wywołał u mnie łzy szczęścia, które gromadziły się w kącikach moich oczu. Jednocześnie z Nedem zeskoczyłam z konia.
- Rin... Wiem, że może to trochę głupio zabrzmieć. Rin ja chyba coś do Ciebie czuję. Kocham Cię i nic na to nie poradzę. Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń a kamień w nim jest jedną z łez boga. Chciałbym żebyś została moją żoną i jeśli też tego chcesz to ofiaruję ci go razem z moim sercem - mówił gorączkowo, jakby słowa same wychodziły z jego ust, bez uprzedniego przemyślenia ich. Właśnie przez nie przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
- Ned... Bardzo tego chcę, najbardziej na świecie. Twoje uczucia są odwzajemnione i nic nie mogę z tym zrobić. Nie potrafię tego opisać, Ned, Po prostu nie potrafię - chcąc jak najbardziej potwierdzić prawdziwość swych słów, ujęłam jego twarz w dłonie i w ułamku sekundy pocałowałam go w usta. Kiedy to nastąpiło, moje serce zaczęło bić jak szalone i bałam się, że on też je usłyszy. Byłam lekko onieśmielona swoją bezpośredniością, ale starałam się tego nie okazywać. Może ta inna Rin uciekłaby bez zastanowienia, ale teraz czułam pewien rodzaj podekscytowania, aby dowiedzieć się co będzie dalej - Ned, z przyjemnością zostanę twoją żoną, przyjmę pierścionek, ale najchętniej na świecie przyjmę twoje serce, jeśli ty przyjmiesz moje.

<Ned?>

piątek, 26 kwietnia 2019

Od Rin CD Neda

Słuchałam legendy Neda niczym zaczarowana. Coś było w jego intonacji, sposobie łączenia faktów i doborze odpowiednich słów, że niezwykle przyjemnie się go słuchało i nie miało się ochoty przerywać tego transu w jaki wpadł Ned opowiadając o historii tej jaskini, Lynarze i Manasie. Nie chciałam żeby kończył, myślę, że mogłabym słuchać go w nieskończoność i nie doświadczyłabym tego uczucia znudzenia. Przy nikim innym się tak nie czułam i to było najdziwniejsze w tej sytuacji. Może po prostu Ned jest wyjątkowy?
- Zdaje mi się, że mógłbyś opowiadać historie i legendy z pamięci, wiesz? Masz spokojny, ale zdecydowany głos, co sprawia, że nie ma ochoty się go ignorować, twój dobór słów pozwala całkowicie zrozumieć opowieść, a jednocześnie używasz rozbudowanych zdań i słów, które przyjemnie brzmią, a są uważane za trudne i nieużywane... Dziękuję ci za opowieść, ponieważ niesamowicie miło mi się ciebie słucha, nieważne jakie czasami głupoty mówisz, wiedz, że zawsze cię słucham. Wiele miłych rzeczy mogłabym powiedzieć teraz na temat tej legendy, ale nie sądzę, aby słowa potrafiły opisać moje prawdziwe odczucia. Była fascynująca, zaintrygowała mnie bardziej niż cokolwiek innego. I jestem szczęśliwa, że ją usłyszałam od ciebie, a nie przeczytałam w jakiejś książce.
~*skip time-!*~
Dzień wyjazdu nadszedł o wiele szybciej niż się spodziewałam. Nie byłabym szczera, gdybym powiedziała, że mnie to nie ruszało. Pożegnana przez Neda, wsiadłam na konia, aby ponownie wyruszyć w dwutygodniową podróż przez ziemię mroźnej północy.
Kiedy byłam zmuszona opuścić zamek w Północnym Namiestnictwie, byłam przygnębiona. Nie chciałam stąd wyjeżdżać, ale jednak to nie był mój dom. To była ojczyzna Neda, nie moja.
Nie ważne jak długo nie dopuszczałam do siebie tego faktu, to był on najprawdziwszą prawdą, nieważne, że naprawdę nie chciałam, aby tak było. Ehh, nie minęło nawet parę minut, a ja już zatęskniłam za dźwiękiem jego głosu...
I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem zakochana. Żywiłam do niego czyste, prawdziwe i potężne uczucia. I ta myśl uderza we mnie, przeszywa żywym prądem, ale wywołuje u mnie rumieńce na policzkach. Przez nią, przez całe moje ciało przechodzi przyjemny dreszczyk. Przez nią, miałam ochotę wrócić do zamku, przytulić się do Neda mocno i już nigdy go nie puścić. Nie za bardzo wiedziałam dlaczego czułam się tak po dopiero kilku dniach znajomości, nie wiedziałam czy on to odwzajemnia, nie wiedziałam nawet jak mogłabym to powiedzieć. Ale jednego byłam stuprocentowo pewna.
Byłam do szaleństwa zakochana w Eddardzie Starku.

<Ned? Stało się, dosyć głupio opisane, ale cóż>

Od Rin CD Neda

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie byłam zmęczona podróżą. Łącznie niemal dwa tygodnie jazdy konnej nie brzmią za wesoło, a przynajmniej nie dla mnie. Jednakże minęły dosyć szybko, bo czasami nawet nie zwracałam uwagi na upływający czas, całkowicie pochłonięta przez obserwowanie krajobrazów czy słuchanie opowieści Neda. Głównie to na tym mijały te wszystkie godziny, on opowiadał, ja od czasu do czasu wtrącałam jakieś swoje komentarze czy odpowiadałam na zadawane pytania. Nie było to coś oryginalnego, ale przynajmniej podróż minęła znacznie przyjemniej.
Dwa tygodnie, tyle minęło od opuszczenia zamku. Dla niektórych to dużo, a dla innych mało, jednak osobiście byłam zachwycona faktem, że w końcu po takim czasie mogliśmy się gdzieś na dłużej zatrzymać. Zamek Winterfell był piękną budowlą, trudno zaprzeczyć. Myślę, że można go śmiało porównywać z Ulteriorem, jeśli ktoś miałby na to ochotę. 
- Odpoczniemy tu kilka dni, a później pokażę Ci resztę - powiedział w pewnym momencie Ned, a ja uśmiechnęłam się radośnie, jednocześnie przenosząc wzrok z budowli, w której tymczasowo miałam mieszkać, na mojego towarzysza. Napotkałam jego wzrok i jestem pewna, że w moich oczach zauważył ekscytację.
- Wspaniale, bardzo chętnie zobaczę wnętrze Winterfell! Jestem ciekawa czy w środku jest chociaż trochę podobny do zamku króla - odpowiedziałam ponownie patrząc w stronę domu Neda, który z każdą sekundą coraz bardziej się powiększał, a odległość między nim, a nami zmniejszała się w szybkim tempie. Chciałam w końcu zejść z konia, bo nie jestem zbytnio do tego przyzwyczajona do długiej jazdy, zwłaszcza, że większość dróg była pełna śniegu i wiał mroźny, ostry wiatr. Warunki pogodowe wytrzymałam raczej bez zastrzeżeń, lecz sama jazda była dosyć uciążliwa. Konie to jednak żywe stworzenia i są nieprzewidywalne.
Koniec końców, dotarliśmy szczęśliwie do zamku i po chwili zadowolona i zmęczona zeskoczyłam ze środku mojego transportu, lądując na miękkim, puszystym śniegu. Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam bawić się z siostrą w zimie, a większość zabaw zawsze wymagała śniegu. Kojarzy mi się on ze szczęśliwym dzieciństwem, a teraz te wszystkie wspomnienia wróciły, co wywołało uśmiech na moich ustach.
Ned pokazał mi komnatę, która będzie chwilowo należała do mnie, i pokrótce wyjaśnił mi, jakie miejsca znajdują się się w poszczególnych zakamarkach Winterfell. Dzięki temu wiedziałam, gdzie są ważniejsze sale i pomieszczenia, więc sądziłam, że dosyć łatwo się tu odnajdę. Na koniec Ned zostawił mnie samą, pozwalając trochę odpocząć i ostatecznie rozgościć się w komnacie, a sam prawdopodobniej ruszył do swojej. Szczerze to potrzebowałam tylko krótkiego odświeżenia i może jednej drzemki, bo bez tego to bym nie potrafiła dobrze funkcjonować. Mimo zmęczenia i tak nie mogłam się doczekać aż poznam Namiestnictwo wraz ze wszystkimi jego zaletami.

<Ned? Nie musisz się spieszyć z odpisem, nie wiem czy będę przez następne dwa dni>

czwartek, 25 kwietnia 2019

Od Rin CD Neda

Powiedźmy sobie szczerze, że propozycja mojego nowego znajomego trochę mnie zaskoczyła, ale jak najbardziej w pozytywnym sensie. Przez chwilę miałam ochotę po prostu krzyknąć z radości, a zaraz po tym rzucić się Nedowi na szyję, ale zbyt się bałam, że zostanie to odebrane jako rzecz niewłaściwa i niepotrzebna. Dlatego jedyne co zrobiłam to uśmiechnęłam się najcieplej jak umiałam.
- Dziękuję ci bardzo, Ned! Oczywiście, chętnie z tobą pojadę, a czas nie ma tu najmniejszego znaczenia, tak sądzę. Zobaczysz, niedługo będę w pełni gotowa do drogi! Nie martw się, nie zabiorę zbyt wiele, nie chcę nikomu zawadzać moją własnością. Wezmę tylko to co konieczne - mówiłam szybko i zapewne nieskładnymi zdaniami, ale liczyłam, że mój rozmówca mnie zrozumie w pełni. On jedynie się uśmiechnął.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie Neda, a przynajmniej jakąś znaczną jego część. Lubiłam jego towarzystwo, a on zdawał się lubić moje. Domyślałam się, że właśnie tak jest, ponieważ... gdyby tak nie było to by chyba mnie nie zaprosił do swojej ojczyzny, prawda? Wypytywałam go o szczegóły podróży, nie kryjąc swojego entuzjazmu, a moje przesadzone reakcje na coraz to nowsze nowiny wywoływały ciepły uśmiech u mojego towarzysza, a czasem nawet zaraźliwy, dźwięczny śmiech. A sam widok tego, że wywołałam uśmiech na ustach Neda, sprawiał, że sama miałam ochotę się płakać. Ze szczęścia oczywiście.
Wieczorem, kiedy oboje mieliśmy swoje zajęcia, postanowiłam przygotować się do podróży, czyli przygotować wszystko, co będzie mi potrzebne. Nic wielkiego, jedyną oryginalną rzeczą były sztylety, które na dalsze wędrówki zabierałam ze sobą na wszelki wypadek. Czasami się zdarzało, że musiałam ich użyć, ale nie były to częste przypadki. Oprócz tego, obowiązkowym elementem moich rzeczy był owy naszyjnik, który dostałam, powiedzmy, w spadku po matce. Od razu założyłam go sobie na szyję, żeby go nie zgubić, ale kiedy popatrzyłam w lustro... poczułam się nieswojo. Nigdy go nie nosiłam, teraz jakoś odstawał ode mnie i nie pasował do mojego wyglądu. A może to tylko ja? Nie miałam nikogo innego do oceny, więc i tak zaprzestałam dalszych rozmyślań na temat siebie i tego, czy na pewno jestem godna, by nosić rzecz mojej matki. Głupota, ale jednak potrafi zasiać wątpliwości. Jednakże nie potrafiła zepsuć mojego humoru. Zadowolona położyłam się na łóżku i ułożyłam się wygodnie, aby zasnąć. Musiałam być przygotowana i fizycznie i psychicznie do wszystkiego, chociaż to przecież nie jest nic wielkiego.
~*time skip, ponieważ nic ciekawego się nie dzieje, nah*~
Moment wyjazdu przyszedł szybciej niż się spodziewałam, ale nawet to nie potrafiło zmniejszyć mojego entuzjazmu. Postanowiłam czekać na mojego towarzysza i jego ludzi przed zamkiem, bo wydawało mi się to najbardziej prawdopodobne i naturalne. Nie siedziałam w miejscu zbyt długo, bo wkrótce potem Ned przybył na miejsce mojego pobytu.
- Gotowa na wyjazd? Czy być może zrezygnowałaś w ostatnim momencie i przyszłaś poinformować mnie o swojej decyzji? - powiedział na dzień dobry, patrząc na mnie wyczekująco. Wywróciłam oczami, jakby właśnie powiedział największą głupotę na świecie.
- Jak mówiłam, jestem gotowa i nie, nie zrezygnowałam. Jak widzisz, stoję tu i niezwykle się ekscytuję, jak miałabym odmówić? - pytanie retoryczne, na które odpowiedź była oczywista. Uśmiechnęłam się do Neda, jakbym chciała jeszcze dodatkowo potwierdzić prawdziwość mych słów.

<Ned?>

Od Rin CD Neda

Słuchałam opowieści o mroźnej północy i próbowałam sobie jakoś wyobrazić panujący tam klimat. Nie wychodziło mi to zbyt dobrze, więc po jakimś czasie porzuciłam próby wizualizacji i skupiłam się jedynie na słuchaniu opowieści. Jeśli mam być szczera to Północne Namiestnictwo niezwykle mnie zainteresowało. Jeżeli kiedyś przypadkiem je odwiedzę to będę niezwykle zadowolona, ponieważ mroźna ojczyzna Neda, jej zimny klimat i lodowe jaskinie z jego opowieści, jak najbardziej przypadły mi do gustu.
Kiedy mój towarzysz skończył opowiadać, pokiwałam głową z uznaniem, lecz nie za bardzo wiedziałam co mam odpowiedzieć. Wzięłam głęboki oddech, panicznie poszukując jakiejś odpowiedniej wypowiedzi.
- Widzę, że niezwykle kochasz swój dom. To się ceni, a przynajmniej ja cenię miłość do swojej ojczyzny - dopiero po kilku sekundach milczenia zdołałam się odezwać, jednak mimo wszystko przyszło mi to niezwykle łatwo - Chyba ci zazdroszczę mieszkania w tym miejscu, wiesz? Twoje opowieści o wszystkich aspektach życia na północy sprawiły, że z każdym słowem chciałam ją coraz bardziej zobaczyć, aby móc na własne oczy ujrzeć to bogate morze, lodową plażę, a przede wszystkim te wszystkie kilometry lodowych tuneli i jaskiń na terenie tego Namiestnictwa. Kto wie, może kiedyś tam pojadę... - rozmarzyłam się, jednak i tak nie trwało to jakoś długo, bo po chwili przysłowiowo wróciłam na ziemię. Straciłam rachubę czasu, nie wiedziałam nawet która jest godzina i ile tu stałam. Omiotłam wzrokiem niebo i to mi wystarczyło aby stwierdzić, że powinnam już wracać do komnaty, nawet mając takie świetne towarzystwo.
- Chyba powinniśmy już wracać, nie sądzisz? - domyślałam się, że na jakiś czas mieszkał tutaj i miał twój pokój w tym zamku. Ned odrzekł krótkie "racja, chyba powinniśmy" i pokiwał głową, więc w milczeniu ruszyliśmy w stronę komnat. Droga była krótka, więc nie było sensu, abym zaczynała nowej konwersacji, bo pewnie nie zdążyłabym jej zakończyć na czas. Mój towarzysz był zapewne tego samego zdania.
- Naprawdę ci dziękuję za opowieść, bardzo miło mi się ciebie słuchało. I chętnie dowiedziałabym się jeszcze więcej. Nie myśl, że się wymigasz, jak nie teraz to następnym razem cię dopadnę - powiedziałam pół żartem, pół serio kiedy dotarliśmy do miejsca, w którym musieliśmy się rozdzielić.
- Cóż, więc chyba będę musiał zdradzić nieco więcej na temat północy. Opowiem ci coś jeszcze przy następnej okazji - odparł Ned, a ja uśmiechnęłam się, po czym pożegnałam się i wróciłam do siebie. Zadowolona i spokojna położyłam się na łóżku, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jaka byłam zmęczona. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy niemal natychmiast zasnęłam.
~*~
Obudziłam się w zaskakująco dobrym humorze i miałam ochotę na wyjście z komnaty, co się zdarza niezwykle rzadko. Ogarnęłam się i uprzątnęłam pokój, ponieważ zazwyczaj zbytnio nie dbałam o idealny porządek, po prostu nie interesowało mnie to. Lekko uśmiechnięta otworzyłam drzwi i wyszłam z komnaty, mając w planach w sumie to co zwykle. Jedyna różnica jest taka, że chciałam na tym drzewie pomyśleć o czymś przyjemnym. Tak, znowu szłam siedzieć na drzewie, to było silniejsze ode mnie. Chociaż... nie mogłam tego stwierdzić, bo nawet nie próbowałam się temu przeciwstawić. Coś mnie ciągnęło do tej rośliny, a ja lubiłam tam przebywać, więc nie rozumiałam gdzie leży mój problem.
Tym razem usiadłam na jednej z niższych gałęzi, żeby w razie czego swobodnie zeskoczyć. Oparłam się głową o pień i próbowałam znowu sobie wizualizować północ. Chciałam to zrobić od kilku godzin, ale najwyraźniej moja wyobraźnia jest za słaba.
- Coś bardzo często się spotykamy - usłyszałam znajomy głos, który sprawił, że moje ciało niekontrolowanie drgnęło, a ja w ostatniej chwili uchroniłam się przed upadkiem. Zeszłam z drzewa, nie przejmując się wysokością i po kilku sekundach stanęłam obok Neda.
- Pomyślałeś może dlaczego tak się dzieje? - było to pytanie retoryczne, które nie potrzebowało żadnej odpowiedzi - Ja też nie i myślę, że to raczej nie ma żadnego znaczenia - dodałam prawie od razu. Jeżeli Ned chciał coś powiedzieć w tej sprawie, to niestety przegapił swoją szansę.
- Robisz coś specjalnego czy po prostu siedzisz na tej gałęzi dla samej idei tej czynności? - zapytał mój towarzysz z uśmiechem, co ja entuzjastycznie odwzajemniłam. Pokręciłam głową i przewróciłam żartobliwie oczami.
- Ja też mogłabym cię zapytać czy "robisz coś specjalnego czy po prostu wędrujesz tutaj dla samej idei wędrowania?" - odpowiedziałam, lecz po chwili uświadomiłam sobie, że zostawiłam jego pytanie bez wyjaśnienia - Myślę, wyobraź sobie. Często to robię, więc już nawet się nad tym nie zastanawiam. Samo wychodzi. A siedzę tam, bo lubię, jakoś to jest jedno z moich ulubionych miejsc - zreflektowałam się i szybko odpowiedziałam na pytanie. Popatrzyłam wyczekująco na Neda, aby również odpowiedział na moje, które w sumie nie zostało jasno zadane - A ty? Masz jakiś cel w przybyciu tutaj czy przyszedłeś dla przyjemności?

<Ned?>

środa, 24 kwietnia 2019

Od Rin CD Ned

Następne kilkanaście minut spędziłam w swojej komnacie, tuląc do siebie miękką poduszkę, chowając w niej swoją twarz. Nuda, w tej komnacie nie było nic do zrobienia. Wgapianie się w jeden, nieokreślony punkt na niebie jest bardziej fascynujący niż siedzenie w pokoju i przytulanie się do poduszki, która nierzadko pełniła rolę mojego worka treningowego, w który uderzałam z całej siły, kiedy musiałam się na czymś wyżyć. Wolałam już bicie poduszki niż krzyczenie na bliżej niezidentyfikowanego lwa.
Po dłuższym czasie nic nie robienia, postanowiłam wyjść, pomimo tego, że był już późny wieczór i teoretycznie nie powinnam wychodzić na zewnątrz o tej porze. A przynajmniej tak zawsze uczyli mnie rodzice, ale aktualnie nie zwracałam uwagi na ich dawną przestrogę. Szybko wyszłam z komnaty, pozostawiając ją całkowicie pustą, przemierzyłam korytarze i główną bramę. Moją skórę owiał zimny wiatr, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Przyznam, było późno. O tej godzinie już robiło się ciemnawo, mimo, że była wiosna. Wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, którego tak bardzo mi czasami brakuje. Przystanęłam na chwilę i oparłam się o kamienną ozdobę na murach i przymknęłam oczy.
- Skoro tak często na siebie wpadamy to może by wypadało się przedstawić. Jestem Eddard Stark, ale jeśli masz ochotę mów mi Ned - wzdrygnęłam się lekko, ale natychmiast się odwróciłam w stronę źródła głosu. Okazało się, że jest to ta sama osoba, która całkiem niedawno mnie uchroniła przed bolesnym upadkiem, który zresztą był moją winą.
- Rin Kagamine... Miło mi poznać - powiedziałam, skłaniając się lekko. Coś mi mówiło, że tak należy zrobić, bo wydawało mi się, że jest on kimś ważniejszym dla króla niż ja. Kiedy się wyprostowałam postanowiłam zmierzyć nowo poznanego Neda wzorkiem. Chociaż i tak całą moją uwagę przykuły jego oczy. Prawe było koloru bursztynu wyrzucanego przez morze, a lewe natomiast przypominało do złudzenia bryłę lodu z koloru. Te dwa kolory niby do siebie nie pasują, a jednak wyglądają razem bardzo dobrze. Na samą myśl o tym, uśmiechnęłam się lekko.
- Kiedy na mnie tak nieoczekiwanie wpadłaś to wyglądałaś na strasznie zestresowaną... Spieszyłaś się na jakieś spotkanie wagi państwowej? - Eddard ponownie się odezwał, a ja na wspomnienie tego feralnego spotkania uciekłam wzrokiem gdzieś w bok.
- Raczej jedynie spotkanie jakie miałam w planach to rozmowa z własnymi myślami... - mruknęłam cicho, ale jednak na tyle głośno, aby to usłyszał, po czym ponownie popatrzyłam na mojego rozmówcę - Powiedz mi, jesteś tu w trakcie jakiejś wizyty? Nie widziałam cię tu nigdzie, chociaż mogłam po prostu cię przeoczyć, bo nie jestem tu znowu aż tak długo. Jednak wolę się upewnić - kiedy mówiłam wodziłam wzrokiem po zamku z tyłu czy po niebie. To niekulturalnie, ale wolę unikać kontaktu wzrokowego. Jest to dosyć... niekomfortowe dla mnie.

<Ned?>

Od Rin Kagamine "Kroki do szczęścia"

Lubię przesiadywać o wiele wyżej niż inni. Lubię patrzeć na świat z wysokości, w spokoju rozmyślać nad wszystkim, co się dzieje w tej rzeczywistości. Mimo, że brzmi to niesamowicie nudno, to zapewniam, że takie nie jest. Trzeba znaleźć w tym przyjemność, a nie każdy potrafi zacząć postrzegać taką czynność za niesamowicie przydatną. Ale pozwala przyjrzeć się z dystansu niektórym rzeczom, które się przytrafiły, zanalizować swoje decyzje i ich konsekwencje, postawić sobie postanowienia dotyczące własnej osoby... Wiele aspektów takiego pozornie zwykłego siedzenia na dachu czy drzewie pomaga niektórym utrzymać się przy zdrowych zmysłach i przestać roztrząsać przeszłość. Na przykład mi coś takiego pomaga. Czuję się jakbym miała oszaleć, gdybym to dusiła w sobie. Tutaj przynajmniej mogę z kimś porozmawiać, nawet jeżeli to miałyby być tylko gwiazdy na niebie. Czuję się bezpieczna, a to chyba najważniejsze.
Był wieczór, a słońce już zbliżało się w zastraszającym tempie do horyzontu. Kolor złota, pomieszany z fioletoworóżowym oblał cały nieboskłon, obdarzając moje oczy wspaniałym widokiem. Liście drzewa, które gdzieniegdzie zasłaniały mi pełen widok, przypominały czasami granatowe chmury burzowe, które suną po niebie, zwiastując deszcz. Oparłam się plecami o pień drzewa i odchyliłam głowę do tyłu, na tyle, na ile było to możliwe. Przymknęłam oczy, myśląc o tym jak bardzo chciałabym tutaj zostać. Ale wiedziałam, ze to nie będzie ani bezpieczne, ani przyjemne. Jeśli chodzi o sen to wolałam swoje łóżko od niewygodnej gałęzi. Rozglądnęłam się po przestrzeni pode mną i zauważyłam niewielki konar, o wiele niżej niż ten, na którym się aktualnie znajdowałam. Gdybym chciała skoczyć od razu na trawę to pewnie skończyłoby się to połamaniem kości i niewyobrażalnym bólem. Naturalne więc jest to, że najpierw znalazłam się na niższej gałęzi, potem na kolejnej, aż w końcu po kilku skokach znalazłam się na podłożu. Ściemniało się coraz bardziej, więc chciałam jak najszybciej znaleźć się w mojej komnacie. Na początku truchtem, a potem coraz szybciej, biegłam w kierunku drzwi. Przemierzałam korytarze, pokonywałam schody i wymijałam zwinnie strażników oraz inne osoby, których tożsamość zbytnio mnie nie interesowała. Kiedy znalazłam się parędziesiąt metrów od drzwi do mojego pokoju, przymknęłam z ulgą oczy, starając się utrzymać poprzednie tempo. I to był błąd. Przez to nie zauważyłam, że ktoś również idzie tym korytarzem, więc raczej nikogo nie zdziwi to, że na niego wpadłam. Jak bardzo śmiesznie by to nie wyglądało, pod wpływem siły odbiłam się od prawdopodobnie torsu nieznajomego i zaczęłam się przechylać do tyłu. Pewnie spotkałabym się w podłogą, gdyby nie ręka, która chwyciła mnie w pasie i przywróciła do pozycji stojącej. Nie patrzyłam w oczy tego kogoś, jedynie wyślizgnęłam się z uścisku.
- Naprawdę bardzo przepraszam... Może lepiej już pójdę - wymamrotałam, mając w planach wyminięcie nieznajomego i kontynuowanie mojej wędrówki do komnaty.

<Eddard, albo jak wolisz - Ned?>