Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Exan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Exan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

  Medyk wrócił po paru minutach z przygotowanymi lekami i kazał mi wyjść.
Bez sprzeciwu udałem się do drzwi.
Wesele nadal wyglądało, jakby zostało pozbawione szczęścia i uroczystego uroku, muzyka pogrywała cicho, goście weselni rozmawiali cicho, a niektórzy już opuścili salę.
Był to na prawdę przygnębiający widok, niezwykle smutny...
Pan Młody siedział obok swojej partnerki, popijał co jakiś czas z kielicha, Król w milczeniu coś zajadał, ale wyglądał, jakby nie mógł nic przełknąć.
Usiadłem przy stole i spojrzałem na nietknięte jedzenie...
Do diabła z tym wszystkim... Asa omal nie zginęła, wesele zniszczone, a wszystko to przez pieprzonych zakompleksionych fanatyków.
Nagle na salę weszła Asagiri, w nowej sukni, a po jej ranach nie było ani śladu. Medyk doskonale zadbał o to, żeby Asa wyglądała, jakby przeżyła to wszystko bez żadnego uszczerbku. A lekki czar kosmetyków jedynie polepszył jej stan zewnętrzny.
Ta jednak widząc, jak wesele opanowane jest przez depresyjną ciszę, pobiegła więc do swego ojca.
On uradował się na jej widok i przytulił ją do siebie mocno.
 Potem podszedł do Króla, który na widok całej i zdrowej Asagiri wrócił mu cały nastrój i apetyt do jedzenia. Moja mała przyjaciółka coś powiedziała do niego, a Król potem zwrócił się do innych.
- Moja wnuczka powiedziała, że nic jej nie jest... prosiła też wszystkich, abyście nie z jej powodu nie psuli sobie, tak pięknego wieczoru!
Goście weselni spojrzeli po sobie, zaczęli coś szeptać, a później zrobił się ruch na sali. Muzyka znów zaczęła wesoło dogrywać, Para młoda znów ożywiona weselnym klimatem śmiali się wesoło.
Ci co odeszli, usłyszawszy wesołe dźwięki muzyki, powrócili i wraz z innymi zaczęli pełną energii zabawę.
Oparłem się na krześle i powoli sączyłem wino.
- No... taką zabawę ja rozumiem- mruknąłem pod nosem, ale zanim zdążyłem po raz kolejny upić  łyk wina, w moją szyję uderzył mroźny oddech, po czym cała sala rozpłynęła się w mlecznej mgle, a z pod niej wyłoniła się świetlista postać lwicy. Ta, która ostrzegła mnie, że Asa jest w niebezpieczeństwie. Uśmiechała się do mnie, jej wzrok był pełen wdzięczności... kiwnęła tylko głową na znak, iż jest mi dozgonnie wdzięczna. Zrozumiałem przekaz.
- To moja przyjaciółka, to nic... zrobiłbym to ponownie- odpowiedziałem.
Z wizji jednak wyrwało mnie natarczywe szarpanie i głośne nawoływanie mojego imienia.
- Exan... Exan słyszysz mnie? Do kogo mówiłeś?
 Mgła rozpłynęła się. Ukazała mi się sala ogarnięta weselnym klimatem. Obok mnie siedziała Asagiri.
- Hej, moja damo- powiedziałem z uśmiechem- do ducha... to on cię ostrzegł... tylko, przede mną stoi jeden Sekret- odparłem i pomimo muzyki, która rozpędziła się na dobre, starałem się przypomnieć wygląd tej lwicy.- Kim jest duch tej lwicy?


<Asagiri? Wiem, opowiadanie, jak wyjęte z dupy. Przepraszam, ale to przez brak natchnienia xD, nie musisz odpisywać, ja za niedługo zacznę następny wątek"

niedziela, 18 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

   Asagiri trafiła do medyka, ze względu na przykry ślad po uderzeniu w policzek. Sytuacja jaka zaistniała w tym momencie zniechęciła gości weselnych do dalszej zabawy, lecz to nie oznacza, że rozproszyli się w swoje strony. Zasiedli przy wielkim stole z jedzeniem i między nim krążył temat rozmów tylko o jednym- O porwaniu Asagiri.
Nikt już nie miał ochoty na jedzenie, ani na picie... po prostu wszyscy dręczyła ich myśl, że w takim momencie nie wypada.
 Asagiri siedziała w komnacie medyka, a po obu stronach drzwi wejściowych stali strażnicy.
Gdy chciałem się zobaczyć z moją towarzyszką, jeden ze strażników warknął na mnie.
- Medyk jest zajęty, zjeżdżaj stąd!
 Nawet nie drgnąłem. Stałem przed nimi z obojętnym wzrokiem, dając im jasno do zrozumienia, że nie odejdę tak po prostu, a ich rozkazy są dla mnie niczym.
- Chcę się spotkać z Asagiri.
- Zakaz wstępu do niej!- krzyknął drugi z lewej.
Westchnąłem ciężko.
- Nie mam zamiaru jej niczego robić, tylko porozmawiać.
Jednak strażnicy nie dali za wygraną.
- Z rozkazu króla, nie możemy nikogo wpuszczać!
 Obróciłem oczami zrezygnowany, po czym skierowałem się w inną stronę... usłyszałem jednak ich szepty.
- Ty, czy to przypadkiem nie on uratował Asagiri?- zapytał jeden.
- Być może... tak, teraz jestem pewien, że to on... EJ! Chodź no tu!
 Odwróciłem się z zadziornym uśmiechem na ustach.
- Wchodź, ale nikomu nie mów, a tym bardziej królowi, że cię wpuściliśmy, bo nam nogi z dupy powyrywa, okej?
 Kiwnąłem tylko głową.
Asa siedziała spokojnie na stole operacyjnym z opatrunkiem na policzku, w miejscu, gdzie oberwała drągiem. Była cała pobrudzona błotem i krwią swojej prześladowczyni, która miałem nadzieję, że smaży się w piekle.
- Cześć- przywitałem ją z uśmiechem.
 Asagiri jednak przywitała mnie wzrokiem pełnym bólu, wątpliwości i wyrzutów sumienia.
- Hej, co jest?- zapytałem zmartwiony- nie bój się, już nikt cię nie skrzywdzi.
Asa dalej milczała. Podszedłem do niej, uklęknąłem, aby mój wzrok był na wysokości jej oczu.
- Co jest?- zapytałem troskliwie.
- Chodzi o to, że... zabiłam ją.
 Uniosłem brew.
- Yyyy... nie zabiłaś ją, ty się tylko broniłaś... gdybyś jej nie zaatakowała, ona zabiłaby najpierw mnie, Ariannae, a potem ciebie, czy chcesz, aby ta akcja się tak skończyła?
 Asa wpatrywała się we mnie nadal pełna wątpliwości.
- Musisz być silna, w końcu będziesz psychologiem... nabyłaś doświadczenia, a to wykorzystasz do pomocy innym... zacznij wyciągać z tego dobre strony...
A poza tym, gdyby z tobą skończyła, Królestwo straciłoby dobrego psychologa- powiedziałem i puściłem do niej oczko. Asa uśmiechnęła się lekko.
- I to chciałem u ciebie zobaczyć, Asa... ważne, że żyjesz, a resztą się nie przejmuj. Wiem, że mając kogoś na sumieniu, jest straszne... ale piętno morderstwa na mnie przypada, ale szlachetnego morderstwa i zrobiłbym to jeszcze raz, byleby uratować niewinnego. W tym przypadku ciebie.

<Asagiri?>

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

       Asagiri spoglądała na mnie, jakbym właśnie spowodował jakiś wypadek, który strasznie ją zdenerwował. Po tej aferze z zamachem na jej życie, nie dziwię się, że moja mała towarzyszka jest lekko podenerwowana.
  Skrzyżowała swoje ręce na piersi, nadal nie zmieniając swojego wyrazu twarzy. Nagle uderzyły we mnie słowa zamachowca, które zagnieździły się w mojej pamięci, niczym świerzb.
- Słuchaj, Asa- teraz to ja skrzyżowałem ręce na piersi, mój głos zabrzmiał poważnie, zdecydowanie, więc zdenerwowana mina Asagiri została zastąpiona na nieco łagodniejszą. - Dusza powiedziała mi, że... no..- Jednak, gdy zastanawiałem się, jak dokładnie dobrać słowa, mój głos znów wrócił do normalnego tonu.- Czy twój dziadek przed paroma latami skazał kogoś na pal, że ten ktoś z jego rodziny teraz chce się na nim mścić? Nie wiem, tak on to ujął... jego krewny został skazany na pal, przez Króla Vlada.
 Asagiri na dobre zapomniała o swym gniewie, rozluźniła swoje mięśnie, po czym wywróciła oczy na bok, jakby szukała w pamięci jakiegoś wspomnienia.
- Dziadek coś mi opowiadał, że jak mnie jeszcze nie było na świecie, po wojnie skazał jakiegoś zbrodniarza... nie pamiętam jego imienia, za swe czyny został skazany na śmierć, nabity na pal. Tylko tyle pamiętam. Na prawdę- powiedziała, kręcąc przecząco głową.
 Oparłem się o drzwi do prosektorium, a w mojej głowie zacząłem układać wszystko, każdy fragment dzisiejszego wydarzenia w logiczną całość.
 Król Vlad III Palownik jest dziadkiem Asagiri, który skazał na śmierć, na pewno jakąś znaczącą postać w wojnie, z którą prowadził. Teraz krewni tej osoby pragną się zemścić na nim, zabijając jego wnuczkę- teraz motyw jest oczywisty!! Zamachowiec próbował zabić wnuczkę Króla, aby zadać mu większą karę niż śmierć. Ból po utracie bliskiej osoby. Ból jego i Królewskiej rodziny. Jeszcze jedno... Kim jest dusza lwicy?
- No dobrze.
 Teraz powiedziałem Asagiri, to co ułożyłem sobie w głowie. Moja towarzyszka mocno zaniepokojona, zacisnęła usta.
- To straszne- powiedziała.
- Wiem.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~Wesele Vlada~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Ten dzień... Królewskie wesele w sali balowej trwało w najlepsze, nikt nie świadomy niebezpieczeństwa (oczywiście Asagiri wciąż była pod ochroną żołnierzy). Goście weselni bawili się hucznie, pałaszując wszystko, co znajdowało się na stole. Najznakomitsze potrawy znikały w mgnieniu oka, muzyka zmuszała do tańca, a dekoracje sali cieszyły oczy.
 Goście honorowi (Inni władcy, Namiestnicy) siedzieli w pobliżu Królewskiej pary.
- Doskonale- szepnąłem, mijając tańczące pary. Wielkim cudem przecisnąłem się do stołu, gdzie można było spróbować wina, które podobno były przepyszne. Nalałem sobie pół pucharu wiśniowoczerwonego napoju. Wzrokiem wychwytywałem Asagiri, jednocześnie piłem z pucharu. Wino miało niebiańską słodycz, a cierpkość  rozpływała się w smaku wina.
 Po paru pucharach kręciło mi się w głowie, a alkohol zmuszał do włączenia się do zabawy.
- Exan!- usłyszałem kobiecy głos za sobą. Odwróciłem się i spojrzałem na piękną szatę koloru błękitu. Ariannae uśmiechała się miło, widocznie też była po paru łykach wina.
- Cześć, śliczna- przywitałem się. Odstawiliśmy puchary na bok, jej piękne oczy mówiły jedynie "Zatańczysz ze mną?" Muzyka i alkohol dodała szaleństwa do naszych poczynań, nasze ciała zwarły się w powolnym tańcu.
- Jak się czujesz?- zapytała.
 Poza tym, że mam kręćka po winie, to w sumie...
- Wszystko jest dobrze- odparłem spokojnie.
  Sam nie wiedziałem ile nasz taniec pochłonął czasu, lecz mogłem go jeszcze stracić, byleby zatrzymać Ariannae przy sobie. Stracić wszystko... nawet.
- Asagiri zniknęła!- zawołał jeden ze strażników.
 Wszyscy goście weselni skierowali swoje zdezorientowane spojrzenia w strażnika, Król wstał, zgromadził w sobie wściekłość, Ojciec Asagiri przerwał rozmowę z jakąś osobą, po czym przeniósł wzrok na wojskowego. Muzyka przestała grać, tańce ustały... zapadła martwa cisza, jakby wszyscy wokół mnie wstrzymali oddechy.
 Król ze wściekłości rzucił stalowym pucharem, rozlewając alkohol, który wypełniał naczynie, po czym spłynął strumieniem po schodach.
- Znajdźcie ją!- warknął władca.
 Spojrzałem przerażony na Ariannae, a ona zaniepokojona zakryła ręką usta.
                                                                             ***

   Prosiłem po raz setny Ariannae, aby została na sali balowej. Goście nie mieli już nastroju do ucztowania z okazji zawarcia związku małżeńskiego Króla, szeptali coś... inni rozmawiali na głos.
- Co się stało?- ktoś zapytał.
- Biedna Asagiri.
- Proszę cię, zostań tu!- powiedziałem do Ariannae, która uparła się, żeby ze mną iść.
- Słuchaj, tutaj będziesz bezpieczna, zostań tutaj...
 Ariannae spojrzała na mnie, uparcie trzymając się swojej strony.
- Exanie Alexandrze Ravenwood, czegokolwiek nie zrobisz, nie zatrzymasz mnie!
- Aria, wiem, że łączy nas przyjaźń, większa od jakiegokolwiek uczucia, ale...
- Żadne ale!- syknęła szeptem.
 Westchnąłem przegrany, spojrzałem na grupkę zbierającego się oddziału poszukiwawczego.
- Dobrze, ale przysięgnij mi, że będziesz robić wszystko, co ci każę, bez wyjątku!
Ariannae już otworzyła usta, aby coś powiedzieć. Wiedziałem, co chciała powiedzieć, więc przycisnąłem stanowczo.
- Przysięgnij!- warknąłem.
Teraz to ona musiała przystać na mój warunek.
- Dobrze, przysięgam.
 Złapałem moją przyjaciółkę za rękę, szybkimi ruchami skierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych z sali balowej. Wychodząc na dziedziniec, pochłonięty przez noc, od razu objął nas chłód. Wziąłem jedną z pochodni od jakiegoś żołnierza.
- Teraz... gdzie ją szukać?
 Pierwsze podejrzenia nakierowały nas na ścieżkę, prowadzącą do pałacowego ogródka.
Wysoki żywopłot, okalał cały teren gęsto zarośnięty kwiatami z przeróżnymi kolorami, jednak wydeptana ścieżka prowadziła do zielonego labiryntu, zbudowany przez żywopłot. Ostrożnie, powoli kierowaliśmy się do niego, a mrok rozpuszczał się z każdym krokiem przez jasne światło pochodni.
 - Myślisz, że tędy musiała się udać?- szepnęła Ariannae.
 - To są tylko moje podejrzenia, Aria, coś myślę, że ona została porwana, a porywacz musiał chyba zaciągnąć ją...
Urwałem, gdyż w tym momencie jakaś mroczna moc, albo to tylko ciężar naszego ciała spowodował, że ziemia osunęła się nam spod nóg, po czym wpadliśmy w wir czarnej przepaści. Upadłem twarzą w wilgotną ziemię, a w ustach czułem piasek, błoto. Splunąłem obficie, starając się pozbyć wszystkiego z ust. Leżąca pochodnia oświetlała podziemny korytarz.
-...tutaj!- dokończyłem swoje wcześniej przerwane zdanie. Pomogłem wstać mojej przyjaciółce, jej nieskazitelnie biała szata została brutalnie pobrudzona ziemią i błotem. Podniosłem pochodnię, po czym zastanawiałem się, w którą stronę się udać. Uniosłem wyżej pochodnię, aby blask objął podłoże, wzrokiem zlustrowałem jej powierzchnię. Odciski stup prowadziły w lewą stronę.
 Spod ziemi wystawały korzenie, które napotkane głaskały nas po głowie, policzkach... a obwód podziemnego korytarza był taki, że przerośnięty żubr mógłby spokojnie nim przejść.
 Z każdym krokiem zaczęliśmy słyszeć cudze szepty, a gdy blask cudzej pochodni odbijał się od ściany, przed nami, swoją odrzuciłem za siebie.
Przywarliśmy do ściany, powoli przesuwaliśmy się wzdłuż niej, aż naszym oczom ukazała się okrągła, podziemna sala, a  ściany, co milimetr były przyozdobione w pochodnie, dzięki czemu pomieszczenie było jaśniejące od blasku.  Na środku pomieszczenia stało pięcioro osób. Trzech uzbrojonych zabójców oraz dwie kobiety. Asagiri i jakaś obca.
 Asagiri klęczała na ziemi, cicho płakała. Obca kobieta górowała nad nią, a w ręku trzymała coś na kształt drąga.
- Ja niczemu nie jestem winna...- pisnęła Asagiri.
- Zamknij się, suko!- warknęła przez zęby obca kobieta.
 Ciągle krążyła wokół niej, tak jak ziemia krąży wokół słońca. Asa bez ustanku płakała, ale na moje oko przynajmniej starała się nie uronić ani łzy. Kobieta z przepływu złości uderzyła Asę drągiem w policzek, tym samym przewróciła ją na ziemię.
 Wewnętrz mnie zaczął bezlitośnie wzbierać się złość, która była ciężko do opanowania - to jak poskramianie zbuntowanego konia.
- Przez twojego piekielnego dziadka, mój kochany nieżyje, a gdyby się on poddał w tym wszystkim, nie byłoby teraz tutaj całej tej zasranej farsy.. I wiesz co? Teraz zginiesz! Nadzieję cię na pal, jak kawał pieprzonego kurczaka, tak jak zrobił to twój dziadek mojemu krewnemu, będziesz rzygać krwią! Dopilnuję tego! - wrzeszczała jej do ucha, jakby Asa była głucha. Kobieta złapała ją brutalnie za włosy, po czym zaczęła ciągnąć Asagiri przez połowę pomieszczenia. Wzrokiem doprowadziłem ich, jak zbliżają się do wielkiej wyrwy, wielkości studni. Jej prześladowczyni zmusiła Asę, aby nachyliła się nad wyrwą, wciąż trzymając ją za włosy.
- Widzisz, tak cierpiał mój krewny! Ty mała zdziro, ty i twoja rodzina niech zadławią się krwią!
 Teraz zrozumiałem, że Asagiri nachyla się nad czymś w pewnym rodzaju myślodsiewni. Pewnie teraz z bólem wpatrywała się, jak członek rodziny tejże kobiety cierpi nabity na palu.
 A prześladowczyni zachowywała się tak, jakby temu wszystkiemu była winna moja mała towarzyszka. Muszę ratować Asę.
Odwracam się do Ariannae, która w mileczniu obserwowała całą tę makabrycznegą scenę.
- Słuchaj, ja postaram się załatwić sprawę światła, masz coś, czym mogłabyś się uporać z tamtymi? - zapytałem i wskazałem na zamaskowanych zabójców.
 Ariannae kiwnęła, po czym wyjęła sztylet. Ulubiona broń skrytobójców.
- Dobrze, gdy światło zgaśnie, ty na mój znak zajmiesz się nimi, ja pójdę po Asę.
 Z racji tego, iż planowałem nad cieniem, który nie tylko zapewniał mi sprytną ucieczkę, mogę też zastosować go do innych celów.
Od razu zacząłem sobie przypominać srogie słowa, mego Pana ojca, gdy uczył mnie tej umiejętności. "Skup się, gdyż tylko tak będziesz mógł uwolnić część siebie, jaki jest twój cień" Kierowałem się tymi słowami, uwolniłem z siebie cień, którego ukształtowałem w ogromnego kruka. Ptasi kształt cienia przeleciał wzdłuż pomieszczenia, a brzegami swych skrzydeł zmuchnął płomień pochodni, zalewając tym samym całą jaskinię mrokiem.
- Co się dzieje? - wydała z siebie zdezorientowana kobieta. Ruszyliśmy naprzód, ja w stronę, gdzie ostatnio znajdowała się Asa i jej prześladowczyni, a Ariannae do zabójców.
 Gdy wyczułem, że jestem blisko kobiet, dałem znak Ariannae, aby dokonała części mego planu. Płomień pojawił się w powietrzu, za sprawą mojej magii, który ponownie odpędził w połowie mrok. Gdy się odwróciłem, zabójcy lezeli martwi, Asagiri klęczała obok kobiety.
- A ty to kto? - zapytała się gniewnie kobieta.
- Ravenwood, chcę abyś wiedziała to, gdy będziesz umierać.
Za sprawą iluzji obok dłoni Asagiri pojawił się sztylet, wzrokiem dałem jej znać. Ta szybko zareagowała i wbiła ostrza w brzuch swojej oprawczyni.
 Podziemię wypełniły szaleńcze krzyki kobiety. Byłem tak wściekły, iż nie było mocy, która powstrzymałaby mnie od czegokolwiek. Podszedłem do kobiety i mocnym pchnięciem nogi zrzuciłem demonicę w otchłań wyrwy. Jej krzyk długo ciągnął się w mroku.
- Ostrza cień dla wrogów - zakończyłem całe to zdarzenie fragmentem rodowego motta mojej rodziny.

<Asagiri?? >

czwartek, 1 sierpnia 2019

Od Exana cd Asagiri

        Znaleźliśmy się w ciepłym gabinecie ojca Asy, gdy ten pozwolił nam wejść.
Asagiri zaczęła od razu opowiadać, nie zważając na konieczność powitania swego Ojca coś w stylu "Witaj Ojcze". Mihnea, widząc lęk w oczach córki, wyprostował się w swoim fotelu, odrzucił od siebie wszelkie formalności i bacznie przyglądał się Asagiri.
Gdy moja mała towarzyszka coś pominęła, ja dopowiadałem, ale Mihnea nie spojrzał na mnie, ani raz.
 Skończyła opowiadać. Zapadła grobowa i niebezpieczna cisza. Mihnea siedział przez chwilę, a ja widziałem, jak na jego twarzy rysuje się złość i chęć zemsty.
- Proszę się nie martwić, zamachowiec...on... zabiłem go.- Powiedziałem tylko, gdyż nie mogłem znieść tej niespokojnej aury Mihnei.
- Na pewno planują jeszcze jakiś zamach, to nic nie zmienia śmierć jednego, czy dwóch zamachowców, jestem pewien, że jest ich więcej. Czuję to. Asagiri, idź ze swoim towarzyszem do Króla. Gdy nie będzie chciał z tobą rozmawiać, a na pewno tak będzie, ze względu na sprawy Królestwa, wtedy powiesz mu to.
 Mihnea przywołał córkę gestem, a ta bez dyskusji podeszła do ojca. On nachylił się, wyszeptał jej coś do ucha.
- Dobrze, tato... tak zrobię.
Mihnea wstał i opuścił swoje stanowisko przed biurkiem, wyszedł wraz z nami ze swojego gabinetu i skierował się w stronę koszar, aby zwołać pełną gotowość bojową.
 Nie czekając na nic więcej, pobiegliśmy korytarzem, który prowadził nas do wielkich drzwi. Asagiri w biegu otworzyła je i znaleźliśmy się w ogromnej komnacie.
                                                                               
                                                                                        2

 Król siedział na swoim stanowisku, a obok niego kręcili się doradcy, możnowładcy.
Asagiri i ja spojrzeliśmy po sobie.
- Idź do Króla, ja tu poczekam na ciebie.
Od razu można było się domyślić, iż początkowa reakcja Króla będzie nam dobrze znana. Kazał odejść Asie, gdyż miał teraz sporo na głowie, ale gdy powiedziała mu to, co kazał powtórzyć jej ojciec, od razu zmienił nastawienie. Kazał doradcom przerwać to, co robili wcześniej, a moja towarzyszka mogła w spokoju opowiedzieć historię napadu.
 Król słuchał ją z takim samym zainteresowaniem, co jej ojciec. Nie dziwiłem się, bo w końcu omal nie zginął królewski członek rodziny.
 Asa skończyła opowiadać, Vlad rozkazał swoim poddanym wracać do pracy, a on sam zaczął zmierzać w moją stronę.
 Powaga ogarnęła moje ciało, a na znak respektu dla Króla Vlada, pochyliłem lekko głowę.
- Dziękuję ci, że ocaliłeś moją wnuczkę- powiedział Król.
Nie podniosłem głowy, mówiłem do króla ze wzrokiem wbitym w podłogę.
- Zrobiłem to, co do mnie należy, mój panie.
 Vlad zrobił krok do przodu.
- Spójrz na mnie, gdy do mnie mówisz- to nie brzmiał, jak rozkaz. Vlad wypowiedział te słowa przepełnione wdzięcznością. Poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu.
 Po godzinie, Vlad zwołał wojsko, wszelkie środki ochrony zostały wzmocnione dziesięciokrotnie, tak, że nawet mała myszką... ba, nawet rybik cukrowy się nie prześlizgnie.
 Ja za ten czas zmierzałem szerokim korytarzem do laboratorium, gdzie przeprowadzano sekcję zwłok (szczerze, nie miałem nawet pojęcia, że takie pomieszczenie w ogóle istnieje w tym zamku) niedoszłego mordercy Asagiri. Spalone cielsko czerwonego lwa ( a raczej truchło nie przypominało teraz lwa), leżało na metalowym stole, a obok niego kręciło się dwóch naukowców.
- Chcę coś zrobić... przychodzę tu z rozkazu Króla!- mówię i od razu dodaję ostro, gdy jeden z naukowców próbował mi przeszkodzić. Wzruszyli tylko ramionami i wyszli z laboratorium.
Pomieszczenie było wypełnione jaskrawym światłem, które rzucały promienie na gabloty z nieznanymi mi substancjami alchemicznymi, stół operacyjny i nieskazitelnie czyste narzędzia.
 Podszedłem bliżej do zwłok lwa i przyjrzałem mu się uważnie. Spalony pysk, strawiona grzywa przez ogień sprawiały wrażenie widoku z najgorszych horrorów. Skóra ledwo trzymająca się ciała, a gdzieniegdzie było odsłonięte spalone mięso.
- Okaż mi się, kimkolwiek jesteś- szepnąłem tylko i czekałem, aż zabłąkana dusza zamachowca mi się objawi. Poczułem, jak chłodne powietrze uderza mnie w kark, jakby ktoś na mnie chuchał, zimne dreszcze przepłynęło przez moje ciało, niczym prąd. Mrugnąłem i nagle pojawiła mi się dusza zamachowca. Wyglądał tak, jak przed śmiercią. Jego czerwona grzywa gęsto obramowała jego surowy pysk, lśniła wyrazistym blaskiem.
- Kim ty jesteś, że przeszkodziłeś mi w wykonaniu misji?- zapytała dusza.
- A ty kim jesteś, że posuwasz się do tego stopnia, że próbujesz mordować niewinną osobę?
 Dusza warknęła głośno.
- Niewinną osobę? Ty otwórz oczy, przybłędo...
 Zupełnie nie miałem pojęcia o czym ta dusza mówi.
- O czym ty mówisz?
 Dusza stała tylko i patrzyła na mnie wzrokiem tak przenikliwym, iż największy waligóra narobiłby w gacie.
- Zapytaj się twojej przyjaciółki, a raczej jej dziadziusia...
- Nie mam zamiaru nikogo o nic pytać, broniłem życia mojej przyjaciółki- warknąłem i nie zamierzałem ulegać surowym oczom mordercy.
Dusza jednak podeszła do mnie.
- Pamiętaj Exanie z rodu Ravenwood, jesteś tylko marionetką w rękach Vlada, nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym! Żegnaj teraz, do zobaczenia w zaświatach mój biedny przyjacielu.
Dusza zniknęła. Laboratorium pojawiło się znowu, spalone ciało leżało w nienaruszonym stanie.
 Czy mogę się czegoś obawiać ze strony Vlada? Czy ta dusza pogrywa wyłącznie ze mną. "Nie zdziwię się, jeśli teraz tu przyjdzie i bez zdania racji nabije cię na pal, jak to zrobił z moim krewnym!"- te słowa wisiały teraz w powietrzu, jak przeklęty koszmar.

<Asagiri?>

poniedziałek, 22 lipca 2019

Od Exana cd Ariannae

- Ja, Exan Alexander Ravenwood daję ci słowo Lorda mego rodu, że nie opuszczę cię nigdy więcej, choćby za cenę całego świata.- Wypowiedziałem powoli, poważnie swoją przysięgę, nadając jej nieco uroczysty charakter. Aria chociaż wzięła to za przejaw mojego humorku, więc powiedziała.
- Ale tak na serio, Exan.
 Obróciłem oczami.
- No więc te słowa były, jak najbardziej poważne.
 Po tym, co powiedziałem, złączyłem nasze ciała w zwarty uścisk, ciesząc się jej dojrzałym kobiecym zapachem. Aria zanurzyła policzek w mojej czarnej, jak krucze pióro lwiej grzywie. Swoją łapę położyłem na jej plecach, którą później dokładnie, namiętnie lustrowałem całą jej powierzchnię. Aria zaczęła cicho mruczeć.
 W tym właśnie momencie obudziło się we mnie dawne uczucie do Ariannae, z czasów naszego dzieciństwa, które zostało uśpione naszą rozłąką.
 Wtedy to było więcej niż zwykłe koleżeństwo. To była przyjaźń aż do bólu. Uczucie, jakie występowało między nami, było niemal nie do opisania w żadnym istniejącym języku.
- Tęskniłem za tobą- mruknąłem do jej ucha przyjemnym, męskim głosem.
- Ja za tobą też- powiedziała, nie odklejając się od mojej grzywy.
 Cisza jaka w tym momencie panowała, dawała pewne wrażenie, iż cały świat wokół nas w pewnym sensie został zaklęty. Dzięki temu mogłem usłyszeć bicie serca Ariannae, jej spokojny oddech.
 Wziąłem łapę pod jej podbródek, aby nasze oczy się spotkały.
- To jak, Aria? Pościskaliśmy się, idziemy się gdzieś przejść?
 Aria od razu przystała na moim pomyśle.
- Dobrze, ale w drodze opowiesz mi, co się z tobą działo po naszej rozłące.
 Uśmiechnąłem się nonszalancko.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
Te słowa mocno usatysfakcjonowały Arię. W trakcie naszej drogi, zacząłem jej opowiadać swoją historię.
- Wiesz, jak to jest, gdy jest się synem ambitnego lorda, oczywiście, mój Pan Ojciec też zabraniał mi zabaw z tobą, gdyż uważał, że nie jesteś odpowiednim towarzystwem dla mnie. Nie wiedziałem nawet, czemu tak sądził, ale teraz nabrałem, co do tego pewności. Jednak większą wagę przywiązywał do mojego starszego brata, który miał zostać Panem Rodu, a ja jego Chorążym.
 Gdy nie było ciebie przy mnie, starałem się jakoś zająć czas literaturą, pieśniami... często chodziłem na koncerty, przyjęcia muzyczne, lecz nie spodobało się to memu Ojcu, więc posłał mnie do wojska, abym w porę się opamiętał. Przydzielił mnie do grupy Oddziału Specjalnego. Za cholerę nie mogłem dostosować się do rytmu żołnierzy, którzy nie traktowali mnie, jak syna Lorda, oczywiście z rozkazu mojego ojca. Byłem traktowany na równi z innymi żołnierzami.

Ariannae słuchała uważnie, a każde moje słowo, wypływające z moich ust, chłonęła jedno po drugim, niczym zabójcze tornado.
- W końcu widząc, jak się męczę, otoczony murami koszarów, ojciec postanowił, że powinienem się usamodzielnić i... wysłał mnie, aż tutaj.
 Vlad przyjął mnie z otwartymi ramionami, pełnię u niego służbę w wojsku, ale tereny Królestwa są bezpieczne, nienaruszane, więc całymi dniami przesiaduję albo w koszarach, albo w pokoju.
- No to widać, że ty miałeś nieco lepszą sytuację ode mnie...
 Spojrzałem na nią z udawaną wściekłością.
- Spróbuj zrobić sto pompek, podpierając się na samych kostkach palców wskazujących, to wtedy pogadamy!- po tych słowach zaśmiałem się gromko.
 Aria była tuż obok mnie, a sposób w jaki się poruszała był w pewnym sensie i na swój sposób podniecający. Części jej szaty delikatnie ocierały się o jej nagie uda. Ogon zaś, wyłaniający się spod jej szat, ocierał się lekko o ziemię.
~ Exan, na przyjaciółkę nie patrzy się w taki sposób, opanuj się!- rozkazałem sobie w myślach i odwróciłem wzrok. Nie umknęło to uwadze Arii, więc zapytała.
- Wszystko w porządku?
 Jej wodniste oczy spotkały się z moimi.
- Nic, tylko mi się zdawało, czy aby nie usiadł na tobie szerszeń...
- Tak, gdzie?- spytała zaskoczona i zaczynała lustrować wzrokiem całe swoje ciało.
 Zaśmiałem się znowu.
- Spokojnie, już odleciał.
- Powiedziałeś, że ci się zdawało- powiedziała Aria, lekko podnosząc brew.
 Cholera, wprowadziłem sam w siebie w kozi róg. Nic nie umknie uwadze Arii, więc stanęła przede mną.
- Exan przyznaj mi się, już!- jej słowa były podkreślone lekką nutką śmiechu. Uśmiechnąłem się do niej uroczo.
- No dobrze.. nic nie było... po prostu, nie mogę się tobą nacieszyć, nie mogę nawet uwierzyć, że znów cię widzę.
 Ariannae wydała z siebie nieśmiały chichot, a jej policzki spłonęły rumieńcem.
- Tylko nie pożryj mnie wzrokiem- zażartowała.
- Postaram się. A tak a propos to gdzie idziemy?- zapytałem.
- Sam zaproponowałeś spacer, więc ty powinieneś wiedzieć, gdzie idziemy- powiedziała entuzjastycznie Aria. No co prawda to prawda.
- To może... wiem! Chodźmy gdzieś, gdzie możemy się czegoś napić. Co ty na to?

<Ariannae?>

czwartek, 27 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

                                          Chory brat, enigmatyczny niepokój, który próbuje za wszelką cenę ukryć, co jeszcze mam zrobić, aby bronić Asę, a jednocześnie nie zdradzić swoich obaw?
- Tak, jestem już spokojny, gdyż zimno lodu przypomina mi moje rodzinne strony.
Asagiri spojrzała na mnie pytająco.
- Mieszkałeś wcześniej w Północnym Namiestnictwie?
 Przekrzywiłem lekko głowę, oczy wywróciłem w bok.
- Nie, ale klimat jest podobny do tamtych terenów, ale zimy bywają srogie, a lata ubogie, da się wytrzymać - Odpowiedziałem. Asa uśmiechnęła się miło.
- Lordzie, pozwolisz, że wybiorę się do mojego pokoju?
Zaśmiałem się cicho.
- Śmiało, to twój pokój, ja co najwyżej mogę Ci życzyć szczęśliwej drogi.
Po tych słowach chwyciłem jej drobną rękę i złożyłem na niej ciepły pocałunek. Asa cofnęła się lekko zawstydzona i lekko zarumieniona.
- Exan -wyrzuciła z siebie Asa, rozglądając się, aby upewnić się, że nikt na nas nie patrzy.
- No, w końcu zwróciłaś się do mnie, po imieniu, brawo - Zaśmiałem się głośno. - Wybacz, to zwykła Lordowska kultura, wpajana od małego.
- Nic się nie stało, to miłe z twojej strony.
- No to do zobaczenia! - krzyknąłem za nią, a ona już zniknęła za ścianą.
 Stałem tak przez chwilę, strach i obawy wróciły, tak samo, jak obecność duszy, i jej grobowy chłód, który poczułem na szyi.
- Już czas... - w głowie rozbrzmiał zimny, jak sopel szept. Bez chwili zastanowienia, ruszyłem w stronę pokoju Asagiri.

Nie wiedziałem już, ile zajął mi bieg pod drzwi mojej towarzyszki, lecz strach podpowiadał mi jedno; Nieważne, co się wydarzy, muszę przygotować się na najgorsze.
Nagle krzyki przedarły się przez grube drewniane drzwi komnaty Asagiri.
 Nie wiele zastanawiając, wpadłem do środka, niczym nie uważny złodziejaszek. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to podłoga, rozesłana książkami oraz pościelą. Później światło słoneczne, wlewające się przez okno na zewnątrz, a poza oknem, na linii parapetu wystawała głową Asy, a nad nią prawdopodobnie jej napastnik. Był to szklarłatnogrzywy lew, z czerwonymi, jak krew ślepiami, przepełnionymi nienawiścią i pustą rządzą mordu.
- Asa! - krzyknąłem w ich stronę, a oni zwrócili na mnie wzrok. Asa i nieznajomy lew. Tu nie było nad czym się zastanawiać. W mojej głowie instynkt i rozum rozkazywał mi ratować Asę, zanim ten zabije ją.
- Silverrun!! - zawołałem, po czym cały pokój wypełnił płomienny błysk, i odór palonego ciała. Obcy lew puścił się ciała Asagiri, w którą wbijał wszystkie swoje szpony, aby się utrzymać i niczym płonąca pochodnia spadł na dół, wrzeszcząc z bólu. Podbiegłem szybko i chwyciwszy Asagiri za ubranie, wciągnąłem ją z powrotem do środka.
 Moja mała towarzyszka dyszała głośno, jej plecy były brutalnie rozorane przez ostre szpony, z ran nieprzyjemnie ciekła krew.
- Nic ci nie jest? Asa, słyszysz mnie?
Asagiri drgnęła i spojrzała na mnie przerażona. Po paru minutach zgromadziłem wszystkie potrzebne przedmioty, aby odkazić i zabandażować okropne rany. Niestety, odkażanie było nieprzyjemne, gdy zetknąłem gazik, umoczony w mocnym alkoholu, z jej ranami, Asa piszczała cicho z bólu. Krew, zmieszana z alkoholem, ściekała obficie z jej pleców, pokój wypełnił się jej słodko żelaznym zapachem, mieszał w głowie, był nie do wytwarzania.
- Już kończę! - oznajmiłem, po czym owijałem elastycznym bandażem obwód jej ciała, na wysokości klatki piersiowej.
Asa nie odzywała się ani słowem. Jej źrenice były rozszerzone, serce waliło jak oszalałe, oddech jej był głęboki, szybki, niespokojny, głośny. Gdy skończyłem ją opatrywać, pozostało mi tylko czekać, aż moja przyjaciółka dojdzie do siebie. Siedziała nieruchomo, jakby sparaliżowana, wpatrzona w jeden punkt.
Szok trwał.
- Asa, słyszysz mnie?
- Tak! Exan, kto to był!?
Podszedłem do okna, spoglądając w dół. Ciało napastnika leżało nieruchomo, wciąż zajęte ogniem, zapach spalonego ciała wciąż drażnił nozdrza.
- Nie wiem - odparłem - Ale wiem jedno, już cię więcej nie skrzywdzi.
Odwróciłem się w stronę Asagiri.
- Jesteś w stanie mi powiedzieć przebieg napadu? - Przybrałem oficjalny ton mojego Pana Ojca, który często tak zwracał się do wielmoży. Asa kiwnęła lekko głową.
- Gdy weszłam do pokoju... - Jej głos był spokojny, ale widać było, że starała się, aby taki pozostał. - Chciałam troszkę posprzątać w pokoju, ale niepokoił mnie dziwny odgłos sapania, dobiegający za okna. Więc podeszła do okna, aby sprawdzić, co się dzieje...
Asagiri westchnęła cicho i kontynuowała.
- Lew chwycił mnie za szyję w szczęki i chciał wyrzucić mnie przez okno, ale broniłam się. Stąd ten bałagan, który tutaj widzisz - powiedziała i wskazała na podłogę, usłaną książkami. W końcu dopnął by swego, gdybym nie złapała się brzegu parapetu, ale drań wczepił się we mnie swoimi pazurami i.. Nagle przybyłeś ty.
 Milczałem, słuchałem uważnie, kiwając od czasu do czasu głową. Gdy Asa skończyła składać relacje, wtem nerwowo przeczesała sobie włosy palcami. Zapadła cisza. Zacząłem w głowie liczyć od jeden do trzystu i gdy dotarłem do stu dwudziestu pięciu, Asa przerwała ciszę ochrypłym głosem, odchrząknęła, aby poprawić jakość swej wypowiedzi.
- Napastnik nie zaatakował mnie bez powodu, jestem tego pewna, ale na czyje zlecenie morderca działał, jaki miał motyw?
- Tego nie wiem - odparłem i jeszcze raz wyjrzałem przez okno, aby spojrzeć na nadpalone zwłoki zamachowca. Ktoś krzyknął. Musiał ktoś zauważyć ciało. Po chwili zgromadziło się wokół zwłok kilka osób. Inni rozglądali się nerwowo, a jeszcze jeden pobiegł wszcząć alarm.
- Lordzie, przed tym, jak rzuciłeś ogniem w zamachowca, krzyknąłeś Silverrun, co to znaczy?
 Spojrzałem ponownie na Asagiri.
- Silverrun, to nazwa mojego rodzinnego zamku, Lordowie krzyczą nazwę swego zamku podczas bitwy, aby w ten sposób okazać chwałę rodu, rodzinie... To taki dziwny zwyczaj.
Asagiri kiwnęła na znak, że zrozumiała.

Asagiri?

sobota, 22 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

  Moja mała towarzyszka spojrzała na mnie, takim poważnym wzrokiem, jakbym czymś zawinił. Szybko uspokoiłem oddech, westchnąłem tylko.
- Nic się nie dzieje, Asagiri. Wiesz co? Ja, jako Lord mego rodu, chciałbym cię zaprosić na wspólne spędzenie tego dnia, co ty na to?
Wiem, że miałem ostrzec Asę, czułem, że duch tego ode mnie wymagał...
Jednak nie chciałem pogarszać sytuacji. Asa jest jeszcze młoda, chcę aby kwiat jej dzieciństwa nie tracił korony płatków, z powodu niebezpieczeństwa, jakie jej groziło... o ile dobrze zinterpretowałem informację ducha.
- Okej, no dobrze, Lordzie... jednak, widzę, że czymś się przejmujesz, w drodze do... a propos, gdzie zamierzasz spędzić ze mną czas?
 W mojej głowie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pokazał się plan całego terenu Bucurie. Pod uwagę wziąłem jednak Lodową Ścieżkę, gdyż jest to jedno z bezpieczniejszych miejsc, oraz nikt z zewnątrz nie ma o nim pojęcia.
Jeśli Asagiri była w niebezpieczeństwie, a jej prześladowca ma być kimś z obcych lwów, to ów nieproszony gość nie będzie miał pojęcia o jej miejscu pobytu.
- Hmm co powiesz na to, abyśmy się przeszli Lodową Ścieżką?
 Asagiri zastanowiła się przez chwilę. Wyglądała, jakby zastanawiała się nad rozwiązaniem jakiegoś skomplikowanego działania matematycznego, jej oczy powędrowały w bok, pełne skupienia.
- Dobrze, niech będzie- powiedziała z uśmiechem.
Odwzajemniłem gest, a moje wnętrze krzyczało z ulgi, że Asa niczego nie podejrzewa...
Albo i ona ma coś do ukrycia? Pod tym swoim "Uśmiechem Mony Lisy"
- Chciałaś o czymś porozmawiać?- zapytałem tak po półgodzinie naszej wędrówki, w omówionym celu.
- Lordzie, czymś się przejmujesz, widzę to.
 Zmarszczyłem usta, próbując wymyślić jakieś wiarygodne wytłumaczenie.
Oszukiwanie i udawanie nie było moją mocną stroną... krzyczałem w środku, że natura nie obdarzyła mnie tą zdolnością...
 Im dłużej się zastanawiałem nad odpowiedzią, tym Asa wyglądała, jakby była bliska swoich podejrzeń.
- Dostałem list od rodziny... zapieczętowany pieczęcią Ravenwoodów... dostałem złe wieści, chciałem się po prostu uspokoić naszym spacerem.
 - Oh- mruknęła Asa, wbiła wzrok w ziemię.
 - Mój brat... zachorował na rzadką chorobę, na którą nie wynaleziono jeszcze leku, podejrzewa się, że przez pewien okres czasu będzie musiał z nią żyć, ale przez to, jego żywot będzie przepełniony cierpieniem.

Oczywiście byłem dumny z siebie, że zdołałem wymyślić to w jednej sekundzie. W duchu podziękowałem sobie za ten wyczyn.
 Byliśmy już u celu. Wielka lodowa jama, rozciągała się, jak przełyk ogromnego potwora, ciągnąc się nie wiadomo, na ile metrów. Wchodząc, chłód ugłaskał nasze policzki, a Asa lekko zadrżała.
- Zimno tu- mruknęła moja mała przyjaciółka.
- Wiem, to mi przypomina moje rodzinne klimaty!- westchnąłem tylko i wcale nie kłamałem!


Asagiri?

czwartek, 20 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

                Gdy moja towarzyszka odeszła w kierunku nieznanej mi osoby, skierowałem się do swego pokoju, aby zaprowadzić w nim pewne porządki i...
Zjeść coś dobrego. W trakcie układania książek na swoje miejsce, moją głowę zadręczała myśl o duszy, którą spotkałem w innym świecie.
 Czy jest cokolwiek, co zmusiło tę duszę, aby mnie nawiedzić?
Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym ciekawość mocniej zaciskała się na mnie, jak sznur wisielca, z którego nie mogłem się uwolnić. W efekcie prędzej umrę z tej ciekawości, niż doczekam się kolejnego spotkania z nieznajomą duszą.
"Duchy wywołują u mnie stan "Między życiem a śmiercią" tylko wtedy, gdy chcą się ze mną porozumieć"- rozbrzmiewał głos w głowie moich własnych słów, gdy próbowałem wytłumaczyć Asagiri pewne sprawy.
 Gdy wziąłem ostatnią książkę, nagle inna spadła z głuchym trzaśnięciem na podłogę. Spojrzałem w stronę książki, po czym podniosłem ją, aby zerknąć na jej tytuł. 

" Życie pozagrobowe

Międzynarodowy bestseller" 

 Zainteresowany otworzyłem na pierwszej stronie, aby przeczytać wstęp, napisany przez autora. 
Jednak nie zdążyłem przeczytać nawet połowy, gdy do mojej komnaty weszła Ariannae- przyjaciółka z dzieciństwa. Wychyliła się z szerokim uśmiechem.
- Hej, Aria, co cię do mnie sprowadza?- zapytałem uprzejmie.
- Cześć Exan! Pomyślałam, że wpadnę  i zobaczę, co u ciebie.
 Podszedłem do niej pewnymi, pełnymi gracji krokami i przytuliłem ją mocno.
- Fajnie że...
 Chciałem dokończyć, ale nagle pewna siła odebrała mi mowę... chłód zza grobu powodował u mnie gęsią skórkę, zadrżałem. Aria zauważyła to.
- Exan, zimno ci?- spytała widocznie mocno zaskoczona. Nie dziwiłem jej się, skoro na dworze panował skwar. Być może to jest kolejny sygnał obecności błąkającej się duszy?
- Aria, proszę, nie obraź się, ale może wpadniesz wieczorem, mam jeszcze coś do załatwienia..
 Lecz Ariannae tak łatwo się nie dała.
- Pomogę ci!- zaproponowała z uśmiechem.
- Proszę, chcę aby tu był porządek, gdy się znowu zjawisz, wstyd mi jest, że muszę cię wpuszczać do takiego bałaganu- mruknąłem miło, ale wydaje mi się, że Ariannae łyknęła haczyk. 
- No to do wieczora!- powiedziała i zamknęła za sobą drzwi. 
 Wychyliłem się na zewnątrz, aby pomachać jej na pożegnanie, po czym zniknąłem w środku. Wyczuwałem egzystencję duszy, nawet dość wyraźnie, niż wcześniej. Mgła połknęła w całości mój pokój, a ja znalazłem się w bezkresnej dolinie. 
 W trans wpadłem szybciej, niż mogłem sobie wyobrazić, to się stało tak, jakby ktoś ślepcowi założył szkła, aby mógł dostrzec więcej kontrastu swoim słabym wzrokiem.
 Dar zadziałał. Dar mojego rodu znów był aktywny!
Zza kurtyny mgły wyłonił się kształt lwicy, która nie zamierzała mi niczego wyznawać wprost. Brodą dawała mi do zrozumienia, abym podążał za nią.
Wędrówka nie trwała długo. 
- Kim jesteś?- zapytałem. 
 Lwica spojrzała na mnie. 
Jej oczy były całe niebieskie, jakby w ich wnętrzu był zaklęty cały morski świat. To było smutne, a zarazem przerażające. 
 Dusza uniosła lwią łapę, po czym poklepała się w miejscu, gdzie powinno być serce, a później smutno pokręciła głową. Nie potrafiłem rozszyfrować zachowania, a podejrzewałem, iż kryje się za tym jakaś tajemnica. 
- Nie rozumiem cię- powiedziałem bezradnie. 
 Mrugnąłem powieką i nagle pojawiła się postać Asagiri. Moja młoda towarzyszka, najwyraźniej nieświadoma niczego, ani nikogo, kto mógłby ją obserwować, wędrowała spokojnie z jakąś osobą. 
Czy dusza, przedstawiając projekcję mojej towarzyszki, chciała mi coś przekazać? Coś, co dotyczyło nie tylko mnie? To wszystko stawało się dla mnie takie pogmatwane. 
 W mojej głowie rozbrzmiały ciche szepty, tak ostre, jak potłuczone szkło. 
- Czego chcesz od Asagiri?- zadałem kolejne pytanie, lecz nie spodziewałem się natychmiastowej odpowiedzi. I miałem rację...
 Dusza lwicy sprawiła, że postać Asagiri otoczona została przez płomienie...
Ogień w ogólnym znaczeniu może symbolizować oczyszczenie, bądź też cierpienie... albo... niebezpieczeństwo. Dusza nie zamierzała mi powiedzieć tego wprost, miała nadzieję, że trafiła na domyślnego osobnika, który posłuży się racjonalnym myśleniem, aby rozszyfrować to, co chce mu przekazać. Jednak niczego nie mogłem być pewien...
Ogień i niebezpieczeństwo? Ogień i Oczyszczenie? Ale z czego Asagiri miałaby być oczyszczona?
Zrozpaczony usiadłem, czując, że ogarnia mnie bezsilność.
 Bądź, co bądź ogień nie kojarzył się nikomu z czymś pozytywnym... już jako młodym lwiątkom wpajano, że ów żywioł może oznaczać tylko jedno! Niebezpieczeństwo, cierpienie...
- Będę jej pilnował!- oznajmiłem w końcu. Miałem nadzieję, że moja ostateczna interpretacja tego była trafna.
Wizja zniknęła. Pokój pojawił się przed moimi oczami, tak jak go zostawiłem.
 Wyrzuciłem z siebie wielki wydech zimnego powietrza, który zmroził moje płuca.
- Asagiri...- mruknąłem, po czym wybiegłem z pokoju.

<Asagiri?>

środa, 19 czerwca 2019

Od Exana cd Asagiri

          Asagiri czekała na odpowiedź. Westchnąłem tylko, starając się, jak najdokładniej dobrać słowa, aby moja mała towarzyszka mnie zrozumiała.
- Cóż, to duchy wywołują u mnie stan "Między życiem a śmiercią" tylko wtedy, gdy chcą się ze mną porozumieć, a jeśli chodzi o to, czy trudno się z nimi rozmawia to... wiesz, duchom zależy na dyskrecji i domysłach posiadacza daru... duchy to istoty mistyczne.
- Rozumiem... tak... chyba rozumiem- odpowiedziała, na początku, jakby Asagiri próbowała sobie  spójnie ułożyć w głowie, to co przed chwilą do niej powiedziałem, ale później kiwnęła głową, na znak, że zrozumiała.
 W czasie, gdy Asagiri wyrwała mnie z transu, nawet nie zorientowałem się, gdzie jesteśmy. Znajdujemy się na łące De Lup. Zrozumiałem już, skąd tyle przeróżnych zapachów kwiatów, trafiających do moich nozdrzy, promienie słońca rzucają się na rozległe łąki, tworząc jeden wielki ocean złota. Majestatycznie rozciągająca się ścieżka kolorowych kwiatów, zdawała się sięgać horyzontu.
- A teraz duch czegoś chce od ciebie?- zapytała Asagiri. Przekrzywiłem lekko kącik ust, po czym próbowałem ze wszystkich sił skupienia wychwycić obecność zabłąkanej duszy.
Niczego jednak nie potrafiłem wychwycić, ani zwietrzyć, prócz zapachu łąki, oraz spokojnie baraszkującego wiatru, głaszczącego wysoką trawę, jak grzywę konia.
- Hmmm... myślę, że duch odszedł.
 Młoda towarzyszka nie drgnęła nawet ustami, ale jej wzrok nadał jej lekkiej nuty smutku.
Nie uszło to mojej uwadze i powiedziałem.
- Spotkanie z duchem to nie jest przyjemna sytuacja, wręcz przeciwnie... odczuwanie obecności duchów, można poczuć na skórze chłód zza grobu oraz instynktowny niepokój, ale da się przyzwyczaić. To nie jest moje pierwsze spotkanie z duchem.
- Wierzę ci.
 Opuszczając łąkę De Lup, poświęciliśmy cały ten czas na rozmowie o duchach.
- A tak a propos, jak się nazywa ta osoba, która według ciebie umie rozmawiać z duchami?- zapytałem tak z czystej ciekawości.
- Pytasz tak z ciekawości, czy ta wiedza ci jest do czegoś potrzebna?
 Spojrzałem na nią z uprzejmym uśmiechem.
- Tak, z ciekawości.

<Asagiri?>

niedziela, 16 czerwca 2019

Od Exana "Sekret "

                                               

                                  Mary i duchy były jedynie wymysłem poetów, oraz niewyżytych fantastyków, ale teraz jestem pewien, że się myliłem. Stan, w którym znajduję się między życiem a śmiercią, dał mi do zrozumienia, że umarli są wśród nas.
  Powinienem nigdy tego talentu nie odkrywać, gdyż świadomość, iż całe życie w kłamstwie, odcisnęły na mnie pewne ślady zażenowania.
Gdy zabłąkana dusza odwiedziła mnie, byłem pewien, że miała ku temu jakiś cel.
 Na początku była to tylko niewyraźna poświata, a potem kształt przypominający lwicę. Nic nie mówiąc, ruchem podbródka dała mi do zrozumienia, abym za nią podążył.
 Już miałem otworzyć pysk, ale słowa zaparły mi w gardle.
Będąc w stanie między życiem a śmiercią, nie mogłem stwierdzić dokąd idę...
Byłem zainteresowany tylko jednym punktem... Zabłąkaną duszą...
Nie czułem nic. Ani powiewającego wiatru, o poranku, ani nie byłem w stanie usłyszeć śpiewu ptaków.
Jedynie, co czułem, to nienaturalny chłód...
Nienaturalną ciszę...
Z pomiędzy gór niespodziewanie wyłonił się srebrzysty księżyc, który rzucił snopy swego światła na teren. Spod ziemi poczęły wyrastać martwe korzenie, które zataczały się w spirale, tworząc coś na kształt sprężyn. Na ich końcach zaczęły kwitnąć kwiaty o czarnych płatkach korony...
- Lordzie Ravenwood!- rozbrzmiał tajemniczy głos w mojej głowie. Na początku głos był tak słaby, jakbym słyszał go pod wodą, jednak później rozbrzmiał nieco głośniej. - Lordzie Ravenwood.
Rzeczywistość. Światło słońca trafiło do moich jeszcze otępiałych oczu. Wiatr ożywił moje ciało, czułem, że moja świadomość trafiła do świata żywych. Najpierw zdezorientowany rozejrzałem się dookoła, lecz później spojrzałem w dół...
Ujrzałem młode oczy, wlepione we mnie, wyrażające zaniepokojenie...
Należały do mojej młodej towarzyszki, którą niedawno poznałem. Asagiri.
- Lordzie Ravenwood, co ci się stało?
- Nic, moja Damo... po prostu...
 Wtedy szybko przypomniałem sobie o zabłąkanej duszy.
- Oczy miałeś takie, jakby były pozbawione źrenic oraz koloru, sama biel! Mrugnąłeś, i oczy stały się normalne, co się stało?- zapytała Asagiri.
- Ehmm to trudna sprawa, ale postaram ci się ją, w jak najprostszy sposób wytłumaczyć- rzekłem nieco zmieszany, próbując poukładać sobie wszystko w głowie, starałem się dobierać słowa tak, aby moja wypowiedź nie brzmiała, jakby wypowiadał ją szaleniec.
- W mojej rodzinie, członkowie rodzą się z takim darem, który daje im możliwość porozumiewania się z duszami umarłych. Nie koniecznie dusza musi należeć do zmarłego członka rodziny. Dusze odwiedzają nas, gdy czegoś potrzebują od żywych, gdy egzystencja na ziemi im niezwykle szkodzi... bądź, gdy czują cierpienie nawet po śmierci.
- Ty taki dar posiadasz?- zapytała Asagiri.
- Tak- odpowiedziałem krótko.
- Czy jakaś dusza czegoś od ciebie potrzebowała?- zadawała mi kolejne pytania, ale starałem się jej na każde odpowiedzieć, w miarę możliwości tak, aby Asagiri była w stanie mnie zrozumieć.
Rzadko kiedy mogę nawiązać kontakt z duszą... tak rzadko, że nastawał i taki czas, kiedy zacząłem wątpić w istnienie mojego daru... przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Ten dzień to tylko potwierdzenie, że naprawdę go mam! Jednak nie specjalnie byłem szczęśliwy z tego faktu. Egzystencja wraz z duchami nie była zbyt przyjemna.

<Asagiri?>

poniedziałek, 13 maja 2019

Od Exana cd Asagiri

- O ile mnie pamięć nie myli, sama przyszłaś do mnie, abym ci zagrał- odparłem i zaśmiałem się cicho. Asagiri westchnęła tylko, a potem uśmiechnęła się. Muzyka potrafi ukoić, wzbudzać emocje w żywej istocie.
 Ale skąd pomysł, aby muzyka uzależniała? Są osoby, które odsłuchają jeden kawałek, a od razu przechodzą do innego, gdyż poprzedni im się znudził.
- No, ale jak chcesz, moja damo- dodałem krótko. Biała dama najwidoczniej ucieszyła się, że nazwałem ją "Damą" ale potem powiedziała.
- Nie jestem żadną damą, Lordzie.
- A ja nie jestem żadnym Lordem, moja damo- uśmiechnąłem się zadziornie.
Asagiri i ja droczyliśmy się w ten sposób, a ile przy tym było śmiechu, że aż przypadkowi przechodnie oglądali się za nami. Tak wesoło dotarliśmy na salę treningową, gdzie lwy uczą się walki.
- A tak, to po co my tu przyszliśmy?- zapytała Asagiri.
- Sam nie wiem, szliśmy gdzie nas oczy poniosły- Odparłem tylko i oparłem się o ścianę, obserwując trenujących.

<Asagiri> Wybacz, że krótkie, ale nie mam pomysłu xD

piątek, 10 maja 2019

Od Exana cd Ariannae



Słońce zesłało swe parzące promienie, a gdyby dodać do tego moje czarne włosy, ciemne futro oraz czarny płaszcz, zarzucony na ramiona przyprawiało mnie o nadmierny gorąc. Westchnąłem cicho, przemierzając ścieżką wytyczoną przez las, który spowijał cień baldachimów drzew, skrywając w sobie wielkie tajemnice. Poczułem, jak łagodne powietrze dostarcza mi dużo drogocennego tlenu, wypełnia moje płuca, poza tym czule mierzwił moją grzywę. Cisza. Cisza naturalnie występująca w naturze, od czasu do czasu, przerywana przez ptaki, wypełniając ją swoim pięknym śpiewem.

Zanurzając się głębiej w las, myślami kroczyłem gdzieś indziej. Gdzieś do odległego zakątku świata, gdzie znajduje się mój dom. Nadal nie mogę zapomnieć jego ciepła, kojącego głosu matki i denerwujące krzyki brata. Tęskno mi bardzo, ale... to wola mojego pana ojca, który postanowił zrobić ze mnie samodzielnego lwa. Bez rodzinnego skrzydła, musiałem polegać na swej intuicji oraz zmysłom.
Przyznam, że trochę brakuje mi krzyków żołnierzy mojego ojca, codzienna lekcja walki rozpoczynana i kończąca się szczękiem stali oraz okrzyków wojennych- ciągle docierały do mnie w komnacie, przez otwarty balkon, gdy przesiadywałem nad książkami. Zawsze wtedy podbiegałem do balkonu, aby spojrzeć na dziedziniec, gdzie ustawiali się żołnierze. Czekali, aż dowódca wybierze kogoś, kto nieźle sprawował się podczas treningu.
Na tle ich powiewających peleryn na czarnym tle widniał biały kruk... tego samego kruka dotknąłem klamry swego płaszcza.
Błądząc w odmętach swych wspomnień, nie zauważyłem, gdzie zmierzam, aż potknąłem się o wystający korzeń. Runąłem jak długi o ziemię. Ciszę przerwał gwałtowny dźwięk zbliżającego się znienacka jakiejś tajemniczej postaci. Biała postać uderzyła we mnie z ogromną siłą, potykając się o mnie. Już miałem skarcić pomyleńca coś w stylu "Patrz, jak łazisz" albo "Gdzie ty masz oczy!" Lecz gdy zilustrowałem wzrokiem napotkaną osobę, zorientowałem się, że to lwica. Bardzo znajoma mi z wyglądu piękna lwica....
Powstałem i przyjrzałem się jej bliżej. Znam ją... Czas wywietrzył mi o niej pamięć, ale skrawki z przeszłości zaczęły przybierać bardziej kolorystyczny wygląd.

- Ariannae!- wykrzyknąłem to, jak kociak na widok jakiegoś niewyobrażalnego szczęścia. Ariannae przez chwilę wpatrywała się we mnie lekko zdziwionym wzrokiem, ale i jej zaczęło jej się coś przypominać. Zrobiłem kilka kroków, swoją masywną łapą przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Ariannae wtuliła głowę w moją grzywę, jak mały kociak, któremu dano delikatną poduszkę.

- Exan, nie sądziłam, że cię tutaj spotkam- powiedziała stęsknionym głosem. Nie odpowiedziałem, położyłem łapę na jej grzbiecie i zacząłem nią jeździć czule, jak to się robi przy objęciach. Ona odpłaciła się tym samym.

- Co ty tutaj robisz?- pyta szczęśliwa.

- Mieszkam tutaj, w zamku mego ojca nie mam czego szukać.

- Przykro mi, ale przynajmniej nie będziemy słuchać reprymend naszych rodziców, za to, że się teraz możemy spotykać, od rana do wieczora.

- Przyjaciele na wieki?- przypomniałem jej nasze motto.

- Tak, przyjaciele na wieki.

Złączyliśmy się jeszcze raz w mocnym objęciu, czując intensywny i miły zapach, jaki wydzielała Ariannae, wzbudził we mnie poczucie, że pieści mój nos. 
- A tak a propos, to, co robiłaś, po tym, jak się rozstaliśmy?

<Ariannae?>

Od Exana cd Asagiri

- Mihnea to twój ojciec?- zapytałem lekko zaskoczony tym faktem, ale potem spojrzałem w stronę odchodzącego lwa.
 Z racji tego, że nadchodziła późna pora Asagiri musiała już iść, ale pozwoliła mi odprowadzić ją do jej komnaty.
- Do zobaczenia, do kiedyś, Lordzie Ravenwood.
 Zniżyłem się, aby uzyskać swobodny kontakt wzrokowy z Asagiri.
- Mówię ci, nie jestem Lordem. Mów mi Exan.
- Starszym nie powinno się mówić po imieniu, nie wypada- burknęła i lekko przekrzywiła usta w niewinnym uśmiechu.
- Prawda, ale nie wtedy, jak ktoś na to pozwala. Jak ci mówię, że możesz mi mówić po imieniu, to nawet jakby się paliło, waliło wołaj na mnie Exan, zapamiętasz?
- Tak- odparła z uśmiechem.
Wstałem na równe nogi.
- Dobrze, a więc do kiedyś tam, Asagiri.
 Asagiri zniknęła za drzwiami swojej komnaty. Odchodząc powoli, rzuciłem okiem odruchowo w stronę drzwi komnaty, myśląc, że Asagiri wynurzy stamtąd swoją uroczą główkę. Jednak nic się takiego nie wydarzyło, więc podążyłem schodami prowadzącymi w dół do swojego pokoju.
Noc okazała się szybka i natychmiast zasłoniła niebo swoją mroczną kołdrą, na której pojawiły się skrzące gwiazdy. Wychyliłem głowę przez okno, oddając się totalnemu skupieniu na orzeźwiającym wiatrem.
Nagle usłyszałem, że drzwi do mojej komnaty się otwierają. Odwracam się i widzę wyłaniającą się głowę Asagiri.
- Hej, co ty tu robisz?- zapytałem
- Nie mogę spać, za dużo myślę.
 Uśmiechnąłem się na jej widok.
- Ehm, więc co mogę dla ciebie zrobić?
- Zagrasz dla mnie?- spytała po czym wyciągnęła lirę.
 Asagiri poprowadziła mnie do swojego pokoju, ta wskoczyła pod kołdrę.
- Twoi rodzice śpią?
- Nie, wyszli gdzie w jakiejś ważnej sprawie...
- Hmm no to do dzieła- powiedziałem i złapałem znany mi instrument, od razu czując z nim więź.
Spojrzałem na niebo, na którym górował księżyc w pełni, a jego srebrzyste światło wpadało do środka pokoju. Spojrzałem na jego piękny blask, a wokół niego towarzyszyły mu gwiazdy. Nawet nie wiem kiedy zacząłem grać. Lekkie i powolne ruchy palców same współgrały ze strunami, a ich owocem była miła i uspokajająca melodia, która łatwo wpadała w ucho. W trakcie gry, narodziło się we mnie poczucie, że jestem komuś potrzebny, że w każdej chwili mogę komuś pomóc- to bardzo pokrzepiające uczucie. Gdy skończyłem, Asagiri już zasnęła. Jej brzuch spokojnie unosił się w rytmie powolnego oddechu. Bezszelestnie wycofałem się z pokoju.

<Asagiri?>

niedziela, 5 maja 2019

Od Exana cd Asagiri

 Chwyciłem za lirę (miałem nadzieję, że nikt nie urazi się, że wyniosłem ją poza jej należyte miejsce) po czym poszedłem za Asagiri. Prowadziła mnie przez prostą drogę do góry w stronę jakiegoś wysoko położonego celu. Schody prowadziły nas to coraz wyżej, odkrywałem przy tym tajemnice wyższych kondygnacji zamku. Celem okazał się wejście na dach zamku, z którego można oglądać bezkres tego świata. Usiadłem na tej samej wysokości, co Asagiri po czym wodziłem wzrokiem po krajobrazie- piękne tętniące życiem doliny, drzewa skrywające za baldachimem swych koron sekrety lasu, otaczającego zamek.
Wiatr wzbił się mocno, zatrzepotał moim płaszczem, mierzwił przyjemnie włosy. Ciało Asagiri wstrząsnęły ciarki, wywołane gwałtownym porywem wiatru, ale udawała że wszystko jest w porządku. Odpiąłem klamrę płaszcza i zdjąłem go, po czym założyłem na barki Asagiri.
- Nie, nie trzeba- powiedziała Asagiri, ale ja bez słowa zapiąłem klamrę płaszcza na jej szyi. Mimo tego Asagiri objęła się czule płaszczem.
Młoda oglądała widoki, ja złapałem za lirę i zacząłem pogrywać spokojną, pełną szczęścia i odwagi melodię, która wydawała się rozbrzmiewać po całym zamku, niesiona przez wiatr.
- Ten widok i twoja pieść, złączone w jedno aż łzy same kręcą się w oczach- skomentowała Asagiri. Nic nie mówiłem, grałem dalej.
Nauczyłem się tej pieśni trochę ze strachu, trochę z zamiłowaniem do muzyki. Czemu ze strachu?
Mawiają, że to "Pieśń smoków"
Gdy grałem dalej wyobrażałem sobie, jak ogromne gadzie oczy wpatrują się we mnie, z pyska buchał czarny siarczysty dym- lśniące łuski, odbijające światło ognia pochodni stroszyły się niebezpiecznie. Gdybym prędko nie złapał za lutnię i nie zagrał melodii, smok pochłonąłby moje ciało jednym tchnieniem ognia.
Smok zamiast zionąć ogniem, jego oczy stały się rozumne, wyrzekły się wszelkiej agresji...
Zawitały natomiast spokój i harmonię.
Smok zbliżył się, podłożył swój ogromny rogaty łeb obok moich nóg, słuchał.
Tak samo robiłem teraz, lecz bez wszelkiego niebezpieczeństwa, swobodnie przesuwałem palcami po strunach.

<Asagiria> No dzisiaj się postarałem, ale to i tak dla mnie za mało xD

sobota, 4 maja 2019

Od Exana cd Asagiri "Wspomnienia"

 Spoglądam na młodą, po czym unoszę kącik nóg.
- Z chęcią się wybiorę do zamku, czemu nie... idę z tobą.
Asagiri lekko uśmiechnęła się, po czym powiedziała.
- Jesteś nieco smutny, jak na Lorda.
Spoglądam na nią.
- Nie jestem Lordem, co prawda jestem ze szlacheckiej rodziny, ale... nie mam takiego tytułu. Mogę go mieć, dopiero po śmierci Ojca. Chociaż to też nie wystarcza, bo ten tytuł dziedziczy mój starszy brat... chyba że zrzeknie się tytułu.
- Rozumiem.
- To dobrze.
 Nagle naszym oczom ukazał się widok zamku na tle błękitnego nieba.
- Robi wrażenie, prawda?
Nie odpowiedziałem. Włożyłem kaptur na głowę i zmierzaliśmy w stronę zamczyska.
Niesamowita budowla wznosiła się na wzgórzu, otoczonym przez ramę drzew liściastych oraz iglastych.
W trakcie tej wędrówki gdy spoglądałem na Asagiri, ciągle wspominałem moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Była strasznie do niej podobna, niemal że jej klon... ale czas zabrał mi z pamięci jej wygląd... pamiętam jedynie jej piękny wzrok. Ojciec Pan zakazywał mi się z nią spotykać, do dzisiejszego dnia nie mogłem tego zrozumieć.
Jako że to była moją najlepszą przyjaciółką i jedyną osoba, która poza moją Panią Matką potrafiła mnie zrozumieć. Mogłoby się powiedzieć, że rósł między nami pewien romans...
Dzień przed tym, jak mój Ojciec Pan zdecydował wysłać mnie do wojska, pamiętam jej słodki pocałunek... Aż chciałoby się pisać o tym pieśń.
- Jesteśmy na miejscu- powiedziała moja towarzyszka.
 Wyrwany z odmętów wspomnień, spojrzałem przed siebie. Staliśmy przed bramą główną, prowadzącą na dziedziniec.
- A tak poza tym, co lubisz robić, Lordzie Ravenwood?
 Już miałem ją skarcić za to "Lordowanie" ale już sobie odpuściłem.
- Hmm... zazwyczaj... przepadam za muzyką, kocham książki... nie zanudzam cię?
- Nie, nie- zapewniła Asagiri.- A potrafiłbyś coś zagrać bądź zaśpiewać?
 Przekrzywiłem kącik ust w dół.
- Prędzej zagrałbym coś... wstydzę się mojego głosu, jest on... nieprzystosowany do śpiewu, ale palce mam przystosowane do strun. Zazwyczaj gram na lutni, lirze, gitarze i skrzypcach.
- Zagrasz coś?
- Nie mam instrumentów- rzekłem.
- Znam miejsce, gdzie mogą być instrumenty, chodź za mną, Lordzie.
 Weszliśmy do sali balowej, gdzie mieściła się komórka z instrumentami. Wziąłem lirę.
Pewnymi i łagodnymi ruchami palców trąciłem struny, które wydały z siebie odważną i lekką melodię.

<Asagiri?> Wybacz, że to opowiadanie ma mało opisów, napisane byle jak, jak przez przedszkolaka, ale po prostu nie mam pomysłu :3

Od Exana "Wspomnienia"

 Czy ja żałuję? W sumie to sam nie wiem. Dom był jedynym moim schronieniem przed złem tego świata... codzienny zapach pieczonego mięsa, słodki smak wina.. cóż przynajmniej Ojciec pozwalał mi pić jeden puchar na dzień. Później codzienne treningi walki z wynajętymi przez mego Pana Ojca nauczycielami szermierki. Jeden był nawet nieco dziwny, gdyż uważał, że wojownik powinien być jak tancerz na wodzie... zalecał mi pogoń za kotami, abym nabrał takiej zwinności jak te istoty.
Teraz to już przeszłość...
Rozmyślam tak, wpatrując się w swoje odbicie. Woda była nieskazitelnie czyta, ryby pływały swobodnie, wyglądały beztrosko.
Woda spływała z wysoko usadowionego koryta, później opadała z głośnym szumem, pieniąc się. Wodospad Oczyszczenia. W sumie sam nie wiem, co mnie napadło, aby tutaj się udać.
 Odpiąłem klamrę w kształcie kruczej głowy i ściągnąłem z siebie czarny płaszcz z kapturem, po czym odłożyłem na bok.
 Będę musiał długo czekać, aż uznam to miejsce za mój dom... Jednak funkcję jaką pełnię dla stada może mi w tym pomóc... miałem taką najszczerszą nadzieję. Szum wody był melodią dla moich uszu, uspokoił moje myśli o przeszłości i pozwolił zająć się teraźniejszością.
 Mój Pan Ojciec jednak odcisnął swe piętno w mojej pamięci... karał mnie, ale nie przemocą fizyczną... wystarczyło spojrzeć w jego srogie i zimne jak lód oczy, żeby wszystkie wnętrzności przewróciły się do góry nogami ze strachu. Z biegiem czasu zacząłem przyzwyczajać się do jego wyrazu... przestałem się go bać. Nie jestem już małym kociakiem, któremu można wszystko wmówić.
Odpiąłem karwasze i naramiennik z lwiej czaszki i odłożyłem obok płaszcza. Sprawdziłem czy woda nie jest zimna, po czym zanurzyłem się w niej aż po szyję. Zanurzyłem głowę.
Kąpiel orzeźwiła moje ciało, pozwalało na rozluźnienie. Wiem, że to miejsce, gdzie skazańcy obmywają się z win... ale moc przeszłości odbijała się na mnie, jak wielka bolesna wina.
W powietrzu zwietrzyłem, że ktoś się zbliża. Teoretycznie powinienem się teraz zanurzyć całkowicie i przeczekać, ale z drugiej strony co by mi to dało?
 Przybyszem okazała się biała lwica, ale nie wyglądała na dorosłą...
  To był jeszcze kociak.
  No w tym przypadku widok nagiego lwa dla niej powinien być nieodpowiedni, gdyż nie chciałem urągać psychiki małej, więc postanowiłem zostać we wodzie.
- Co ty tam robisz?- zapytała młoda przybyszka.
- Biorę kąpiel- odpowiadam krótko
- Ale tutaj kąpią się skazańcy! Jesteś skazańcem?
- Nie..chyba nie- odparłem i przekrzywiłem kącik ust.
- Jak ci na imię? Ja jestem Asagiri
- Miło mi, jestem Exan. Exan Ravenwood.
- Szlachetne nazwisko..
 Szlachetne, ale co z tego?
- No niby tak, odwrócisz się? Chciałbym się ubrać.
Asagiri posłuchała i odwróciła się. Nawet nie przyszło jej do głowy, aby podglądać. Założyłem płaszcz, przypinając ją klamrą. Po chwili stanąłem przed młodą w pełnym stroju godnego Lorda Ravenwood'ów. Ale coś mi się zdaje, że w tym miejscu tytuł szlachecki nie ma wielkiego znaczenia.


<Asagiri?>