Omiotłam wzrokiem salę treningową, zatrzymując się na ruszających się, przypadkowych postaciach, które rozwijały swoje umiejętności w walce. Nie było w tym nic ekscytującego, zwyczajne osoby ćwiczące zwyczajne metody ataku. Parę z nich znałam na tyle dobrze, że mogłabym spokojnie do nich podejść, ale wolałam nie przeszkadzać. Jak się coś robi to nie powinno się przerywać, jeżeli nie jest to jakaś sprawa wielkiej wagi. A zwyczajne przywianie się, z pewnością nią nie było. Odwróciłam się do Exana, który w międzyczasie oddalił się o parędziesiąt centymetrów i oparł się o ścianę. Wodził wzrokiem po trenujących, jakby również doszukując się w nich jakichkolwiek cech, które mogłyby przyciągnąć uwagę.
- Lordzie... - zaczęłam i czekałam kilka sekund, dopóki mój towarzysz nie przeniósł na mnie wzroku - Możemy iść? Nie ma tu nic ciekawego, więc raczej nie ma sensu dalej tu stać. Chyba, że chcesz poćwiczyć, to spokojnie, jak chcesz mogłabym poczekać - dodałam po chwili i cierpliwie zaczekałam na odpowiedź. Exan jeszcze raz omiótł wzrokiem pomieszczenie, jakby chcąc dokładnie je zapamiętać.
- Myślę, że możemy iść, moja damo - odpowiedział, po czym odepchnął się od ściany i skierował się w stronę wyjścia, a ja poszłam za nim. Zlustrowałam go wzrokiem. Nie mogłam się zdecydować czy to przezwisko, jakie mi wymyślił, bardziej mnie irytowało czy schlebiało mi. Miałam zapewne takie same odczucia, jak on kiedy nazywałam go "Lordem", ale jednak jakaś część mnie była zadowolona z tego, że używa tego zwrotu kiedy się do mnie zwraca. To jest dosyć zabawne, że coś tak małego i nieznaczącego wywołuje u mnie taką mieszaninę sprzecznych emocji.
- Może wyjdziemy stąd? Szkoda by było, gdybyśmy ciągle siedzieli i dusili się w tym zamku, w którym korytarze są tak czasami zatłoczone, że ciężko przejść. Na zewnątrz jest przynajmniej bardziej ustronnie - popatrzyłam na mojego towarzysza, który przez chwilę się zastanawiał nad propozycją, a potem pokiwał głową z uśmiechem. Odwzajemniłam ten gest i skierowałam się w stronę wyjścia. Droga nie była trudna, ale nie była również łatwa, bo sala treningowa znajdowała się na przeciwległym końcu zamku, więc trzeba pokonać mnóstwo korytarzy i zakrętów. Naprawdę, ta budowla jest niebywale skomplikowana i nawet, jeśli ktoś się tu urodził to może się zgubić i to poważnie. No dobrze, może trochę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że zamek jest wielki i to bardzo.
Droga do wyjścia zajęła nam kilka minut, a raczej myślę, że właśnie tyle to trwało. Straciłam poczucie czasu, zajęta przez rozmowę i odpowiadanie na niektóre docinki i irytujące przezwiska. Właściwie to jedno, ale trochę podkoloryzowania nikogo nie zabiło i pewnie nikomu nie zaszkodzi.
<Exan? Męczone przez dwa, czy ileś, dni. Słabe, ale jest. I spoko, również nie miałam pomysłu, dlatego tak długo mi to zajęło xd>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 maja 2019
poniedziałek, 13 maja 2019
Od Exana cd Asagiri
- O ile mnie pamięć nie myli, sama przyszłaś do mnie, abym ci zagrał- odparłem i zaśmiałem się cicho. Asagiri westchnęła tylko, a potem uśmiechnęła się. Muzyka potrafi ukoić, wzbudzać emocje w żywej istocie.
Ale skąd pomysł, aby muzyka uzależniała? Są osoby, które odsłuchają jeden kawałek, a od razu przechodzą do innego, gdyż poprzedni im się znudził.
- No, ale jak chcesz, moja damo- dodałem krótko. Biała dama najwidoczniej ucieszyła się, że nazwałem ją "Damą" ale potem powiedziała.
- Nie jestem żadną damą, Lordzie.
- A ja nie jestem żadnym Lordem, moja damo- uśmiechnąłem się zadziornie.
Asagiri i ja droczyliśmy się w ten sposób, a ile przy tym było śmiechu, że aż przypadkowi przechodnie oglądali się za nami. Tak wesoło dotarliśmy na salę treningową, gdzie lwy uczą się walki.
- A tak, to po co my tu przyszliśmy?- zapytała Asagiri.
- Sam nie wiem, szliśmy gdzie nas oczy poniosły- Odparłem tylko i oparłem się o ścianę, obserwując trenujących.
<Asagiri> Wybacz, że krótkie, ale nie mam pomysłu xD
Ale skąd pomysł, aby muzyka uzależniała? Są osoby, które odsłuchają jeden kawałek, a od razu przechodzą do innego, gdyż poprzedni im się znudził.
- No, ale jak chcesz, moja damo- dodałem krótko. Biała dama najwidoczniej ucieszyła się, że nazwałem ją "Damą" ale potem powiedziała.
- Nie jestem żadną damą, Lordzie.
- A ja nie jestem żadnym Lordem, moja damo- uśmiechnąłem się zadziornie.
Asagiri i ja droczyliśmy się w ten sposób, a ile przy tym było śmiechu, że aż przypadkowi przechodnie oglądali się za nami. Tak wesoło dotarliśmy na salę treningową, gdzie lwy uczą się walki.
- A tak, to po co my tu przyszliśmy?- zapytała Asagiri.
- Sam nie wiem, szliśmy gdzie nas oczy poniosły- Odparłem tylko i oparłem się o ścianę, obserwując trenujących.
<Asagiri> Wybacz, że krótkie, ale nie mam pomysłu xD
piątek, 10 maja 2019
Od Asagiri CD Exana
W nocy wszystko jest proste. Najbardziej szczegółowe plany w wszechogarniającym zmroku wydają się proste, niczym stworzone dla dzieciaka. A tymczasem, kiedy słońce wstaje, na nowo nachodzą nas wątpliwości, nie ważne czy myśleliśmy nad czymś minutę, czy godzinę. W nocy każde zmartwienie wydaje się błahostką, nic nie wartą myślą. Ale niestety, jedna noc to za mało, aby rozwiązać wszystkie problemy. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby w snach dałoby się wyeliminować źródło naszych zmartwień, niechcianą myśl czy chociażby ból po stracie. Lecz to, o czym myślałam kiedyś przed zaśnięciem, ponownie zaatakowało mnie dzisiaj, również w tej samej porze dnia. Przechodziłam przez to, przez co każdy w moim wieku przechodzi. Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej, a ja zdecydowanie należałam do tej drugiej grupy. Lubię myśleć i analizować problemy, nie tylko moje, ale również i innych. Przez co koniec końców musiały mnie dopaść wątpliwości. Coś, czego najbardziej w życiu nienawidzę. Nienawidzę być czegoś niepewna, na przykład tego, czy dobrze postępuje. Bo to sprawia, że mam ochotę się wycofać z życia, a tego nie chcę za nic.
Kiedy się obudziłam, słońce od dawna już świeciło na niebie. Gdy wstałam, od razu zabrałam się za czesanie włosów, jakoś była to pierwsza rzecz, jaką robię zaraz po przebudzeniu. W swojej ludzkiej formie, miałam je niesamowicie długie, co utrudniało mi robotę i sprawiało, że ta czynność pochłaniała większość cennych minut podczas porannej rutyny. Lecz byłam przyzwyczajona, więc z dnia na dzień zdawało się to trwać coraz krócej i krócej. Tak też było i dzisiaj, więc w o wiele mniejszym czasie niż chociażby tydzień temu, udało mi się w pełni przygotować na ten dzień i wyjść z komnaty. Na korytarzu było mnóstwo osób, czego się spodziewałam po tak późnej godzinie. Próbowałam wypatrzeć kogokolwiek znajomego, ale niestety te próby spełzły na niczym. Pewnie moje rodzeństwo już zajmowało się codziennymi obowiązkami, szkoleniami, wspólnym eksplorowaniem zamku czy cokolwiek oni mieli aktualnie do roboty. Jedynie ja zaspałam. Ale cóż mam poradzić, melodia, którą mi wczorajszego wieczoru zagrał Exan uśpiła mnie w trybie natychmiastowym. To dosyć dziwne, czy on posiadał jakąś moc, dzięki której jego muzyka o wiele bardziej trafiała do osoby, która jej słuchała? Nawet jeżeli nie, to nie odebrało mi to przyjemności płynącej ze słuchania jej.
Mówiąc o Exanie, kiedy zeszłam po schodach na niższe piętro zobaczyłam go przechadzającego się po korytarzach, prawie tak samo jak ja. Raczej oboje nie mieliśmy w tym żadnego celu, a jedynie zwiedzaliśmy zamek dla pewnego rodzaju "zabawy". Przyspieszyłam kroku i podeszłam do Exana.
- Wyspałaś się? - zapytał kiedy byłam w wystarczającej odległości, abym mogła to usłyszeć. Uśmiechnęłam się i splotłam ręce na plecach.
- Powinnam raczej zapytać się o to ciebie. teoretycznie poszedłeś spać później niż ja - uważałam to za dosyć śmieszny sposób rozpoczynania rozmowy, ale wytrwale brnęłam w ten temat - Odpowiadając na twoje pytanie to tak, wyspałam się i to bardzo. A wszystkiemu winna ta muzyka, którą grasz, musisz przystopować, bo mnie uzależnisz od niej. A skutki tego mogą być opłakane, jak tak sobie o tym myślę, wiesz? - dodałam po chwili, zmieniając trochę temat.
<Exan?>
Kiedy się obudziłam, słońce od dawna już świeciło na niebie. Gdy wstałam, od razu zabrałam się za czesanie włosów, jakoś była to pierwsza rzecz, jaką robię zaraz po przebudzeniu. W swojej ludzkiej formie, miałam je niesamowicie długie, co utrudniało mi robotę i sprawiało, że ta czynność pochłaniała większość cennych minut podczas porannej rutyny. Lecz byłam przyzwyczajona, więc z dnia na dzień zdawało się to trwać coraz krócej i krócej. Tak też było i dzisiaj, więc w o wiele mniejszym czasie niż chociażby tydzień temu, udało mi się w pełni przygotować na ten dzień i wyjść z komnaty. Na korytarzu było mnóstwo osób, czego się spodziewałam po tak późnej godzinie. Próbowałam wypatrzeć kogokolwiek znajomego, ale niestety te próby spełzły na niczym. Pewnie moje rodzeństwo już zajmowało się codziennymi obowiązkami, szkoleniami, wspólnym eksplorowaniem zamku czy cokolwiek oni mieli aktualnie do roboty. Jedynie ja zaspałam. Ale cóż mam poradzić, melodia, którą mi wczorajszego wieczoru zagrał Exan uśpiła mnie w trybie natychmiastowym. To dosyć dziwne, czy on posiadał jakąś moc, dzięki której jego muzyka o wiele bardziej trafiała do osoby, która jej słuchała? Nawet jeżeli nie, to nie odebrało mi to przyjemności płynącej ze słuchania jej.
Mówiąc o Exanie, kiedy zeszłam po schodach na niższe piętro zobaczyłam go przechadzającego się po korytarzach, prawie tak samo jak ja. Raczej oboje nie mieliśmy w tym żadnego celu, a jedynie zwiedzaliśmy zamek dla pewnego rodzaju "zabawy". Przyspieszyłam kroku i podeszłam do Exana.
- Wyspałaś się? - zapytał kiedy byłam w wystarczającej odległości, abym mogła to usłyszeć. Uśmiechnęłam się i splotłam ręce na plecach.
- Powinnam raczej zapytać się o to ciebie. teoretycznie poszedłeś spać później niż ja - uważałam to za dosyć śmieszny sposób rozpoczynania rozmowy, ale wytrwale brnęłam w ten temat - Odpowiadając na twoje pytanie to tak, wyspałam się i to bardzo. A wszystkiemu winna ta muzyka, którą grasz, musisz przystopować, bo mnie uzależnisz od niej. A skutki tego mogą być opłakane, jak tak sobie o tym myślę, wiesz? - dodałam po chwili, zmieniając trochę temat.
<Exan?>
Od Exana cd Asagiri
- Mihnea to twój ojciec?- zapytałem lekko zaskoczony tym faktem, ale potem spojrzałem w stronę odchodzącego lwa.
Z racji tego, że nadchodziła późna pora Asagiri musiała już iść, ale pozwoliła mi odprowadzić ją do jej komnaty.
- Do zobaczenia, do kiedyś, Lordzie Ravenwood.
Zniżyłem się, aby uzyskać swobodny kontakt wzrokowy z Asagiri.
- Mówię ci, nie jestem Lordem. Mów mi Exan.
- Starszym nie powinno się mówić po imieniu, nie wypada- burknęła i lekko przekrzywiła usta w niewinnym uśmiechu.
- Prawda, ale nie wtedy, jak ktoś na to pozwala. Jak ci mówię, że możesz mi mówić po imieniu, to nawet jakby się paliło, waliło wołaj na mnie Exan, zapamiętasz?
- Tak- odparła z uśmiechem.
Wstałem na równe nogi.
- Dobrze, a więc do kiedyś tam, Asagiri.
Asagiri zniknęła za drzwiami swojej komnaty. Odchodząc powoli, rzuciłem okiem odruchowo w stronę drzwi komnaty, myśląc, że Asagiri wynurzy stamtąd swoją uroczą główkę. Jednak nic się takiego nie wydarzyło, więc podążyłem schodami prowadzącymi w dół do swojego pokoju.
Noc okazała się szybka i natychmiast zasłoniła niebo swoją mroczną kołdrą, na której pojawiły się skrzące gwiazdy. Wychyliłem głowę przez okno, oddając się totalnemu skupieniu na orzeźwiającym wiatrem.
Nagle usłyszałem, że drzwi do mojej komnaty się otwierają. Odwracam się i widzę wyłaniającą się głowę Asagiri.
- Hej, co ty tu robisz?- zapytałem
- Nie mogę spać, za dużo myślę.
Uśmiechnąłem się na jej widok.
- Ehm, więc co mogę dla ciebie zrobić?
- Zagrasz dla mnie?- spytała po czym wyciągnęła lirę.
Asagiri poprowadziła mnie do swojego pokoju, ta wskoczyła pod kołdrę.
- Twoi rodzice śpią?
- Nie, wyszli gdzie w jakiejś ważnej sprawie...
- Hmm no to do dzieła- powiedziałem i złapałem znany mi instrument, od razu czując z nim więź.
Spojrzałem na niebo, na którym górował księżyc w pełni, a jego srebrzyste światło wpadało do środka pokoju. Spojrzałem na jego piękny blask, a wokół niego towarzyszyły mu gwiazdy. Nawet nie wiem kiedy zacząłem grać. Lekkie i powolne ruchy palców same współgrały ze strunami, a ich owocem była miła i uspokajająca melodia, która łatwo wpadała w ucho. W trakcie gry, narodziło się we mnie poczucie, że jestem komuś potrzebny, że w każdej chwili mogę komuś pomóc- to bardzo pokrzepiające uczucie. Gdy skończyłem, Asagiri już zasnęła. Jej brzuch spokojnie unosił się w rytmie powolnego oddechu. Bezszelestnie wycofałem się z pokoju.
<Asagiri?>
Z racji tego, że nadchodziła późna pora Asagiri musiała już iść, ale pozwoliła mi odprowadzić ją do jej komnaty.
- Do zobaczenia, do kiedyś, Lordzie Ravenwood.
Zniżyłem się, aby uzyskać swobodny kontakt wzrokowy z Asagiri.
- Mówię ci, nie jestem Lordem. Mów mi Exan.
- Starszym nie powinno się mówić po imieniu, nie wypada- burknęła i lekko przekrzywiła usta w niewinnym uśmiechu.
- Prawda, ale nie wtedy, jak ktoś na to pozwala. Jak ci mówię, że możesz mi mówić po imieniu, to nawet jakby się paliło, waliło wołaj na mnie Exan, zapamiętasz?
- Tak- odparła z uśmiechem.
Wstałem na równe nogi.
- Dobrze, a więc do kiedyś tam, Asagiri.
Asagiri zniknęła za drzwiami swojej komnaty. Odchodząc powoli, rzuciłem okiem odruchowo w stronę drzwi komnaty, myśląc, że Asagiri wynurzy stamtąd swoją uroczą główkę. Jednak nic się takiego nie wydarzyło, więc podążyłem schodami prowadzącymi w dół do swojego pokoju.
Noc okazała się szybka i natychmiast zasłoniła niebo swoją mroczną kołdrą, na której pojawiły się skrzące gwiazdy. Wychyliłem głowę przez okno, oddając się totalnemu skupieniu na orzeźwiającym wiatrem.
Nagle usłyszałem, że drzwi do mojej komnaty się otwierają. Odwracam się i widzę wyłaniającą się głowę Asagiri.
- Hej, co ty tu robisz?- zapytałem
- Nie mogę spać, za dużo myślę.
Uśmiechnąłem się na jej widok.
- Ehm, więc co mogę dla ciebie zrobić?
- Zagrasz dla mnie?- spytała po czym wyciągnęła lirę.
Asagiri poprowadziła mnie do swojego pokoju, ta wskoczyła pod kołdrę.
- Twoi rodzice śpią?
- Nie, wyszli gdzie w jakiejś ważnej sprawie...
- Hmm no to do dzieła- powiedziałem i złapałem znany mi instrument, od razu czując z nim więź.
Spojrzałem na niebo, na którym górował księżyc w pełni, a jego srebrzyste światło wpadało do środka pokoju. Spojrzałem na jego piękny blask, a wokół niego towarzyszyły mu gwiazdy. Nawet nie wiem kiedy zacząłem grać. Lekkie i powolne ruchy palców same współgrały ze strunami, a ich owocem była miła i uspokajająca melodia, która łatwo wpadała w ucho. W trakcie gry, narodziło się we mnie poczucie, że jestem komuś potrzebny, że w każdej chwili mogę komuś pomóc- to bardzo pokrzepiające uczucie. Gdy skończyłem, Asagiri już zasnęła. Jej brzuch spokojnie unosił się w rytmie powolnego oddechu. Bezszelestnie wycofałem się z pokoju.
<Asagiri?>
niedziela, 5 maja 2019
Od Asagiri CD Exana
Nie kłamałam kiedy mówiłam o moich odczuciach związanych z muzyką graną przez Exana. Była wspaniała i doskonale dopełniała krajobraz wokół, nadając mu tej tajemniczej aury, która sprawiała, że zaczęłam się zastanawiać, jakie stworzenia się kryją w nieskończonych lasach i czy kiedykolwiek będzie dane mi się tego dowiedzieć. Od kilku minut moje myśli były zajęte przez wymyślanie teorii i odtwarzanie wizerunków stworów, o jakich czytałam, dopóki muzyka, która nadal rozbrzmiewała, nie przebiła się przez warstwę myśli. Kilka kolejnych nut starczyło, aby moje oczy, zgodnie z moją wcześniejszą wypowiedzią, zaszkliły się. Lecz były to łzy szczęścia, radości i przyjemności czerpanej z tego, że niezwykła pieśń w tym momencie była zarezerwowana dla mnie, i tylko dla mnie.
Poprawiłam płaszcz, który zsunął się z moich ramion przez nieustający, chłodny wiatr i popatrzyłam na mojego towarzysza, który wydawał się całkowicie pochłonięty przez graną melodię. Nie chciałam przerywać, ale też nie chciałam znikać bez zapowiedzi. Musiałam już iść, straciłam rachubę czasu, a słońce powoli zbliżało się do horyzontu. Niebo przybrało kolor złota, a słońce lśniło bardziej niż kilkanaście minut wcześniej. Nie mogłam zostać, bo dałabym jedynie powody mojej rodzinie do zamartwiania się. Nie było mnie pół dnia w domu, podczas, gdy nikt tak naprawdę nie wiedział co się ze mną dzieje. I mimo tego, że w swoich oczach jestem osobą, która da radę poradzić sobie z czymkolwiek to dla mojej rodziny wciąż jestem dzieckiem. Nie mogę ich obwiniać za to, że uważają mnie za bezbronną w czasie zagrożenia.
- Lordzie? - zapytałam niepewnie, ale dostatecznie głośno, aby Exan mógł to usłyszeć i na chwilę przerwać grę - Niestety muszę już wracać. Pomimo tego, że jestem w domu to i tak nie jest to typowe miejsce na spędzanie czasu, prawda? Wiem, że przynajmniej jedna osoba z mojej rodziny mnie szuka, bo nie mieli żadnych wiadomości na mój temat od południa w sumie. Tak więc, naprawdę dziękuję za swego rodzaju koncert, jak chcesz to możesz tu zostać, ale nie mam nic przeciwko temu, abyś wrócił do wnętrza zamku ze mną - nie czekając na odpowiedź, co może było nieco nieuprzejme z mojej strony, odwróciłam się i po chwili ponownie znalazłam się w owej wieży, więc jedynie sekundy dzieliły mnie od tego, aby znaleźć się na jednym z wielu korytarzy w tym budynku.
Kiedy usłyszałam kroki za sobą, instynktownie się zatrzymałam i zobaczyłam kim jest ta osoba. Widok Exana wywołał u mnie uczucie ulgi i pewnego rodzaju zadowolenia. Widać, że nie uśmiechała mu się opcja zostania na dachu, sam na sam z lirą, którą wziął z sali. Myślę, że nie było to żadne wykroczenie, najwyżej postanowię się odezwać w tej sprawie, jeśli ktoś będzie miał z tym problem.
- Widzę, że znudziła ci się gra na lirze - powiedziałam wspaniałomyślnie, uśmiechając się, a mój wzrok przypadkowo zawędrował ku osobie, która przechodziła za plecami Exana. Rozpoznałam w niej mojego ojca, do którego się uśmiechnęłam radośnie i pomachałam lekko, kiedy tylko mnie zauważył. Odwzajemnił gest, a potem powrócił do swoich obowiązków, a raczej do rozmowy z kimś, kogo nie znałam.
- Do kogo machałaś? - zapytał mój towarzysz odwracając się w stronę, w którą przez chwilą patrzyłam. Niestety, spóźnił się o kilka sekund, aby w pełni zobaczyć tę osobę, bo Mihnea zniknął za rogiem, całkowicie pochłonięty przez rozmowę z nieznajomym.
- Do ojca. Normalnie bym do niego podeszła, ale nie chciałam zawracać mu głowy podczas, gdy rozmawiał z kimś, najprawdopodobniej ważnym - odpowiedziałam przenosząc ponownie wzrok na Exana.
<Exan? Dla mnie to moje opowiadanie też nie jest wystarczające, także, nie jesteś sam xd>
Poprawiłam płaszcz, który zsunął się z moich ramion przez nieustający, chłodny wiatr i popatrzyłam na mojego towarzysza, który wydawał się całkowicie pochłonięty przez graną melodię. Nie chciałam przerywać, ale też nie chciałam znikać bez zapowiedzi. Musiałam już iść, straciłam rachubę czasu, a słońce powoli zbliżało się do horyzontu. Niebo przybrało kolor złota, a słońce lśniło bardziej niż kilkanaście minut wcześniej. Nie mogłam zostać, bo dałabym jedynie powody mojej rodzinie do zamartwiania się. Nie było mnie pół dnia w domu, podczas, gdy nikt tak naprawdę nie wiedział co się ze mną dzieje. I mimo tego, że w swoich oczach jestem osobą, która da radę poradzić sobie z czymkolwiek to dla mojej rodziny wciąż jestem dzieckiem. Nie mogę ich obwiniać za to, że uważają mnie za bezbronną w czasie zagrożenia.
- Lordzie? - zapytałam niepewnie, ale dostatecznie głośno, aby Exan mógł to usłyszeć i na chwilę przerwać grę - Niestety muszę już wracać. Pomimo tego, że jestem w domu to i tak nie jest to typowe miejsce na spędzanie czasu, prawda? Wiem, że przynajmniej jedna osoba z mojej rodziny mnie szuka, bo nie mieli żadnych wiadomości na mój temat od południa w sumie. Tak więc, naprawdę dziękuję za swego rodzaju koncert, jak chcesz to możesz tu zostać, ale nie mam nic przeciwko temu, abyś wrócił do wnętrza zamku ze mną - nie czekając na odpowiedź, co może było nieco nieuprzejme z mojej strony, odwróciłam się i po chwili ponownie znalazłam się w owej wieży, więc jedynie sekundy dzieliły mnie od tego, aby znaleźć się na jednym z wielu korytarzy w tym budynku.
Kiedy usłyszałam kroki za sobą, instynktownie się zatrzymałam i zobaczyłam kim jest ta osoba. Widok Exana wywołał u mnie uczucie ulgi i pewnego rodzaju zadowolenia. Widać, że nie uśmiechała mu się opcja zostania na dachu, sam na sam z lirą, którą wziął z sali. Myślę, że nie było to żadne wykroczenie, najwyżej postanowię się odezwać w tej sprawie, jeśli ktoś będzie miał z tym problem.
- Widzę, że znudziła ci się gra na lirze - powiedziałam wspaniałomyślnie, uśmiechając się, a mój wzrok przypadkowo zawędrował ku osobie, która przechodziła za plecami Exana. Rozpoznałam w niej mojego ojca, do którego się uśmiechnęłam radośnie i pomachałam lekko, kiedy tylko mnie zauważył. Odwzajemnił gest, a potem powrócił do swoich obowiązków, a raczej do rozmowy z kimś, kogo nie znałam.
- Do kogo machałaś? - zapytał mój towarzysz odwracając się w stronę, w którą przez chwilą patrzyłam. Niestety, spóźnił się o kilka sekund, aby w pełni zobaczyć tę osobę, bo Mihnea zniknął za rogiem, całkowicie pochłonięty przez rozmowę z nieznajomym.
- Do ojca. Normalnie bym do niego podeszła, ale nie chciałam zawracać mu głowy podczas, gdy rozmawiał z kimś, najprawdopodobniej ważnym - odpowiedziałam przenosząc ponownie wzrok na Exana.
<Exan? Dla mnie to moje opowiadanie też nie jest wystarczające, także, nie jesteś sam xd>
Od Exana cd Asagiri
Chwyciłem za lirę (miałem nadzieję, że nikt nie urazi się, że wyniosłem ją poza jej należyte miejsce) po czym poszedłem za Asagiri. Prowadziła mnie przez prostą drogę do góry w stronę jakiegoś wysoko położonego celu. Schody prowadziły nas to coraz wyżej, odkrywałem przy tym tajemnice wyższych kondygnacji zamku. Celem okazał się wejście na dach zamku, z którego można oglądać bezkres tego świata. Usiadłem na tej samej wysokości, co Asagiri po czym wodziłem wzrokiem po krajobrazie- piękne tętniące życiem doliny, drzewa skrywające za baldachimem swych koron sekrety lasu, otaczającego zamek.
Wiatr wzbił się mocno, zatrzepotał moim płaszczem, mierzwił przyjemnie włosy. Ciało Asagiri wstrząsnęły ciarki, wywołane gwałtownym porywem wiatru, ale udawała że wszystko jest w porządku. Odpiąłem klamrę płaszcza i zdjąłem go, po czym założyłem na barki Asagiri.
- Nie, nie trzeba- powiedziała Asagiri, ale ja bez słowa zapiąłem klamrę płaszcza na jej szyi. Mimo tego Asagiri objęła się czule płaszczem.
Młoda oglądała widoki, ja złapałem za lirę i zacząłem pogrywać spokojną, pełną szczęścia i odwagi melodię, która wydawała się rozbrzmiewać po całym zamku, niesiona przez wiatr.
- Ten widok i twoja pieść, złączone w jedno aż łzy same kręcą się w oczach- skomentowała Asagiri. Nic nie mówiłem, grałem dalej.
Nauczyłem się tej pieśni trochę ze strachu, trochę z zamiłowaniem do muzyki. Czemu ze strachu?
Mawiają, że to "Pieśń smoków"
Gdy grałem dalej wyobrażałem sobie, jak ogromne gadzie oczy wpatrują się we mnie, z pyska buchał czarny siarczysty dym- lśniące łuski, odbijające światło ognia pochodni stroszyły się niebezpiecznie. Gdybym prędko nie złapał za lutnię i nie zagrał melodii, smok pochłonąłby moje ciało jednym tchnieniem ognia.
Smok zamiast zionąć ogniem, jego oczy stały się rozumne, wyrzekły się wszelkiej agresji...
Zawitały natomiast spokój i harmonię.
Smok zbliżył się, podłożył swój ogromny rogaty łeb obok moich nóg, słuchał.
Tak samo robiłem teraz, lecz bez wszelkiego niebezpieczeństwa, swobodnie przesuwałem palcami po strunach.
<Asagiria> No dzisiaj się postarałem, ale to i tak dla mnie za mało xD
Wiatr wzbił się mocno, zatrzepotał moim płaszczem, mierzwił przyjemnie włosy. Ciało Asagiri wstrząsnęły ciarki, wywołane gwałtownym porywem wiatru, ale udawała że wszystko jest w porządku. Odpiąłem klamrę płaszcza i zdjąłem go, po czym założyłem na barki Asagiri.
- Nie, nie trzeba- powiedziała Asagiri, ale ja bez słowa zapiąłem klamrę płaszcza na jej szyi. Mimo tego Asagiri objęła się czule płaszczem.
Młoda oglądała widoki, ja złapałem za lirę i zacząłem pogrywać spokojną, pełną szczęścia i odwagi melodię, która wydawała się rozbrzmiewać po całym zamku, niesiona przez wiatr.
- Ten widok i twoja pieść, złączone w jedno aż łzy same kręcą się w oczach- skomentowała Asagiri. Nic nie mówiłem, grałem dalej.
Nauczyłem się tej pieśni trochę ze strachu, trochę z zamiłowaniem do muzyki. Czemu ze strachu?
Mawiają, że to "Pieśń smoków"
Gdy grałem dalej wyobrażałem sobie, jak ogromne gadzie oczy wpatrują się we mnie, z pyska buchał czarny siarczysty dym- lśniące łuski, odbijające światło ognia pochodni stroszyły się niebezpiecznie. Gdybym prędko nie złapał za lutnię i nie zagrał melodii, smok pochłonąłby moje ciało jednym tchnieniem ognia.
Smok zamiast zionąć ogniem, jego oczy stały się rozumne, wyrzekły się wszelkiej agresji...
Zawitały natomiast spokój i harmonię.
Smok zbliżył się, podłożył swój ogromny rogaty łeb obok moich nóg, słuchał.
Tak samo robiłem teraz, lecz bez wszelkiego niebezpieczeństwa, swobodnie przesuwałem palcami po strunach.
<Asagiria> No dzisiaj się postarałem, ale to i tak dla mnie za mało xD
sobota, 4 maja 2019
Od Asagiri CD Exana
Poprowadziłam Exana do sali z instrumentami, starając się ignorować spojrzenia przypadkowych osób, które mijaliśmy. To trochę irytujące, być rozpoznawalną na każdym kroku, chętnie bym się obeszła bez tego. Moje rodzeństwo pewnie też ma takie problemy, ale oni jakoś o wiele lepiej to znoszą, nie wiem dlaczego.
Kiedy podeszliśmy do miejsca, w którym znajdywały się różne instrumenty, usiadłam na krześle stojącym nieopodal gablotki z instrumentami strunowymi, z której to Exan wziął pięknie zdobioną lirę, która potrafiła zagrać prawie każdą melodię na świecie, jeśli tylko trafiła na kogoś odpowiedniego. W milczeniu obserwowałam jak mój towarzysz lekko szarpał struny liry, wydając z niej delikatne, ale stanowcze dźwięki. Na początku pojedyncze nuty, później coraz odważniej i odważniej, układając z nich jedną, dźwięczną melodię, która jednocześnie mogła usypiać i pobudzać. Czy to źle, że nie potrafię dokładniej określić nastroju muzyki? Lubiłam kiedy ktoś w mojej obecności grał, uważałam to za schlebiające, że jakaś osoba odsłoniła przede mną swoje talenty. Tak jak Lord Ravenwood. Swoją drogą, ciekawe jest to, jak reagował na tę nazwę. Jasno mi powiedział, że nie jest żadnym Lordem, a ja i tak uparcie go tak nazywałam. Nie wiem, może dlatego, że jego reakcja była nadzwyczaj intrygująca. To jak usilnie próbował nie protestować za każdym razem, kiedy słyszał słowo "Lord" skierowane w jego kierunku, ale również to, jak na jego twarzy malowała się irytacja, którą próbował maskować, ale udało mi się jakoś ją dojrzeć. Rozmowa z takimi osobami jak on pozwalała mi trenować odgadywanie niechcianych, lub po prostu niepotrzebnych, emocji, a to z pewnością przyda się w mojej przyszłej pracy. Jak mam pomagać, skoro nie będę miała zielonego pojęcia o tym, jakie uczucia kryją się w ich sercach, prawda?
Exan po jakimś czasie skończył, a ja jeszcze przez chwilę milczałam, chcąc jak najbardziej zapamiętać dźwięk i brzmienie owej melodii. Dopiero, gdy miałam pewność, że zrobiłam wszystko co w swojej mocy, aby móc ją potem przywołać, postanowiłam się odezwać.
- Lordzie Ravenwood - znów ta sama reakcja, nie wiem czemu, ale takie droczenie się wywołuje u mnie lekki uśmiech - Naprawdę doceniam to, że zgodziłeś się zagrać, bo musisz wiedzieć, że robisz to wspaniale. Zresztą, jak sam mówiłeś, twoje dłonie są niezwykle przystosowane do strun i grania na właśnie takich instrumentach jak ta lira. Dziękuję, może kiedyś zagrasz nie tylko dla jednej osoby, ale dla większości osób na dworze? Chętnie usłyszałabym cię jeszcze raz, wiesz? - wstałam z krzesła, po czym odłożyłam je na właściwe miejsce. Nie chciałam zaburzać harmonii i ładu, które panowały w tym miejscu - Zmieniając trochę temat, skoro ty pokazałeś mi coś, co lubisz robić, to chyba teraz czas na mnie co? Chodź za mną, pokażę ci miejsce, w którym lubię przebywać - dodałam i od razu wyszłam z sali, słysząc kroki Exana za sobą. Kierowałam się w stronę wieży, z której była prosta droga prowadząca na dach, z którego można oglądać prawie wszystko z góry. Nie jest trudno się tam dostać, ale raczej nikt oprócz mnie z tego nie korzysta, a przynajmniej ja nikogo nie widziałam.
- Trochę różni się od grania, ale lubię przebywać tu nawet bardziej niż w swojej komnacie, co jest dosyć zabawne, biorąc pod uwagę to, że to właśnie komnata powinna miejscem, w którym czuję się najbezpieczniej - odezwałam się kiedy dotarliśmy do celu. Nie było to nic specjalnego, lecz i tak od razu usiadłam na dachu i oczekiwałam, że Exan zrobi to samo. I zrobił, a kiedy kątem oka zobaczyłam, że siada na tej samej wysokości, co ja, odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się lekko - O wiele lepiej to wygląda w nocy, teraz się niczym nie wyróżnia i pewnie nie jest to dla ciebie nic fascynującego. Lecz mimo niesprzyjającej pory, chciałam również pokazać czym wypełniam swój wolny czas.
<Exan? Spoko, moje też nie jest jakieś wybitne ^^ (ah, dopisek "wspomnienia" należy dodawać do tytułu opowiadania tylko w pierwszym poście, potem jest nieobowiązkowy, ale jak wolisz :3)>
Kiedy podeszliśmy do miejsca, w którym znajdywały się różne instrumenty, usiadłam na krześle stojącym nieopodal gablotki z instrumentami strunowymi, z której to Exan wziął pięknie zdobioną lirę, która potrafiła zagrać prawie każdą melodię na świecie, jeśli tylko trafiła na kogoś odpowiedniego. W milczeniu obserwowałam jak mój towarzysz lekko szarpał struny liry, wydając z niej delikatne, ale stanowcze dźwięki. Na początku pojedyncze nuty, później coraz odważniej i odważniej, układając z nich jedną, dźwięczną melodię, która jednocześnie mogła usypiać i pobudzać. Czy to źle, że nie potrafię dokładniej określić nastroju muzyki? Lubiłam kiedy ktoś w mojej obecności grał, uważałam to za schlebiające, że jakaś osoba odsłoniła przede mną swoje talenty. Tak jak Lord Ravenwood. Swoją drogą, ciekawe jest to, jak reagował na tę nazwę. Jasno mi powiedział, że nie jest żadnym Lordem, a ja i tak uparcie go tak nazywałam. Nie wiem, może dlatego, że jego reakcja była nadzwyczaj intrygująca. To jak usilnie próbował nie protestować za każdym razem, kiedy słyszał słowo "Lord" skierowane w jego kierunku, ale również to, jak na jego twarzy malowała się irytacja, którą próbował maskować, ale udało mi się jakoś ją dojrzeć. Rozmowa z takimi osobami jak on pozwalała mi trenować odgadywanie niechcianych, lub po prostu niepotrzebnych, emocji, a to z pewnością przyda się w mojej przyszłej pracy. Jak mam pomagać, skoro nie będę miała zielonego pojęcia o tym, jakie uczucia kryją się w ich sercach, prawda?
Exan po jakimś czasie skończył, a ja jeszcze przez chwilę milczałam, chcąc jak najbardziej zapamiętać dźwięk i brzmienie owej melodii. Dopiero, gdy miałam pewność, że zrobiłam wszystko co w swojej mocy, aby móc ją potem przywołać, postanowiłam się odezwać.
- Lordzie Ravenwood - znów ta sama reakcja, nie wiem czemu, ale takie droczenie się wywołuje u mnie lekki uśmiech - Naprawdę doceniam to, że zgodziłeś się zagrać, bo musisz wiedzieć, że robisz to wspaniale. Zresztą, jak sam mówiłeś, twoje dłonie są niezwykle przystosowane do strun i grania na właśnie takich instrumentach jak ta lira. Dziękuję, może kiedyś zagrasz nie tylko dla jednej osoby, ale dla większości osób na dworze? Chętnie usłyszałabym cię jeszcze raz, wiesz? - wstałam z krzesła, po czym odłożyłam je na właściwe miejsce. Nie chciałam zaburzać harmonii i ładu, które panowały w tym miejscu - Zmieniając trochę temat, skoro ty pokazałeś mi coś, co lubisz robić, to chyba teraz czas na mnie co? Chodź za mną, pokażę ci miejsce, w którym lubię przebywać - dodałam i od razu wyszłam z sali, słysząc kroki Exana za sobą. Kierowałam się w stronę wieży, z której była prosta droga prowadząca na dach, z którego można oglądać prawie wszystko z góry. Nie jest trudno się tam dostać, ale raczej nikt oprócz mnie z tego nie korzysta, a przynajmniej ja nikogo nie widziałam.
- Trochę różni się od grania, ale lubię przebywać tu nawet bardziej niż w swojej komnacie, co jest dosyć zabawne, biorąc pod uwagę to, że to właśnie komnata powinna miejscem, w którym czuję się najbezpieczniej - odezwałam się kiedy dotarliśmy do celu. Nie było to nic specjalnego, lecz i tak od razu usiadłam na dachu i oczekiwałam, że Exan zrobi to samo. I zrobił, a kiedy kątem oka zobaczyłam, że siada na tej samej wysokości, co ja, odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się lekko - O wiele lepiej to wygląda w nocy, teraz się niczym nie wyróżnia i pewnie nie jest to dla ciebie nic fascynującego. Lecz mimo niesprzyjającej pory, chciałam również pokazać czym wypełniam swój wolny czas.
<Exan? Spoko, moje też nie jest jakieś wybitne ^^ (ah, dopisek "wspomnienia" należy dodawać do tytułu opowiadania tylko w pierwszym poście, potem jest nieobowiązkowy, ale jak wolisz :3)>
Od Exana cd Asagiri "Wspomnienia"
Spoglądam na młodą, po czym unoszę kącik nóg.
- Z chęcią się wybiorę do zamku, czemu nie... idę z tobą.
Asagiri lekko uśmiechnęła się, po czym powiedziała.
- Jesteś nieco smutny, jak na Lorda.
Spoglądam na nią.
- Nie jestem Lordem, co prawda jestem ze szlacheckiej rodziny, ale... nie mam takiego tytułu. Mogę go mieć, dopiero po śmierci Ojca. Chociaż to też nie wystarcza, bo ten tytuł dziedziczy mój starszy brat... chyba że zrzeknie się tytułu.
- Rozumiem.
- To dobrze.
Nagle naszym oczom ukazał się widok zamku na tle błękitnego nieba.
- Robi wrażenie, prawda?
Nie odpowiedziałem. Włożyłem kaptur na głowę i zmierzaliśmy w stronę zamczyska.
Niesamowita budowla wznosiła się na wzgórzu, otoczonym przez ramę drzew liściastych oraz iglastych.
W trakcie tej wędrówki gdy spoglądałem na Asagiri, ciągle wspominałem moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Była strasznie do niej podobna, niemal że jej klon... ale czas zabrał mi z pamięci jej wygląd... pamiętam jedynie jej piękny wzrok. Ojciec Pan zakazywał mi się z nią spotykać, do dzisiejszego dnia nie mogłem tego zrozumieć.
Jako że to była moją najlepszą przyjaciółką i jedyną osoba, która poza moją Panią Matką potrafiła mnie zrozumieć. Mogłoby się powiedzieć, że rósł między nami pewien romans...
Dzień przed tym, jak mój Ojciec Pan zdecydował wysłać mnie do wojska, pamiętam jej słodki pocałunek... Aż chciałoby się pisać o tym pieśń.
- Jesteśmy na miejscu- powiedziała moja towarzyszka.
Wyrwany z odmętów wspomnień, spojrzałem przed siebie. Staliśmy przed bramą główną, prowadzącą na dziedziniec.
- A tak poza tym, co lubisz robić, Lordzie Ravenwood?
Już miałem ją skarcić za to "Lordowanie" ale już sobie odpuściłem.
- Hmm... zazwyczaj... przepadam za muzyką, kocham książki... nie zanudzam cię?
- Nie, nie- zapewniła Asagiri.- A potrafiłbyś coś zagrać bądź zaśpiewać?
Przekrzywiłem kącik ust w dół.
- Prędzej zagrałbym coś... wstydzę się mojego głosu, jest on... nieprzystosowany do śpiewu, ale palce mam przystosowane do strun. Zazwyczaj gram na lutni, lirze, gitarze i skrzypcach.
- Zagrasz coś?
- Nie mam instrumentów- rzekłem.
- Znam miejsce, gdzie mogą być instrumenty, chodź za mną, Lordzie.
Weszliśmy do sali balowej, gdzie mieściła się komórka z instrumentami. Wziąłem lirę.
Pewnymi i łagodnymi ruchami palców trąciłem struny, które wydały z siebie odważną i lekką melodię.
<Asagiri?> Wybacz, że to opowiadanie ma mało opisów, napisane byle jak, jak przez przedszkolaka, ale po prostu nie mam pomysłu :3
- Z chęcią się wybiorę do zamku, czemu nie... idę z tobą.
Asagiri lekko uśmiechnęła się, po czym powiedziała.
- Jesteś nieco smutny, jak na Lorda.
Spoglądam na nią.
- Nie jestem Lordem, co prawda jestem ze szlacheckiej rodziny, ale... nie mam takiego tytułu. Mogę go mieć, dopiero po śmierci Ojca. Chociaż to też nie wystarcza, bo ten tytuł dziedziczy mój starszy brat... chyba że zrzeknie się tytułu.
- Rozumiem.
- To dobrze.
Nagle naszym oczom ukazał się widok zamku na tle błękitnego nieba.
- Robi wrażenie, prawda?
Nie odpowiedziałem. Włożyłem kaptur na głowę i zmierzaliśmy w stronę zamczyska.
Niesamowita budowla wznosiła się na wzgórzu, otoczonym przez ramę drzew liściastych oraz iglastych.
W trakcie tej wędrówki gdy spoglądałem na Asagiri, ciągle wspominałem moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Była strasznie do niej podobna, niemal że jej klon... ale czas zabrał mi z pamięci jej wygląd... pamiętam jedynie jej piękny wzrok. Ojciec Pan zakazywał mi się z nią spotykać, do dzisiejszego dnia nie mogłem tego zrozumieć.
Jako że to była moją najlepszą przyjaciółką i jedyną osoba, która poza moją Panią Matką potrafiła mnie zrozumieć. Mogłoby się powiedzieć, że rósł między nami pewien romans...
Dzień przed tym, jak mój Ojciec Pan zdecydował wysłać mnie do wojska, pamiętam jej słodki pocałunek... Aż chciałoby się pisać o tym pieśń.
- Jesteśmy na miejscu- powiedziała moja towarzyszka.
Wyrwany z odmętów wspomnień, spojrzałem przed siebie. Staliśmy przed bramą główną, prowadzącą na dziedziniec.
- A tak poza tym, co lubisz robić, Lordzie Ravenwood?
Już miałem ją skarcić za to "Lordowanie" ale już sobie odpuściłem.
- Hmm... zazwyczaj... przepadam za muzyką, kocham książki... nie zanudzam cię?
- Nie, nie- zapewniła Asagiri.- A potrafiłbyś coś zagrać bądź zaśpiewać?
Przekrzywiłem kącik ust w dół.
- Prędzej zagrałbym coś... wstydzę się mojego głosu, jest on... nieprzystosowany do śpiewu, ale palce mam przystosowane do strun. Zazwyczaj gram na lutni, lirze, gitarze i skrzypcach.
- Zagrasz coś?
- Nie mam instrumentów- rzekłem.
- Znam miejsce, gdzie mogą być instrumenty, chodź za mną, Lordzie.
Weszliśmy do sali balowej, gdzie mieściła się komórka z instrumentami. Wziąłem lirę.
Pewnymi i łagodnymi ruchami palców trąciłem struny, które wydały z siebie odważną i lekką melodię.
<Asagiri?> Wybacz, że to opowiadanie ma mało opisów, napisane byle jak, jak przez przedszkolaka, ale po prostu nie mam pomysłu :3
Od Asagiri CD Exana
Sama nie wiem co mnie skłoniło, aby dzisiaj wybrać się nad Wodospad, w którym skazańcy zostają oczyszczeni z win. Ich grzechy zostają ostatecznie odpuszczone, a oni mogą w spokoju żyć nowym życiem, cały czas wiedząc, że zostali ułaskawieni. Lecz mimo to, owy Wodospad wydawał mi się smutnym miejscem, dla mnie jest jedynie symbolem grzechu i zbrodni, które automatycznie znikają, kiedy tylko skazaniec zanurzy się w wodzie. Znikają, z czasem zostają zapomniane, ale nigdy nie wybaczone. Tak bywa w większości przypadków. Chęć zemsty i nienawiść do kogoś, kto poważnie zalazł nam za skórę jest niczym wielki pożar, którego nie w sposób ugasić.
Z każdym krokiem przybliżałam się do tego miejsca, szum narastał, a ja mogłam spokojnie poczuć ten charakterystyczny zapach, który unosi się w pobliżu zbiornika wodnego. Kiedy byłam wystarczająco blisko, zobaczyłam osobę, która w samotności trwała zanurzona w wodzie, jakby głęboko nad czymś rozmyślając. Nie chciałam kryć swojej obecności, bowiem wtedy wyglądałoby to na podglądanie kogoś obcego i naruszanie czyjejś prywatności, a za nic nie chciałabym, żeby takie zdanie przylgnęło do mojej osoby. Podeszłam zatem bliżej, bo nie widziałam żadnego sensu w dalszym ukrywaniu się.
- Co ty tam robisz? - zaczęłam rozmowę. Dosyć dziwną i krótką rozmowę, o której myślałam, kiedy to stałam odwrócona plecami do, jak się paręnaście sekund wcześniej okazało, Exana. Jego nazwisko brzmiało niczym z jakiegoś sławetnego, szlacheckiego rodu, lecz nigdy o nim nie słyszałam. Nie wiedziałam czy to źle czy dobrze, ale nie chciałam sobie zaprzątać tym aktualnie głowy.
Otrząsnęłam się z tego dziwnego transu, kiedy nowo poznany Exan stanął przede mną, tym razem już całkowicie ubrany. I zawisła między nami cisza, grobowa i niezbyt przyjemna, lecz ani on, ani ja nie kwapiliśmy się do tego, aby ją przerwać - Wypadałoby przeprosić, co nie? Tak więc, przepraszam, że ci przeszkodziłam. Teoretycznie w ogóle nie powinno mnie tu być, bo wyszłam z zamku bez uprzedzenia i zapuściłam się w las mimo "niebezpieczeństw" jakimi straszą mnie, sądząc, że jestem nierozważna i nie poradzę sobie z zagrożeniem. Jestem młoda, lecz znam zasady samoobrony, co nawet córce następcy tronu się przyda w życiu, prawda? Dodatkowo wyglądałeś tak, jakbyś nad czymś intensywnie myślał, a wiem z doświadczenia, że jeśli taki trans zostanie przerwany w połowie to nie jest to zbyt przyjemne uczucie - uśmiechnęłam się, starając się mówić swobodnie i w sposób, aby chociaż trochę dało się mnie zrozumieć, mimo, że w środku czułam, że wygaduję kompletne głupoty - Zmieniając trochę temat to chyba powinnam powoli zbierać się do powrotu. Masz coś jeszcze do załatwienia nad tym Wodospadem czy, tak jak ja, wracasz na zamek? - zapytałam, splatając ręce na plecach, aby nie były w tej idiotycznej pozycji, w jakiej zazwyczaj się znajdują. Czułam się nienaturalnie mając ręce przyklejone do ciała, na moje oko wyglądało to jakoś dziwnie.
Popatrzyłam na Exana, cierpliwie czekając na odpowiedź.
<Exan?>
Z każdym krokiem przybliżałam się do tego miejsca, szum narastał, a ja mogłam spokojnie poczuć ten charakterystyczny zapach, który unosi się w pobliżu zbiornika wodnego. Kiedy byłam wystarczająco blisko, zobaczyłam osobę, która w samotności trwała zanurzona w wodzie, jakby głęboko nad czymś rozmyślając. Nie chciałam kryć swojej obecności, bowiem wtedy wyglądałoby to na podglądanie kogoś obcego i naruszanie czyjejś prywatności, a za nic nie chciałabym, żeby takie zdanie przylgnęło do mojej osoby. Podeszłam zatem bliżej, bo nie widziałam żadnego sensu w dalszym ukrywaniu się.
- Co ty tam robisz? - zaczęłam rozmowę. Dosyć dziwną i krótką rozmowę, o której myślałam, kiedy to stałam odwrócona plecami do, jak się paręnaście sekund wcześniej okazało, Exana. Jego nazwisko brzmiało niczym z jakiegoś sławetnego, szlacheckiego rodu, lecz nigdy o nim nie słyszałam. Nie wiedziałam czy to źle czy dobrze, ale nie chciałam sobie zaprzątać tym aktualnie głowy.
Otrząsnęłam się z tego dziwnego transu, kiedy nowo poznany Exan stanął przede mną, tym razem już całkowicie ubrany. I zawisła między nami cisza, grobowa i niezbyt przyjemna, lecz ani on, ani ja nie kwapiliśmy się do tego, aby ją przerwać - Wypadałoby przeprosić, co nie? Tak więc, przepraszam, że ci przeszkodziłam. Teoretycznie w ogóle nie powinno mnie tu być, bo wyszłam z zamku bez uprzedzenia i zapuściłam się w las mimo "niebezpieczeństw" jakimi straszą mnie, sądząc, że jestem nierozważna i nie poradzę sobie z zagrożeniem. Jestem młoda, lecz znam zasady samoobrony, co nawet córce następcy tronu się przyda w życiu, prawda? Dodatkowo wyglądałeś tak, jakbyś nad czymś intensywnie myślał, a wiem z doświadczenia, że jeśli taki trans zostanie przerwany w połowie to nie jest to zbyt przyjemne uczucie - uśmiechnęłam się, starając się mówić swobodnie i w sposób, aby chociaż trochę dało się mnie zrozumieć, mimo, że w środku czułam, że wygaduję kompletne głupoty - Zmieniając trochę temat to chyba powinnam powoli zbierać się do powrotu. Masz coś jeszcze do załatwienia nad tym Wodospadem czy, tak jak ja, wracasz na zamek? - zapytałam, splatając ręce na plecach, aby nie były w tej idiotycznej pozycji, w jakiej zazwyczaj się znajdują. Czułam się nienaturalnie mając ręce przyklejone do ciała, na moje oko wyglądało to jakoś dziwnie.
Popatrzyłam na Exana, cierpliwie czekając na odpowiedź.
<Exan?>
Od Exana "Wspomnienia"
Czy ja żałuję? W sumie to sam nie wiem. Dom był jedynym moim schronieniem przed złem tego świata... codzienny zapach pieczonego mięsa, słodki smak wina.. cóż przynajmniej Ojciec pozwalał mi pić jeden puchar na dzień. Później codzienne treningi walki z wynajętymi przez mego Pana Ojca nauczycielami szermierki. Jeden był nawet nieco dziwny, gdyż uważał, że wojownik powinien być jak tancerz na wodzie... zalecał mi pogoń za kotami, abym nabrał takiej zwinności jak te istoty.
Teraz to już przeszłość...
Rozmyślam tak, wpatrując się w swoje odbicie. Woda była nieskazitelnie czyta, ryby pływały swobodnie, wyglądały beztrosko.
Woda spływała z wysoko usadowionego koryta, później opadała z głośnym szumem, pieniąc się. Wodospad Oczyszczenia. W sumie sam nie wiem, co mnie napadło, aby tutaj się udać.
Odpiąłem klamrę w kształcie kruczej głowy i ściągnąłem z siebie czarny płaszcz z kapturem, po czym odłożyłem na bok.
Będę musiał długo czekać, aż uznam to miejsce za mój dom... Jednak funkcję jaką pełnię dla stada może mi w tym pomóc... miałem taką najszczerszą nadzieję. Szum wody był melodią dla moich uszu, uspokoił moje myśli o przeszłości i pozwolił zająć się teraźniejszością.
Mój Pan Ojciec jednak odcisnął swe piętno w mojej pamięci... karał mnie, ale nie przemocą fizyczną... wystarczyło spojrzeć w jego srogie i zimne jak lód oczy, żeby wszystkie wnętrzności przewróciły się do góry nogami ze strachu. Z biegiem czasu zacząłem przyzwyczajać się do jego wyrazu... przestałem się go bać. Nie jestem już małym kociakiem, któremu można wszystko wmówić.
Odpiąłem karwasze i naramiennik z lwiej czaszki i odłożyłem obok płaszcza. Sprawdziłem czy woda nie jest zimna, po czym zanurzyłem się w niej aż po szyję. Zanurzyłem głowę.
Kąpiel orzeźwiła moje ciało, pozwalało na rozluźnienie. Wiem, że to miejsce, gdzie skazańcy obmywają się z win... ale moc przeszłości odbijała się na mnie, jak wielka bolesna wina.
W powietrzu zwietrzyłem, że ktoś się zbliża. Teoretycznie powinienem się teraz zanurzyć całkowicie i przeczekać, ale z drugiej strony co by mi to dało?
Przybyszem okazała się biała lwica, ale nie wyglądała na dorosłą...
To był jeszcze kociak.
No w tym przypadku widok nagiego lwa dla niej powinien być nieodpowiedni, gdyż nie chciałem urągać psychiki małej, więc postanowiłem zostać we wodzie.
- Co ty tam robisz?- zapytała młoda przybyszka.
- Biorę kąpiel- odpowiadam krótko
- Ale tutaj kąpią się skazańcy! Jesteś skazańcem?
- Nie..chyba nie- odparłem i przekrzywiłem kącik ust.
- Jak ci na imię? Ja jestem Asagiri
- Miło mi, jestem Exan. Exan Ravenwood.
- Szlachetne nazwisko..
Szlachetne, ale co z tego?
- No niby tak, odwrócisz się? Chciałbym się ubrać.
Asagiri posłuchała i odwróciła się. Nawet nie przyszło jej do głowy, aby podglądać. Założyłem płaszcz, przypinając ją klamrą. Po chwili stanąłem przed młodą w pełnym stroju godnego Lorda Ravenwood'ów. Ale coś mi się zdaje, że w tym miejscu tytuł szlachecki nie ma wielkiego znaczenia.
<Asagiri?>
Teraz to już przeszłość...
Rozmyślam tak, wpatrując się w swoje odbicie. Woda była nieskazitelnie czyta, ryby pływały swobodnie, wyglądały beztrosko.
Woda spływała z wysoko usadowionego koryta, później opadała z głośnym szumem, pieniąc się. Wodospad Oczyszczenia. W sumie sam nie wiem, co mnie napadło, aby tutaj się udać.
Odpiąłem klamrę w kształcie kruczej głowy i ściągnąłem z siebie czarny płaszcz z kapturem, po czym odłożyłem na bok.
Będę musiał długo czekać, aż uznam to miejsce za mój dom... Jednak funkcję jaką pełnię dla stada może mi w tym pomóc... miałem taką najszczerszą nadzieję. Szum wody był melodią dla moich uszu, uspokoił moje myśli o przeszłości i pozwolił zająć się teraźniejszością.
Mój Pan Ojciec jednak odcisnął swe piętno w mojej pamięci... karał mnie, ale nie przemocą fizyczną... wystarczyło spojrzeć w jego srogie i zimne jak lód oczy, żeby wszystkie wnętrzności przewróciły się do góry nogami ze strachu. Z biegiem czasu zacząłem przyzwyczajać się do jego wyrazu... przestałem się go bać. Nie jestem już małym kociakiem, któremu można wszystko wmówić.
Odpiąłem karwasze i naramiennik z lwiej czaszki i odłożyłem obok płaszcza. Sprawdziłem czy woda nie jest zimna, po czym zanurzyłem się w niej aż po szyję. Zanurzyłem głowę.
Kąpiel orzeźwiła moje ciało, pozwalało na rozluźnienie. Wiem, że to miejsce, gdzie skazańcy obmywają się z win... ale moc przeszłości odbijała się na mnie, jak wielka bolesna wina.
W powietrzu zwietrzyłem, że ktoś się zbliża. Teoretycznie powinienem się teraz zanurzyć całkowicie i przeczekać, ale z drugiej strony co by mi to dało?
Przybyszem okazała się biała lwica, ale nie wyglądała na dorosłą...
To był jeszcze kociak.
No w tym przypadku widok nagiego lwa dla niej powinien być nieodpowiedni, gdyż nie chciałem urągać psychiki małej, więc postanowiłem zostać we wodzie.
- Co ty tam robisz?- zapytała młoda przybyszka.
- Biorę kąpiel- odpowiadam krótko
- Ale tutaj kąpią się skazańcy! Jesteś skazańcem?
- Nie..chyba nie- odparłem i przekrzywiłem kącik ust.
- Jak ci na imię? Ja jestem Asagiri
- Miło mi, jestem Exan. Exan Ravenwood.
- Szlachetne nazwisko..
Szlachetne, ale co z tego?
- No niby tak, odwrócisz się? Chciałbym się ubrać.
Asagiri posłuchała i odwróciła się. Nawet nie przyszło jej do głowy, aby podglądać. Założyłem płaszcz, przypinając ją klamrą. Po chwili stanąłem przed młodą w pełnym stroju godnego Lorda Ravenwood'ów. Ale coś mi się zdaje, że w tym miejscu tytuł szlachecki nie ma wielkiego znaczenia.
<Asagiri?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)