Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Kiedy lew przyglądał obrazowi ja przyglądałem się jemu. Widziałem każdy ruch jego tęczówek oraz chwilowy strach jaki w nich zapanował. Szybko jednak przeobraził się on w fascynacje. Mimo to byłem dumny, że uzyskałem efekt przerażenia na kimś takim jak mój brat. Słysząc jego słowa lekko się speszyłem.
- Nie przesadzaj, to nawet nie dorównuje wielkim artystą. - powiedziałem pół szeptem kuląc się na stołku. Jakoś nadal nie umiałem przyjmować zbyt dużych komplementów. Jakoś tak mnie one przytłaczały. Chcąc dokończyć obraz zauważyłem, że kończy mi się błękitna farba.
- Nie chciałbyś może pójść ze mną do sklepu? - spytałem brata stawiając ostatnie kreski, aby bardziej skupić uwagę na tej jedynej ręce, która tak naprawdę chcę pomóc. Jednak nie koniecznie jest ona dostrzegana.

>Vladziu?<

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Kiedy do mojego pokoju wszedł Vlad siedziałem na parapecie wpatrzony w niebo. Poszukiwałem jakiegoś natchnienia jednak kompletnie mi to dzisiaj nie szło. Dlatego trochę mnie ucieszyła wieść o zmianie naszego pobytu, może tam mnie coś złapie.
- Dzięki, że zabierasz mnie ze sobą. Zawsze to jakieś nowe doświadczenia. - powiedziałem z uśmiechem zeskakując z parapetu i podchodząc do łóżka.
- Jak myślisz będą tam mieli jakieś płótna i farby? - spytałem wyciągając wynoszoną i brudną od farby torbę na ramię. Wytrzepałem z niej stare zaschnięte już tubki z farbami i jakieś połamane pędzle. Rzadko malowałem poza zamkiem więc i torba rzadko była używana.
- Na spokojnie Lucek. Nie musisz brać swoich. - powiedział jak gdyby wiedział o co mi się rozchodzi. Spakowałem więc swoje ciuchy, tak aby mieć w czym chodzić i kilka swoich ulubionych pędzli. Jakoś zderzyłem się do nich przyzwyczaić. Po chwili szliśmy już do komnaty Vlada, aby zabrać też jego rzeczy i móc wyruszyć na północ. Ciekawiło mnie jak wygląda tamtejszy krajobraz i jak bardzo wszystko się różni od tego co mamy na co dzień.

>Vladzio?<
Y

sobota, 4 maja 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Jakoś nie byłem pewien tego co on mówił. Z jednym miał rację, trzeba się pozbyć tych myśli. A sam nie znałem lepszego sposobu niż moja kochana sztuka. Spojrzałem na początki obrazu, który leżał na sztaludze. Moja głowa za bardzo była pochłonięta tamtym atakiem, abym teraz go skończył. Czułem jednak, że potrzebuję wylać swoje odczucia z tamtego zdarzenia na płótno. Powoli zdjołem niedokończony obraz i ostrożnie oparłem go o ścianę, a na sztaludze położyłem średniej wielkości kwadratowe płótno.
- Nie kończysz tamtego? - spytał mnie brat z lekkim zdziwieniem patrząc na moje poczynania.
- Jakoś go teraz nie widzę, ale na spokojnie go jeszcze dokończę. - powiedziałem szykując sobie potrzebne przybory. Przysunąłem jeszcze jeden taboret do sztalugi, aby Vlad mógł usiąść obok mnie. O dziwo jego spojrzenia nigdy mnie nie stresowały, za to przy innych często nie potrafiłem nic malować. Wpierw zacząłem całą powierzchnię płótna pokrywać czarną farbą. Zacząłem od środka, aby tam najszybciej farba wyschła. Kiedy wszystko było czarne zabrałem się za białą farbę, aby na samym środku namalować skuloną postać. Nie była ona jakaś konkretna, po prostu była postacią. Nie ważny był jej wiek, płeć czy rola w społeczeństwie. Chodziło o to co ona czuje, a czuła przeszywający całe ciało strach.
- Co ci tam siedzi w głowie Lucek? - usłyszałem trochę zmartwiony ale i zaciekawiony głos brata. Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem.
- Chyba po prostu potrzebuję przelać to jak się wtedy czułem. Wiesz nie umiem lepiej tego wyrazić niż poprzez namalowanie tego. - powiedziałem. Powoli zacząłem rysować wyłaniające się z krawędzi ręce, palce były ułożone niczym szpony. W tłumie tych dłoni tylko jedna była ułożona przyjaźnie i łatwo było ją przeoczyć. Teraz jednak musiało to wyschnąć, a potem do tej jednej dłoni dodam delikatną błękitną poświatę.

>Vladzio?<

piątek, 3 maja 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Razem z matką wyczekiwałem powrotu brata, ojca oraz dziadka. Chociaż z całej trójki najbardziej tęskniłem za Vladziem. Widząc jak wychodzi z powozu od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Wolałem jednak z wypytywaniem poczekać, aż będziemy w samotności. Po niedługim czasie siedzieliśmy w komnacie mojego najstarszego brata. Od razu usiadłem obok niego na łóżku i mocno go przytuliłem.
- Z reguły to ty mi pomagasz. - powiedziałem z cichym śmiechem. - Co się tam takiego wydarzyło? - spytałem niepewnie. Tak naprawdę nie zmuszałem go do opowiadania. Chciałem jednak jakoś go pocieszyć, bo widziałem że coś go trapi.
- Zaręczyłem. Zaręczyłem się z kimś kogo zupełnie nie znam i nie żywię do niego żadnych uczuć, uważam ją jedynie za dziecko. Nie wiem co mam zrobić, bo przecież zrobiłem to dla dobra państwa ale i tak czuję się z tym źle i dziwnie. - powiedział prawie niesłyszalnie. Sam nie wiedziałem, co bym zrobił w takiej sytuacji.
- Jesteś przyszłym królem, a to wiąże się z wieloma rzeczami. Czasem dla dobra państwa czasem trzeba. Jednak nikt cię chyba nie zmusza abyś robił z nią królowa czy miał potomków. No i ja zawsze będę, aby wysłuchać zażaleń. - powiedziałem przytulając go do siebie. Cieszyłem się, że tak daleko mi do tronu, chociaż najpewniej i tak bym się go zrzekł. Nie nadawałbym się do rządzenia państwem, czy innych ważnych i odpowiedzialnych zajęć. Nie z moimi problemami i brakiem pewności siebie.

>Vladzio?<

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Słysząc opowieść ojca lekko się skuliłem. Teraz już wiedziałem, dlaczego to uczucie wydawało mi się znajome. Spojrzałem na ojca i mocno się w niego wtuliłem. Nie chciałem aby wracał do tak bolesnych wspomnień. Jakoś poczułem się winny, że zasmuciłem rodziców. Spojrzałem przepraszająco na wszystkich osobników, którzy aktualnie byli w komnacie.
- Przepraszam, że jestem taki beznadziejny. - wyszeptałem. Te niektóre obelgi od innych lwów na zamku teraz zaczynały mieć sens. Widocznie naprawdę nie powinienem się urodzić.
- Nawet nie myśl, że jesteś beznadziejny. - powiedzieli zgodnie rodzice. To wywołało u mnie tylko kolejny potok słów. Miło z ich strony, że tak uważali. Ja jakoś jednak nie potrafiłem tak teraz myśleć.
- Nigdy nie mogłabym nawet marzyć o takim synu, myślałam, że będę w stanie wydać na świat tylko wojowników a ty urodziłeś się tak piękny, tak dobry, że jesteś moim małym cudem... Tak samo jak każde z moich dzieci, wszyscy jesteście moimi cudami. - powiedziała Kalinda mocno mnie przytulając.
- Jesteś księciem i moim synem, niezależnie od tego jaki jesteś to kocham Cię bo po prostu jesteś i żyjesz... - dodał po chwili ojciec. Trwaliśmy tak jeszce przez jakiś czas w uścisku. Rodzice jednak musieli zająć się swoimi sprawami. Tak więc zostawili mnie pod opieką mojego brata. Spojrzałem niepewnie na niego smutnymi oczami.
- Vlad czy z moją psychiką jest coś nie tak? - spytałem mając na myśli słowa ojca o tym, że najpewniej był to atak.

>Vladzio?<

czwartek, 2 maja 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Cały czas czułem ten nieprzyjemny uścisk na szyi. Każdy głos i szmer dookoła powodował, że jeszcze bardziej panikowałem. Dopiero kiedy poczułem jak jestem łapany za dłoń rozpoznałem, że to głos mojego brata. Słyszałem go jakby był gdzieś bardzo daleko, jednak fizycznie był przecież zaraz obok. Trochę mnie uspokoiło, kiedy zdałem sobie sprawę, że mój brat nadal jest obok. Nie skończyłem jednak powtarzać tych dwóch słów. Mimo wszystko nadal cicho szeptałem "zostaw mnie" nie wiadomo do kogo. Próbowałem się dostosować do prośby Vlada i starałem się oddychać tak jak on. Czułem jakby wraz z tym uścisk na mojej szyi powoli słabł. W końcu po dłuższym czasie prawie go nie czułem. Powoli spojrzałem na siedzącego obok mnie brata i wolną ręką przetarłem oczy. Nadal lekko się trząsłem i bałem, że to uczucie wróci.
- Zabierz mnie stąd. - wyszeptałem błagalnie. Miałem wrażenie, że ktoś kto mnie dusił nadal tu jest. Powoli przeniosłem wzrok na ciemne wnętrze komnaty i bardziej się skuliłem. Chciałem gdziekolwiek indziej, byle by nie być tutaj. Czułem się tutaj nieswojo jakbym zaraz znowu miał umierać, a może i umrzeć.
- Vlad ja nie chcę umierać. - powiedziałem drżącym i cichym głosem. Naprawdę nie chciałem, a jeszcze niedawno miałem wrażenie, że zaraz spotkam się z nieżyjącymi dalekimi krewnymi.


>Vladzio?<

środa, 1 maja 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Pokiwałem ze zrozumieniem głową, chociaż ciało kuliłem ze strachu. Niezbyt mi się tutaj podobało. Znaczy korytarze miały swój nietypowy klimat, ale coś nie chciało dać mi spokoju. Przeczucie, że nie powinno nas tu być. Po drodze do tej naszej malarskiej komnaty cały czas rozmawialiśmy pół szeptem. Ciekawiło mnie jak tam idzie bratu na treningach, bo sam niezbyt chętnie na takowe przychodziłem. W końcu dotarliśmy do naprawdę ładnie zrobionych drzwi, już po ich wyglądzie można było się domyślić co się za nimi kryje. Powoli położyłem łapę na klamce i niepewnie spojrzałem na trochę starszego brata.
- No otwieraj Lucek, wszystko będzie dobrze. No i będzie tylko nasza. - powiedział głosem dodającym mi otuchy.
- Tylko nasz. - to mówiąc powoli otworzyłem drzwi ciągnąc do siebie. Kiedy uradowany wkroczyłem do pokoju coś na mnie spadło. Odsunąłem się jak oparzony, a natrafiając na drzwi zjechałem po nich i się skuliłem.
- Zostaw mnie. - wyszeptałem drżącym głosem czując uścisk na gardle. Miałem przebłyski, jakby to było znajome uczucie. Zacząłem się coraz bardziej trząść i głośniej powtarzałem tylko te dwa słowa. Chciałem aby to się skończyło, miałem wrażenie jak gdybym właśnie umierał. Patrzałem skulony przed siebie, jednak wszystko było rozmazane przez łzy, które potokiem leciały mi z oczu. Czując dotyk na ramieniu tylko bardziej się skuliłem dalej wykrzykując aby mnie zostawił. Sam nawet nie wiedziałem kto, byle by mnie zostawił. Byle by przestał mnie dusić i trzymać za gardło.

>Vladzio<

wtorek, 30 kwietnia 2019

Od Lucjusza Cd Vlada IV

Jak zwykle siedziałem w swojej komnacie przy sztaludze. Cieszyło mnie, że nikt nie ciągnie mnie do nauki walki. Szczerze gardziłem przemocą i nigdy nie chce mieć z tym styczności. Wolałem spokój towarzyszący malarstwu. A jeśli o tym mowa, to mój spokój chyba właśnie się zakończył. Odwróciłem głowę od zielonej plamy, która powoli przeobrażała się w leśną polanę i spojrzałem na mojego brata. Słysząc o jego pomyśle lekko skuliłem uszu ze strachu, jednak ta komnata o której wspomniał kusiła.
- Vladzio, a jesteś pewien że ta eskapada dobrze się skończy. - spytałem cicho i niepewnie wracając do płótna. Postawiłem kilka ostatnich kresek, po czym odłożyłem brudny pędzel do kubka z wodą.
- Lucek przecież wiesz... - zaczął radośnie, na co szybko mu przerwałem.
- Że nie pozwolisz, aby coś mi się stało. Tak już to przerabialiśmy. - powiedziałem z cichym śmiechem. Co jak co, ale Vlad był mi najbliższy ze wszystkich i mu najbardziej ufałem. Szybko przebrałem brudne od farb ciuchy na coś bardziej luźniejszego i stanąłem obok brata gotowy na tą podróż. Szczerze bałem się jej i sam nigdy bym się nie porwał na coś takiego. Tak bałem się wielu rzeczy, ale jakoś nie utrudniało mi to życia.
- Odwdzięczysz mi się potem. - powiedziałem. W głowie już widziałem go w paru ciekawych pozycjach w jakich można by go było uwiecznić na płótnie. Teraz jednak będę dobrym bratem i przejdę się z nim po tych tajemniczych tunelach i komnatach. Oby rzeczywiście nic się nie wydarzyło.

>Vladzio<to