- Jasne.- powiedziałem po czym ruszyłem za Luckiem w kierunku wyjścia z pałacu. Po drodze natknęliśmy się na jedną z kucharek, która właśnie wybierała się na targ po zakupy. Poprosiła nas o pomoc w przyniesieniu zakupów a my chętnie się zgodziliśmy. Po około dwudziestu minutach marszu dotarliśmy do dzielnicy targowej. Od razu kiedy tam weszliśmy uderzył w nas aromatyczny zapach przypraw, gwar rozmów i mnogość kolorów w kramach z tkaninami. Uwielbiałem tą atmosferę panującą na targowisku i jego gwar.
- Muszę teraz iść porozmawiać z kilkoma osobami. Spotkamy się za jakąś godzinę przy straganie siostry lady Thatcher.- powiedziała kucharka po czym odeszła w sobie tylko znaną stronę.
- Lucek... Pomógłbyś mi wybrać prezent?- zapytałem spoglądając na brata.
<Lucek?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obietnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obietnica. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 maja 2019
niedziela, 12 maja 2019
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Kiedy lew przyglądał obrazowi ja przyglądałem się jemu. Widziałem każdy ruch jego tęczówek oraz chwilowy strach jaki w nich zapanował. Szybko jednak przeobraził się on w fascynacje. Mimo to byłem dumny, że uzyskałem efekt przerażenia na kimś takim jak mój brat. Słysząc jego słowa lekko się speszyłem.
- Nie przesadzaj, to nawet nie dorównuje wielkim artystą. - powiedziałem pół szeptem kuląc się na stołku. Jakoś nadal nie umiałem przyjmować zbyt dużych komplementów. Jakoś tak mnie one przytłaczały. Chcąc dokończyć obraz zauważyłem, że kończy mi się błękitna farba.
- Nie chciałbyś może pójść ze mną do sklepu? - spytałem brata stawiając ostatnie kreski, aby bardziej skupić uwagę na tej jedynej ręce, która tak naprawdę chcę pomóc. Jednak nie koniecznie jest ona dostrzegana.
>Vladziu?<
- Nie przesadzaj, to nawet nie dorównuje wielkim artystą. - powiedziałem pół szeptem kuląc się na stołku. Jakoś nadal nie umiałem przyjmować zbyt dużych komplementów. Jakoś tak mnie one przytłaczały. Chcąc dokończyć obraz zauważyłem, że kończy mi się błękitna farba.
- Nie chciałbyś może pójść ze mną do sklepu? - spytałem brata stawiając ostatnie kreski, aby bardziej skupić uwagę na tej jedynej ręce, która tak naprawdę chcę pomóc. Jednak nie koniecznie jest ona dostrzegana.
>Vladziu?<
poniedziałek, 6 maja 2019
Od Vlada IV Cd Lucjusz
Przyglądałem się obrazowi namalowanemu przez mojego brata. Lucek miał niewątpliwy talent i wiedziałem, że kiedyś osiągnie wiele wspaniałych rzeczy. Jego obraz był specyficzny, patrząc na niego wyczuwałem strach emanujący od skulonej na środku płótna postaci. Otaczające ją dłonie, przypominające nieco zakrzywione szpony dzikich ptaków, sprawiały, że po moich plecach przechodził niepokojący dreszcz. Im dłużej wpatrywałem się w obraz tym większy czułem niepokój a strach coraz bardziej ogarniał moje ciało. Mimo wszystko jednak równocześnie ogarniała mnie fascynacja, która nakazywała coraz uporczywiej wpatrywać się w płótno i szukać wszystkich jego szczegółów.
- Lucek... Jesteś artystycznym geniuszem...- powiedziałem otrząsając się z tego dziwnego stanu w który wpadłem kilka minut wcześniej.
<Lucek?>
sobota, 4 maja 2019
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Jakoś nie byłem pewien tego co on mówił. Z jednym miał rację, trzeba się pozbyć tych myśli. A sam nie znałem lepszego sposobu niż moja kochana sztuka. Spojrzałem na początki obrazu, który leżał na sztaludze. Moja głowa za bardzo była pochłonięta tamtym atakiem, abym teraz go skończył. Czułem jednak, że potrzebuję wylać swoje odczucia z tamtego zdarzenia na płótno. Powoli zdjołem niedokończony obraz i ostrożnie oparłem go o ścianę, a na sztaludze położyłem średniej wielkości kwadratowe płótno.
- Nie kończysz tamtego? - spytał mnie brat z lekkim zdziwieniem patrząc na moje poczynania.
- Jakoś go teraz nie widzę, ale na spokojnie go jeszcze dokończę. - powiedziałem szykując sobie potrzebne przybory. Przysunąłem jeszcze jeden taboret do sztalugi, aby Vlad mógł usiąść obok mnie. O dziwo jego spojrzenia nigdy mnie nie stresowały, za to przy innych często nie potrafiłem nic malować. Wpierw zacząłem całą powierzchnię płótna pokrywać czarną farbą. Zacząłem od środka, aby tam najszybciej farba wyschła. Kiedy wszystko było czarne zabrałem się za białą farbę, aby na samym środku namalować skuloną postać. Nie była ona jakaś konkretna, po prostu była postacią. Nie ważny był jej wiek, płeć czy rola w społeczeństwie. Chodziło o to co ona czuje, a czuła przeszywający całe ciało strach.
- Co ci tam siedzi w głowie Lucek? - usłyszałem trochę zmartwiony ale i zaciekawiony głos brata. Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem.
- Chyba po prostu potrzebuję przelać to jak się wtedy czułem. Wiesz nie umiem lepiej tego wyrazić niż poprzez namalowanie tego. - powiedziałem. Powoli zacząłem rysować wyłaniające się z krawędzi ręce, palce były ułożone niczym szpony. W tłumie tych dłoni tylko jedna była ułożona przyjaźnie i łatwo było ją przeoczyć. Teraz jednak musiało to wyschnąć, a potem do tej jednej dłoni dodam delikatną błękitną poświatę.
>Vladzio?<
- Nie kończysz tamtego? - spytał mnie brat z lekkim zdziwieniem patrząc na moje poczynania.
- Jakoś go teraz nie widzę, ale na spokojnie go jeszcze dokończę. - powiedziałem szykując sobie potrzebne przybory. Przysunąłem jeszcze jeden taboret do sztalugi, aby Vlad mógł usiąść obok mnie. O dziwo jego spojrzenia nigdy mnie nie stresowały, za to przy innych często nie potrafiłem nic malować. Wpierw zacząłem całą powierzchnię płótna pokrywać czarną farbą. Zacząłem od środka, aby tam najszybciej farba wyschła. Kiedy wszystko było czarne zabrałem się za białą farbę, aby na samym środku namalować skuloną postać. Nie była ona jakaś konkretna, po prostu była postacią. Nie ważny był jej wiek, płeć czy rola w społeczeństwie. Chodziło o to co ona czuje, a czuła przeszywający całe ciało strach.
- Co ci tam siedzi w głowie Lucek? - usłyszałem trochę zmartwiony ale i zaciekawiony głos brata. Spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem.
- Chyba po prostu potrzebuję przelać to jak się wtedy czułem. Wiesz nie umiem lepiej tego wyrazić niż poprzez namalowanie tego. - powiedziałem. Powoli zacząłem rysować wyłaniające się z krawędzi ręce, palce były ułożone niczym szpony. W tłumie tych dłoni tylko jedna była ułożona przyjaźnie i łatwo było ją przeoczyć. Teraz jednak musiało to wyschnąć, a potem do tej jednej dłoni dodam delikatną błękitną poświatę.
>Vladzio?<
piątek, 3 maja 2019
Od Vlada IV Cd Lucjusz
- Lucuś... Z tobą jest wszystko dobrze, potrzebujesz tylko trochę pomocy bo czasem się boisz. To co się stało wtedy w stu procentach usprawiedliwia to co się dzieje teraz... Jesteś genialnym bratem, świetnym malarzem i wspaniałym lwem, masz tylko małe kłopoty, z których Cię wyciągniemy.- powiedziałem po czym uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do brata. Usiadłem obok niego i przytuliłem mocno. Z całego rodzeństwa dogadywaliśmy się najlepiej i mimo że z każdym miałem dobre relacje Lucek był kimś bez kogo nie wyobrażałem sobie mojego życia. Po prostu był moim ulubionym bratem i byłem gotowy na wszystko żeby tylko go chronić, nawet przed całym światem, jeśli będzie trzeba.
- A teraz mój drogi trzeba odciągnąć twoje myśli od tego co się stało. Idziemy malować.- powiedziałem i pociągnąłem go w kierunku sztalugi.
<Lucek?>
- A teraz mój drogi trzeba odciągnąć twoje myśli od tego co się stało. Idziemy malować.- powiedziałem i pociągnąłem go w kierunku sztalugi.
<Lucek?>
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Słysząc opowieść ojca lekko się skuliłem. Teraz już wiedziałem, dlaczego to uczucie wydawało mi się znajome. Spojrzałem na ojca i mocno się w niego wtuliłem. Nie chciałem aby wracał do tak bolesnych wspomnień. Jakoś poczułem się winny, że zasmuciłem rodziców. Spojrzałem przepraszająco na wszystkich osobników, którzy aktualnie byli w komnacie.
- Przepraszam, że jestem taki beznadziejny. - wyszeptałem. Te niektóre obelgi od innych lwów na zamku teraz zaczynały mieć sens. Widocznie naprawdę nie powinienem się urodzić.
- Nawet nie myśl, że jesteś beznadziejny. - powiedzieli zgodnie rodzice. To wywołało u mnie tylko kolejny potok słów. Miło z ich strony, że tak uważali. Ja jakoś jednak nie potrafiłem tak teraz myśleć.
- Nigdy nie mogłabym nawet marzyć o takim synu, myślałam, że będę w stanie wydać na świat tylko wojowników a ty urodziłeś się tak piękny, tak dobry, że jesteś moim małym cudem... Tak samo jak każde z moich dzieci, wszyscy jesteście moimi cudami. - powiedziała Kalinda mocno mnie przytulając.
- Jesteś księciem i moim synem, niezależnie od tego jaki jesteś to kocham Cię bo po prostu jesteś i żyjesz... - dodał po chwili ojciec. Trwaliśmy tak jeszce przez jakiś czas w uścisku. Rodzice jednak musieli zająć się swoimi sprawami. Tak więc zostawili mnie pod opieką mojego brata. Spojrzałem niepewnie na niego smutnymi oczami.
- Vlad czy z moją psychiką jest coś nie tak? - spytałem mając na myśli słowa ojca o tym, że najpewniej był to atak.
>Vladzio?<
- Przepraszam, że jestem taki beznadziejny. - wyszeptałem. Te niektóre obelgi od innych lwów na zamku teraz zaczynały mieć sens. Widocznie naprawdę nie powinienem się urodzić.
- Nawet nie myśl, że jesteś beznadziejny. - powiedzieli zgodnie rodzice. To wywołało u mnie tylko kolejny potok słów. Miło z ich strony, że tak uważali. Ja jakoś jednak nie potrafiłem tak teraz myśleć.
- Nigdy nie mogłabym nawet marzyć o takim synu, myślałam, że będę w stanie wydać na świat tylko wojowników a ty urodziłeś się tak piękny, tak dobry, że jesteś moim małym cudem... Tak samo jak każde z moich dzieci, wszyscy jesteście moimi cudami. - powiedziała Kalinda mocno mnie przytulając.
- Jesteś księciem i moim synem, niezależnie od tego jaki jesteś to kocham Cię bo po prostu jesteś i żyjesz... - dodał po chwili ojciec. Trwaliśmy tak jeszce przez jakiś czas w uścisku. Rodzice jednak musieli zająć się swoimi sprawami. Tak więc zostawili mnie pod opieką mojego brata. Spojrzałem niepewnie na niego smutnymi oczami.
- Vlad czy z moją psychiką jest coś nie tak? - spytałem mając na myśli słowa ojca o tym, że najpewniej był to atak.
>Vladzio?<
Od Vlada IV Cd Lucjusz
- Nie umrzesz Lucek, nie pozwolę na to.- powiedziałem i złapałem go pod ramię po czym poprowadziłem ostrożnie przez korytarze aż do jego komnaty. Posadziłem go na łóżku po czym usiadłem obok.
- Jak się czujesz?- zapytałem cicho spoglądając na niego niepewnie. To wszystko moja wina, gdybym go nie ciągnął do tych durnych tuneli nic by się nie stało. W tym samym momencie do komnaty wszedł ojciec. Mimo naszej początkowej niechęci opowiedzieliśmy mu co się stało. Wtedy usiadł obok Lucka i przytulił go mocno.
- Lucuś... Tam nikogo nie było... Chyba... Nie wiem co to było, pewnie miałeś jakiś atak... Widzicie... Kiedy się urodziliście lekarz asystujący przy porodzie waszej matki uznał, że mój najmłodszy syn nie jest godny miana książęcego syna i... i go udusił... Byłeś martwy Lucuś... Dziadek Vlad przywrócił Ci życie i odkrył co się stało... Skazał tego lekarza na śmierć... Nie chcieliśmy wam mówić... Ale chyba to co się wtedy stało ma swoje skutki teraz...- powiedział ojciec, a w czasie kiedy to mówił z jego oczu wypływały łzy, które moczyły futro mojego brata. Po chwili w komnacie pojawiła się matka, która nie pytała o nic a jedynie usiadła i objęła swojego najmłodszego syna.
<Lucek?>
- Jak się czujesz?- zapytałem cicho spoglądając na niego niepewnie. To wszystko moja wina, gdybym go nie ciągnął do tych durnych tuneli nic by się nie stało. W tym samym momencie do komnaty wszedł ojciec. Mimo naszej początkowej niechęci opowiedzieliśmy mu co się stało. Wtedy usiadł obok Lucka i przytulił go mocno.
- Lucuś... Tam nikogo nie było... Chyba... Nie wiem co to było, pewnie miałeś jakiś atak... Widzicie... Kiedy się urodziliście lekarz asystujący przy porodzie waszej matki uznał, że mój najmłodszy syn nie jest godny miana książęcego syna i... i go udusił... Byłeś martwy Lucuś... Dziadek Vlad przywrócił Ci życie i odkrył co się stało... Skazał tego lekarza na śmierć... Nie chcieliśmy wam mówić... Ale chyba to co się wtedy stało ma swoje skutki teraz...- powiedział ojciec, a w czasie kiedy to mówił z jego oczu wypływały łzy, które moczyły futro mojego brata. Po chwili w komnacie pojawiła się matka, która nie pytała o nic a jedynie usiadła i objęła swojego najmłodszego syna.
<Lucek?>
czwartek, 2 maja 2019
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Cały czas czułem ten nieprzyjemny uścisk na szyi. Każdy głos i szmer dookoła powodował, że jeszcze bardziej panikowałem. Dopiero kiedy poczułem jak jestem łapany za dłoń rozpoznałem, że to głos mojego brata. Słyszałem go jakby był gdzieś bardzo daleko, jednak fizycznie był przecież zaraz obok. Trochę mnie uspokoiło, kiedy zdałem sobie sprawę, że mój brat nadal jest obok. Nie skończyłem jednak powtarzać tych dwóch słów. Mimo wszystko nadal cicho szeptałem "zostaw mnie" nie wiadomo do kogo. Próbowałem się dostosować do prośby Vlada i starałem się oddychać tak jak on. Czułem jakby wraz z tym uścisk na mojej szyi powoli słabł. W końcu po dłuższym czasie prawie go nie czułem. Powoli spojrzałem na siedzącego obok mnie brata i wolną ręką przetarłem oczy. Nadal lekko się trząsłem i bałem, że to uczucie wróci.
- Zabierz mnie stąd. - wyszeptałem błagalnie. Miałem wrażenie, że ktoś kto mnie dusił nadal tu jest. Powoli przeniosłem wzrok na ciemne wnętrze komnaty i bardziej się skuliłem. Chciałem gdziekolwiek indziej, byle by nie być tutaj. Czułem się tutaj nieswojo jakbym zaraz znowu miał umierać, a może i umrzeć.
- Vlad ja nie chcę umierać. - powiedziałem drżącym i cichym głosem. Naprawdę nie chciałem, a jeszcze niedawno miałem wrażenie, że zaraz spotkam się z nieżyjącymi dalekimi krewnymi.
>Vladzio?<
- Zabierz mnie stąd. - wyszeptałem błagalnie. Miałem wrażenie, że ktoś kto mnie dusił nadal tu jest. Powoli przeniosłem wzrok na ciemne wnętrze komnaty i bardziej się skuliłem. Chciałem gdziekolwiek indziej, byle by nie być tutaj. Czułem się tutaj nieswojo jakbym zaraz znowu miał umierać, a może i umrzeć.
- Vlad ja nie chcę umierać. - powiedziałem drżącym i cichym głosem. Naprawdę nie chciałem, a jeszcze niedawno miałem wrażenie, że zaraz spotkam się z nieżyjącymi dalekimi krewnymi.
>Vladzio?<
Od Vlada IV Cd Lucjusz
Kiedy Lucek upadł opierając się o drzwi, zaczął się kulić, trząść i mówić: "Zostaw mnie" strasznie się przestraszyłem. Nigdy nie bałem się o siebie, zawsze o rodzeństwo a najbardziej o Lucka i w tym momencie przez jakiś czas po prostu stanąłem jak wryty nie wiedząc co się dzieje. Gdyby ktoś atakował mojego brata fizycznie z pewnością już wtedy leżałby na ziemi, ale jako że nic nie widziałem nie miałem pojęcia jak zareagować. W końcu jednak podszedłem do brata i lekko nim potrząsnąłem.
- Lucek... Lucek nikogo tutaj nie ma.- powiedziałem jednak on w kółko powtarzał jedynie wspomniane wcześniej słowa. Przez dłuższą chwilę usiłowałem na różne sposoby go uspokoić ale nic to nie dawało. W pewnym momencie zorientowałem się, że jak tak dalej pójdzie, to Lucek się udusi, więc usiadłem obok niego i delikatnie chwyciłem go za rękę.
- Lucek... Lucuś słuchaj mnie... Musisz oddychać, rób to tak jak ja...- powiedziałem do niego i zacząłem głośno wciągać powietrze do płuc. Może mi się zdawało ale tak jakby mój brat się nieco uspokoił.
<Lucek?>
- Lucek... Lucek nikogo tutaj nie ma.- powiedziałem jednak on w kółko powtarzał jedynie wspomniane wcześniej słowa. Przez dłuższą chwilę usiłowałem na różne sposoby go uspokoić ale nic to nie dawało. W pewnym momencie zorientowałem się, że jak tak dalej pójdzie, to Lucek się udusi, więc usiadłem obok niego i delikatnie chwyciłem go za rękę.
- Lucek... Lucuś słuchaj mnie... Musisz oddychać, rób to tak jak ja...- powiedziałem do niego i zacząłem głośno wciągać powietrze do płuc. Może mi się zdawało ale tak jakby mój brat się nieco uspokoił.
<Lucek?>
środa, 1 maja 2019
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Pokiwałem ze zrozumieniem głową, chociaż ciało kuliłem ze strachu. Niezbyt mi się tutaj podobało. Znaczy korytarze miały swój nietypowy klimat, ale coś nie chciało dać mi spokoju. Przeczucie, że nie powinno nas tu być. Po drodze do tej naszej malarskiej komnaty cały czas rozmawialiśmy pół szeptem. Ciekawiło mnie jak tam idzie bratu na treningach, bo sam niezbyt chętnie na takowe przychodziłem. W końcu dotarliśmy do naprawdę ładnie zrobionych drzwi, już po ich wyglądzie można było się domyślić co się za nimi kryje. Powoli położyłem łapę na klamce i niepewnie spojrzałem na trochę starszego brata.
- No otwieraj Lucek, wszystko będzie dobrze. No i będzie tylko nasza. - powiedział głosem dodającym mi otuchy.
- Tylko nasz. - to mówiąc powoli otworzyłem drzwi ciągnąc do siebie. Kiedy uradowany wkroczyłem do pokoju coś na mnie spadło. Odsunąłem się jak oparzony, a natrafiając na drzwi zjechałem po nich i się skuliłem.
- Zostaw mnie. - wyszeptałem drżącym głosem czując uścisk na gardle. Miałem przebłyski, jakby to było znajome uczucie. Zacząłem się coraz bardziej trząść i głośniej powtarzałem tylko te dwa słowa. Chciałem aby to się skończyło, miałem wrażenie jak gdybym właśnie umierał. Patrzałem skulony przed siebie, jednak wszystko było rozmazane przez łzy, które potokiem leciały mi z oczu. Czując dotyk na ramieniu tylko bardziej się skuliłem dalej wykrzykując aby mnie zostawił. Sam nawet nie wiedziałem kto, byle by mnie zostawił. Byle by przestał mnie dusić i trzymać za gardło.
>Vladzio<
- No otwieraj Lucek, wszystko będzie dobrze. No i będzie tylko nasza. - powiedział głosem dodającym mi otuchy.
- Tylko nasz. - to mówiąc powoli otworzyłem drzwi ciągnąc do siebie. Kiedy uradowany wkroczyłem do pokoju coś na mnie spadło. Odsunąłem się jak oparzony, a natrafiając na drzwi zjechałem po nich i się skuliłem.
- Zostaw mnie. - wyszeptałem drżącym głosem czując uścisk na gardle. Miałem przebłyski, jakby to było znajome uczucie. Zacząłem się coraz bardziej trząść i głośniej powtarzałem tylko te dwa słowa. Chciałem aby to się skończyło, miałem wrażenie jak gdybym właśnie umierał. Patrzałem skulony przed siebie, jednak wszystko było rozmazane przez łzy, które potokiem leciały mi z oczu. Czując dotyk na ramieniu tylko bardziej się skuliłem dalej wykrzykując aby mnie zostawił. Sam nawet nie wiedziałem kto, byle by mnie zostawił. Byle by przestał mnie dusić i trzymać za gardło.
>Vladzio<
Od Vlada IV Cd Lucjusz
Lucek się zgodził i radośnie razem pomaszerowaliśmy w kierunku najbliższego wejścia do ukrytych tuneli. Nie było ono daleko, ani przesadnie ukryte, ot zwykłe drzwi w ścianie, których na pierwszy rzut oka nie widać. Mimo wszystko dość szybko udało nam się odnaleźć właściwy przycisk i znaleźliśmy się wewnątrz labiryntu tajemnych przejść i korytarzy.
- Według mapy powinniśmy iść prosto, potem w lewo, następnie w prawo i wtedy dojdziemy do komnaty dziadka Vlada. Tam musimy skręcić w prawo i po przejściu około stu kroków natrafimy na wnękę w której będzie mechanizm otwierający tajemne przejście do komnaty malarskiej. Nie zgubimy się, mamy mapę i raczej nic nie powinno się stać.- powiedziałem i spojrzałem na mojego kochanego braciszka.
- Jak ją znajdziemy, będzie naszą tajemnicą. Nie powiemy o niej nikomu i będziesz tam mógł sobie spokojnie malować.- dodałem uśmiechając się szeroko.
<Lucuś?>
- Według mapy powinniśmy iść prosto, potem w lewo, następnie w prawo i wtedy dojdziemy do komnaty dziadka Vlada. Tam musimy skręcić w prawo i po przejściu około stu kroków natrafimy na wnękę w której będzie mechanizm otwierający tajemne przejście do komnaty malarskiej. Nie zgubimy się, mamy mapę i raczej nic nie powinno się stać.- powiedziałem i spojrzałem na mojego kochanego braciszka.
- Jak ją znajdziemy, będzie naszą tajemnicą. Nie powiemy o niej nikomu i będziesz tam mógł sobie spokojnie malować.- dodałem uśmiechając się szeroko.
<Lucuś?>
wtorek, 30 kwietnia 2019
Od Lucjusza Cd Vlada IV
Jak zwykle siedziałem w swojej komnacie przy sztaludze. Cieszyło mnie, że nikt nie ciągnie mnie do nauki walki. Szczerze gardziłem przemocą i nigdy nie chce mieć z tym styczności. Wolałem spokój towarzyszący malarstwu. A jeśli o tym mowa, to mój spokój chyba właśnie się zakończył. Odwróciłem głowę od zielonej plamy, która powoli przeobrażała się w leśną polanę i spojrzałem na mojego brata. Słysząc o jego pomyśle lekko skuliłem uszu ze strachu, jednak ta komnata o której wspomniał kusiła.
- Vladzio, a jesteś pewien że ta eskapada dobrze się skończy. - spytałem cicho i niepewnie wracając do płótna. Postawiłem kilka ostatnich kresek, po czym odłożyłem brudny pędzel do kubka z wodą.
- Lucek przecież wiesz... - zaczął radośnie, na co szybko mu przerwałem.
- Że nie pozwolisz, aby coś mi się stało. Tak już to przerabialiśmy. - powiedziałem z cichym śmiechem. Co jak co, ale Vlad był mi najbliższy ze wszystkich i mu najbardziej ufałem. Szybko przebrałem brudne od farb ciuchy na coś bardziej luźniejszego i stanąłem obok brata gotowy na tą podróż. Szczerze bałem się jej i sam nigdy bym się nie porwał na coś takiego. Tak bałem się wielu rzeczy, ale jakoś nie utrudniało mi to życia.
- Odwdzięczysz mi się potem. - powiedziałem. W głowie już widziałem go w paru ciekawych pozycjach w jakich można by go było uwiecznić na płótnie. Teraz jednak będę dobrym bratem i przejdę się z nim po tych tajemniczych tunelach i komnatach. Oby rzeczywiście nic się nie wydarzyło.
>Vladzio<to
- Vladzio, a jesteś pewien że ta eskapada dobrze się skończy. - spytałem cicho i niepewnie wracając do płótna. Postawiłem kilka ostatnich kresek, po czym odłożyłem brudny pędzel do kubka z wodą.
- Lucek przecież wiesz... - zaczął radośnie, na co szybko mu przerwałem.
- Że nie pozwolisz, aby coś mi się stało. Tak już to przerabialiśmy. - powiedziałem z cichym śmiechem. Co jak co, ale Vlad był mi najbliższy ze wszystkich i mu najbardziej ufałem. Szybko przebrałem brudne od farb ciuchy na coś bardziej luźniejszego i stanąłem obok brata gotowy na tą podróż. Szczerze bałem się jej i sam nigdy bym się nie porwał na coś takiego. Tak bałem się wielu rzeczy, ale jakoś nie utrudniało mi to życia.
- Odwdzięczysz mi się potem. - powiedziałem. W głowie już widziałem go w paru ciekawych pozycjach w jakich można by go było uwiecznić na płótnie. Teraz jednak będę dobrym bratem i przejdę się z nim po tych tajemniczych tunelach i komnatach. Oby rzeczywiście nic się nie wydarzyło.
>Vladzio<to
Od Vlada IV Obietnica
Zamek miał całą masę swoich uroków a co ciekawsze tajemnych komnat i ukrytych przejść. Co ciekawe niewiele osób o nich wiedziało z tego co mi mówiono o wszystkich wiedział jedynie dziadek Vlad, ojciec, wujek Sorci, wujek Mircza i wujek Oliver. A ja cóż... nie należałem do osób, które takie sekrety zostawiają samym sobie. Owszem rodzice obiecali, że wszystko mi pokażą kiedyś ale nie uśmiechało mi się to więc postanowiłem na własną rękę pogadać z wujkiem Mirczą. Oczywiście chętnie zgodził się dać mi mapę a ja, kiedy już ją otrzymałem pobiegłem do mojego ulubionego brata Lucjusza. Wpadłem jak burza do jego komnaty i szybko zlokalizowałem jego i sztalugę na której aktualnie stało płótno z jego najnowszym obrazem, który swoją drogą bardzo mi się podobał.
- Lucuś sprawa jest. Mam mapę tajnych pomieszczeń w zamku. Może chciałbyś mi potowarzyszyć w ich przeszukiwaniu? Wujek Mircza wspominał coś o jakimś tajemniczym pokoju malarskim, który gdzieś tam jest.- powiedziałem uśmiechając się szeroko.
- Obiecuję, że będzie fajnie i nic nam się nie stanie.
<Lucek?>
- Lucuś sprawa jest. Mam mapę tajnych pomieszczeń w zamku. Może chciałbyś mi potowarzyszyć w ich przeszukiwaniu? Wujek Mircza wspominał coś o jakimś tajemniczym pokoju malarskim, który gdzieś tam jest.- powiedziałem uśmiechając się szeroko.
- Obiecuję, że będzie fajnie i nic nam się nie stanie.
<Lucek?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)