Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asagiri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asagiri. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Słysząc pokrzepiające słowa mojego rozmówcy, uśmiechnęłam się jeszcze raz, tym razem jak najbardziej szczerze. Jednakże to trwało jedynie krótką chwilę, bo później spuściłam wzrok i ponownie zaczęłam wpatrywać się w pościel, pod którą aktualnie byłam.
- Myślę, że wierzę w to co mówisz, jednak wciąż myślę, nie tyle o niej, ale o jej motywie. Zaatakowała i porwała mnie, aby ukarać mojego dziadka co stało się z tym mężczyzną, w porządku, ale nie wiem dlaczego. Kiedy to się stało to mnie jeszcze nie było na świecie, mój ojciec był o wiele młodszy ode mnie teraz, więc wtedy nawet nie myślał o założeniu rodziny. Wojnę znam tylko z książek i opowieści innych, więc nie miałam możliwości uczestnictwa w niej. Mimo, że potrafię dosyć trafnie odczytywać emocje i rzeczy, które robią inni, a przynajmniej tak mi się wydaje, to jednak nie potrafię pojąć dlaczego ja i dlaczego akurat teraz, kiedy dla wszystkich odbywa się taka ważna uroczystość. Nie chodzi mi o sam fakt ceremonii, ale o wesele, które powinno być radosnym czasem, podczas którego panuje radość, a nie jakieś zamieszanie. Jeżeli już musiałabym zostać porwana, o wiele bardziej wolałabym, żeby odbyło się to podczas zwykłego dnia, kiedy wszyscy wykonują swoje codzienne, monotonne obowiązki. Jedyne co mi przychodzi aktualnie do głowy, to fakt, że może chciała zadać jeszcze większy ból dziadkowi, poprzez zrujnowanie przyjęcia weselnego mojego brata. I jeszcze większy ze względu na to, że to nie on, a członek jego rodziny zostanie porwany. Lecz to, że akurat padło na mnie jest niezrozumiały. Zemsta byłby lepsza, gdyby zabiła Vlada IV albo Mihneę, bo wtedy królestwo zostałoby bez następcy tronu, przynajmniej chwilowo. To by ugodziło nie tylko w króla, a w całe miasto, w którym żyjemy - słowa wypływały ze mnie potokiem, wyjmując na światło dzienne to wszystko, o czym ostatnio myślałam próbując zrozumieć sens całej tej operacji, podczas której nagle zniknęłam z sali, w której odbywało się wesele - Przepraszam, zdecydowanie za dużo mówię - dodałam po chwili uśmiechając się lekko do Exana - Powiedz mi, co się działo na uroczystości. Mam złudną nadzieję, że przyjęli do wiadomości, że wszystko jest dobrze i powrócili do świętowania - powiedziałam ponownie podnosząc wzrok na mojego aktualnego towarzysza.
- Mylisz się, wszyscy rozmawiali o tobie, jakby myśleli, że świętowanie w takiej sytuacji nie wypada - odrzekł, a ja westchnęłam ciężko.
- W sumie to było oczywiste, w końcu nie codziennie takie rzeczy się dzieją, trzeba dokładnie przeanalizować każdy szczegół - wstałam i podeszłam do okna, gdzie oparłam się plecami o ścianę i popatrzyłam przez szybę - Dzisiaj jest piękny dzień, nieprawdaż? Idealny, żeby celebrować zaślubiny następcy tronu.

<Exan? Nie pytaj czemu 3/4 tego opowiadania to wypowiedź Asagiri, bo nie wiem>

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Gabriela

Popatrzyłam do środka pomieszczenia, przed którym aktualnie stałam i oparłam się plecami o ścianę. Nie znałam lwiątek, które bawiły się w pomieszczeniu, a przynajmniej nie osobiście. Wiedziałam czyimi są dziećmi, ich matka jest w pewien sposób podwładną Elheminy. Jednakże w tym momencie siedzi w areszcie, za próbę morderstwa mojego dziadka. Dobrze, że ktoś go powstrzymał przed zjedzeniem tego ciastka czy co to tam było. Może to i źle, ale nie za bardzo zagłębiam się w konflikty innych osób na dworze i w większości przypadków nie wiem dokładnie o co chodzi. Zazwyczaj dowiaduję się o czymś ze względu na to, że różni ludzie czasem przychodzą do mnie po rady, wtedy są zmuszeni opowiedzieć o tym co ich dręczy. To jest niezbyt przyjemny aspekt pracy psychologa, zwłaszcza jeśli ktoś bierze sobie do serca krzywdę innych. Grzebanie w cudzej przeszłości czy teraźniejszości, dopytywanie się o prywatne rzeczy w życiu innych. Ale muszę, jeżeli chcę wykonywać tę pracę.
- Mówisz tak, jakbyś popełnił jakieś przestępstwo - odpowiedziałam odrywając wzrok od bawiących się lwiąt i popatrzyłam na mojego towarzysza. On również zerknął w moją stronę, wyglądając na nieco zaniepokojonego, a może nawet trochę przestraszonego - Każdy może tu przyjść, jeżeli nie ma złych zamiarów. To jest pokój jak każdy inny, nic się tu nadzwyczajnego nie dzieje - dodałam kompletnie tracąc zainteresowanie bawiącymi się w pomieszczeniu dziećmi. Odepchnęłam się od ściany i stanęłam trochę dalej - Miałeś zamiar gdzieś iść? Jestem ciekawa, nie bierz tego jako przejaw kontroli - powiedziałam uśmiechając się lekko do Eliasza.
- Chciałem udać się do miasta, aby kupić najpotrzebniejsze rzeczy na następną podróż - odrzekł również odwracając się i nie patrząc już w stronę dzieciaków.
- Już masz zamiar wyjechać? W takim razie jeśli nie masz nic przeciwko mogłabym cię odprowadzić do miasta i przy okazji opowiedzieć nieco o miejscach, w jakich ewentualnie mógłbyś się zatrzymać - odpowiedziałam idąc parę kroków w stronę wyjścia i ponownie uśmiechając się do towarzysza - Oczywiście, jeśli byś chciał - dodałam i poczekałam cierpliwie na odpowiedź.

<Gabriel? Mówiłam, że odpiszę dzisiaj xd>

niedziela, 11 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Gabriela

Wpatrywałam się lekko zdziwionym wzrokiem w samca. Mimo, że żyje dosyć długo i wielu rzeczy w życiu doświadczyłam to raczej nigdy nie widziałam osoby, która wędruje po świecie, nie zatrzymując się nigdzie na dłużej. Było to dosyć ciekawe doświadczenie, które pewnie w najbliższym czasie nie powtórzy się znowu.
- Sądzę, że jesteś po długiej wędrówce i już, natychmiast, chcesz wyruszyć w kolejną. To chyba nie jest sprzyjające twojemu zdrowiu, więc nalegam abyś chwilę został na zamku. Kilka dni, może tygodni, tak długo jak będziesz chciał. Może nawet zostaniesz tutaj na stałe - powiedziałam po chwili, doganiając tajemniczego Eliasza. Mimo, że nigdy nie wędrowałam pieszo między miastami, to potrafię stwierdzić, że jest to dosyć męczące. A przecież trzeba kiedyś odpocząć, chociażby na krótszy okres czasu.
- Mam jakiś wybór? - zapytał lew odwracając się w moją stronę. Pokręciłam głową w odpowiedzi.
- Jeżeli chcesz iść do najbliższego miasta, to i tak musisz iść w stronę zamku, więc nieważne co zrobisz dalej i tak pójdziesz w tę stronę - odpowiedziałam uśmiechając się lekko. Eliasz nie odpowiedział, jedynie kontynuowaliśmy wędrówkę. Podczas spaceru mało co się odzywaliśmy, ja nie pytałam o nic, ponieważ istniało prawdopodobieństwo, że samiec ruszy dalej, a w takim wypadku nie ma sensu dopytywać się o szczegóły z jego życia. On zdawał się postępować według tego samego toku postępowania.
W końcu, po parunastu minutach dotarliśmy do zamku, gdzie przystanęłam i odwróciłam się do Eliasza.
- Może jednak zostaniesz trochę na zamku? - powiedziałem i uśmiechnęłam się lekko.

<Gabriel? >

czwartek, 8 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Zaciskałam kurczowo palce na ostrzu sztyletu, po którym ściekała ciemnoczerwona krew tamtej kobiety. Czułam ją kiedy dotarła do mojej skóry, spływając w dół, kapiąc na kamienną posadzkę. Była gęsta i przyjemnie ciepła, sprawiała wrażenie przypominające moment, kiedy podczas letniego poranka człowiek budzi się przez promienie słoneczne. Dzisiejszego dnia właśnie tak się obudziłam, a wtedy ten moment wydawał mi się najlepszym w moim życiu. Szkoda tylko, że nie tylko zepsułam sobie ten dzień, dając się porwać przez tę kobietę, ale również zrujnowałam ślub i wesele mojego brata. Wiem, że poniekąd to nie była moja wina, ale zdawało mi się, że jednak nie zdarzyłoby się to, gdybym bardziej uważała. No i ponownie wszystko sprowadza się do jednego punktu, który mimo wszelkich starań udowadnia to, że ponoszę częściową odpowiedzialność za to, co się stało.
Moje oczy zdawały się w zastraszającym tempie przyzwyczaić do wokoło panującej ciemności. Powoli zapomniałam o tym, gdzie się aktualnie znajduję. Kiedy podniosłam rękę na wysokość twarzy, zobaczyłam, że jest o wiele ciemniejsza niż normalnie. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że jest ona cała we krwi, która powoli ściekała po moim nadgarstku. Pierwszy szok minął w momencie, kiedy wybiłam ostrze sztyletu w brzuch tej kobiety, teraz nadszedł czas na drugi, o wiele gorszy i brutalniejszy. Cofnęłam się parę kroków do tyłu i wpadłam na ścianę, zimną i kamienną ścianę, typową dla tych podziemi. Wtedy pochodnie ponownie się zapaliły, a ja zobaczyłam niedaleko siebie Exana i Ariannae, co było dla mnie lekkim zaskoczeniem.
- Zabiłam ją? - zapytałam, nadal opierając się o lodowatą i nieprzyjemną ścianę. Patrzyłam to na Lorda, to na jego towarzyszkę.
- Nie. Nie zadałaś jej śmiertelnego ciosu. Umarła z powodu upadku - odpowiedział mi Exan, podchodząc trochę bliżej. Westchnęłam z ulgą, wpatrując się w powoli zastygające ślady krwi na mojej ręce.
- Wracajmy już, nie chce robić zbędnego zamieszania - dodałam po chwili i odepchnęłam się od zimnej ściany. Dosłownie wszystko mnie bolało, ale starałam się nie dawać tego po tobie poznać. Typowe zagranie z mojej strony, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, przyzwyczaiłam do tego również wszystkich ludzi w moim otoczeniu. Więc nikt nie jest zdziwiony tym, że musi się domyślać, jeśli ma podejrzenia, że coś może być ze mną nie tak, bo ja sama za żadne skarby tego nikomu nie powiem.
Mimo tego, że kiedy byłam tu prowadzona to szarpałam się jak w amoku, czego efektem są cztery blizny na nadgarstku, ponieważ okazało się, że ta kobieta ma całkiem ostre paznokcie, to jednak pamiętałam drogę, jaką przebyłam, aby się tutaj dostać. Szłam powoli, na tyle na ile pozwał mi nieustający ból w dosłownie każdej części ciała. Bolała mnie nawet skóra na policzku, gdzie na pewno pojawiło się pokaźne zaczerwienienie po ciosie wykonanym metalowym drągiem.
Do tego miejsca prowadziło tysiące korytarzy i mniejszych korytarzyków, zawiłych i krętych, przypominających labirynt, a nie podziemia zamku królewskiego. Oczywiście, jak wszędzie w tym budynku, prowadzi tu krótsza, ale niezbyt przyjemna droga. Założę się, że właśnie tak znaleźli się tutaj Exan i Ariannae.
Kiedy dotarłam w końcu do miejsca, w którym podziemia łączyły się z normalnym korytarzem, nagle stanęłam. Usłyszałam za sobą kroki moich towarzyszy, więc odwróciłam się do nich, wciąż skrupulatnie uważając, aby żaden z pałętających się po korytarzu strażników mnie nie dostrzegł. Kręciło się ich w ten okolicy mnóstwo, zapewne jak w innych częściach zamku również.
- Nie chce tam iść, nie teraz i nie w tym stanie - powiedziałam cicho, zdając sobie sprawę z głupoty moich słów.
- Musisz, inaczej wszyscy tam oszaleją. Wszyscy cię szukają - odrzekła Ariannae, popychając mnie lekko w stronę korytarza. Uznałam, że mają rację i mój egoizm jest tutaj akurat na ostatnim miejscu. Wyszłam. Wyszłam i najszybciej jak mogłam, podeszłam do pierwszej osoby która wydawała mi się bliska, prosząc o zaprowadzenie do ojca bądź dziadka. Spotkałam jednego z wujków, który widząc ranę na policzku i dosyć świeże mokre ślady po łzach, wręcz zaniósł mnie do sali, w której był mój ojciec. On zdawał się na początku niedowierzać, a potem dopiero przytulił mnie z całej siły do siebie. Jednakże, słysząc mój cichy jęk, puścił i uśmiechnął się z ulgą. Niedawny smutek i panika ustąpiły miejsca radości, która powinna być tutaj przez cały czas. W końcu to wesele następcy tronu.
Kiedy Mihnea już skończył oceniać rozmiar uszczerbków na moim zdrowiu, kazał przyprowadzić medyka, po czym zwrócił się do Exana i Ariannae. Pewnie będę musiała przejść przez szereg terapii, czego naprawdę z całego serca nie chciałam. Sama zajmuje stanowisko psychologa, i potrafię ocenić swój stan...

<Exan? Naprawdę przepraszam za jakość tego opowiadania, pisane dopóki miałam chwilę czasu, bo nie lubię zostawiać opowiadań na długo :c>

niedziela, 4 sierpnia 2019

Od Asagiri CD Exana

Po rozmowie z dziadkiem poszłam do swojej komnaty. Cieszę się, że powiedziałam o tym komuś jeszcze, ale czułam się też trochę źle, że to głównie z mojego powodu wszystkie zabezpieczenia w zamku zostały podwojone. Zastanawiałam się, gdzie jest Exan, który po mojej konwersacji z królem Vladem III gdzieś zniknął. Nie pytałam się gdzie idzie, uznaje to za tę część prywatności, którą powinnam uszanować i nie wymuszać odpowiedzi u innych. 
Mimo, iż to była moja własna komnata, to nie czułam się w niej za pewnie. Czy to pewien rodzaj szoku i stresu, który wciąż się mnie trzyma? Jakkolwiek się to uczucie nazywało, wolałam go nie pogłębiać i nie sprawiać, że czułam się coraz gorzej. Wszyłam z pomieszczenia zamykając drzwi na klucz, postanawiając poszukać kogokolwiek z kim mogłabym spędzić swój wolny czas. 
Przez długi czas chodziłam i plątałam się między korytarzami, aż w końcu tak jakoś coś mnie skierowało w stronę prosektorium. Może moja podświadomość chciała, abym się tam znalazła z jakiegoś ważnego powodu? 
Byłam niezwykle zaskoczona kiedy zobaczyłam Exana wychodzącego z laboratorium, gdzie prawdopodobnie przechowywany był trup tego zamachowca, którego dzisiaj zabił. Lord Ravenwood zdawał się być tak samo zaskoczony jak ja. I w sumie nie wiem co było dziwniejsze, on wychodzący z prosektorium czy ja próbująca tam wejść. W sumie nie wiem czy by mnie wpuścili, może ojciec czy dziadek wydał taki rozkaz, żebym nie mogła patrzeć na to zwęglone ciało, chociaż to wydawało mi się trochę zbyt przesadzonym środkiem ostrożności.
- Co robiłeś w laboratorium? - zapytałam stając w miejscu i patrząc na niego. On przez chwilę myślał, jakby chciał znaleźć jakąś wymówkę - Exan, naprawdę nic się nie ukryje przede mną 100% legit, no scam, więc powiedz mi co robiłeś, jeżeli to ma jakikolwiek związek ze mną albo z tym lwem - dodałam kiedy nie uzyskałam odpowiedzi. Mój rozmówca wydał z siebie ciche westchnięcie, po czym lekko wywrócił oczami, w geście rezygnacji. 
- Rozmawiałem - no to się dowiedziałam, co innego można robić w prosektorium, jeśli się nie jest ani lekarzem, ani trupem. 
- Domyślam się, że nic innego tam robić za bardzo nie mogłeś, więc bardziej chodziło mi o to z kim. Bo wiem, że ma to jakiś związek z zamachowcem, mam chyba prawo wiedzieć kto chciał mnie zabić i dlaczego - odpowiedziałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.

<Exan? Dlaczego Asagiri wyszła jakby była wkurzona na cały świat i chciała zamordować 3/4 populacji>

piątek, 26 lipca 2019

Od Asagiri CD Vlada III


W przerwie podczas pieczenia postanowiłam znów odwiedzić dziadka w kuchni, jak zwykle pytając go o to, czy przypadkiem nie potrzebuje pomocy w robieniu swoich wypieków i innych rzeczy potrzebnych na ślub Vlada IV. Tym razem poszczęściło mi się, o ile to w ogóle można tak nazwać. Zostałam razem z Aries pogoniona do pracy, a mianowicie musiałam pokroić pomidory, a także poukładać krewetki w naczyniach. Nie wiedziałam, że na ślubie będą krewetki... Najwyraźniej będzie to jedna z tych rzeczy, których nie tknę za żadne skarby. Owoce morza tak jakoś mnie obrzydzają, więc nawet jakbym chciała nie mogłabym ich zjeść. Więc na samą myśl o nich, wzdrygnęłam się, co było widoczne na pierwszy rzut oka. Odwróciłam się do Aries i popatrzyłam na nią z nadzieją. 
- Pokroję każdą ilość pomidorów, jeśli ty poukładasz krewetki, dobrze? - uśmiechnęłam się do niej radośnie, z rozbawieniem obserwując jak na jej twarzy maluje się pewnego rodzaju grymas, a wyraz jej oczu świadczył o jej lekkim poirytowaniu, jakby chciała powiedzieć, że nie ma już do mnie siły. Ale jednak z wyrazem twarzy wyrażającym rezygnację, podeszła do kieliszków i zaczęła układać te okropne krewetki w nich. Byłam zadowolona, że udało mi się wymigać od tej pracy, więc z uśmiechem odwróciłam się w stronę miejsca, gdzie miałam wykonać swoje obowiązki.
Krojenie zawsze było jedną z moich ulubionych aktywności w kuchni, jeżeli już miałabym jakąkolwiek wybrać. Lubiłam być w posiadaniu tego dosyć niebezpiecznego narzędzia, jakim był nóż bądź inna rzecz tego typu. Czułam się bezpieczniej, gdybym nagle musiała się gwałtownie obronić przed kimś. Trochę to dziwne, zważając na to, że jestem w swoim domu, w którym jest pełno straży, w dodatku aktualnie w kuchni tkwię w obecności osoby dorosłej, lecz i tak czuję się pewniej.
Pokroiłam to co miałam pokroić i podeszłam do Aries, która również dokończyła swoją pracę.
<Vlad III? xd>

poniedziałek, 22 lipca 2019

Od Asagiri CD Vlada III

W przerwie między robieniem jednych wypieków, a wyjmowaniem z piekarnika drugich, postanowiłam razem z moją towarzyszką Aries odwiedzić mojego dziadka, chcąc zobaczyć jak mu idzie robienie i dekorowanie jego własnych wypieków. Szło mu tak samo jak nam, a przecież on jest sam jeden, a my jesteśmy dwie. Czasem się zastanawiam czy mu ktoś przypadkiem nie pomaga.
- Potrzebujecie pomocy? - zapytał Vlad III kiedy weszliśmy do jego kuchni. Pokręciłam głową kiedy obrócił się w naszą stronę. Podeszłam do jego stanowiska pracy i oparłam się rękami o blat.
- Nie, po prostu zrobiłyśmy sobie małą przerwę w pieczeniu i postanowiłyśmy cię odwiedzić. Jak ci idzie? - odpowiedziałam, jednocześnie zadając pytanie, uśmiechając się radośnie do dziadka Vlada. Zauważyłam, że bardzo zaangażowałam się w przygotowania do ślubu mojego brata i Rose, a przynajmniej chciałam, aby wszystko, co robię z Aries było idealne i dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Jestem świadoma tego, że na pewno skończymy wszystko, co mamy do zrobienia, ponieważ jesteśmy jakieś dwa dni do przodu z wypiekami.
- Myślę, że sam wszystko doskonale kontroluje, raczej nie potrzebuje pomocy - powiedział Vlad III, uśmiechając się do nas. Szybko porwałam jedno, skończone ciastko, aby spróbować jak smakuje, lecz w połowie moich ruchów postanowiłam podzielić się z Aries. Przełamałam kruche ciastko na pół i podałam jej jedno.

<Vlad III?>

wtorek, 16 lipca 2019

Od Asagiri CD Vlada III

Kolejny dzień spędziłam na pieczeniu, czyli mniej więcej upłynął na tym samym, co poprzednie dni. Upiekłyśmy z Aries kolejne wypieki, sądzę, że powinnyśmy trochę przystopować, bo niedługo się skończy miejsce na stołach i innych blatach. Dziennie wyrabiałyśmy dwudniową normę, więc pewnie skończymy to wszystko jeszcze przed właściwą ceremonią ślubną.
Aktualnie u nas w kuchni swój czas spędzał mój dziadek, więc zarówno ja, jak i Aries byłyśmy świadkami jego dyskusji że swoim synem. Rozmawiali o muzyce na ślub mojego brata, co było raczej do przewidzenia.
- W sumie czemu nie. A wy? Asagiri, Aries chciałybyście się wyrwać na chwilę z kuchni i poprzyglądać się jak wuj staje na głowie żeby wszystko wyszło idealnie? - w pewnym momencie Vlad III zwrócił się do nas, uśmiechając się serdecznie. Przez chwilę zastanawiałam się czy zgodzić się czy może zrezygnować i zostać w kuchni, aby jeszcze nadrobić trochę pieczenia. W sumie nie miałam się czym martwić, bo wszystko na razie było robione na czas.
- Ja bardzo chętnie - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech - A ty Aries? Idziesz? - dodałam odwracając się w stronę mojej towarzyszki. Lwica pokiwała głową, więc ponownie przeniosłam wzrok w stronę mojego dziadka i wuja.

<Vlad III?>

poniedziałek, 15 lipca 2019

Od Asagiri CD Vlada III

Jak zwykle krzątałam się w kuchni razem z Aries, starając się ogarnąć tysiące różnych rzeczy na raz, więc raz zajmowałam jednym z wielu potrzebnych kremów, a raz wkładałam ciasto do piekarnika, uprzednio wyjmując to upieczone. Nie jest to może jakaś wielka aktywność fizyczna, ale potrafi zmęczyć, zwłaszcza jeśli nieustannie się biega między szafkami, blatem, a piekarnikiem. Byłam właśnie w trakcie mieszania składników na kolejne ciasto, kiedy do kuchni wszedł dziadek Vlad III. Sprawiał wrażenie inspekcji, która kontroluje czy wszystko idzie zgodnie z planem, rozglądał się po stołach pełnych wypieków i po blatach, na których stało mnóstwo misek czy innych narzędzi.
- Jak wam idzie? - zapytał, stając niedaleko mojego miejsca pracy. Szczerze, miałam wrażenie, że obserwuje każdy ruch, zarówno mój, jak i Aries. Kiedy wszystko już poprawnie wymieszałam odstawiłam miskę i podeszłam do piekarnika, z którego wyjęłam kolejną partię gotowych wypieków.
- Jak widzisz, idzie nam fantastycznie, mam nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim na czas - mówiłam przy okazji kładąc blachę z ciastem niedaleko okna, aby się dostatecznie wystudziła. Potem do środka piekarnika włożyłam kolejną blachę i zamknęłam piec - Jeżeli chciałbyś czegoś spróbować, dziadku, to proszę, weź z tego stołu - dodałam pokazując placem na owy stół. Kiedy Vlad III znalazł się już przy nim, kiedy już wziął do ręki to, czego chce spróbować, do kuchni weszła kolejna osoba. Ktoś, kogo w sumie bym się tutaj nie spodziewała, a przynajmniej byłaby ostatnią osobą, o której bym pomyślała, kiedy myślałam o ludziach, którzy tu przyjdą w jakiejś sprawie. Wujek Oliver przywitał się kolejno z każdym z nas, a potem zwrócił się do króla Vlada.

<Oliver?>

piątek, 12 lipca 2019

Od Asagiri CD Aries

Niezmiernie się cieszyłam, że Aries uważała mój pomysł za genialny. Sama tego nie pociągnęłabym, potrzebowałam kogoś, kto mi w tym pomoże. Umiem piec, ale raczej nie wyrobię z codziennym pieczeniem wszystkiego, co sobie ktoś zażyczy.
-Wiesz, ten pomysł z cukiernią wcale nie jest taki zły - powiedziała Aries kiedy skończyłam przerzucać skrzynki. Odwróciłam się do niej i uśmiechnęłam się szeroko, a w moich oczach błysnęła iskierka triumfu.
- W takim razie zakładamy swoją własną cukiernię? - zapytałam retorycznie, ponieważ moje pytanie raczej nie potrzebowało odpowiedzi. Lwica uśmiechnęła się do mnie i pokiwała twierdząco głową - Więc super, teraz trzeba jedynie pójść i kogoś o tym powiadomić. A także wymyślić nazwę i tonę innych rzeczy - dodałam i pomimo deszczu, pociągnęłam Aries za nadgarstek w stronę zamku. Musiałam się pospieszyć, nie chciałam znowu zmoknąć jakbym co najmniej wpadła do jakiegoś zbiornika wodnego.
Znalazłyśmy się w zamku szybciej, niżbym się spodziewała, więc od razu mogłam podejść do kogoś z wyżej postawionych i poinformować ich o założeniu cukierni. Akurat mijałam ojca, który jak zwykle był zawalony dokumentami, tym razem pewnie związanymi ze ślubem mojego brata. Podeszłam do niego zdecydowanym krokiem.
- Ojcze, z Aries zakładamy cukiernię! - powiedziałam idąc przez parę sekund obok niego. Byłam pewna, że zaakceptuje moją decyzję, więc zbytnio się tym nie martwiłam.
- Super, bawcie się dobrze - odwrócił się do mnie i uśmiechnął serdecznie, co ja odwzajemniłam. Po tym wróciłam do Aries i spojrzałam na nią z triumfem w oczach.

<Arieeeees?>

czwartek, 11 lipca 2019

Od Asagiri CD Vlada III

Pieczenie babeczek okazało się fantastyczną zabawą, podczas której działo się naprawdę wiele rzeczy. Razem z Aries zrobiłyśmy już dosyć dużo wypieków, które po upieczeniu odkładałyśmy na pokaźne tace, aby potem zanieść je do dziadka. Nie do końca określiłyśmy powód, po co mamy tam iść, ale uznałyśmy, że warto go poinformować go o postępie naszej pracy.
- Które teraz robimy? - zapytałam się okładając ostatnią z waniliowych babeczek z owocami leśnymi na tackę. Aries na chwilę się zamyśliła, lecz moment później popatrzyła na mnie z niezwykle zdecydowanym błyskiem w oku. Jej wybór padł na cytrynowe muffinki z kremem z leśnych jagód. Nie było żadnej różnicy w tym, które będą pierwsze, więc zgodziłam się bez sprzeciwów i przekartkowałam książkę z przepisami, aby znaleźć odpowiedni. Utrudniamy sobie życie, bo skaczemy po kartkach tego egzemplarza i nigdy na razie nie wybrałyśmy przepisów, które w książkę są następująco po sobie. Uprzednio dokładnie je myjąc, położyłam dwie miski, do których włożyłam wszystkie potrzebne składniki, oczywiście w odpowiedniej kolejności. Suche do suchych, a mokre do mokrych, przynajmniej tyle się nauczyłam podczas tej sesji pieczenia. Aries zajęła się dokładnym mieszaniem wszystkiego w jedno ciasto, które przełożyła do specjalnie przygotowanych na to form, które to potem włożyłam do rozgrzanego piekarnika. W przepisie wygląda na to, że akurat te wypieki nie muszą się piec strasznie długo, więc usiadłam na krześle i zaczęłam przygotowywać się do robienia jagodowego kremu. Aries po chwili zrobiła to samo, więc skończyłyśmy wszystko w bardzo krótkim czasie. Zrobiłyśmy tyle, że pewnie pokryjemy wszystkie muffinki i jeszcze dodatkowo coś dla nas zostanie.
Upieczone babeczki wyjęłyśmy w piekarnika i zostawiłyśmy na chwilę do wystudzenia, by potem przełożyć je do wszystkich innych na tacy. Zostało dosyć mało, więc pewnie na razie nie będziemy robić następnych, bo zwyczajnie nie mamy gdzie ich dać. Aries i ja wzięłyśmy po jednej tacy i poszłyśmy w miejsce, gdzie stacjonował Vlad. W chwili, w której tam weszłyśmy, dziadek akurat ozdabiał wypieki, w którymi to on się zajmował. Odłożyłam tackę na stół i podeszłam do niego, opierając się o blat i patrząc na słodkości.
- A tak poza tym to czegoś potrzebujecie? - w momencie, w którym dziadek zadał mi pytanie, akurat wpatrywałam w jego dzieła, a bardziej w niewielkie torciki uwieńczone misternymi ozdobami. Wzięłam jeden z nich do ręki, chcąc wybrać ten, który ma wiele kopii, by już nikt nie musiał piec tego samego ponownie. Z uśmiechem pokręciłam głową i zjadłam wypiek, który trzymałam w dłoni.
- Tylko powiedzieć i odłożyć babeczki na inne miejsce. Nie mamy gdzie ich dawać, wiesz... jest ich dosyć dużo - odpowiedziałam wycierając chusteczką usta z pozostałości po słodkości - Potrzebujesz może w czymś pomocy? My chyba jesteśmy do przodu z pieczeniem babeczek, zrobiłyśmy chyba większość - zapytałam wyrzucając papier do kosza i patrząc na Aries, która pokiwała głową.

<Vlad III?>

poniedziałek, 8 lipca 2019

Od Asagiri CD Aries

Pieczenie może i nie było moim talentem, ale bardzo chętnie spróbowałabym swoich sił w cukiernictwie. Dlatego kiedy Aries popatrzyła na mnie znacząco, mając nadzieję, że pomogę jej piec ciastka i różne inne przekąski na ślub mojego brata i przybranej córki namiestnika Północy, uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Bardzo chętnie pomogę Aries piec, więc pewnie zdążymy, bo nie będzie musiała robić tego sama - powiedziałam z przekonaniem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Lwica odwzajemniła uśmiech, a ja skierowałam swój wzrok w stronę Lunaver, która mówiła dalej i rozdzielała role innym. Skończyło się na tym, że będę druhną na ślubie mojego brata Vlada IV i razem z Aries będę piec ciastka. Cieszyłam się ze swoich funkcji, nie było to nic, co mogłoby mnie przerosnąć, a jednocześnie jestem pewna, że będę miała dużo zabawy przy tym. Kiedy to całe spotkanie informacyjne się zakończyło, wyszłam razem z Aries z pomieszczenia i poszłam z nią do kuchni. Droga nie była zbyt długa, więc szybko się z nią tam znalazłam.
- Masz jakiś pomysł na smak tortu, a zarazem jego wygląd? Jest mi to obojętne, głównie chodzi o to, abyśmy się dobrze bawiły i zrobiły tort dla Vlada - powiedziałam odwracając się w stronę Aries. Ona na chwilę się namyśliła, a potem ponownie spojrzała na mnie.

<Aries?>

piątek, 28 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Na plecach nadal czułam nieprzyjemnie palący ból pozostały po prawdopodobnie wysokoprocentowym alkoholu, którym to Exan przemywał szramy po szkarłatnym lwie. Mimo, że minęło dużo czasu, i tak nie czułam się najlepiej i najchętniej zakopałabym się gdzieś głęboko i zapomniała o teraźniejszym świecie i teraźniejszych czasach, które są nieprzyjemne i na każdym kroku można się o tym przekonać. Czekałam cierpliwie aż Lord Ravenwood skończy bandażować pozostałości po tej sytuacji, dopiero po tym odważyłam się delikatnie poruszyć łopatkami. Momentalnie moje ciało przeszły rażący ból, więc natychmiast przestałam się ruszać i syknęłam cicho przez zęby. Za dużo, nie będę mogła się wysilać przez resztę dnia. Miałam na dzisiaj dosyć dużo planów, muszę posprzątać w komnacie. Powoli, bo powoli, ale jednak odwróciłam się starając zachować takie samo ułożenie pleców. Za mną powstała niezbyt mała plama ciemnoczerwonej krwi zmieszanej z przezroczystym alkoholem, na której widok westchnęłam ciężko.
- Naprawdę ci dziękuję, bez ciebie pewnie by mnie już tu nie było. Będę miała u ciebie dług do końca życia. A teraz muszę chyba poinformować odpowiednie osoby o tym incydencie... Raczej powinni wiedzieć, że w mojej komnacie czaił się lew, który miał mnie... zabić - mimo tego, że starałam się utrzymać spokojny ton głosu, to jednak przy ostatnim słowie on się po prostu załamał i wymówiłam je z wielkim trudem. Jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć, raczej nikomu nie zawiniłam w takim stopniu. Exan pokiwał głową, po czym wzięłam w rękę jakiś kawałek materiału i rzuciłam na krawędź plamy. Krew i alkohol natychmiastowo wsiąknęła w miękki materiał, zabarwiając go na głęboką czerwień. Raczej teraz tego nie posprzątam, muszę jedynie powiedzieć o tym ojcu - Pójdziesz ze mną? W sensie, chodzi o to, że nie będę się czuła zbyt pewnie, opowiadając o tym co się tam stało, bo sama nie wiem do końca, co mogłabym tam powiedzieć. Wszystko działo się tak szybko, nie jestem w stanie nawet dokładnie opisać tego nieznajomego. Z niego raczej mało zostało - dodałam po chwili, patrząc kątem oka na mojego towarzysza. Zdawał się to rozumieć i szanować, ale nie odpowiedział, bo moim zdaniem nie było takiej potrzeby. Uśmiechnęłam się lekko, po czym ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, nie bez przeszkód w postaci bólu i różnym nasileniu, ale dałam radę, musiałam. Czuję, że nigdy nie miałam na sobie takiej odpowiedzialności, w końcu, ten ktoś, a raczej jego wspólnicy, mogli go pomścić i przyjść ponownie. A kto wie co by się wtedy stało, wolę o tym nie myśleć.
Nasz spacer do gabinetu ojca nie zajął długo, chciałam tylko jak najszybciej dotrzeć do niego. Dlatego więc nie odzywałam się prawie w ogóle, a Exan to szanował i akceptował. Byłam niezmiernie wdzięczna, że nie zmuszał mnie do rozmowy.
Wkrótce dotarliśmy do celu, a ja zapukałam w drewniane drzwi. Najpierw nieśmiało, a później trochę mocniej. Usłyszałam krótkie "proszę", więc otworzyłam powoli drzwi i weszłam zdecydowanym krokiem do środka. Jakaś część mnie czuła się winna, że przeszkadzam mu w obowiązkach i wypełnianiu wszelkich papierów, ale to chyba nie jest coś, co mogłabym ukrywać przez dłuższy czas. Ktoś musiałby się dowiedzieć o tym prędzej czy później. Stanęłam naprzeciwko biurka ojca, Exan poszedł i zatrzymał się za mną, nieco z boku.
- Wybacz, że ci przeszkadzam, ojcze - zaczęłam, a Mihnea popatrzył na mnie wyczekująco. Wzięłam dużo powietrza w płuca i zaczęłam opowiadać. To, co ominęłam, Exan dopowiadał. Trwało to dosyć długo, wiele razy głos mi się załamywał pod wpływem emocji.

<Exaaan? :3>

niedziela, 23 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Mimo, iż Lodowa Ścieżka nie była moim ulubionym miejscem w kraju, to i tak chętnie przystałam na propozycję. Mając przed sobą wybór między zimnem, a ciepłem, zdecydowanie wybrałabym ciepło, które daje przyjemne poczucie bezpieczeństwa, czego nigdy nie doszukałam się w odczuwaniu zimna. Kojarzy mi się ono z oziębłością i ignorancją, a co za tym idzie, niebezpieczeństwem, od którego przechodzą mnie czasami dreszcze, kiedy próbuję sobie wyobrazić co mogłoby się kiedyś stać.
Popatrzyłam kątem oka na mojego towarzysza, który z lekkim uśmiechem wzdychał i nabierał głębokimi wdechami chłodne powietrze. W głębi duszy czułam, że nie chodzi o brata, a jeśli już to nie tylko o niego. Lecz wolę zbytnio nie naciskać, kto wie jakby zareagował, jednak i tak nie ufam mu w tej kwestii w stu procentach. Mimo wszystko, mimo mojego wieku i braku doświadczenia w życiu, dosyć trafnie oceniam emocje na podstawie obserwacji, więc często wiem kiedy ktoś mnie okłamuje. Lecz i tak czasem warto po prostu się nie odezwać, więc postanowiłam nie dawać niczego po sobie poznać. W końcu, praca psychologa właśnie na tym polega, aby wiedzieć kiedy przestać pytać.
- Przykro mi z powodu twojego brata. Mam nadzieję, że jego życie nie będzie zbyt męcząc, w końcu to jedynie jedna z możliwości, prawda? - zapytałam, uśmiechając się lekko i dosyć radośnie. Mimo ogarniającego mnie zewsząd zimna, nie czułam dreszczy, które występują u większości osób podczas mroźnych dni. Może to wina tego, że jest dosyć ciepła pora roku, a ja przyzwyczaiłam się do chłodnych uroków zimy? Jest to jedna z hipotetycznych możliwości, równie prawdopodobna co inne.
Mój spacer z Lordem Ravenwoodem po Lodowej Ścieżce trwał dosyć długo, a przynajmniej na tyle, aby mógł się w spokoju zastanowić nad wszystkim w moim towarzystwie. Rozmawialiśmy o naprawdę przeróżnych rzeczach, nie było jednego tematu przewodniego w naszej konwersacji. Ja go wypytywałam o jego rodzinne strony i o to, jaki jest tam klimat, a on słuchał moich opowieści o tutejszym zamku i moim rodzeństwie. Co chyba było dosyć męczące, bo o rodzinie mogłabym opowiadać przez bardzo długi czas, jest wiele rzeczy, które są warte upublicznienia. Zatoczyliśmy koło i nasza wędrówka skończyła się w momencie, w którym weszliśmy do Lodowej Ścieżki.
- Skoro już tu jesteśmy to chyba jest to najlepszy znak, abyśmy wracali - powiedziałam, robiąc kilka kroków w przód i odwracając się przodem do Exana. Na moich ustach ponownie pojawił się ciepły uśmiech, który najprawdopodobniej, a przynajmniej tak mi się wydawało, miał go lekko namówić, aby przystał na propozycję i wrócił do zamku. Miałam już trochę dosyć zimna, ale nie chciałam narzekać, w końcu chciał się uspokoić, więc powinnam zrobić wszystko, aby mu to umożliwić. Wracaliśmy do zamku, nadal dyskutując o tym samym i na tym w sumie minęła cała nasza wędrówka. Byliśmy na miejscu jakieś kilkanaście minut później, a mnie ogarnęło przyjemne ciepło, pochodzące z wnętrza budynku. Uśmiechnęłam się, ciesząc się, że to tutaj akurat mieszkam. Nie wiem jak bym zniosła, gdyby mieszkała w Północnym Namiestnictwie. Pewnie po jakimś czasie bym się przyzwyczaiła, ale zawsze nieprzyjemna jest ta pierwsza gwałtowna zmiana temperatur.
- Mam nadzieję, że zgodnie z twoimi przewidywaniami, uspokoiłeś się trochę - powiedziałam patrząc na mojego towarzysza.

<Exan? Po wielu męczarniach (jakimi było poszukiwanie najodpowiedniejszych rzeczy na wyjazd) zdołałam to napisać, jednakże i tak nie jest to opowiadanie wysokich lotów cx>

piątek, 21 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Mimo, że wujek Oliver rzadko bywa na zamku, zajęty trasami koncertowymi, zawsze znajduje czas, aby ze mną porozmawiać, co zresztą chętnie czynię. Dzisiaj był jeden z takich dni, kiedy brat mojego ojca zostawał tu dłużej niż zwykle, więc nie mogłam przepuścić okazji, by się z nim przywitać. Popędziłam szybkim krokiem w stronę Olivera, mocno go przytulając kiedy znalazłam się przy nim. Był ode mnie zdecydowanie wyższy, więc na pierwszy rzut oka widać było, że jest on członkiem mojej rodziny, w dodatku z tego "starszego" pokolenia.
- Naprawdę cieszę się, że cię widzę. Nie męczy cię to, że za każdym razem cię atakuję pytaniami, w momencie, w którym znajdziesz trochę czasu, aby nas odwiedzić? - zapytałam wesoło, stając obok wuja i dotrzymując mu kroku w niewielkim spacerze po zamku.
- Przyzwyczaiłem się - odpowiedział Oliver, śmiejąc się krótko, rzucając mi wesołe spojrzenie. Odwzajemniłam gest uśmiechając się i kierując wzrok przed siebie, zastanawiając się w którą stronę mam pójść. Koniec końców postanowiłam go zaprowadzić w stronę gabinetu ojca, pomyślałam, że chętnie ze sobą porozmawiają.
- Gdzie jedziecie na następny koncert? - zadałam pytanie, które zadaję zawsze, kiedy mam okazję. Mój rozmówca zawsze chętnie odpowiadał, jakby chcąc mi opowiedzieć o każdym najmniejszym miejscu, w którym będą grać.
- Teraz wyruszamy w trasę po Wschodnim Namiestnictwie, jest tam wiele miejsc, których poprzednio nie odwiedziliśmy - mówił, a ja go słuchałam z fascynacją. Nigdy nie byłam w żadnym Namiestnictwie, znam je jedynie z opowieści wuja i ojca. No i okazjonalnie od ich Lordów, którzy czasami tutaj przyjeżdżają, lecz nie jest to zbyt częste. A jeśli już tu są to mi trochę wstyd podejść i zapytać o ich ziemie. Wydaje się to takie nienaturalne. Jednym z moich głównych źródeł informacji był właśnie wujek Oliver, z którym zawsze miło mi się rozmawiało. Kiedy dotarliśmy do miejsca, w którym mój ojciec przebywał, mój towarzysz mnie przeprosił i wszedł do jego komnaty, uprzednio pukając i czekając na odpowiedź. Pożegnałam się z nim i odwróciłam gwałtownie, chcąc dojść do mojego pokoju i w spokoju zrobić coś, w czym nie potrzeba żadnych kontaktów międzyludzkich. Kiedy szłam jednym z korytarzy prowadzącym do komnat, zza rogu wyszedł Exan. Wyglądał na dosyć zdenerwowanego, chociaż i tak to chyba zbyt łagodne określenie. Był chodzącym kłębkiem nerwów, jakby nagle miało stać się coś, czego się obawiał. Zastanawiałam się o co chodzi, więc kontynuowałam spacer w tamtą stronę. Może się czegoś dowiem, chociaż jest możliwość, że chodzi o jakieś prywatne sprawy, do których nie mam prawa się mieszać. Lecz mimo wszystko, chyba zawsze warto spróbować.
Podeszłam do niego i zatrzymałam się w pewnej odległości, krzyżując ręce na klatce piersiowej, aby wyglądać chociaż trochę poważniej.
- Coś się stało? Wyglądasz na dosyć poruszonego... - zapytałam, a Lord Ravenwood odwrócił się w moją stronę gwałtownie.

<Exan?>

środa, 19 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Popatrzyłam na mojego towarzysza kątem oka, zauważając jego uśmiech, kiedy odpowiadał na moje pytanie, a potem z powrotem odwróciłam wzrok, patrząc na drogę przede mną. Nie było przecież nic złego w tym, żebym głośno mówiła o tej osobie, w końcu nie jest to tajemnicą. Całkowicie zrozumiałe jest to, że jest ciekaw jej tożsamości.
- Rin Kagamine kto by się tego spodziewał! - odpowiedziałam na jego wcześniejsze pytanie, patrząc w stronę Exana, którego wzrok zresztą napotkałam na parę sekund - Nie wiem czy ją kojarzysz, wyjechała do Północnego Namiestnictwa dosyć niedługo po twoim przyjeździe do Stolicy. A wcześniej jeszcze chyba tam wyjechała z Namiestnikiem czy coś, nie wiem, nie zagłębiam się w jej życie. Po prostu jej moc wydała mi się dosyć interesująca, tak samo jak twoja - dodałam po chwili, chcąc opuścić łąkę De Lup. Nie to, że mi się nie podobała czy czułam się tu niezręcznie, po prostu chciałam wrócić do domu, tam czułam się po prostu lepiej. A to chyba najważniejsze, jeśli chodzi o odczucia względem domu.
Reszta spaceru do zamku minęła na rozmowach wokół duchów i zagubionych dusz, przyznam, że dosyć szybko zafascynowałam się tym tematem i zadawałam tyle pytań, że mogłabym napisać książkę ułożoną z odpowiedzi Exana. Doceniałam to, że stara się na każde pytanie odpowiadać wyczerpującą odpowiedzią, pewnie większość osób dawno by ucięła rozmowę, kiedy tylko musiała by wyjawić więcej niż by chciała. Sztuka umiejętnego omijania i unikania odpowiedzi  jest niezwykle ciężka do nauczenia, nie można dać po sobie poznać tego, że nie mamy ochoty mówić na ten temat, a jednocześnie jasno dać do zrozumienia, że zmieniamy całkowicie zjawisko, o którym się rozmawia. Większość ludzi tego nie potrafi, co jest całkowicie zrozumiałe. Każdej rzeczy trzeba się nauczyć, prędzej czy później będzie nam ona potrzebna, zwłaszcza jeśli chodzi o wszelkie sposoby prowadzenia dyskusji czy coś takiego. Myślę, że to dosyć ważne w tym świecie, kiedy dyskusją i umiejętną konwersacją oraz negocjacją można uratować świat od straszliwej wojny. Jest to kolejny aspekt dzisiejszych czasów, który wprost mnie przeraża. Jedno słowo może wywołać spór między rodami, krajami, narodowościami. Każda strona ma swoje racje, każda ma wrażenie, że to właśnie jej uczucia zostały urażone i każda z nich kurczowo trzyma się swojej wersji wydarzeń. Jeśli ktoś ich atakuje słownie, wtedy jeszcze bardziej chcą bronić swoich racji i coraz bardziej wierzą w prawdziwość swojego rozumowania. Często chcąc przemówić komuś do rozsądku, można uzyskać odwrotny efekt. Ktoś sądzi, że jednak to on ma rację i nie pozwoli nikomu powiedzieć inaczej. I wszystko się zapętla, im bardziej będziemy chcieć go odwieść od jego poglądów, tym bardziej będzie w nie wierzył i uważał je za słuszne. Dlatego trzeba się nauczyć prowadzić konwersację w sposób neutralny, nie opowiadając się za żadną ze stron, co w przyszłości być może uratuje nas od nieszczęścia.
Po jakimś czasie dotarliśmy do zamku razem z Exanem, a ja gdzieś w oddali, na korytarzu zobaczyłam znajomą osobę, która machnęła do mnie raz i gestem poprosiła, abym poszła za nią.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Dziękuję za rozmowę, Lordzie, i mam nadzieję spotkać cię znów, chociażby w tym dniu. I następnym razem już mnie tak nie strasz z tym transem, dobrze? - odwróciłam się do mojego towarzysza i uśmiechnęłam się ciepło. Lord Ravenwood pokiwał głową, a ja szybkim krokiem poszłam w stronę wcześniej upatrzonej osoby.

<Exan? Sorki za te rozważania w środku, byłam jakaś nafurana, jakby to moja przyjaciółka powiedziała>

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Od Asagiri CD Exana

Słuchałam opowieści o darze, starając się chociaż w najmniejszym stopniu wyobrazić sobie co mój towarzysz może w takich momentach czuć. Bezskutecznie. Nie doświadczyłam tego nigdy, więc nie jestem w stanie pojąć co się w tym czasie dzieje z duszą osoby żywej, jak to wygląda od przysłowiowego środka. Kiedy Exan skończył mówić, ja jeszcze przez następne kilka sekund wpatrywałam się w jakiś niezidentyfikowany punkt za nim. Dopiero głos Lorda, pytający czy wszystko w porządku, sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Zamrugałam kilka razy, przenosząc wzrok na mojego rozmówcę.
- Po twojej minie wnioskuję, że nie jesteś w niebo wzięty, jeśli chodzi o świadomość obcowania z duchami - nie potrzebowałam odpowiedzi, bo to było niezwykle łatwe do wyczytania z jego emocji w oczach, czy rysów twarzy, które zmieniły się pod wpływem uczuć. To przypomniało mi o jego niedawnym transie, stanie, w którym nie okazywał żadnych emocji, jakby kompletnie wyprano go z życia. Widok pustych, zimnych oczu, bez jakiekolwiek głębi i uczuć, sprawił, że na myśl przychodziły mi najgorsze koszmary. Jestem pewna, że nikt dobrowolnie nie chciałby tego oglądać. Poprawiłam włosy wpadające mi do oczu. Uwielbiałam je, ale potrafiły być niezwykle nieznośne, zarówno w pół-lwiej, jak i w ludzkiej postaci.
- Znam jeszcze jedną osobę, która może porozmawiać z duszami... Ale raczej tymi zmarłymi, które zaznały spokoju, a przynajmniej na pewno z tymi. Wiem o tym, bo kojarzę ją, czasami przyjeżdża tutaj w odwiedziny do dowódcy Szpiegów, albo ze swoim mężem. Kiedyś ją zaczepiłam i i zapytałam o jej moc, bo wydała mi się całkiem intrygująca. Ona pokazała mi to na żywo... Chciała się porozumieć chyba ze swoimi rodzicami, bo mamrotała do siebie słowa i zwracała się do nich per "matko" i "ojcze". Muszę przyznać, że było to dosyć podobne do twojego transu. Wyglądała jakby jej martwe, puste ciało zostało wśród, ale widziałam, że jej dusza nadal tu jest, tylko zawieszona między światem żywych i umarłych. Jest to chyba niezwykle potężna moc, jest wiele zmarłych, od których potrzebujemy informacji na jakiś temat. I jest wiele dusz, które poszukują spokoju i odpoczynku. To normalne, że czegoś szukają, każdy czegoś szuka. Jeśli nie zdążyły tego zrobić za życia, muszą to zrobić po śmierci, co jest niezwykle trudne - mówiłam, przywołując do siebie obrazy, które widziałam całkiem niedawno, lecz które zostały trochę zatarte w mojej pamięci - Chyba trochę za dużo mówię, powiedz, w jaki sposób dusze się z tobą porozumiewają? Domyślam się, że nie mogą od razu powiedzieć czego chcą, chyba do tego potrzeba trochę czasu, prawda?

<Exan?>

poniedziałek, 20 maja 2019

Od Asagiri "Najlepsza cukiernia na świecie''

Dni deszczowe są takimi dniami, kiedy mam ochotę jednocześnie siedzieć na dachu i wsłuchiwać się w odgłos kropel, a jednocześnie siedzieć wygodnie pod kołdrą, trwając w ciepłym świetle świec, którymi rozjaśniałam komnatę. To aż zabawne, że coś tak prostego jak deszcz może wywoływać u mnie tak mieszane uczucia.
Nie chcąc jednak bezczynnie siedzieć przez cały dzień, wyszłam z komnaty, odrzucając na bok poduszkę, która jeszcze chwilę temu znajdowała się w moich ramionach, a ja wdychałam jej zapach, jakby był czymś najcudowniejszym na świecie. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam przechadzać się jak gdyby nigdy nic po korytarzach. Krążyłam bez celu, jakby nie mogąc znaleźć dla siebie zajęcia. Kiedy minęłam kolejny z wielu zakrętów, zobaczyłam Aries, która zdawała się być tak samo znudzona jak ja. Znałam ją, bo czasami widziałam ją w towarzystwie wujka Mirczy i jego narzeczonej Iseult. Spędzała czas z moim rodzeństwem, więc w tym ze mną, ale nie powiem, abyśmy były jakoś niesamowicie związane. Mimo wszystko podeszłam, bo dlaczego miałabym minąć ją  udawać, że jej nie widzę?
- Witaj Aries, wyglądasz jakbyś nie wiedziała co ze sobą począć - zaczęłam tę niezwykłą rozmowę, stając naprzeciwko rówieśniczki i uśmiechając się lekko, co ona prawie od razu odwzajemniła.
- Wyrocznia się znalazła - odpowiedziała, przewracając żartobliwie oczami.
- Więc chyba jesteśmy w tym we dwie. Zazwyczaj w czasie deszczu i nudy siedzę wygodnie pod pierzynką i pocieszam się słodkimi rzeczami do jedzenia, ale dzisiaj nie miałam ani ochoty siedzieć w łóżku, ani nie mogłam po prosić o coś słodkiego. Ostatnio usłyszałam, że nie powinnam tyle jeść, pfffff - mruknęłam niezadowolona.
- Gdybyś miała swoją własną cukiernię to pewnie nie byłoby takich problemów - Aries zaśmiała się krótko, a swoją wypowiedzią jakby otworzyła mi pewną szufladkę w umyśle. Mimo, że zapewne to była luźna sugestia, a może nawet żart to był on genialny.
- Jesteś genialna Aries. Załóżmy swoją własną, najlepszą cukiernię na świecie!

<Aries? tO jEsT gEnIaLnE XD>

środa, 15 maja 2019

Od Asagiri CD Exana

Omiotłam wzrokiem salę treningową, zatrzymując się na ruszających się, przypadkowych postaciach, które rozwijały swoje umiejętności w walce. Nie było w tym nic ekscytującego, zwyczajne osoby ćwiczące zwyczajne metody ataku. Parę z nich znałam na tyle dobrze, że mogłabym spokojnie do nich podejść, ale wolałam nie przeszkadzać. Jak się coś robi to nie powinno się przerywać, jeżeli nie jest to jakaś sprawa wielkiej wagi. A zwyczajne przywianie się, z pewnością nią nie było. Odwróciłam się do Exana, który w międzyczasie oddalił się o parędziesiąt centymetrów i oparł się o ścianę. Wodził wzrokiem po trenujących, jakby również doszukując się w nich jakichkolwiek cech, które mogłyby przyciągnąć uwagę.
- Lordzie... - zaczęłam i czekałam kilka sekund, dopóki mój towarzysz nie przeniósł na mnie wzroku - Możemy iść? Nie ma tu nic ciekawego, więc raczej nie ma sensu dalej tu stać. Chyba, że chcesz poćwiczyć, to spokojnie, jak chcesz mogłabym poczekać - dodałam po chwili i cierpliwie zaczekałam na odpowiedź. Exan jeszcze raz omiótł wzrokiem pomieszczenie, jakby chcąc dokładnie je zapamiętać.
- Myślę, że możemy iść, moja damo - odpowiedział, po czym odepchnął się od ściany i skierował się w stronę wyjścia, a ja poszłam za nim. Zlustrowałam go wzrokiem. Nie mogłam się zdecydować czy to przezwisko, jakie mi wymyślił, bardziej mnie irytowało czy schlebiało mi. Miałam zapewne takie same odczucia, jak on kiedy nazywałam go "Lordem", ale jednak jakaś część mnie była zadowolona z tego, że używa tego zwrotu kiedy się do mnie zwraca. To jest dosyć zabawne, że coś tak małego i nieznaczącego wywołuje u mnie taką mieszaninę sprzecznych emocji.
- Może wyjdziemy stąd? Szkoda by było, gdybyśmy ciągle siedzieli i dusili się w tym zamku, w którym korytarze są tak czasami zatłoczone, że ciężko przejść. Na zewnątrz jest przynajmniej bardziej ustronnie - popatrzyłam na mojego towarzysza, który przez chwilę się zastanawiał nad propozycją, a potem pokiwał głową z uśmiechem. Odwzajemniłam ten gest i skierowałam się w stronę wyjścia. Droga nie była trudna, ale nie była również łatwa, bo sala treningowa znajdowała się na przeciwległym końcu zamku, więc trzeba pokonać mnóstwo korytarzy i zakrętów. Naprawdę, ta budowla jest niebywale skomplikowana i nawet, jeśli ktoś się tu urodził to może się zgubić i to poważnie. No dobrze, może trochę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że zamek jest wielki i to bardzo.
Droga do wyjścia zajęła nam kilka minut, a raczej myślę, że właśnie tyle to trwało. Straciłam poczucie czasu, zajęta przez rozmowę i odpowiadanie na niektóre docinki i irytujące przezwiska. Właściwie to jedno, ale trochę podkoloryzowania nikogo nie zabiło i pewnie nikomu nie zaszkodzi.

<Exan? Męczone przez dwa, czy ileś, dni. Słabe, ale jest. I spoko, również nie miałam pomysłu, dlatego tak długo mi to zajęło xd>

piątek, 10 maja 2019

Od Asagiri CD Exana

W nocy wszystko jest proste. Najbardziej szczegółowe plany w wszechogarniającym zmroku wydają się proste, niczym stworzone dla dzieciaka. A tymczasem, kiedy słońce wstaje, na nowo nachodzą nas wątpliwości, nie ważne czy myśleliśmy nad czymś minutę, czy godzinę. W nocy każde zmartwienie wydaje się błahostką, nic nie wartą myślą. Ale niestety, jedna noc to za mało, aby rozwiązać wszystkie problemy. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby w snach dałoby się wyeliminować źródło naszych zmartwień, niechcianą myśl czy chociażby ból po stracie. Lecz to, o czym myślałam kiedyś przed zaśnięciem, ponownie zaatakowało mnie dzisiaj, również w tej samej porze dnia. Przechodziłam przez to, przez co każdy w moim wieku przechodzi. Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej, a ja zdecydowanie należałam do tej drugiej grupy. Lubię myśleć i analizować problemy, nie tylko moje, ale również i innych. Przez co koniec końców musiały mnie dopaść wątpliwości. Coś, czego najbardziej w życiu nienawidzę. Nienawidzę być czegoś niepewna, na przykład tego, czy dobrze postępuje. Bo to sprawia, że mam ochotę się wycofać z życia, a tego nie chcę za nic.
Kiedy się obudziłam, słońce od dawna już świeciło na niebie. Gdy wstałam, od razu zabrałam się za czesanie włosów, jakoś była to pierwsza rzecz, jaką robię zaraz po przebudzeniu. W swojej ludzkiej formie, miałam je niesamowicie długie, co utrudniało mi robotę i sprawiało, że ta czynność pochłaniała większość cennych minut podczas porannej rutyny. Lecz byłam przyzwyczajona, więc z dnia na dzień zdawało się to trwać coraz krócej i krócej. Tak też było i dzisiaj, więc w o wiele mniejszym czasie niż chociażby tydzień temu, udało mi się w pełni przygotować na ten dzień i wyjść z komnaty. Na korytarzu było mnóstwo osób, czego się spodziewałam po tak późnej godzinie. Próbowałam wypatrzeć kogokolwiek znajomego, ale niestety te próby spełzły na niczym. Pewnie moje rodzeństwo już zajmowało się codziennymi obowiązkami, szkoleniami, wspólnym eksplorowaniem zamku czy cokolwiek oni mieli aktualnie do roboty. Jedynie ja zaspałam. Ale cóż mam poradzić, melodia, którą mi wczorajszego wieczoru zagrał Exan uśpiła mnie w trybie natychmiastowym. To dosyć dziwne, czy on posiadał jakąś moc, dzięki której jego muzyka o wiele bardziej trafiała do osoby, która jej słuchała? Nawet jeżeli nie, to nie odebrało mi to przyjemności płynącej ze słuchania jej.
Mówiąc o Exanie, kiedy zeszłam po schodach na niższe piętro zobaczyłam go przechadzającego się po korytarzach, prawie tak samo jak ja. Raczej oboje nie mieliśmy w tym żadnego celu, a jedynie zwiedzaliśmy zamek dla pewnego rodzaju "zabawy". Przyspieszyłam kroku i podeszłam do Exana.
- Wyspałaś się? - zapytał kiedy byłam w wystarczającej odległości, abym mogła to usłyszeć. Uśmiechnęłam się i splotłam ręce na plecach.
- Powinnam raczej zapytać się o to ciebie. teoretycznie poszedłeś spać później niż ja - uważałam to za dosyć śmieszny sposób rozpoczynania rozmowy, ale wytrwale brnęłam w ten temat - Odpowiadając na twoje pytanie to tak, wyspałam się i to bardzo. A wszystkiemu winna ta muzyka, którą grasz, musisz przystopować, bo mnie uzależnisz od niej. A skutki tego mogą być opłakane, jak tak sobie o tym myślę, wiesz? - dodałam po chwili, zmieniając trochę temat.

<Exan?>