Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlad IV Groźny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlad IV Groźny. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2019

Od Vlada IV Ślub

Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Wujek Sorci do samego wieczora dzień przed ślubem biegał po całym zamku by sprawdzić czy wszystko jest w należytym porządku i żadna z dekoracji nie uległa zniszczeniu. Ciotka Lunaver również nie próżnowała: chodziła po całym zamku kontrolując czy wszyscy wykonali przydzielone im obowiązki. Mnie i Rose również nie ominęła kontrola: musieliśmy zaprezentować nasz taniec, cztery razy potworzyć tekst przysięgi małżeńskiej, dokładnie opisać wszystkie zwyczaje związane z ślubem i późniejszych weselem a także szczegółowo omówić wszelkie powinności jakie mieliśmy wobec poszczególnych osób. Było tego strasznie dużo ale całe szczęście zaliczyliśmy ten sprawdzian z moją przyszłą żoną na piątkę, a przynajmniej w teorii. Wieczorem wujek Sorci po skompletowaniu mojego stroju zabrał mnie do jednej z położonych nieopodal pałacu karczm na mój wieczór  kawalerski. W planach było spędzenie kilku godzin w wyłącznie męskim towarzystwie a później powrót do pałacu by położyć się spać. Kiedy weszliśmy do karczmy od razu moim oczom ukazało się wiele bliskich mi osób: goście zagraniczni i większość arystokracji mieli przyjechać dopiero jutro na sam ślub i wesele, wieczór kawalerski i panieński były tylko dla nas i naszych rodzin. Myślałem, że będzie tutaj raczej młodsza część rodziny ale pojawił się również dziadek i jego bracia. Cieszyło mnie to, ponieważ byłem z nim bardzo mocno związany.
Men's Imperial Medieval Fleur De Lis Gold King Crown 4.5cm High 18cm Diameter- Za dużo nie szalejcie, jutro ważny dzień.- powiedział grożąc nam palcem po czym usiadł przy jednym ze stołów i sięgnął po szklankę z jakimś napojem. Cały wieczór właściwie przesiedziałem w towarzystwie ojca, wujów i dziadka słuchając jak wyglądały ich wieczory kawalerskie.
- Vlad pamiętasz jak wyglądał twój?- zapytał w którymś momencie Gales uśmiechając się do dziadka.
- A pewnie. Nigdy nie zapomnę tego, jak chcieliście mnie spić a później sami leżeliście pod stołem.- stary lew uśmiechnął się i przyjacielsko trącił szwagra w bark. Około dwudziestej trzeciej postanowiliśmy wrócić do zamku i udać się na spoczynek. Ceremonia zaślubin miała odbyć się o godzinie dwunastej ale przygotowania do niej rozpoczęły się już sześć godzin wcześniej. Wujek Sorci przyszedł do mnie o szóstej i obudził mnie a później pomógł mi ze strojem. W tej chwili współczułem Rose, jej suknia i biżuteria razem wzięte były znacznie cięższe niż moje spodnie i koszula, nawet kiedy założyłem na ramiona podarowany mi przez dziadka płaszcz. Po tym jak już się ubrałem razem z wujkiem jeszcze kolejny raz wszystko omówiliśmy, żebym nie musiał się niczym martwić. Tuż przed tym, jak mieliśmy z wujkiem wyjść z komnaty by udać się do świątyni przed drzwiami pojawił się dziadek.
- Vlad przyniosłem Ci coś.- powiedział po czym podszedł do mnie i włożył mi na głowę koronę. Była znacznie mniej ozdobna niż ta, którą on nosił ale i tak wyglądała majestatycznie.
- Powinieneś wyglądać jak prawdziwy książę. W końcu będziesz kiedyś królem. - powiedział po czym przytulił mnie i wyszedł. W jego oczach przez krótki moment mogłem dostrzec łzy, nie wiedziałem jednak czy były to łzy szczęścia, czy smutku.
- Twój dziadek dużo przeżył w swoim życiu a ty jesteś do niego strasznie podobny. Boi się, że Ciebie i Rose może spotkać to samo co jego i twoją babcię.- wyjaśnił wujek spuszczając nieco wzrok. Pokiwałem ze zrozumieniem głową i ruszyłem za Sorcim w kierunku wyjścia z pałacu. Ja i Rose wedle zwyczaju mieliśmy zobaczyć się dopiero przed ołtarzem. Droga minęła mi bardzo szybko. Wielu poddanych już wyszło ze swoich domów by uczestniczyć w ceremonii od samego jej początku. Byłem niezwykle zdziwiony liczbą osób, które chciały to zobaczyć na własne oczy, nie sądziłem, że zwykli mieszkańcy królestwa aż tak interesują się życiem rodziny królewskiej. Do świątyni wszedłem w towarzystwie moich drużbów i Sorciego, który pełnił rolę świadka. Na przybycie mojej narzeczonej nie musieliśmy długo czekać: zjawiła się zaledwie kilka minut później w towarzystwie druhen i ciotki Lunaver, prowadzona przez swojego ojca. Na widok Rose aż zaparło mi dech, wyglądała zjawiskowo a jej strój przyciągał uwagę wszystkich. Długi welon powoli ciągnął się za nią i co jakiś czas był poprawiany przez którąś z dziewcząt. Procesja powoli zbliżała się do ołtarza a im była bliżej tym bardziej miałem ochotę do niej podbiec, porwać pannę młodą w ramiona i już, w tej chwili wziąć za żonę bez całego tego ceremoniału. Mimo wszystko jednak wszystko musiało się dziać zgodnie z tradycją.
- Vladzie oto oddaję Ci mój największy skarb. Dbaj o moją córkę Rosalie i bądź jej dobrym mężem!-kiedy wreszcie procesja doszła do podwyższenia, na którym stałem Eddard Stark wypowiedział oficjalną, ślubną formułę.
- Obiecuję zapewnić jej dostatek i godne życie!- odpowiedziałem i podałem Rose dłoń by pomóc jej zająć miejsce obok mnie. Stanęliśmy twarzą do ołtarza a już po chwili miejsce przed nami zajął arcykapłan Amos.
- Dzisiejszego dnia zebraliśmy się tutaj by stać się świadkami wyjątkowego wydarzenia, połączenia dwóch starych rodów Draculów oraz Starków. Dziś bowiem pierworodny syn dziedzica tronu Vlad IV Dracula połączy się węzłem małżeńskim z Rosalie Victorią Jane Stark, najstarszą córką Namiestnika Północy Eddarda Starka.- powiedział arcykapłan po czym odwrócił się w stronę młodszego kapłana i wziął z jego rąk długi kawałek materiału.
- Podajcie sobie dłonie i odwróćcie się do siebie tak, by każde z was mogło patrzyć drugiemu w oczy.- powiedział po czym związał nasze ręce materiałem. Wpatrywałem się w oczy Rose z uwielbieniem a moje serce biło coraz szybciej, tak jakby chciało wyrwać mi się z piersi. Amos uśmiechnął się do nas po czym wziął z ołtarza kadzidło i zaczął okadzać nas aromatycznym dymem modląc się jednocześnie o nasze oczyszczenie.
- Teraz powtórzcie za mną słowa przysięgi.- powiedział arcykapłan po tym jak odstawił kadzidło i uniósł nad naszymi głowami gałąź z kwiatami wiśni, symbol pierwszej bogini Yasmin, matki bogów i lwów.
- Ja, Vlad IV Dracula, pierworodny syn Mihnei I Draculi i Kalindy, wnuk Vlada III Draculi i  Elisabethy biorę sobie Ciebie Rosalie Victorio Jane Stark za pierwszą i najukochańszą żonę i ślubuję Ci wieczną miłość, wierność i opiekę, pod moim dachem nigdy nie spotka Cię krzywda ani nie doznasz smutku i że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Niech bogowie wesprą mnie swą mocą bym mógł dopełnić mojego przyrzeczenia.- powiedziałem pewnym głosem. Chyba jeszcze nigdy nie byłem niczego tak pewny jak tego, że pragnąłem by Rose została moją żoną.
- Ja Rosalie Victoria Jane Stark, córka Eddarda Starka i Rin Kagamine-Stark biorę sobie Ciebie Vladzie IV Draculo za męża i ślubuję Ci wieczną miłość, wierność oraz oddanie i to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Niech bogowie wesprą mnie swą mocą bym mógła dopełnić mojego przyrzeczenia.- Rose wymówiła swoją część przysięgi z uśmiechem na ustach i ścisnęła nieco moją rękę. Amos odłożył gałąź świętego drzewa i wziął z dłoni pomocnika niewielkie naczynie wypełnione jakąś cieczą. Arcykapłan zanurzył palec w miseczce i jej zawartością namaścił nasze czoła. Kiedy to uczynił do moich nozdrzy dotarł intensywny zapach róż, szybko wywnioskowałem, że do namaszczenia posłużył olejek różany. Po złożeniu przysięgi nadszedł czas na modlitwę do bogów by pobłogosławili nasz związek.
- Eshano, bogini miłości! Pobłogosław związek Vlada i Rose, obdarz ich miłością i wiecznym szczęściem! Niech płomienna miłość jaką połączyłaś tą dwójkę niech nigdy się nie wypala ale bucha wciąż nowym żarem! - po odmówieniu pierwszej modlitwy Amos wrzucił do rytualnego ognia bukiet czerwonych róż, którymi najpierw dotknął naszych twarzy.
- Pariso, bogini rodziny! Wejrzyj na rodzinę Vlada i Rose i obdarz ich swoim błogosławieństwem! Niech w ich domu nigdy nie brakuje radości i śmiechu potomków! Odsuń od nich wszelkie troski i pomóż im stworzyć szczęśliwy związek, obdarz ich potomstwem licznym jak gwiazdy na niebie!- modlitwa do bogini rodziny zakończyła się spaleniem w ofierze małej figurki lwa, którą oboje ucałowaliśmy. Figurka miała symbolizować nasze przyszłe potomstwo i rodzinę, którą razem stworzymy.
- Ameyo bogini drogi! Poprowadź Vlada i Rose ścieżką którą od dziś wspólnie będą kroczyć! Nie dozwól im schodzić na manowce, prowadź ich prostą ścieżką ku wspaniałej, świetlanej przyszłości!- kapłan wziął z ołtarza trzy pióra: jedno białe, drugie brązowe i trzecie czarne, po czym dotknął nimi naszych czół. Pióra pochodziły od świętego orła bogini i były najwyższą formą ofiary.
- Fidem bogini przysięgi! Zechciej wejrzeć na tą dwójkę i obdarz ich swą łaską! Usłysz złożoną przez nich przysięgę i dodaj im sił by mogli ją gorliwie wypełniać!- Amos w ofiarnym ogniu spalił pióro białego łabędzia, ptaka poświęconego Fidem.
- Geo bogini ziemi! Obdarz tą dwójkę swoją siłą i zapewnij im dostatek! Niech nigdy nie zabraknie w ich domu chleba, który jest twoim najdoskonalszym darem dla nas! - kapłan przełamał na pół mały bochenek chleba i częścią nakarmił najpierw Rose a później mnie. Reszta chleba stała się ofiarą dla bogini ziemi.
- Noctemie i Lunam bóstwa nocy! Otulcie swym płaszczem wspólne noce Vlada i Rose by razem zaznawali szczęścia i radości. Dajcie im nocny spokój kochanków by wspólnie w uświęconej ciemności mogli płodzić potomków! - Arcykapłan uniósł w górę błyszczącą tkaninę i kolorze nocnego nieba i przykrył nią najpierw głowę mojej ukochanej a następnie moją. Po wykonaniu tej czynności złożył chustę i cisnął ją w płomienie.
- Solusie i Hodie bóstwa dnia! Obdarzcie Vlada i Rose ciepłem słońca i radością dnia! Niech ich wspólne życie upłynie pod znakiem ciepła i nic nie mąci ich wspólnych chwil.- tym razem chusta, którą przykryto nasze głowy była w ciepłym kolorze złota. Ona również stała się ofiarą dla bogów.
- Vashkartzenie boże wojny! Obdarz Vlada i Rose siłą i wiernością. Niech Vlad zyska siłę, która pozwoli mu chronić Rose od wszelkich niebezpieczeństw. Niech ich małżeństwo uniknie domowych waśni i będzie równie zgodne jak twoje i Eshany! - Amos wziął z ołtarza około dwudziesto centymetrowy miecz i podsunął go pod moje usta. Złożyłem pocałunek na zimnym metalu cały czas patrząc w oczy ukochanej a po chwili to samo uczyniła również Rose. Amos skłonił się przed ołtarzem a następnie miecz powędrował w ślady wcześniejszych przedmiotów.
- Hastinie boże zdrowia! Niech twoja łaska zstąpi na Vlada i Rose! Podaruj im zdrowie i długie życie! Niech nie dotyka ich choroba, niech ich potomstwo będzie silne i wolne od chorób!- Hastin przyjmował ofiary w różnych formach, jednak najczęściej stosowaną ofiarą był fragment poroża daniela mezopotamskiego skropiony krwią osoby proszącej o pomoc. Krwi jednak nigdy nie pozyskiwano w czasie ceremonii, zazwyczaj robiono to dużo wcześniej. Również i teraz ofiara była już przygotowana i jedyną rzeczą jaką należało zrobić było wrzucenie jej do ognia.
- Fareeshach bogini przeznaczenia! Ty złączyłaś losy Vlada i Rose! Wejrzyj na nich i pobłogosław im! Obdarz ich losem szczęśliwym i wolnym od trosk.- jako ofiarę dla bogini przygotowano gałęzie bluszczu, który to symbolizował nasz los.
- Manasie boże mrozu! Obdarz swą opiekę córę Północy i jej małżonka! Niech w ich relację nigdy nie wkrada się chłód!- ofiarą dla mroźnego boga zajął się osobiście ojciec Rose. Ofiarą dla Manasa stała się bryła lodu z znajdującą się w jej wnętrzu różą. Kapłan ostrożnie, żeby nie wypuścić śliskiego przedmiotu z rąk, podszedł do świętego ognia i wrzucił do niego bryłę. Płomienie na moment przygasły i zaskwierczały ale szybko wróciły do wcześniejszego stanu.
- Bastet bogini radości! Tchnij swój dar w związek Vlada i Rose by nigdy nie zabrakło im szczęścia i radości! Niech zawsze na ich twarzach gości uśmiech!- w ofiarne płomienie trafił jakiś instrument ale nie zauważyłem jaki. Coraz bardziej zaczynała mnie już męczyć ta ceremonia, chciałem już oficjalnie wziąć w ramiona Rose i ją do siebie przytulić.
- Taline bogini wiatru! Wejrzyj swym przychylnym wzrokiem na tą dwójkę młodych! Niech twój wiatr będzie im przychylny i nigdy nie wiał im w twarz!- Amos rzucił w płomienie garść nasion a już zacząłem odliczać. Jeszcze tylko dziewięć modlitw i ofiar.
- Aquo bogini wody! Ugaś pragnienie swych dzieci! Niech w ich życiu nigdy nie zabraknie życiodajnego napoju! - syk parującej, ofiarnej wody sprowadził mnie na ziemię. Wpatrując się w oczy Rose zupełnie traciłem grunt pod nogami i tonąłem w nich.
- Devenie boże przepraw! Spraw by przeprawa, jaką jest dzisiejsza ceremonia i późniejsze wspólne życie była dla Vlada i Rose wspaniałą przygodą!- kątem oka dostrzegłem jak Amos wrzucił w płomienie drewnianą łódkę, która była symbolem boga.
- Shaanie boże wina! Spraw by wspólne życie tej młodej pary było równie słodkie i upajające jak wino, którego smakiem obdarzyłeś śmiertelnych.- arcykapłan uśmiechnął się do nas, po czym wziął z ołtarza kielich napełniony winem i przyłożył go do ust najpierw moich potem Rose. Każde z nas wypiło niewielki łyk trunku a później stary lew wylał jego resztę w płomienie.
- Apedemaku boże księżyca! Oświetl ciemności życia Vlada i Rose by nigdy nie musieli oni kroczyć przez bezdenne mroki nocy!- ofiarą dla Apedemaka stał się wyrzeźbiony w drewnie księżyc.
- Tefnut bogini zachodu! Spójrz łaskawie na Vlada i Rose! Niech ich wspólne życie będzie długie i radosne a jego zachód spokojny i odległy!- błagam, niech to się już kończy. Miałem dość tych modlitw. Ja rozumiem, że trzeba złożyć ofiary i pomodlić się do niemal wszystkich bogów ale czy to na prawdę musi tyle trwać?
- Orientis bogini wschodu! Opiekuj się tym dopiero wschodzącym związkiem! Niech przetrwa on pod twoją opieką wiele, szczęśliwych lat!- jeszcze tylko trzy modlitwy i później poleci już z górki.
- Menhit bogini gwiazd! Bądź przewodniczką dla Vlada i Rose i tak jak twoje gwiazdy wskazują drogę podróżnym tak ty wskaż ją tej dwójce.- Rose uśmiechnęła się do mnie i bezgłośnie powiedziała: "już niedługo, wytrzymaj". Widziała to, jak bardzo mam już dość tej ceremonii. Nigdy nie miałem nic przeciwko religii i bogom, do świątyni lubię przychodzić bo dzięki temu się wyciszam i uspokajam ale no czy ślub musi trwać tak długo?
- Yasmin bogini życia, pierwsza matko, królowo bogów! Obdarz Rose swoją łaską! Niech stanie się oddaną żoną, matką i królową na twój wzór! Otocz ją swoją boską opieką i nie szczędź jej swych łask!- już wkrótce koniec! Amos wrzucił do ognia gałąź z kwiatami wiśni i cicho odetchnął. On najwyraźniej też miał już dość tej ceremonii.
- Kishanie boże ognia, królu bogów! Pobłogosław Vlada i podaruj mu swoją łaskę! Daj mu siłę swego ognia, by mógł stać się silnym mężem, ojcem i potężnym królem. Otocz go swą opieką i tchnij w jego żyły swój święty ogień!- ostatnia ofiara, już się cieszyłem. Arcykapłan uśmiechnął się i wrzucił do ognia amulet z opalem ognistym. Płomienie buchnęły wysoko w górę.
- Bogowie wysłuchali naszych modlitw i przyjęli ofiary!- kapłan podszedł do mnie i Rose po czym powtórnie nas okadził i pokropił wodą różaną. Minęła chwila materiał, którym do tej pory były otoczone nasze złączone nasze ręce w końcu został rozwiązany i położony na ołtarzu. Moje dłonie były spocone, Rose też, nie wiedziałem jednak czy to ze stresu czy tylko dlatego, że ta wstęga strasznie grzała. Teraz przyszedł czas na ostatnią część ceremonii. Kapłan pomagający Amosowi podszedł do ołtarza i przyniósł z niego poduszeczkę, na której leżały dwie obrączki. Arcykapłan wziął poduszkę od swojego pomocnika i podszedł z nią do nas. Wziąłem drżącą ręką jedną obrączkę i uniosłem dłoń Rose.
- Rosalie przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości, szczerości i wierności.- powiedziałem wkładając złoty pierścień na jej palec.
- Vladzie przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości, szczerości i wierności.- moja, już za kilka chwil pełnoprawna żona, uśmiechnęła się promiennie i wsunęła obręcz na mój palec.
- Ogłaszam was mężem i żoną! Vlad możesz pocałować pannę młodą.- powiedział stary lew a ja nie czekając ani chwili zbliżyłem się do niej i uniosłem niemal przezroczysty woal zakrywający jej twarz. Objąłem w talii moją ukochaną a ona zarzuciła mi ręce na szyje. Wtedy właśnie pierwszy raz pocałowaliśmy się już jako pełnoprawne małżeństwo.
- Wiwat młodej parze!- krzyknął jeden z gości a inni się do niego dołączyli. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i odwróciliśmy się w kierunku zgromadzonych w świątyni ludzi. Spojrzałem na siedzących w pierwszym rzędzie rodziców moich oraz Rose i mojego dziadka. Nasze matki płakały, ojcowie trzymali je w ramionach a dziadek uśmiechał się promiennie mimo, że po jego policzkach również płynęły strumienie łez. Wszyscy powoli zaczęli opuszczać wnętrze świątyni by wziąć udział w procesji do zamku. Ja i Rose wyszliśmy niemal na samym końcu, za nami szedł jeszcze orszak druhen i drużbów. Wychodząc zostaliśmy obsypani ziarnami ryżu i płatkami róż. Wśród otaczających nas ludzi byli nie tylko zagraniczni władcy i dygnitarze czy arystokraci ale też zwykli poddani, którzy też wyglądali na szczęśliwych.
- Niech żyje młoda para! Wiwat księciu Vladowi i księżnej Rosalie! Niech bogowie błogosławią rodzinę królewską!- zewsząd dobiegały nas radosne okrzyki. Po jakimś czasie doszliśmy w końcu do karety. Wujek Sorci pomógł wejść do niej żonie a później również ciotce Lunaver. Kiedy wszyscy już zajęli swoje miejsca dał znać stangretowi, a konie ruszyły. W powozie na za nami jechali nasi rodzice i mój dziadek a w kolejnych drużbowie wraz z druhnami. Przez całą drogę uśmiechaliśmy się z Rose szeroko ze szczęścia i trzymaliśmy się za ręce. W pewnym momencie moja towarzyszka dostrzegła kogoś w tłumie i pociągnęła mnie lekko za rękę. Zgodnie z tradycją podczas naszego ślubu mieliśmy prawo wybrać spośród poddanych trzy osoby, które otrzymają szlachectwo: jedną wybierała panna młoda, drugą pan młody a trzecią wspólnie.
- Widzisz tą starszą kobietę? Chciałabym, żeby jedną z wybranych była ona.- kiwnąłem głową i spojrzałem we wskazanym przez nią kierunku. Od razu dostrzegłem jedyną starszą kobietę pośród tłumu młodych. Z jej oczu płynęły strumieniami łzy, mimo że cały czas się uśmiechała. Dałem znać wujkowi, który zatrzymał karetę i podszedł do kobiety. Założył jej na szyję naszyjnik z kryształów górskich i poprowadził ją do powozu, w którym siedzieli nasi rodzice. Zatrzymywaliśmy się jeszcze dwa razy. Wybrany przeze mnie został wielki jak dąb mężczyzna, który jako jedyny klęczał i głośno modlił się za naszą pomyślność. Jako jedyny był ubrany w łachmany, więc domyśliłem się, że był niewolnikiem jakiegoś bogacza. Handel ludźmi był w Valahii zakazany już od dawna ale niektórzy arystokraci nie stosowali się do zakazu. Na samym końcu drogi, tuż przed bramą wjazdową na dziedziniec do starszej kobiety i byłego niewolnika dołączyła mała sierota. Dziewczynka niemal wbiegła pod koła wozu by móc osobiście złożyć nam życzenia. Razem z Rose postanowiliśmy, że trafi ona pod opiekę mojego dziadka a gdy dorośnie dostanie tytuł szlachecki. Wysiedliśmy z powozu i prowadzeni przez Sorciego i Lunaver udaliśmy się do zamku. Stanęliśmy na schodach i oczekiwaliśmy na niespodziankę, którą przygotował dla nas wujek Sorci. Nie mogłem wyjść z podziwu, kiedy okazało się, że druhny i drużbowie nauczyli się końskiego kadryla. Wyglądało to niesamowicie. Przeszliśmy przez przystrojone kwiatami korytarze do sali balowej, gdzie rodzice powitali nas chlebem i solą. Sala balowa powoli się wypełniała, wszyscy podchodzili najpierw do tablicy, na której wisiał przydział miejsc a następnie do stołów z szampanem skąd każdy brał jeden kieliszek i udawał się na swoje miejsce co uczyniliśmy również ja i Rose. Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca wstał ojciec Rose by wygłosić pierwszy toast.
<Rose?>

środa, 24 lipca 2019

Od Vlada IV Cd Annabell

Mój ślub zbliżał się wielkimi krokami. Mimo tego wciąż miałem wiele obowiązków. Dziadek ani myślał zwalniać mnie z roboty papierkowej, mimo że sam siedział w kuchni. Któregoś jednak dnia zaraz po obudzeniu się zostałem wezwany do jego gabinetu. Zdziwiło mnie to nieco ale pośpiesznie ubrałem się i pobiegłem w stronę zachodniego skrzydła. Kiedy tam dotarłem zapukałem do drzwi a kiedy usłyszałem zaproszenie wszedłem do środka. Ojciec stał obok dziadka, który czytał jakiś list.
- Vlad będziesz musiał iść po Annabell.- powiedział starszy z mężczyzn spoglądając na mnie.
- Dlaczego? Co się stało? - zapytałem podchodząc bliżej biurka.
- Jej rodzice nie żyją. Mieli wypadek podczas przejażdżki w górach. Ich powóz wpadł w przepaść. Wczoraj ich pogrzebali.- wyjaśnił dziadek. Skinąłem głową i poszedłem po Annabell. Kiedy wróciliśmy mój ojciec wszystko jej wyjaśnił.
- Trzeba będzie mianować namiestnika.- powiedział król kiedy już miałem wyprowadzić narzeczoną z jego gabinetu.
- Ale jak to? Przecież to ja jestem dziedziczką Malavii.- lwica momentalnie się zatrzymała i spojrzała na Vlada III.
- Nie jesteś Annabell. Zgodnie z treścią porozumienia zawartego między twoim ojcem a mną dwa lata temu straciłaś wszelkie prawa do Malavii. Twój ojciec był moim lennikiem a po jego śmierci ziemia, którą zarządzał wraca do Valahii. Teraz ja mam prawo mianować Namiestnika, który będzie nią zarządzał. Od dziś jesteś już tylko zwykłą dziewczynką, która ma poślubić przyszłego króla. Vlad ma prawo zerwać z tobą zaręczyny i w takim wypadku dostaniesz oczywiście jako odszkodowanie dom na obrzeżach królestwa w jednym z namiestnictw oraz pieniądze za które będziesz mogła nająć służbę i przeżyć przez pięć lat. Jeśli jednak to ty zdecydujesz się zerwać zaręczyny dostaniesz pieniądze, które wystarczą na rok.- powiedział dziadek patrząc w oczy Annabell. Jeszcze kilka chwil temu młoda lwica patrzyła na niego hardo, teraz jednak jej mina już nie była tak pewna jak wcześniej.
<Annabell?>

niedziela, 14 lipca 2019

Od Vlada IV Cd Annabell

Ślub zbliżał się wielkimi krokami a ja miałem na głowie całe mnóstwo różnych obowiązków. Najnowszym z nich, przydzielonym mi przez ciotkę Lunaver i wuja Sorciego, było znalezienie Annabell i przyprowadzenie jej do jednej z wielu sal w których odbywały się lekcje tańca. Dość szybko udało mi się to zrobić, Annabell siedziała w bibliotece.
- Proszono mnie bym przyprowadził Cię na lekcję tańca.- powiedziałem po czym podałem jej dłoń: do ramienia mi niestety nie sięgała i poprowadziłem na lekcję. Na miejscu już czekali na nas wujek z ciotką a także wszyscy drużbowie, druhny, mój kuzyn Johann i Rose z którą mieliśmy ćwiczyć nasz pierwszy taniec na weselu.
- No kochani bierzemy się do roboty. Vlad idź do Rose, każdy podchodzi do partnerki, z którą już ćwiczył.- zarządziła ciotka Ver ustawiając nas tak jak podczas wcześniejszych ćwiczeń.
- Przepraszam, chciałabym zapytać po co ja jestem tutaj potrzebna?- zapytała Annabell spoglądając raz na Lunaver a raz na Sorciego.
- Skarbie, jesteś narzeczoną Vlada, co prawda to jeszcze nie twój dzień, ale musisz się prezentować nienagannie cały czas. Podczas wesela twoim partnerem będzie Johann, więc teraz bierzcie się za trenowanie.- powiedziała ciotka po czym podeszła do Sorciego i podała mu dłoń.
- Vlad pamiętaj o ramie.- rzucił jeszcze wujek po czym zaczęliśmy ćwiczyć.
<Annabell?>

czwartek, 11 lipca 2019

Od Vlada IV CD Vlad III

Wszyscy strasznie się przejęli tym, że postanowiliśmy tak szybko z Rose wziąć ślub. W sumie mogliśmy jeszcze poczekać ale chcieliśmy móc już oficjalnie razem zamieszkać i nie musieć się rozstawać na długie miesiące, które ona spędzała na Północy. Mimo wszystko jednak przygotowania do ślubu były bardzo męczące. Cały czas chodziłem na przymiarki stroju ślubnego albo siedziałem z ojcem bo po zamku niby nie miałem prawa chodzić. Nawet z Rose nie mogłem się widywać, bo nie pozwalała mi na to ciotka Lunaver. W końcu chciałem od tego wszystkiego odpocząć i ruszyłem ukryć się do jedynego miejsca, w którym było w miarę spokojnie, a na pewno nie było tam ciotki Ver. Poszedłem do kuchni i usiadłem tak, żeby mu nie przeszkadzać. Po chwili dziadek zaczął pytać mnie o różne rzeczy jak na przykład czy się denerwuję. Dzięki temu mogłem mu się porządnie wygadać i cała niepewność, którą odczuwałem po prostu wyparowała. Byłem mu za to bardzo wdzięczny i kiedy postanowiłem wreszcie wrócić do siebie czułem się o niebo lepiej.
<Dziadku?>

niedziela, 7 lipca 2019

Od Vlada IV Cd Rose

Kiedy razem z Rose zerwałem kwiat on rozbłysł blaskiem, który na moment mnie oślepił. Kiedy w końcu mogłem widzieć normalnie spojrzałem na lwicę.
- Co... Co to było?- zapytałem spoglądając raz na nią, raz na różę, którą razem trzymaliśmy.
- Nie wiem... Chociaż... - Rose się zająknęła a ja podszedłem do niej, objąłem ją i delikatnie pocałowałem.
- Chyba jednak wiem co to było...- wyszeptałem jej do ucha po czym spojrzałem w piękne, niebieskie oczy.
- Rose ja Cię kocham, kocham Cię, tak bardzo, że aż mnie to boli...- powiedziałem na co ona spojrzała na mnie, tak jakbym powiedział coś, na co ona od dawna czekała.
- Vlad... Ja też Cię kocham...- odpowiedziała i przytuliła mnie mocno. W tym momencie mój świat zawirował i stanął na głowie. Drżącą dłonią sięgnąłem do kieszeni z której wydobyłem małe pudełeczko. Uklęknąłem przed lwicą i spojrzałem w jej oczy.
- Rose... Chciałbym, byś przyjęła ten pierścionek a razem z nim moje serce. Kocham Cię ponad życie i pragnę byś została moją żoną a któregoś dnia również królową Valahii.- powiedziałem lekko się przy tym jąkając. Emocje w moim wnętrzu dosłownie szalały.
<Rose?>

Od Vlada IV Cd Anabell

Życie potrafi dać w kość i zawsze sypie się na głowę wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Niestety ale w moim przypadku zdarzało się to dość często i jeśli jedna rzecz się posypała zaraz ciągnęła za sobą dziesięć innych. Nie ma to jak być drugą osobą w kolejce do tronu i niesamowitym pechowcem za razem. Ale mniejsza z moim pechem, który zaczął mnie ostatnio prześladować. Razem z ojcem i dziadkiem siedziałem nad stertą dokumentów państwowych. Nieco dziwiło mnie to, że obaj pozwalają mi im pomagać ale uznałem, że to część mojej edukacji na władcę.
- Powinniśmy porozmawiać o Annabell.- powiedział w którymś momencie dziadek a ja i ojciec momentalnie się wyprostowaliśmy.
- Mieszka w Valahii już od dwóch lat i myślę, że powinna zacząć uczyć się tak jak reszta dzieci w naszej rodzinie. Obecnie właściwie nic nie robi, siedzi cały czas z Esterą albo chodzi po zamku bez celu.- dziadek spojrzał na mojego ojca a on skinął głową.
- Vlad jutro zaprowadzisz swoją narzeczoną na lekcje.- powiedział ojciec po czym wróciliśmy do pracy. W sumie bardzo szybko potrafiliśmy rozwiązać nasze problemy. Następnego dnia poszedłem do pokoju Annabell by odprowadzić ją na lekcje.
- Witaj Annabell. Przyszedłem odprowadzić Cię na zajęcia.- powiedziałem po czym podałem jej ramię i zaprowadziłem do szkoły.
- Po południu przyjdę po Ciebie na obiad. Dziadek chce byś zjadła dzisiaj przy królewskim stole.- powiedziałem po czym pożegnałem się z nią i ruszyłem do swoich zajęć.
<Annabell?>

sobota, 25 maja 2019

Od Vlada Cd Lucjusz

- Jasne.- powiedziałem po czym ruszyłem za Luckiem w kierunku wyjścia z pałacu. Po drodze natknęliśmy się na jedną z kucharek, która właśnie wybierała się na targ po zakupy. Poprosiła nas o pomoc w przyniesieniu zakupów a my chętnie się zgodziliśmy. Po około dwudziestu minutach marszu dotarliśmy do dzielnicy targowej. Od razu kiedy tam weszliśmy uderzył w nas aromatyczny zapach przypraw, gwar rozmów i mnogość kolorów w kramach z tkaninami. Uwielbiałem tą atmosferę panującą na targowisku i jego gwar.
- Muszę teraz iść porozmawiać z kilkoma osobami. Spotkamy się za jakąś godzinę przy straganie siostry lady Thatcher.- powiedziała kucharka po czym odeszła w sobie tylko znaną stronę.
- Lucek... Pomógłbyś mi wybrać prezent?- zapytałem spoglądając na brata.
<Lucek?>

piątek, 17 maja 2019

Od Vlada Cd Lucjusz

Pakowanie nie zajęło nam dużo czasu, w gruncie rzeczy to byliśmy gotowi już po dwudziestu minutach. Ojciec i dziadek podjęli decyzję, że pojedziemy konno i nie będziemy korzystać z teleportów. Droga była przez to znacznie dłuższa i bardziej uciążliwa ale dzięki temu mogliśmy zobaczyć większą część naszego królestwa. W sumie na końskich grzbietach spędziliśmy około dwóch tygodni. W końcu jednak dotarliśmy do stolicy namiestnictwa - Winterfell. Pierwszą osobą, która nas powitała na północy była adoptowana córka namiestników - Rose. Jako pierwszego przywitała Lucka, którego mocno przytuliła po czym skierowała się w moim kierunku i zarzuciła mi ręce na szyję.
- Tak się cieszę, że przyjechaliście.- powiedziała po czym cmoknęła mnie w policzek a ja zarumieniłem się lekko.
- Ciebie też miło wiedzieć Rose.- powiedziałem uśmiechając się do niej szeroko.
<Rose?>

niedziela, 12 maja 2019

Od Vlada IV Cd Anabell

Całą noc myślałem o tym co stało się podczas wizyty władcy Malavii w naszym królestwie. Byłem zły, że nic o tym nie wiedziałem i cały czas zastanawiałem się co było przyczyną tej sytuacji. Anabell została już w zamku by uczyć się naszych zwyczajów. Po zakończonej ceremonii dwie służące zabrały ją do przydzielonej jej komnaty a ja poszedłem do siebie. Następnego ranka postanowiłem pójść do jej komnaty i zabrać lwicę na śniadanie. Zapukałem do jej drzwi, które błyskawicznie się otworzyły.
- Przyszedłem zaprowadzić Cię do jadalni na śniadanie.- powiedziałem po czym ruszyłem przodem aby wskazać jej drogę do jadalni. Kiedy tam dotarłem podeszły do nas dwie służące, jedna z nich zaprowadziła mnie do królewskiego stołu a druga Anabell do oddzielnego stolika przy którym siedziała już jakaś inna lwica. Na śniadanie była znowu owsianka z jakimiś niezidentyfikowanymi owocami, którą jednak dostała jedynie młodsza część osób przebywających w jadalni, dorośli dostali coś zupełnie innego. Z utęsknieniem patrzyłem na mojego dziadka i rodziców jedzących omlet z warzywami i szynką. Ja niestety musiałem zadowolić się moją niezbyt ciekawie wyglądającą papką. Po skończonym posiłku, do którego dostaliśmy jeszcze bułeczki cynamonowe ruszyłem na lekcje. Po drodze jednak spotkałem Anabell, która chodziła po korytarzu tak jakby czegoś szukała.
- Szukasz czegoś?- zapytałem podchodząc do niej.
<Anabell?>

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Vlada IV Kwiat północy

Brałem udział w kolejnej arcynudnej lekcji w wykonaniu pani profesor Americi Shindler. Niby powinienem się cieszyć bo nie musiałem grzebać z ojcem i dziadkiem w stertach papierów i dokumentów. Obaj uważali, że jest to zajęcie nudne i bardzo nużące więc zazwyczaj zwalniali mnie z obowiązku pomagania im. Mimo wszystko jednak o wiele bardziej wolałbym siedzieć w gabinecie dziadka przy układaniu papierów, słuchaniu wrednych dyplomatów, pisaniu tysięcy listów i uczeniu się milionów nazw państw, imion władców i stosunków panujących między naszymi państwami niż po raz już dziesiąty słuchać o rozmnażaniu bezpłciowym jednokomórkowców. Nie mam nic przeciwko biologii ani nauce w szkole jednak jako że ojciec zatrudnił dla nas najlepszą guwernantkę w królestwie gdy byliśmy dziećmi, to obecnie po przejściu przez ręce panny Leontiny Vaduvy, niewiele było rzeczy, których nie wiedzieliśmy. Moja dawna guwernantka, z którą notabene wciąż mam lekcje, bardzo przykładała wagę do odpowiedniej edukacji, była bardzo wymagająca i nie znała całego wachlarza słów takich jak: nie wiem, nie potrafię, nie chcę, nie dam rady, nie muszę oraz wielu innych, których również i ja już nie pamiętam. W tej chwili również dla mnie wszystko jest możliwe. Wracając jednak do tej jakże nudnej lekcji. Panna Shindler właśnie opowiadała nam o tym, jak rozpoznawać poszczególne rodzaje grzybów, co czyniła już trzeci raz, a trzeba przyznać że mówiła tak monotonnym i jednostajnym głosem, że większość uczniów była już właściwie bliska zaśnięcia, gdy do sali wszedł jeden z królewskich gwardzistów. Ukłonił się on nieco naszej nauczycielce po czym skierował swój wzrok na mnie.
- Książę Vlad jest proszony o natychmiastowe udanie się ze mną do gabinetu jego dziadka.- powiedział po czym spojrzał wyczekująco na naszą nauczycielkę, która niemal nie zauważyła jego wejścia i wciąż kontynuowała swój wykład.
- Niech idzie.- powiedziała pani Shindler po czym wróciła do opowiadania. Ja tymczasem wstałem z krzesła i niemal biegiem wyszedłem z klasy po czym razem z gwardzistą ruszyłem do gabinetu dziadka. Kiedy tam dotarłem jeszcze przed wejściem usłyszałem dobiegający z niego głośny śmiech kilku osób, wśród których były co najmniej dwie przedstawicielki płci pięknej. Kiedy wszedłem do środka moim oczom ukazali się mój dziadek, który siedział na swoim fotelu opierając nogi o biurko, czego nigdy nie robił, ojciec siedział na stoliku i dyndał sobie nogami przytulając do siebie moją matkę i Ajabu. Był to dla mnie dziwny widok, zwłaszcza, że nigdy nie widziałem ich w tak sielskiej i luźnej atmosferze.
- O Vlad. W końcu jesteś.- powiedział ojciec i uśmiechnął się lekko po czym zeskoczył ze stołu i podszedł do dziadka.
- Synu postanowiliśmy wysłać Cię na północ, do Neda i Rin Starków. Powinieneś spędzić tam nieco czasu by poznać swoje królewsko a poza tym spędziłbyś nieco czasu z Rose.- powiedział ojciec dość mocno akcentując ostatnie kilka słów.
- Dobrze, tylko, że bez Lucka nie jadę.- powiedziałem na co dziadek skinął głową i uśmiechnął się szeroko.
- Pewnie, że nie jedziesz. Lucek jedzie z tobą.- odpowiedział po czym spojrzał na mnie. Ja tymczasem ukłoniłem się i pobiegłem do komnaty brata.
- Lucek pakuj się. Rodzice wysyłają nas na północ żebyśmy się czegoś tam nauczyli.- powiedziałem i usiadłem na jego łóżku.
<Lucek?>
Jak możesz to opisz pakowanie się itd, ja wezmę podróż a później opko dostanie Rose

piątek, 3 maja 2019

Od Vlada IV Cd Lucjusz

- Dzięki za pocieszanie.- powiedziałem po czym lekko go szturchnąłem. Po chwili obaj ruszyliśmy do jego komnaty - on malować a ja pozować.

~~Time skip o  tydzień~~
Tydzień minął jak z bicza strzelił i na zamku pojawił się król Malavii wraz z moją narzeczoną, z którą jak na razie wymieniłem raptem trzy zdania. Przygotowana została wspaniała ceremonia, której szczegółów jednak nie poznałem. W ustalonym wcześniej dniu wszyscy zebrali się w Sali Królewskiej i oczekiwali na to co się stanie. Ja i mój ojciec i matka zajmowaliśmy miejsca nieopodal tronu dziadka. W którymś momencie na podwyższenie wszedł wujek Sorci i uciszył wszystkich.
- Poddani mojego ojca, króla Vlada III Palownika Draculi! Dziś zebraliśmy się w szczególnym celu. Nasz umiłowany król postanowił otoczyć swą opieką królestwo Malavii a król tego kraju postanowił złożyć mu hołd lenny.- powiedział po czym odsunął się na swoje miejsce. W tym właśnie momencie do sali wszedł ojciec mojej narzeczonej. Miał on na sobie znacznie skromniejsze ubranie niż gdy go odwiedzaliśmy jednak tą samą koronę, za nim zaś szła jego żona i córka. Podszedł powoli do tronu mojego dziadka po czym zdjął koronę z głowy, uklęknął przed moim dziadkiem i złożył koronę u jego stóp po czym niemal padł na ziemię. Jego żona patrzyła na to ze zgrozą jednak już po chwili i ona klęczała podobnie jak jej córka. 
- Ziemie króla Octaviusa od dziś są wyłączną własnością króla Vlada, ma on prawo dysponować nimi wedle swojego rozporządzenia i zamysłu, król Octavius będzie zaś wspierał swojego suwerena radą oraz wojskiem w zamian za opiekę i ochronę Valahii.- wujek odczytał oficjalny dokument pokazując wszystkim pieczęć Malavii i Valahii.
- Król Octavius otrzymuje w lenno swoje dawne królestwo Malavię, które od tej chwili przemienia się w księstwo Malavii a sam król będzie się odtąd tytułował księciem Malavii. Jego córka, zaręczona z najstarszym synem dziedzica tronu Mihnei, Vladem IV pozostanie na dworze króla Vlada by nauczyć się obyczajów w państwie jej przyszłego męża i stać się dla niego godną małżonką. Po śmierci księcia Octaviusa jego lenno wróci do korony niezależnie od tego czy będzie miał on męskich potomków a jego wysokość Vlad III lub jego następca na królewskim tronie zadecydują czy obdarować lennem któregoś z synów księcia lub innego arystokratę.- wujek kontynuował a wśród mieszkańców królestwa rozległy się wiwaty. W tym momencie z tronu wstał dziadek, do którego podeszło dwóch służących i podniósł z kolan mojego przyszłego teścia po czym zdjął z jego ramion królewski płaszcz po czym nałożył książęcy a także na jego głowę włożył książęcy diadem.
- Niech żyje król!- zaczęli krzyczeć poddani z Octaviusem na czele, jednakże ani jego żona, ani córka nie wyglądały na zadowolone. Po skończonej ceremonii podszedłem do dziadka.
- Dziadku dlaczego król Octavius został twoim wasalem i przestał być królem? - zapytałem spoglądając na niego.
- Bo tego chciał. Chciał zostać moim wasalem a żeby mogło się tak stać musi on mieć tytuł mniej szlachetny niż ja a więc musiałby być księciem albo ja musiałbym być cesarzem. Do cesarza mi daleko, więc Octavius został księciem. - odparł dziadek po czym poszedł w kierunku mojego ojca.
<Annabell?>

Od Vlada IV Cd Lucjusz

- Lucuś... Z tobą jest wszystko dobrze, potrzebujesz tylko trochę pomocy bo czasem się boisz. To co się stało wtedy w stu procentach usprawiedliwia to co się dzieje teraz... Jesteś genialnym bratem, świetnym malarzem i wspaniałym lwem, masz tylko małe kłopoty, z których Cię wyciągniemy.- powiedziałem po czym uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do brata. Usiadłem obok niego i przytuliłem mocno. Z całego rodzeństwa dogadywaliśmy się najlepiej i mimo że z każdym miałem dobre relacje Lucek był kimś bez kogo nie wyobrażałem sobie mojego życia. Po prostu był moim ulubionym bratem i byłem gotowy na wszystko żeby tylko go chronić, nawet przed całym światem, jeśli będzie trzeba.
- A teraz mój drogi trzeba odciągnąć twoje myśli od tego co się stało. Idziemy malować.- powiedziałem i pociągnąłem go w kierunku sztalugi.
<Lucek?>

Od Vlada IV Cd Annabell

- Nie.- powiedział mój dziadek po czym spojrzał na mnie dyskretnie a ja podszedłem do niego powoli. Gdy znalazłem się już obok niego położył mi dłoń na ramieniu i uśmiechnął się.
- Musimy już wracać przygotować uroczystość...- dodał wyjaśniając swoje wcześniejsze słowo. 
- Octaviusie oczekuję Cię na moim zamku, za tydzień.- powiedział dziadek po czym skinął głową i ruszył w stronę wyjścia. Po jakiejś chwili, nie przeciągając zbytnio pożegnania, wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Po kilku godzinach wreszcie byliśmy w naszym zamku. Na dziedzińcu nie czekało na nas zbyt dużo osób, jedynie moja matka i Lucjusz, reszta rodzeństwa była nieobecna ze względu na ważne obowiązki. Dorośli ruszyli w stronę gabinetu dziadka a ja i Lucek poszliśmy do mojej komnaty.
<Lucek?>

Od Vlada IV Cd Lucjusz

- Nie umrzesz Lucek, nie pozwolę na to.- powiedziałem i złapałem go pod ramię po czym poprowadziłem ostrożnie przez korytarze aż do jego komnaty. Posadziłem go na łóżku po czym usiadłem obok.
- Jak się czujesz?- zapytałem cicho spoglądając na niego niepewnie. To wszystko moja wina, gdybym go nie ciągnął do tych durnych tuneli nic by się nie stało. W tym samym momencie do komnaty wszedł ojciec. Mimo naszej początkowej niechęci opowiedzieliśmy mu co się stało. Wtedy usiadł obok Lucka i przytulił go mocno.
- Lucuś... Tam nikogo nie było... Chyba... Nie wiem co to było, pewnie miałeś jakiś atak... Widzicie... Kiedy się urodziliście lekarz asystujący przy porodzie waszej matki uznał, że mój najmłodszy syn nie jest godny miana książęcego syna i... i go udusił... Byłeś martwy Lucuś... Dziadek Vlad przywrócił Ci życie i odkrył co się stało... Skazał tego lekarza na śmierć... Nie chcieliśmy wam mówić... Ale chyba to co się wtedy stało ma swoje skutki teraz...- powiedział ojciec, a w czasie kiedy to mówił z jego oczu wypływały łzy, które moczyły futro mojego brata. Po chwili w komnacie pojawiła się matka, która nie pytała o nic a jedynie usiadła i objęła swojego najmłodszego syna.
<Lucek?>

czwartek, 2 maja 2019

Od Vlada IV Cd Anabell

Po zakończonej części rozmów król Octavius zarządził przerwę, podczas której wszyscy, z wyjątkiem mnie i mojej przyszłej narzeczonej usiedli przy stole. Po jakimś czasie mała lwica ruszyła w stronę stołu i zgarnęła z niego jedno ciastko, co spotkało się z burą od jej matki. Po jakimś czasie rozmowa przeniosła się z powrotem do sali obrad, z tym, że królowa i jej córka zostały z niej wyproszone. Zapewne teraz miał się odbyć ostatni etap rozmów. Kiedy tylko panie opuściły pomieszczenie król usiadł i spojrzał na mojego dziadka.
- Vlad postawmy sprawę jasno. Anabell jest w tej chwili moim jedynym dzieckiem i prawdopodobnie już nim pozostanie. Ja i Alicja straciliśmy całkiem sporo potomków a po ostatniej ciąży i wypadku moja żona nie może mieć więcej dzieci, tak samo i ja. Kiedy twój wnuk poślubi moją córkę połączymy nasze kraje unią a gdy ja umrę Malavia stanie się częścią Valahii. W przypadku gdybym umarł przed ich ślubem to i tak nastąpi, wraz z ogłoszeniem zaręczyn ty, twój syn i wnuk staniecie się oficjalnymi i jedynymi spadkobiercami mojego królestwa.- powiedział spoglądając to na dziadka, to na mojego ojca czy mnie samego.
- Dziadku... Jeśli taka jest twoja wola to uczynię to z radością.- powiedziałem podchodząc do dziadka, który skinął głową po czym złożył swój podpis na umowie ślubnej, co uczynił również mój ojciec, ja oraz król Malavii. Po wszystkim ruszyliśmy na spotkanie królowej i jej córki. Okazało się, że siedziały w salonie. Podszedłem powoli do młodszej lwicy i pochyliłem się po czym pocałowałem ją w dłoń.
- Księżniczko Anabello, miło mi cię poznać, moja narzeczono...- powiedziałem siląc się na miły ton a zarazem próbując mówić głośno i wyraźnie, mimo że głos strasznie mi się trząsł.
<Anabell?>

Od Vlada IV Cd Lucjusz

Kiedy Lucek upadł opierając się o drzwi, zaczął się kulić, trząść i mówić: "Zostaw mnie" strasznie się przestraszyłem. Nigdy nie bałem się o siebie, zawsze o rodzeństwo a najbardziej o Lucka i w tym momencie przez jakiś czas po prostu stanąłem jak wryty nie wiedząc co się dzieje. Gdyby ktoś atakował mojego brata fizycznie z pewnością już wtedy leżałby na ziemi, ale jako że nic nie widziałem nie miałem pojęcia jak zareagować. W końcu jednak podszedłem do brata i lekko nim potrząsnąłem.
- Lucek... Lucek nikogo tutaj nie ma.- powiedziałem jednak on w kółko powtarzał jedynie wspomniane wcześniej słowa. Przez dłuższą chwilę usiłowałem na różne sposoby go uspokoić ale nic to nie dawało. W pewnym momencie zorientowałem się, że jak tak dalej pójdzie, to Lucek się udusi, więc usiadłem obok niego i delikatnie chwyciłem go za rękę.
-  Lucek... Lucuś słuchaj mnie... Musisz oddychać, rób to tak jak ja...- powiedziałem do niego i zacząłem głośno wciągać powietrze do płuc. Może mi się zdawało ale tak jakby mój brat się nieco uspokoił.
<Lucek?>

środa, 1 maja 2019

Od Vlada IV Cd Lucjusz

Lucek się zgodził i radośnie razem pomaszerowaliśmy w kierunku najbliższego wejścia do ukrytych tuneli. Nie było ono daleko, ani przesadnie ukryte, ot zwykłe drzwi w ścianie, których na pierwszy rzut oka nie widać. Mimo wszystko dość szybko udało nam się odnaleźć właściwy przycisk i znaleźliśmy się wewnątrz labiryntu tajemnych przejść i korytarzy.
- Według mapy powinniśmy iść prosto, potem w lewo, następnie w prawo i wtedy dojdziemy do komnaty dziadka Vlada. Tam musimy skręcić w prawo i po przejściu około stu kroków natrafimy na wnękę w której będzie mechanizm otwierający tajemne przejście do komnaty malarskiej. Nie zgubimy się, mamy mapę i raczej nic nie powinno się stać.- powiedziałem i spojrzałem na mojego kochanego braciszka.
- Jak ją znajdziemy, będzie naszą tajemnicą. Nie powiemy o niej nikomu i będziesz tam mógł sobie spokojnie malować.- dodałem uśmiechając się szeroko.
<Lucuś?>

wtorek, 30 kwietnia 2019

Od Vlada IV Ciężar obowiązku

Ojciec i dziadek wyjeżdżali w jakąś misję dyplomatyczną i zabierali mnie ze sobą, tak samo jak wujka Mirczę i Sorciego. Nie uważałem żeby było to rozsądne ale ponoć sytuacja tego wymagała. Niestety ojciec nie chciał pozwolić żeby Lucjusz z nami pojechał więc teraz siedziałem sobie cichutko jak mysz pod miotłą w rogu powozu przyglądając się jak wujek Sorci i ojciec grają w szachy. Ciężko było stwierdzić, który wygrywał, obaj właściwie wykonywali bardzo podobne ruchy i mieli identyczną ilość pionków na szachownicy. Niestety wujek Mircza jechał na koniu wśród strażników a dziadek wyglądał jakby strasznie się czymś martwił więc wolałem zostawić go w spokoju. W końcu wyciągnąłem spod siedzenia jedną z książek i zacząłem czytać. Tak mnie ona pochłonęła, że dopiero gdy powóz się zatrzymał przed jakimś zamkiem. Dziadek wysiadł pierwszy, za nim mój ojciec i wujek Sorci a na samym końcu ja. Jak się okazało dziadek zawierał jakiś sojusz z władcą tego kraju, wiec przez kilka następnych dni głownie siedziałem z nimi na rozmowach słuchając jak to się dogadują. W końcu stanęło na tym, że kiedyś będę musiał poślubić córkę owego króla a jeśli nie będzie on miał żadnych innych potomków jego królestwo po jego śmierci stanie się częścią Valahii, pod panowaniem dziadka Vlada, mojego ojca lub moim. Nie uśmiechało mi się to zbytnio ale cóż zrobić? Jestem księciem, drugim w kolejce do tronu więc spoczywa na mnie ciężar tego obowiązku.
<Anabell?>

Od Vlada IV Obietnica

Zamek miał całą masę swoich uroków a co ciekawsze tajemnych komnat i ukrytych przejść. Co ciekawe niewiele osób o nich wiedziało z tego co mi mówiono o wszystkich wiedział jedynie dziadek Vlad, ojciec, wujek Sorci, wujek Mircza i wujek Oliver. A ja cóż... nie należałem do osób, które takie sekrety zostawiają samym sobie. Owszem rodzice obiecali, że wszystko mi pokażą kiedyś ale nie uśmiechało mi się to więc postanowiłem na własną rękę pogadać z wujkiem Mirczą. Oczywiście chętnie zgodził się dać mi mapę a ja, kiedy już ją otrzymałem pobiegłem do mojego ulubionego brata Lucjusza. Wpadłem jak burza do jego komnaty i szybko zlokalizowałem jego i sztalugę na której aktualnie stało płótno z jego najnowszym obrazem, który swoją drogą bardzo mi się podobał.
- Lucuś sprawa jest. Mam mapę tajnych pomieszczeń w zamku. Może chciałbyś mi potowarzyszyć w ich przeszukiwaniu? Wujek Mircza wspominał coś o jakimś tajemniczym pokoju malarskim, który gdzieś tam jest.- powiedziałem uśmiechając się szeroko.
- Obiecuję, że będzie fajnie i nic nam się nie stanie.
<Lucek?>