Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie wszystko złoto-co się świeci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie wszystko złoto-co się świeci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2019

Od Vlada III Cd Velasta

W którymś momencie naszej podróży poleciłem ustawić się wojownikom w dwóch rzędach po dziesięciu. Ja sam zająłem miejsce na środku, za mną stanął Mihnea. Mój wnuk, Velasta, Morgana i Malagant szli za nami. Kiedy dotarliśmy do chaty lwicy natychmiast dotarł do nas odgłos wydawany przez istoty.
- Malagant, Morgana rozciągnijcie barierę ochronną.- wydałem polecenie po czym sięgnąłem do pasa, gdzie przytwierdzona była pochwa z moim mieczem. Dobyłem Smoczego Szponu i zwróciłem się przodem do chaty.
- Wszyscy trzymać szyk, walczymy ramię przy ramieniu. Jeśli stwory nas rozdzielą każdy walczy sam, nie ogląda się na innych. Uważajcie na ogony, nie walcie mieczami po kończynach, najlepiej uderzać w głowę, nie w pierś bo jeśli od razu nie przebijecie serca jesteście już martwi.- powiedziałem po czym spojrzałem w miejsce, z którego coraz głośniej dobiegały odgłosy istot. W końcu stwory wyłoniły się z zarośli. Nie pomyliłem się, były to te same kreatury, które widziałem ostatni raz ponad trzydzieści lat temu.
- Wierz w swoją siłę!- krzyknąłem a wojownicy mi odpowiedzieli po czym ostrza ich mieczy stanęły w płomieniach. Po chwili stwory rzuciły się na nas a my przystąpiliśmy do walki. Część z obecnych teraz przy mnie wojowników uczestniczyła również w Wielkiej Wojnie więc wiedzieli jak się z nimi obchodzić. Po około godzinie ciężkiej walki wszystkie stwory leżały martwe. Płomienie zgasły a wszyscy odetchnęli z ulgą. Podszedłem do Morgany, Malaganta i Velasty po czym rozejrzałem się za Juniorem. Wypatrzyłem go po krótkiej chwili, jak dobijał jedną z bestii. Najwyraźniej również mój wnuk miał szansę żeby się z nimi zmierzyć.
- Przeklęte Mouldhagi... Byłem pewien, że wszystkie wybiliśmy trzydzieści lat temu...- mruknąłem po czym splunąłem na ziemię.
- Bo tak było. Razem z Malagantem wielokrotnie przeszukiwaliśmy z pomocą magii nie tylko dolinę i tereny królestwa ale i całą resztę świata. Nigdy nie natrafiliśmy nawet na najmniejszy ich ślad. Dopiero około tygodnia temu zaczęliśmy wyczuwać ich obecność, co Ci zgłosiliśmy ojcze.- powiedziała Morgana na co ja skinąłem głową.
- Co to są Mouldhagi?- zapytała w tym momencie Velasta spoglądając na nas ze zdziwieniem.
- Może najpierw wejdźmy do twojej chaty. Niektórzy wojownicy muszą opatrzyć rany a lepiej zrobić to  jakimś pomieszczeniu.- powiedziałem po czym wszyscy ruszyli do domu lwicy. Po jakimś czasie ja, Velasta, Morgana, Malagant, Mihnea i Junior usiedliśmy przy stole w kuchni.
- Ponad trzydzieści lat temu wybuchła Wielka Wojna... Wtedy walczyliśmy przeciwko Imperium Osmańskiemu. Sułtan Mehmed II zwany Zdobywcą zawarł pakt z bogiem chaosu Tarkiem a ten, dał mu władzę nad swoimi najwierniejszymi sługami - Mouldhagami. Żadna magia na nie nie działała a normalna broń nie była w stanie wyrządzić im żadnej krzywdy, ich pazury były w stanie przeciąć każdy metal... Przez długi czas nie mogliśmy ich pokonać... Aż dopóki mój miecz, Smoczy Szpon nie stanął w płomieniach. Jedynie miecze wykonane z żelaza wydobywanego w świątyni Kishana i pobłogosławione przez boga ognia były w stanie zniszczyć te kreatury. Wybiliśmy je wtedy, żaden nie przeżył a mimo to, dzisiaj musieliśmy znowu zabić szesnaście bestii. To nie jest dobry znak...- zakończyłem i spojrzałem na wszystkich siedzących ze mną przy stole. Żadne z nich nie pamiętało tamtych wydarzeń, Mihnea miał wtedy pięć lat, Morgany i Malaganta nawet nie było na świecie, tak samo jak mojego wnuka i zapewne też Velasty.
<Velasta?>

Od Velasty CD. Vlad III

- Kreatury pojawiły się jakoś w zeszłym tygodniu. Najpierw przyszedł jeden, w następnych dniach pojawiało się ich coraz więcej. Zeszłej nocy pod moim domem była ich z trzydziestka- odparłam, podziwiając rośliny kwitnące w zamkowych ogrodach.- Jeden mnie zaatakował, ale poradziłam sobie z nim.
- Rozumiem- samiec kiwnął głową.
Wyglądał na bardzo zamyślonego, jego beznamiętny wzrok utkwiony był w pustej przestrzeni przed nami. Nie chciałam wyrywać go z tego stanu, więc podążałam za nim, wciąż rozglądając się po ogrodzie. Dałabym wszystko, by móc mieć tak piękne rośliny za swoim domem, jednak w Puszczy wszystko rozrastało się tak chaotycznie, że nie dało się tego opanować w żaden sposób.
- Panie, jesteśmy gotowi do drogi- z tyłu rozległ się głos jednego ze strażników.
Samiec w ułamku sekundy otrząsnął się ze swojego transu i odwrócił się szybko. Ucisk na mojej dłoni delikatnie się wzmógł i władca pociągnął mnie w stronę pałacu. Przeszliśmy szybko przez kilka komnat, każda była tak piękna i pełna przepychu, jak można było się spodziewać.
Kiedy wyszliśmy z budynku, czekał już na nas cały oddział wojowników oraz pomocników króla w swoich futrzastych, człekokształtnych postaciach. Naliczyłam dwudziestu uzbrojonych samców, między nimi dostrzegłam syna króla- Mihneę, oraz jego wnuka, Vlada IV. Oprócz tego wyczułam dwie postacie, od których bił zapach mocnej many. Była to dwójka całkowicie czarnych lwów, lwica była dosyć mocno wystrojona, zaś lew miał na swoim pysku czaszkę bliżej nieokreślonego stworzenia.
Kiedy władca puścił moją rękę, natychmiast przyjęłam swoją lwią formę. Nie istniała dla mnie postać pośrednia. Przebiegłam szybko na początek grupy i przyjrzałam się wszystkim uważnie. W zupełności wystarczyłaby mała garstka tych wszystkich lwów, ale nie śmiałam zarzucić tego królowi.
- Dal ultrinnan ulu el'inssrigg*- rzuciłam na tyle głośno, by wszyscy to usłyszeli i uśmiechnęłam się, kiedy dostrzegłam, że nikt nie zrozumiał moich słów.

Truchtałam kilka metrów przed całą grupą, co jakiś czas oglądając się na nich, czy nikt się nie zgubił. Wybrałam drogę przez lasy, okrężna podróż zajęłaby nam trzy razy dłużej, a między drzewami zawsze łatwo zgubić szlak. Dobrze, że trafiłam do zamku wczesnym rankiem, inaczej nie zdążylibyśmy dotrzeć na miejsce przed świtem, a tak trafimy w moment idealnie po zmroku, kiedy te podłe stwory pojawiały się pod moim domem. Chciałam mieć już ten problem z głowy, żeby wrócić do swojego normalnego życia i nocnych polowań.
- Ssussun- szepnęłam tuż przed przekroczeniem granicy mrocznego lasu.
Zaklęcie to odganiało tutejsze duchy, zapewniając je o braku problemów. Było bardzo potrzebne dla tych, którzy nie byli pod opieką Yasmin i miewali problemy z tutejszymi stworami. Magiczna aura objęła wszystkich, którzy podążali za mną.
Po jakiś dziesięciu minutach dotarliśmy do mojej chatki, zbudowanej z ciemnego hebanowego drewna. W środku jak zawsze tliły się świece, które dzięki magii nie wypalały się mimo upływu czasu.
Zgodnie z moimi przewidzeniami, niemal od razu usłyszeliśmy dźwięki wydawane przez te przeklęte bagiennie kreatury- coś pomiędzy rykiem, a bulgotem.

Vlad?


*Dal ultrinnan ulu el'inssrigg- Od zwycięstwa do tawerny

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Od Vlada III CD Velasta

Spojrzałem na lwicę z zainteresowaniem.
- Podaj proszę opis tych stworów...- powiedziałem po czym oparłem się o tron. Draństwo nie było zbyt wygodne, właściwie był to kawał litego drewna w którym wyrzeźbiono tron, nie było na nim żadnego materiału, który mógłby czynić go wygodniejszym. Specjalnie kazałem go takim zrobić, by przypominał mi i kolejnym władcom o tym, że władza nie zawsze jest przyjemna. Lwica zaczęła opisywać bestie, które nachodziły jej chatę a ja coraz bardziej się niepokoiłem. Kiedy skończyła kiwnąłem głową po czym zwróciłem swój wzrok na mojego syna.
- Mircza sprowadź Morganę i Malaganta. Niech Mihnea zbierze oddział dwudziestu najlepszych wojowników. Jutro zajmiemy się tymi stworami.- powiedziałem po czym wstałem z tronu i podszedłem do lwicy.
- Co mam powiedzieć Mihnei odnośnie dowódcy?- zapytał Mircza, na co ja odwróciłem się do niego.
- Jak to co? Jak chce może też jechać i wziąć Juniora, przyda im się nieco praktyki, ale to ja poprowadzę wojowników.- odparłem po czym odwróciłem się z powrotem do lwicy.
- Pozwól Pani, że przejdziemy się po ogrodach. Trochę potrwa, zanim przygotują się do wyjazdu.- powiedziałem i podałem jej ramię, które ona złapała i razem poszliśmy w kierunku ogrodów.
- Chciałbym wiedzieć, kiedy mniej więcej pojawiły się te stwory. Oczywiście nie wymagam dokładnego dnia ale tak w przybliżeniu.- powiedziałem po czym podprowadziłem lwicę do ławki stojącej nieopodal kilku krzewów róż.
<Velasta?>

Od Velasty CD. Vlad III

Poprzedniej nocy
Zmrużyłam oczy, spoglądając przez okno chatki. Od bitych trzech godzin pod moimi drzwiami stały stwory, które nie przypominały niczego, co spotkałam w ciągu wszystkich lat swojego życia. A myślałam, że widziałam już wszystko. Nie przeszkadzała im sól, działająca na złe duchy, srebra, ogniem też nie bardzo się przejmowały. Nie przypominały niczego, nie mogły być do niczego porównane. Ogromne, człekokształtne, porośnięte zieloną łuską. Z obu stron szyi wyrastały im czerwonawe wyrostki, przypominające wachlarze. Ich pyski przypominały zdeformowane ludzkie twarze. Miały czerwone oczy, które lśniły mrocznym blaskiem, z paszczy wystawały im ostre jak igły zęby, z których sączył się jad. Były tak obrzydliwe, że nie mogłam na nie patrzeć, jednak z drugiej strony, nie mogłam oderwać od nich wzroku. Żadne zaklęcia wypędzające, wiążące ani inne nie działały, jakby spływały po ich obślizgłych łuskach.
Po tym jak jeden z nich podrapał mój bok swoimi ogromnymi pazurami, miałam pewność że nie są pokojowo nastawione. I nie miałam najmniejszej ochoty opuszczać bezpiecznej chatki.
Przybrałam ludzką postać i zaczęłam kręcić się po pokojach, szukając kolejnych broni do naostrzenia. Nie zamierzałam spać, a warto było zająć się czymś użytecznym. Stwory dalej uparcie waliły w moje drzwi i drapały ściany, jednak wiedziałam, że nigdy nie przebiją się przez magiczną barierę, którą pokryta była cała chatka. Westchnęłam ciężko, ustawiając drewniane krzesło przed oknem i usadzając się na nim z poręczem sztyletów oraz osełką.

-Życzysz sobie czegoś, Pani?- zapytał samiec, stojący po prawej stronie ogromnych drzwi.
- Mój dom został zaatakowany przez nieświęte istoty- poinformowałam, rozglądając się po sali audiencyjnej.
Jeden ze strażników parsknął cicho, jednak zamarł, gdy spojrzałam na niego z naganą. Vlad III spojrzał na mnie krzywo, bębniąc pazurami w nałokietnik swojego ogromnego tronu.
- Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego- dodałam zgodnie z prawdą.
Widziałam jak na twarzy władcy pojawia się cień wątpliwości zmieszany z czymś jeszcze, z wyraźną ciekawością.

Vlad?

niedziela, 16 czerwca 2019

Od Vlada III Nie wszystko złoto, co się świeci

Przyjmowanie na audiencji poddanych to zajęcie żmudne i zazwyczaj dość przykre. Raczej nikt nigdy nie przychodzi na audiencję tylko żeby przywitać się z królem bądź porozmawiać o dobrych rzeczach dziejących się w królestwie. Właściwie zawsze poddani przychodzili z jakimiś problemami, które trzeba było rozwiązać. Mimo wszystko wolałem rozmawiać z prostymi mieszkańcami niż z arystokracją. Przynajmniej w przypadku rolników lub mieszczan miałem pewność, że mówią to co czują a nie kłamią byle by się przypodobać. W tej kwestii byli bardzo podobni do dzieci, które również nie przejmują się opiniami innych i mówiły to, co naprawdę czuły. Tego dnia audiencja nie była zbyt trudna, nikt nie przyszedł z jakąś kłopotliwą sprawą, za wyjątkiem jednej lwicy, której syn został aresztowany za kradzież i został skazany na dziesięć uderzeń w ręce. Nie żyło im się najłatwiej a wtedy dziecko jego siostry było umierające więc zabrał z apteki bardzo drogie lekarstwo dla niego. Oczywiście od razu wysłałem posła, który miał wstrzymać egzekucję a także przekazać rodzinie lwicy nieco pieniędzy by ich stan życia się poprawił. Od ponad pięćdziesięciu lat walczyłem z wyzyskiem w państwie i biedą ale wciąż zdarzały się sytuacje jak ta. W końcu po kilku godzinach mogłem zejść z tronu i udać się do swojego gabinetu. Wtedy jednak do sali weszła jakaś lwica.
- Życzysz sobie czegoś pani?- zapytał jeden z gwardzistów a ja z powrotem zająłem miejsce na tronie.
<Velasta?>