Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początek wolności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początek wolności. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Od Rin CD Manero

Podeszłam do okna, stając obok srebrzystowłosej dziewczyny. Patrzyłam na widok, który i tak już doskonale znałam, wpatruję się w niego codziennie od szesnastu lat, lecz mimo to i tak uśmiechnęłam się, gdy tylko zobaczyłam go z bliższej odległości.
- Rzeczywiście jest tu dosyć spokojnie, ale to nie znaczy, że monotonnie. Możesz tutaj zostać ile tylko chcesz, Północ jest otwarta dla każdego. Możesz się nawet zatrzymać na dworze, nikomu to nie będzie przeszkadzać. Pracą się nie przejmuj, prędzej czy później coś znajdziesz, na razie powinnaś się oszczędzać, jak powiedział lekarz - powiedziałam, po czym odeszłam od okna i podeszłam do jednego z krzeseł przy stoliku - Przyniosłam ci posiłek, jakbyś była głodna to nie krępuj się i śmiało proś nawet o dokładkę. Na krześle masz parę dodatkowych ubrań, bo zdaje sobie sprawę, że te, które mam w szafie pewnie są dosyć niedopasowane do twojej budowy. Jakbyś czegoś potrzebowała to śmiało pukaj do komnaty obok, po lewej. Z pewnością tam będę, a jeśli nie, to zapewne Rose czy ktoś powie ci gdzie poszłam - dodałam kładąc przyniesione przez siebie rzeczy na krześle bądź stoliku, po czym odwróciłam się w stronę Manero. Ona uśmiechnęła się do mnie, nadal stojąc i wpatrując się w widok za oknem. Nie chcąc jej dalej przeszkadzać, postanowiłam po cichu wyjść z komnaty i tak też uczyniłam. Zgodnie z moją uprzednią wypowiedzią, skierowałam się w stronę sąsiedniego pomieszczenia, gdzie miałam nadzieję spędzić trochę czasu z moją rodziną.

<Manero? Sorrki, że krótkie :c>

Manero cd Rin

Głowa mnie nadal bolała, ale proszki, które podał mi tamten lekarz zaczynały pomagać. Chwilę mi zajęło połączenie faktów, którymi kobieta mnie obdarowała. Lady Północy, czyli że jest w pewnym sensie tutaj władczynią, nagle coś mnie tchnęło.
-Jeśli to jest twoja sypialnia, to nie powinnam się przenieść?-sama nie wiedziałam czy właśnie zadałam pytanie, czy po prostu stwierdziłam fakt. Rin jednak pokiwała przecząco głową.
-Nie przejmuj się, teraz musisz odpoczywać, nie musisz się martwić nikt tutaj nie wejdzie.
-No dobrze. -odparłam spokojnie, czując łamiącą mnie senność, czyżby, był to skutek uboczny leków? Nie wykluczona, ale skoro mają mi pomóc. Kobieta o krótkich włosach, podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę wyjścia.
-Odpoczywaj, przyjdę  później. -Gdy tylko drzwi do pomieszczenia znowu się zamknęły, położyłam głowię na miękkiej poduszczę i prawie, że natychmiast usnęłam. Obudziłam się parę godzin później, podniosłam się do pozycji siedzącej i przesuwając wzrok po pomieszczeniu zatrzymałam go na widoku z okna..
-Więc to jednak nie był sen. -powiedziałam, po czym podniosłam się i podeszłam w stronę okna opierając się o parapet, wcześniej je otwarłszy. wciągnęłam w swoje płuca świeży wieczorny zapach i tlen. -Jak tu pięknie. powiedziałam popuszczając głowę na zaplecione ręce, znajdujące się na parapecie. Chciałam podziękować, z pomoc Lady Północy i tamtemu lekarzowi, który co prawda za jej rozkazem się mną  zajął. Moje oczy wyłapały straż chodzącą po murach zamkowych, miałam wrażenie, że tu życie toczy się inaczej niż w moim poprzednim domu.
-Widzę, że już lepiej się czujesz. -usłyszałam głos za sobą, który spowodował w moim ciele dreszcz, spowodowany nagłym zaskoczeniem.  odwróciłam się w stronę już  znanego mi źródła tej tonacji.
-Tak, dziękuje za pomoc i przepraszam za problem.
-To nic takiego.
-Mimo to chciałabym spłacić dług. -powiedziałam odgarniając włosy do tyłu, które w tym momencie zastały poruszone, przez wiatr, wpadający do pomieszczenia. -Widzisz pani, chyba chciałabym pracować dla ciebie, skoro i tak niema,  gdzie iść. - powiedziałam z lekko opuszczonym wzrokiem. Lecz tuż po chwili, odwróciłam się w stronę okna. -Wasze tereny są takie piękne i wydają się takie spokojne. Chciałabym tutaj zostać jeśli to nie problem.

(Rin)

piątek, 14 czerwca 2019

Od Rin CD Manero

Wyszłam z komnaty i natychmiastowo skierowałam się do lekarza, aby mógł opatrzyć jej rany i sprawić, że po pewnym czasie wróci do siebie. Na szczęście, nie znajdował się on zbyt daleko, w dodatku był dosyć charakterystyczną osobą, która przemieszcza się po korytarzach, czasem bez celu, jak każdy z nas. Nie jest on jedynym medykiem, lecz jednym z najskuteczniejszych, dlatego to on przyjmuje większość pacjentów, co zresztą z entuzjazmem robi.
Podeszłam do niego i bez zbędnego owijania w bawełnę, od razu przeszłam do sedna sprawy, mówiąc jedynie, żeby poszedł za mną, bo potrzebna jest mi jego pomoc. Nie chciałam podawać zbyt wielu informacji, miałam dziwne wrażenie, że owa lwica nie chce, aby mówiono o niej otwarcie na zamku, kiedy to nie jest potrzebne. Medyk posłusznie podążył do mojej komnaty, do której wszedł pierwszy, ponieważ ja musiałam się zatrzymać z powodu małej Aryi, która biegła w moją stronę, wyrywając się z uścisku szesnastoletniej Rose. Rozłożyłam ramiona, w które dziewięcioletnia dziewczynka z ochotą wpadła, z wielkim uśmiechem na ustach. Byłam jednak potrzebna w komnacie, więc wzrokiem przywołałam Rosalie, która chwyciła swoją siostrę za rękę. Obiecałam im gorąco, że dzisiejszy wieczór i noc spędzę razem z nimi. Chyba będę musiała spać gdzie indziej, skoro ta kobieta na razie jest na tyle osłabiona, że nie powinna w ogóle się wysilać. Rose wróciła do zabawy z Aryą, a ja w końcu weszłam do pomieszczenia. Podeszłam do przeciwległego końca łóżka, w którym na nowo dziewczyna się znalazła, i przysiadłam na krześle, które zawsze tam stało. Medyk w międzyczasie zajął się opatrywaniem jej ran i próbami doprowadzenia jej ciała do normalnego stanu.
- Sądzę, że wróci do zdrowia, lecz nie powinna się przemęczać... Trochę tak, jakby przeżyła jakiś atak. Ból powinien zniknąć po paru minutach, jakby coś się działo, proszę mnie zawołać, pani - kiwnęłam głową, a lekarz wyszedł z komnaty, a ja znów zostałam sam na sam z kobietą.
- Skoro spędzisz tutaj jeszcze pewien czas to chyba warto się zapoznać. Rin Kagamine, Lady Północy, jeszcze raz witam w skromnych progach Winterfell. Chociaż wolałabym spotkać się w innych okolicznościach - uśmiechnęłam się, opierając się o ścianę z tyłu.
- Manero Ao... - odpowiedziała słabym głosem, od czasu do czasu pocierając czoło, jakby to miało zniwelować ból kłębiący się pod jej czaszką.

<Manero?>

wtorek, 11 czerwca 2019

Od Manero cd Rin

 Odzyskałam świadomość, chciałam otworzyć swoje oczy, ale powieki były niemiłosiernie ciężkie. Słyszałam rozmowę, a raczej głos, który należy do kobiety, tak na pewno do kobiety. Wreszcie udało mi się otworzyć oczy, powoli podniosłam się do góry. Ta kobieta cały czas do mnie mówiła, pytała czy pamiętam drogę. Jak można było, by zapomnieć! Skóra na moim pyszczku się zmarszczyła, a ogon niespokojnie się poruszył.
-Tak, pamiętam. Ogniki mnie tu pokierowały, ale ważniejsze czego ty chcesz od przeklętego dziecka. -Twarz kobiety zdradziła zaskoczenie,  skupiłam na sobie jej wzrok. Podejrzane, było to że  ktoś zewnątrz chciał mi pomóc. Jednak w tej osobie, było coś co mnie uspokajało, mimo wyglądu i ubioru jakby miała żałobę.
-Jest tak jak mówiłam, nie mogłam zostawić osoby, która potrzebuje pomocy.
-Nikt nie pomaga nikomu obojętne, w szczególności mnie! -War kłam podenerwowana, nie wiedząc jak się zachować. Do tej pory nie ufałam nikomu oprócz kapłanom, którzy mnie znali. Lecz jej postawa nie uległa zmianie nadal, była spokojna. Jej postawa bardzo mnie zaskoczyła, więc szybko się uspokoiłam. Kobieta coś mówiła do mnie, ale nie byłam w stanie zrozumieć słów grzmiący w moich uszach. Zeskoczyłam z łóżka, nie za bardzo zwracając uwagę na szaro włosa.
-Przepraszam. -powiedziałam, po czym przemieniłam się w człowieka i oparłam się o przyjemnie chłodną ścianę. Całe ciało mnie bolało, dopiero teraz zwróciłam uwagę na ilość siniaków i ran ciętych na moim ciele. Czułam jakby, ktoś rozsadzał mi głowę od środka, czyżby trucizna? Spojrzałam na towarzyszkę, był przerażona. -To nic takiego. -wypowiedziałam słaba, a ona w mgnieniu oka znalazła się przymnie, a następnie pobiegła w stronę drzwi.

(RIN)

Od Rin CD Manero

Północne królestwo jest niezwykle pięknym miejscem, nawet jeżeli przez większość czasu panuje tutaj zima, jakby czas kompletnie się dla nas, mieszkańców tego miejsca, czas się kompletnie zatrzymał. Lecz i tak kocham podróżować i zwiedzać coraz to nowe zakątki Północy. Mimo, że żyłam tu długo to i tak nie zdołałam poznać tej okolicy na tyle, aby na wylot znać każdy zakręt i wiedzieć gdzie on prowadzi. Dlatego kiedy tylko mogłam, wymykałam się z zamku Winterfell i pieszo przechadzałam się po okolicy. Głównie celem moich spacerów były lodowe jaskinie i tunele, niezwykle piękne i zapierające dech w piersiach swoim widokiem. Tak było również i dzisiaj. Postawiłam sobie cel, aby zobaczyć większą część wszystkich jaskiń i tuneli, jeżeli nie całe.
Nic nie zmieniło się w wyglądzie lodowych miejsc, oprócz pewnego małego mankamentu. Pod jednym z drzew, niedaleko miejsca, gdzie jaskinie się zaczynały, ujrzałam lekko żółtawą lwicę z brązowymi aspektami na sierści. Zaciekawiona podeszłam bliżej, myśląc, że ta osoba po prostu usnęła w długiej wędrówce ku tunelom. Będąc szczera, lekko się wystraszyłam, kiedy dowiedziałam się, że byłam w błędzie. Jej klatka piersiowa podnosiła się równomiernie, jakby w zwolnionym tempie, a ona sama nie reagowała na dotyk i słowa. Zemdlała, to jest najbardziej prawdopodobne, więc postanowiłam jakoś przetransportować ją do zamku, aby mogła w spokoju dojść do siebie. Nie było to znów aż tak bardzo daleko.
~*~
Nie byłam przyzwyczajona do dźwigania ciężarów, ale po kilkunastu minutach jakoś udało mi się przenieść ją do głównej bramy zamku. Poprosiłam zatem jakiegoś niezidentyfikowanego strażnika, aby pomógł mi dotrzeć z lwicą do komnaty. Okazało się oczywiście, że tak jest o wiele łatwiej i w ciągu następnych kilku minut nieprzytomna osoba znalazła się w mojej komnacie, gdzie starałam się ją ułożyć na łóżku najwygodniej jak potrafiłam. Usiadłam przy stoliku i kiwnęłam głową na strażnika, uśmiechając się do niego ciepło. Najwyraźniej przyjęli mnie jako nową Lady Północy, z czego niezwykle się cieszyłam. Kiedy już miał wychodzić, wstałam i zatrzymałam go.
- Dopilnuj proszę, aby nikt tu nie wchodził. Nikt, nawet mój mąż i nasze dzieci, dobrze? - nie mogłam się zdecydować, czy to było stwierdzenia czy pytanie, lecz strażnik najwyraźniej zrozumiał to jako rozkaz. Pokiwał głową i wyszedł, a ja wróciłam na swoje miejsce i obserwowałam lwicę, chcąc zobaczyć moment jej wybudzenia, co zresztą nastąpiło chwilę później. W mgnieniu oka przybliżyłam się do łóżka, a ona powoli podniosła się do pozycji siedzącej.
- Witaj na zamku Winterfell. Znalazłam cię pod drzewem, więc rozumiesz, że nie mogłam przejść obojętnie. Pamiętasz może jak się tu znalazłaś? Nie chodzi mi o komnatę, ale o Północ i jej tereny - zaczęłam widząc zdezorientowanie w oczach lwicy.

<Manero? Wybacz, że późno>

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Od Manero do Rin "Początek wolności"

Otworzyłam oczy, czując na twarzy przyjemne muskanie porannych promieni słońca. Spojrzałam w stronę okna, które przepuszczało światło do pomieszczenia. Spokojnie wypuściłam dwutlenek węgla zebrany w moich płucach w przestrzeń, powoli podniosłam się z łóżka, by je zaścielić. Zeszło mi to dosyć szybko, przebrałam się w codzienne ubrania i po cichu wyszłam z pokoju, by nie budzić lokatorów śpiących w sąsiednich pokojach, skierowałam się do wyjścia cichym krokiem.
-Ale dziś jest wyjątkowo pięknie. -Powiedziałam sama do siebie, patrząc w niebo i jednocześnie wkładając buty. Podniosłam się i postukałam czubkiem prawego buta w ziemię, by go poprawić, a następnie ruszyłam jak co rana na poranny trening. Ruszyłam więc przed siebie, by wyrobić się przed śniadaniem. Wszyscy mieszkańcy jeszcze spali, przynajmniej tak mi się wydawało, aż do momenty, w którym zawracałam, wtedy zmieniłam się w wilka i wbijając pazury w ziemię, zwiększyłam swoją prędkość i po chwili znajdowałam się z powrotem w świątyni.
-Manero! Mane! -do moich uszu dotarło wołanie mojego mienia, ruszyłam w jego stronę, wtedy ujrzałam kapłana.
-Jestem. -powiedziałam, zatrzymując się parę kroków od jego osoby.
-Gdzie ty się włóczysz? Zaraz jest śniadanie.
-Byłam na porannym treningu i jestem gotowa. -Odparłam, zmieniając się w człowieka.
-Dobrze, po śniadaniu pójdziesz ze mną. -kiwnęłam głową na znak, że rozumie i skierowałam się wraz z opiekunem do jadalni. Gdy przeszliśmy przez drzwi, okazało się, że wszyscy na nas czekali, aż zrobiło mi się głupio, powolnym krokiem szłam na swoje miejsce, które znajdowało się na drogim końcu niedaleko kapłana. Usiadłam na miejscu, a Nor wstał.
-Zebraliśmy się już wszyscy, więc podziękujmy Bogom za ten posiłek. -wszyscy podnieśliśmy się z siedzisk i zaczęliśmy odmawiać mantrę dziękczynną. Gdy skończyliśmy, zabraliśmy się za posiłek, jak zawsze, był przepyszny. Sięgnęłam ręką po kubek, ale ten pękł tuż przed moim dotykiem, powodując, że połowa jego zawartości się wylała na stół, cała tą sytuacją zwróciła uwagę wszystkich na moją osobę. Wszyscy wiedzą, że taki znak to omen, lub ostrzeżenie. Wypuściłam powietrze z płuc, sięgnęłam po serwetki i wytarłam napój i powróciliśmy do posiłku. Po paru minionych minutach skończyło się śniadanie, wyszliśmy na zewnątrz i usłyszeliśmy ogromne poruszenie pod murem, jeden z mieszkańców. Obserwowałam, co się dzieje. Odwróciłam wzrok tylko na chwile, a gdy wróciłam wzrokiem do bramy, to członkowie stada wbiegli do środka i ruszyli w moją, widząc, że wyjmują ostrza, ruszałam w przeciwnym kierunku. Wbiegłam do świątyni, przemieniłam się lwa tuż po przekroczeniu drzwi świątyni.
-Tutaj jest! -wbiegli chwile po mnie.
-To wszystko twoja wina! Karo bożą.
-Ty mordujesz po nocach niewinnych i zostałaś skazana na śmierć! -wszyscy krzyczeli, a mieszkańcy świątyni nie mogli nic zrobić. Wyciągnęli mnie siłą za mury świątyni i zaczęli okładać, korzystając z ich chwilowego rozproszenia, ruszyłam w las. Słyszałam jak, ktoś wołał „łapać ją”. Biegłam przed siebie, mając nadzieje, że im ucieknę. Nagle na mojej drodze pojawiły się błękitne ogniki, ruszyłam za nimi, a one zaprowadziły mnie do lodowego tunelu. Gdy z niego wybiegłam, nieznany mi dotąd krajobraz. Zmęczona położyłam się pod pobliskim drzewem i zasnęłam, bo nie wiedzieć czułam się tu bezpiecznie.

(Rin?)